Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 lutego 2026

Z poczekalni...

 

Poczekalnia to czekanie, czasem bardzo długie, niekiedy całkiem  krótkie, a i miejsc oczekiwania na coś może być wiele ( przychodnia, dworzec, kolejka w sklepie, lotnisko, restauracja).

Czy wiecie, że nawet CZEKANIE doczekało się badan naukowych?

Okazuje się, że w różnych poczekalniach spędzamy od roku do dwóch lat!
90% czasu oczekiwania znosimy bez problemu, najgorsza jest końcówka. Gdy to przeczytałam, to faktycznie przyznaję, że najgorszy był rok do emerytury, ciągnął się strasznie...

Dzisiaj czas oczekiwania, nawet bardzo długi, upływa nam znośniej dzięki postępowi technicznemu, mamy do dyspozycji telefon z Internetem, audiobooki, tablety, wreszcie książki lub czasopisma. Rozmowy też należą do czasoumilaczy (chyba że trafisz na trudnego rozmówcę ), w dodatku w wielu miejscach oczekiwania, wyświetlają nam informacje  typu: czas oczekiwania, zmiany w opóźnieniu, numer klienta itd.

Pandemia covidowa spowodowała, że w wielu miejscach już obowiązują zapisy godzinowe, a nawet minutowe i jak najmniej ludzi w poczekalni, zdarzają się jednak poślizgi, a wówczas w poczekalni przydają się czasopisma. Często z tego korzystam, bo jednak do książki potrzebny jest inny rodzaj skupienia.

Nawet te rewelacje o czekaniu wynotowałam z czasopisma, bodajże Świat Wiedzy.

Zwróciło moją uwagę podsumowanie na temat turystyki. Podano miasta, które najwięcej zarabiają na turystach z całego świata:
Dubaj - 29 mld dolarów
Londyn - 16,1 mld
Amsterdam - 13,6 mld

Barcelona - 12,7 mld
Nowy Jork - 12,5 mld
Paryż - 9,8 mld

Liczby te mogą przyprawić o ból głowy!
A czym jest ból głowy? jest doznaniem wywołanym przez podrażnienie receptorów bólowych w obrębie opon mózgowych, w naczyniach krwionośnych w głowie oraz w tkankach otaczających np. mięśniach karku.
W dziewięciu na 10 przypadków jest to ból napięciowy, spowodowany najczęściej stresem. Bardziej dotkliwa bywa migrena, gdyż towarzyszą jej dodatkowe elementy, jak mdłości, dreszcze, wrażliwość na światło, dźwięki i zapachy... jak mawiała moja babcia - najgorszemu wrogowi nie życzę.
Równie ciekawym jest, co powodować może ból głowy?
Zimno, kaszel, ciasna gumka do włosów, zmiany w obrębie odcinka szyjnego kręgosłupa, wady wzroku, nocny bezdech, alkohol, hormony, brak snu, strach, podekscytowanie...
A leki? najczęściej środki przeciwbólowe, ale i akupunktura, sok z selera, ruch na świeżym powietrzu....


Jeśli macie jeszcze trochę cierpliwości, to warto poczytać o dzięciurach!
Dzięciury, to kuzyni naszych dzięciołów, występujące w obu Amerykach. Nasze swojskie dzięcioły są przy tych amerykańskich leniwe, bo robią jeden lub kilka otworów w drzewie, zjadają robala, soku popiją, a te za oceanem potrafią w jednym dębie zrobić 50 tysięcy otworów i naupychać w nich zapasy na bardzo długo.
W dodatku, ich spiżarnie liczą nieraz ponad 100 lat, bo są dziedziczone! w okresie lęgowym dzięciury żywią się owadami, owocami i sokiem drzew.

Na koniec, już dla najbardziej wytrwałych, kilka ciekawostek o wskrzeszaniu. Na szczęście nie o ludzi tu chodzi, a o próby przywracania wymarłych gatunków zwierząt, takich jak ptak dodo, ptak moa, wilk workowaty.
Powstał bowiem zespół pod nazwą COLOSSAL, który zajmuje się ratowaniem gatunków zagrożonych wyginięciem. Szacuje się , że do 2050 roku zniknie z naszej planety 1/3 dzisiejszych gatunków zwierząt.
Zespół naukowców (m.in.biolog ewolucyjny, genetyk) twierdzi, iż możliwym byłoby reaktywowanie niektórych zwierząt uznanych za wymarłe. Jest oczywiście wielu przeciwników tego zamierzenia, bo problemem byłoby znalezienia miejsca we współczesnym ekosystemie dla przywróconych przedstawicieli fauny.
Na razie, uczeni skupiają się na modyfikacjach genetycznych pod kątem zwiększenia odporności zwierząt na choroby. Około 80% populacji diabła tasmańskiego wyginęło z powodu nowotworów pyska. Naczelnym celem badań stało się maksymalne przyspieszenie  prac naukowych tak, by ocalić jak najwięcej  znikających gatunków...

Niebawem znów będę w poczekalni, może coś ciekawego znajdę:-)


piątek, 16 lutego 2024

Dzień z Maksem

Maks to przesympatyczny i spokojny pies. Obiecałam zaopiekować się nim w razie potrzeby, bo to pies po przejściach i nie lubi długo zostawać sam. 
Potrzebuje pieszczot i uwagi, szuka towarzystwa człowieka, nie jest absorbujący i miło z nim spacerować. 


Przybył do nas z własnym kocykiem i od razu zajął miejsce na kanapie:-)


Sporo czasu spędził też na moich kolanach, ciekawie zerkał, co też robię w danej chwili...


O pieszczoty upominał się także u męża - zostaw myszkę i pogłaszcz mnie trochę:-)


Zrobiliśmy sobie selfie, a co! a wszystkie fotki wędrowały do właścicielki Maksa, by ją uspokoić...


Wieczorem Maks poczuł zew nocy i bardzo dobrze wiedział, gdzie jest nasza sypialnia, wygodnie i ciepło:-)

Dzień z Maksem pewnie jeszcze się powtórzy i nie mam nic przeciwko.
Dziś ma być wiosennie, więc szykujemy się na wycieczkę. 
Wspaniałego weekendu Wam życzę!

środa, 4 października 2023

Dobra praktyka

 

Wszyscy znamy opowieści o imprezach integracyjnych w różnych firmach. Legendą obrosły te wyjazdy w połączeniu z popijawami, spaniem z kim popadanie i innymi żenującymi scenami.

A można inaczej. Tym razem firma postawiła na pomoc zwierzakom. Pracownicy dostali wolne od biurek i komputerów, firma zakupiła sprzęt do schroniska wedle potrzeb, pracownicy zorganizowali karmę dla zwierząt i odzież roboczą.

Każde schronisko boryka się z problemami lokalowymi i brakiem etatów, niekiedy psy wyprowadzane są raz na dwa tygodnie, a i to dzięki wolontariuszom. Słyszymy lub czytamy o akcjach zbiórki karmy i koców dla schronisk przez szkoły i harcerzy.

Młodzi pracownicy umysłowi, dla których praca za biurkiem i brak ruchu są często przyczyną chorób kręgosłupa, mogli choć raz spędzić dzień na udzielaniu wsparcia porzuconym zwierzakom: kotom, psom, królikom, szczurkom, ptakom. A wielu zadeklarowało stałą pomoc, może i adopcja się zdarzy?
Integracja miała miejsce przy pracy ze zwierzakami, przy sprzątaniu klatek i boksów, a później wspólna pizza i powrót do domu. Miło i pożytecznie spędzony dzień.

Czy mieści się Wam w głowie, że króliki znajduje się w klatkach porzucone na śmietniku? Dziecko chciało króliczka, zwierzę urosło, zaczęło zawadzać... ale na śmietnik? razem z klatką?

Dobre praktyki dotyczą nie tylko pomocy w schroniskach dla zwierząt. Słyszałam o firmach, które zaopatrują szpitalne oddziały dziecięce w książki i zabawki, opiekują się uchodźcami z Ukrainy,  osoby prywatne opiekują się niemowlakami w izbach małego dziecka , małe firmy szwalnicze szyją specjalne poduszki dla szpitali onkologicznych, indywidulanie dziergacze wykonują skarpety i czapki dla potrzebujących. 

Budujące jest zorganizowane pomaganie starszym samotnym osobom przez młodych ludzi, i to nie tylko pomoc w zakupach, ale po prostu we wspólnym spędzaniu czasu w domu podopiecznych czy  na spacerach.

Czy znane są Wam inne dobre praktyki zbiorowego pomagania lub indywidualne?


czwartek, 29 czerwca 2023

Powierniczka ...

 

Z reguły, to w czasie wizyty u fryzjera czy kosmetyczki klientki mogą wyżalić się do woli lub wymienić doświadczeniem z innymi klientkami.

Tym razem przyszło mi pełnić rolę powierniczki dla mojej fryzjerki, która miała zły czas.

Poszłam na umówioną wizytę, ale od progu widzę, że coś jest nie tak. Fryzjerka nieumalowana, omija mnie wzrokiem, odpowiada od niechcenia.

Przygotowując mi farbę do włosów odbiera telefon, domyślam się, że chodzi o przełożenie wizyty innej klientki na kolejny dzień. Kobieta niechętnie się zgadza, a odkładając telefon rzuca w powietrze: to już nie wiem kiedy pójdę na ten urlop... i rozpłakuje się straszliwie. Delikatnie próbuję zapytać czy coś się stało, bo nie może chodzić tylko o urlop.

W przerwach między napadami szlochu ( aż drżą jej plecy i ręce) próbuje wyjaśnić, że zachorował jej pies, wysiadają mu kolejny organy i pomimo codziennych kroplówek u weta, nie ma poprawy.
Pamiętałam, że już kiedyś fryzjerka leczyła go na żołądek, wydała mnóstwo kasy, aż jakiś młody weterynarz  wpadł na to, by psa po prostu porządnie odrobaczyć...

Tym razem weterynarz zasugerował uśpienie czworonoga, co przeraziło kobietę, która jest singielką, mieszka z mamą , a pies jest z nimi od 15 lat i obie nie wyobrażają sobie domu bez niego.
Wyczułam, że rozmówczyni, oczekuje jakiejkolwiek porady, bo nie wie, jaką podjąć decyzję. Pies się męczy, jej serce pęka na taki widok, ale jednocześnie nie wyobraża sobie rozstania i zadecydowania o uśpieniu.

Tego dnia, gdy ja byłam klientką, miała skonsultować się z weterynarzem, jaka jest sytuacja i co będzie dla psa najlepsze.

Doradziłam jedynie, by zaufała doświadczonemu lekarzowi i nie przeciągała tej trudnej decyzji w nieskończoność, bo to tylko rozdrapywanie rany...
Zapytałam także, czy nie potrzebuje przerwy w pracy, bo jest w strasznej kondycji psychicznej. Stwierdziła, że może wyjedzie nad morze lub do brata, choć nie jest pewna, czy nie lepiej jednak przetrwać ten okres w pracy...

Do końca mojej wizyty w zakładzie fryzjerskim jakoś się uspokoiła, porozmawiałyśmy o książkach 
( ostatnio wymieniamy się lekturami, inni klienci też coś przynoszą, taki punkt book-crossingu) i miejscach dobrych na urlop nad morzem.
Na do widzenia życzyłam jej spokoju i udanego urlopu. Następnego dnia zobaczyłam kartkę na drzwiach zakładu, że nieczynne. Widocznie pies wymagał uśpienia, a właścicielka wzięła wolne na odreagowanie , bo urlop planowała dopiero za kilka dni...



wtorek, 1 listopada 2022

Pupoświecenie :-)

 Tytuł zabawny, ale taki ma jeden z rozdziałów w książce, która wpadła mi w ręce. Książka niby dla młodego czytelnika, a sama chętnie przeczytałam i wiele się dowiedziałam nowego.

Pupy, ogonki i kuperki napisał przesympatycznie Mikołaj Golachowski, doktor nauk przyrodniczych, polarnik i podróżnik, przy współpracy Marii Bulikowskiej.

W krótkim wstępie autor pisze:

"Są na świecie pupy, o których nie śniło się filozofom! Bo któż mógłby wymyślić pancerny tyłek australijskiego wombata? .... Jeśli dodamy do tego jeszcze fantazyjne ogony, to okaże sie, że przyroda w pupach zwierzątek ukryła wiele fascynujących zjawisk i tajemnic!"

Poznajemy więc w tej książeczce niektóre zwierzęta od pupy strony. A swoją drogą mówimy: delikatny jak pupa niemowlaka; świecić goła pupą; ładna pupa to nie wszystko; zbić pupę na zgniłe jabłko; odwrócić się do kogoś pupą...


Pupa pawianów zadziwia swoim kolorem. Jest jaskrawo czerwona i służy do porozumiewania się. Gdy samicy podoba się jakiś samiec, jej pupa puchnie i nabiera jaskrawości. Wielka purpurowa pupa jest więc jak walentynka, nawet ma kształt niemal serca. Natomiast samce odwracają się pupą do przeciwnika, któremu chcą się poddać w walce.


Sarny mają na pupie tzw. biały talerz. Biała plama pojawia się jako informacja dla innych saren i dla ewentualnego wroga, jest latarnia zapalona prosto w oczy. Gdy do kompletu sarna podskakuje, to znak dla napastnika, że jest widziany , a sarny nie warto gonić, bo jest czujna i gotowa do ucieczki.


Hipopotam ma w zadku wiatraczek. Jego ogonek kreci się szybko jak śmigło helikoptera, ale nie służy do chłodzenia, a raczej do rozrzucania odchodów na wiele metrów dookoła. To zaznaczenie terenu i alarm dla rywali - trzymaj się z daleka! 

(grafika Pixabay)

Osy mają w pupach zabójczą broń, zresztą nawet ich ubarwienie o tym ostrzega. jad osy dla człowieka nie bywa śmiertelny, chyba że w dużej ilości, za to dla małych zwierząt owszem. Jesienią osy zmieniają dietę i spotkać je możemy w pobliżu soku, dżemu i ciast, uważać więc trzeba, by owada nie połknąć.

(grafika Pixabay)

Pająki mają  trzęsący się zadek, bo gdy poszukują partnerki i chcą na niej zrobić wrażenie biegają szybko i trzęsą pupą, a pupa pająka bywa strojna w jaskrawe klapki, które potrafią unieść się jak żagiel, jakby zalotnik machał chorągiewką.

(grafika CC BY-SA 2.0 DE  via Wikimedia Commons)

Owady zwane świetlikami mają w odwłokach latarnie, które są małymi fabrykami chemicznymi. Są lepsze od żarówek, bo nigdy się nie nagrzewają, więc nie marnują energii na ciepło.
Wyobraźcie sobie las pełen świetlików w ciemności, bajeczny widok!

Mam nadzieję, że zaciekawiłam Was choć trochę, a jeśli znacie inne podobne ciekawostki, napiszcie w komentarzach:-)




wtorek, 7 czerwca 2022

Trochę historii, trochę zoologii

 Tym razem nie o szkole, a o weekendzie. Staramy się każdy niemal koniec tygodnia spędzić w ruchu i z pożytkiem dla umysłu. Piątek i sobota były więc przedreptane ( razem ok.45 tysięcy kroków), a w niedzielę wybraliśmy się do Torunia.

Chcieliśmy sprawdzić, co tam słychać w ogrodzie zoobotanicznym, a później połazić po starówce.

Ogród zoologiczny w Toruniu jest niewielki, uczęszczany chętnie przez rodziny z małymi dziećmi, ale dorośli mogą się napić kawy i zjeść lody lub gofra.
Na powietrzu wybiegi dla kóz, niedźwiedzi, karakala, alpak, osiołka, surykatek, lemurów, żółwi, emu  i wielu innych. Pod dachem ptaszarnia i pawilon z gadami.
W ptaszarni spotkałam małego chłopca z notesem, w którym rysował ptaki i podpisywał drukowanymi literami. Tak pięknie nie rysują dużo starsze dzieci. Obok stała mama malca, zapytałam ile dziecko ma lat, okazało się, że dopiero 5,5 . Pogratulowałam mamie zdolnego dziecka, a przecież rodzice nie poświęcali mu całej uwagi, bo mieli jeszcze młodszych dwoje.

Zrobiłam zdjęcie kartki na wybiegu letnim dla małpek, bo bardzo spodobał mi się dowcipny napis.
W klatce dla lemurów zauważyłam, że ktoś załapał się na prywatne karmienie zwierząt z ręki, pani towarzyszyły małe dzieci i zastanawiałam się, na ile to bezpieczne, w końcu to dzikie zwierzęta...
Po spotkaniu ze zwierzętami przyszła kolej na spotkanie z historią, ale tym razem w miarę szybko nacieszyliśmy oczy gotykiem, bo na deptaku, pan w mundurze zapraszał na widowisko historyczne.
Z okazji kolejnej rocznicy śmierci dowódcy  Błękitnej Armii generała Józefa Hallera.

Rekonstrukcja historyczna tym razem dotyczyła procedury przyjmowania ochotników do ówczesnej armii z udziałem publiczności. Prowadzący miał niesamowite poczucie humoru i rozbawił największych ponuraków.

Nie czekaliśmy do końca imprezy, która miała się przenieść jeszcze na Bulwar Filadelfijski nad Wisłą, bo paliło niemiłosiernie słonce, a my byliśmy już głodni.
Nie skorzystaliśmy jednak z usług restauracji, bo w porze obiadowej trudno na starówce o wolny stolik, ale kupiliśmy co nieco ciepłych wypieków w piekarni gruzińskiej i zjedliśmy je nad Wisłą, z widokiem na barki przycumowane do brzegu.
Pierwszy weekend czerwcowy uważam za udany:-)

poniedziałek, 2 maja 2022

Nowe życie, nowe odkrycia ....


 Pamiętnik ogrodnika to nie ostatnia ciekawostka z kolejnej wyprawy. W zasadzie w Gołuchowie tyle odkrywamy, że starczyłoby na cały cykl.

Skoro jest wiosna, to dziś o nowym życiu w świecie fauny i horoskopie dendrologicznym.

W aurze coraz cieplej, więc żubry zmieniają okrywę zimową na letnią i leniwie wylegują się w słońcu.

Wokół nich uwijają się małe ptaszki, które oczyszczają prawdopodobnie futro, rogi i uszy żubrów z pasożytów. Widać było, że tym wielkim ssakom bardzo się to oczyszczanie podoba.





Równie ciekawe bywają obserwacje koni w zagrodzie zwierząt, rasa Koniki Polskie. Wielka radość dla opiekunów tych zwierząt, gdyż w tym roku pojawiły się dwa śliczne źrebaki. Udało mi się uwiecznić na zdjęciu, jak jeden z maluchów pije mleko.


Kolejna nowość, to horoskop dendrologiczny, poszczególnym drzewom przypisano daty urodzin i można z łatwością znaleźć swoje drzewo i dowiedzieć się o sobie ciekawych rzeczy. Właściwie to nie tyle chyba horoskop, ile charakterystyka typów ludzkich wedle daty urodzenia.

Okazało się, że jestem CEDREM, mój syn to JABŁOŃ, a mąż i synowa to JARZĄB, ciekawe rzeczy można z tych charakterystyk wyczytać.



W wolierze koło pałacyku myśliwskiego, w parku gołuchowskim mieszkają pawie, dawniej była tylko parka, teraz jest ich więcej, w tym pawie białe. Widziałam także jajo, ale nie byłam pewna, czy wysiadywane czy opuszczone...



W nowo odkrytej przez nas części parku podziwialiśmy natomiast kolejne pawie, które chętnie pozowały zwiedzającym oraz płochliwe daniele.


Zawsze miło przyjrzeć się z bliska różnym gatunkom magnolii i podziwiać kształt ich płatków oraz zapach.
Jak widać z kolejnych postów, dnia nie starczy, by dobrze poznać zespół pałacowo-parkowy w Gołuchowie, a sam zamek i towarzyszące mu zabudowania to kolejna porcja zwiedzania.



sobota, 5 lutego 2022

Poznajcie Maksa

 


Te oczy mówią wszystko. Maks został znaleziony w lesie. Jakiś ******** przywiązał go do drzewa i skazał na śmierć. 
Na szczęście, siostra mojej bratowej jechała rowerem ze szkoły  (uczy na wsi) i usłyszała pieska w lesie. Zabrała go do koszyka i przywiozła do domu.

Od tej pory są razem, a Maks jest ulubieńcem całej rodziny. Uwielbia spacery na długich dystansach, w parku skacze na drzewa, jakby chciał dorównać wiewiórkom.
Jest bardzo łagodny, nie słyszałam, by szczekał, kładzie się zawsze w pobliżu człowieka.
Tęskni bardzo za swoją panią, ale na szczęście zawsze jest ktoś, kto chętnie go gości.
Gdy widujemy się na spotkaniach rodzinnych, a Maks leży na kolanach swej opiekunki, to łapki kładzie na kolanach osoby siedzącej obok, jakby chciał powiedzieć: ciebie tez lubię, śmiało pogłaszcz mnie!

Gdy pandemia ogarnęła świat, opiekunka Maksa nie martwiła się o siebie, tylko pytała, czy w razie gdy trafi do szpitala, zaopiekujemy się psem?
Oczywiście, nie zastanawialiśmy się ani sekundy. Nie było na razie takiej potrzeby i dobrze, bo Maks nie lubi rozstawać się ze swoja panią.

Maks miał szczęście, ale ile takich piesków spotkał gorszy los?



poniedziałek, 13 grudnia 2021

Nietoperz za szafą...

 

Przychodzę do pracy, a korytarzem idzie dwóch panów w dziwnych strojach.   
Panowie wchodzą do sali, gdzie przechowywane są m.in. podręczniki, a księgowa pracuje co drugi dzień.

Z sekretariatu mam telefon, by nie wchodzić do tej sali, bo jest tam NIETOPERZ.
Więc ci panowie to nie straż antycovidowa, a łapacze nietoperzy!
Ale skąd  w szkole nietoperz i dlaczego się obudził?
Teorie były różne.

Przede wszystkim zwierzaka odkryła pani sprzątająca sale na trzecim piętrze. Gdy odkurzała komputer i drukarkę usłyszała dziwny dźwięk pod parapetem okiennym. Stała tam stara nieużywana drukarka. gdy zajrzała w zakamarek, zobaczyła czarna głowę z dużymi uszami.
Wybiegła z sali po pomoc, ale żadnego z panów w szkole już nie było. Trzeba było czekać do rana.
Rankiem znaleziono nietoperza na biurku, na szczęście żywego, trzeba było go złapać i oddać gdzie trzeba. panowie w strojach dziwnie kosmicznych, bo jak stwierdził jeden z nich, nietoperze są groźne i roznoszą wściekliznę.
Obok szkoły jest kościół  i sama widywałam wieczorami latające  w jego pobliżu nietoperze, może mieszkały na wieży lub w dzwonnicy?
Operacja chwytania nietoperza zakończyła się pomyślnie, nikt nie ucierpiał.

Nietoperz prawdopodobnie jesienią wpadł przez otwarte okno ( obsługa pracuje do 22.00) i ukrył się za szafą, bo nikt go nie zauważył, a generalne porządki lub wymiana kabli internetowych obudziły śpiocha i zmienił miejsce pobytu. 

Dobrze, że księgowa nie trafiła na biedaka leżącego na biurku lub nie wyleciał nagle zza drukarki, bo nie wiem, dla kogo takie spotkanie skończyłoby się gorzej...




środa, 16 grudnia 2020

Bliskie spotkania...

 Nie ma to, jak w weekend wybrać się do parku na polowanie, z aparatem fotograficznym oczywiście.

Ludzi przed południem mało, bo niektórzy sprzątają, inni po galerii biegają, a jeszcze inni z domu od marca nie wychodzą...

Nie wiem dlaczego, ale zdjęcia zamieściły się w odwrotnej kolejności do zamierzonej, opowieść będzie więc chaotyczna.

Znamy taki zakątek w naszym parku, gdzie wiewiórki stadami biegają, a ostatnio dołączyły do nich sikory, którym na jednym z drzew urządzono luksusową stołówkę.


Tutaj mąż przyłapany na polowaniu na jedna z wiewiórek, zdjęcie nieco poruszone, bo te rude tak szybko biegają, że ostrości nie zdążysz nastawić.


Na stawie w parku taki oto domek dla ptaków, obok automat z darmową karmą dla kaczek, ale oprócz tego spacerowicze karmią chlebem głównie, niezła to atrakcja dla dzieci, gdy ptaszyska pływające biją się o kawałki karmy z ptakami latającymi, a od spodu podjadają swoje ryby.


Gdy podawałam wiewiórkom orzechy, zauważyłam, że coś mi ciągle lata koło oka i ucha, pikując w stronę woreczka z orzechami.
To była oczywiście sikorka, wzięłam więc trochę kaszy na rękę i czekałam. Za chwilę jedna usiadła mi na dłoni i dziobała delikatnie ziarenka. Byłam  wniebowzięta, z tak bliska obejrzeć sobie ptaszka i czuć jego pazurki wczepione w rękawiczkę.


Sikorek było całe mnóstwo, korzystały ze swej stołówki, gdzie ziarenka, słoninka, kule tłuszczowe, wszystko widać świeże , a my czuliśmy się jak w parkowej wolierze.


Na drzewie pojemniki dla ptaków zrobione z różnych materiałów, ale największym smakołykiem była świeża słonina.


Także wiewiórki, przyzwyczajone do kuracjuszy i miejscowych spacerowiczów, chętnie podchodzą po orzechy i ścigają się między sobą o łupy, nie zdążyłam nagrać telefonem wyścigu pary rudasów spiralnie wokół pnia, gdy jednemu podałam orzech, a drugi nie dostał na czas nic.


Zając wyszedł jak wisienka na torcie, ale tak naprawdę spotkaliśmy go na początku, na wejściu do parku, a teren ten sąsiaduje z polami, gdzie niedawno kukurydza rosła.
Do kompletu brakuje tu bażantów, które czasami słychać, ale zobaczyć trudno.


Kiedyś już  pokazywałam konie, ale teraz ich nie ma, a na miejscu starych stajni pojawiły się ekipy od wyburzania. Kto wie, może powstanie nowa stadnina?
Na spacery chodzimy często, więc będziemy obserwować ...