Osoby żebrzące na ulicach lub zaczepiające klientów dużych sklepów budzą skrajne uczucia, czasami zdarzają się sytuacje wyjęte żywcem z polskich kabaretów.
Dziś jednak chciałabym wspomnieć o tzw. domokrążcach czyli osobach wędrujących od domu do domu lub od mieszkania do mieszkania, ale nie w celu sprzedania nam czegokolwiek. Osoby takie pukając do naszych drzwi proszą, a często też domagają się zrealizowania wyspecjalizowanych , niekiedy bezczelnych żądań. Przy tym nie po wszystkich widać bezdomność, nędzę czy inne perypetie życiowe.
Zebrałam od koleżanek ich perypetie z udziałem domokrążców.
Pan Zdzisio
Zapukał kiedyś do drzwi mojej koleżanki, która mieszka w domkach szeregowych i poprosił o coś do jedzenia. Ponieważ koleżanka kupuje obiady w stołówce i zawsze zostaje jej dużo zup, zaproponowała panu Zdzisiowi słoik zupy.
Następnego dnia i następnego pojawiał się znowu z komentarzem, że zupa żonie bardzo smakowała. Kiedyś zapytał, czy koleżanka nie ma garnka, bo się panu Zdzisiowi garnek spalił i teraz nie ma w czym zupy podgrzać. Koleżanka garnka na zbyciu nie miała.
Kiedyś pan Z. zapytał o coś innego niż zupa, bo trochę im się z żoną przejadły. Koleżanka zdziwiona trochę, dała chleb, resztki ciasta i jabłka.
Pewnego dnia zjawia się pan Z. ale od progu woła, że dziś nie po prowiant, tylko kubeł chciał pożyczyć.
- Jaki kubeł ? – pyta koleżanka
- Ten , co to go pani ma w garażu – odpowiada
- Ale to jest mój pojemnik na śmieci!
- No właśnie o to się rozchodzi, bo wie pani, ta lekarka, co to obok mieszka, daje mi zarobić, ale muszę z jej ogrodu wszystkie śmieci wywieźć...
- To niech lekarka da swój kubeł...czemu mój chce pan zabrać?
- Ale pani nieużyta!
Koleżance kopara opadła poniżej kolan chyba...
Pani Siwa
Inna z koleżanek mieszka w domu wolnostojącym i tam także zjawiają osoby poszukujące łatwego łupu bez pracy.Razu pewnego osiedle domków nawiedzała pani nieokreślonego wieku, z racji koloru włosów nazywana przez mieszkańców Siwą.
Dzwoniła do furtek i prosiła o wsparcie. nie wszyscy otwierali, ale niektórzy dawali: jakieś drobniaki, papierosy, chleb. Pani Siwa kilka domów dalej robiła przegląd swojego worka i co jej nie pasowało wrzucała komu popadło za ogrodzenie. W końcu sąsiedzi wkurzyli się na takie zachowanie, dogadali się i solidarnie przestali pani Siwej otwierać drzwi. Na to Pani siwa stanęła w centralnej części osiedla domków i wrzeszczała na całe gardło:
- O, popatrzcie k...a, poobrażali się hrabiostwo, nawet gęby za drzwi nie wystawią, biednego człeka nie poratują, ja se nogi uchodzę, a oni skubańcy, psami poszczują...
Tak pomstowała długo jeszcze, w końcu widziała, że nie przelewki i powędrowała dalej...
Bezdomny z działek
I mnie trafiały się wizyty pana , który mówił, ze jest bezdomny i mieszka na działkach, prosił o coś do jedzenia. Jednego razu podzieliłam się tym, co miałam w lodówce.
Pan przyszedł znowu, ale w lodówce były pustki, więc dałam dżem, ogórki kiszone własnej roboty, suchary. Mąż śmiał się , że bezzębnemu suchary dałam. Trudno, niech moczy w herbacie. Kiedyś nie chciał chleba, tylko coś do chleba..ja mu na to, że to nie sklep, ewentualnie słoik zupy mogę mu dać. Zupy nie chciał, bo nie ma w czym podgrzać.
Ostatni raz przyszedł w upały, daliśmy butelkę wody, jakieś owoce i nie pamiętam, co jeszcze, a mąż pyta:
-czy nie chciałby pan czapki z barana?
- w taki upał?
- upały się skończą, to czapka się przyda...
Czapki niestety nie wziął i więcej się nie pojawił.

