niedziela, 22 lutego 2026
Próby i próbki...
środa, 2 sierpnia 2023
Nuda na emeryturze?
Wiele osób martwi się, co będą robić z wolnym czasem na emeryturze. Jestem już niemal rok na emeryturze i nie miałam czasu, ani ochoty na nudę. Niedobrze, jeśli żyje ktoś tylko pracą lub życiem innych, zapominając o sobie i swoim rozwoju. Powie ktoś pewnie, że aby korzystać z życia na emeryturze trzeba mieć sporo kasy, jak przysłowiowi niemieccy emeryci. Trochę w tym prawdy jest, ale nie cała prawda. Są aktywności, które nie wymagają żadnych nakładów, a jedynie chęci i otwartości, pasji tworzenia i poszukiwania tego, co dla nas w danym momencie najlepsze i daje radość.
Nie chcę tu rozpisywać się szeroko na temat oferty zajęciowej dla seniorów, bo w każdej miejscowości znajdzie się takowa, wystarczy zajrzeć do Internetu, a jeśli taka forma spędzania czasu nam nie odpowiada, zadajmy sobie pytanie - co chciałbym/chciałabym robić najchętniej lub jakie talenty warto kontynuować, a być może odkryć nowe?
Gdy odwiedzam zaprzyjaźnione blogi jestem pełna podziwu dla ich autorów, zwłaszcza emerytów za aktywność w różnych dziedzinach, od pasji czytania i rozwiązywania zagadek, poprzez rękodzieło i kulinaria, aż po ogrodnictwo czy podróżowanie.
Pamiętam koleżankę z pracy, która po przejściu na emeryturę zaczęła regularnie chodzić na basen, nauczyła się niemieckiego i zrobiła kurs oprowadzania wycieczek. W biurach podróży spotkacie wiele emerytowanych nauczycielek :-)
Jest także inna strona tego medalu. Bywa, że osoby samotne, schorowane nie mają dla siebie wielu możliwości, które dostępne są innym , wypada się zastanowić, jak można im pomóc, uaktywnić, by ich życie w tzw. stanie spoczynku nie oznaczało jedynie oczekiwania na śmierć lub kolejne wizyty u lekarzy. Oczywiście ważna jest także akceptacja takowej pomocy z ich strony, a z tym już różnie bywa.
Dlaczego o tym piszę w ogóle?
Przedstawiłam Wam kiedyś Grażynkę z Dukli -TUTAJ- która na emeryturze właśnie rozwinęła swoje pasje, a teraz przysłała mi zdjęcia swoich prac w zupełnie nowej dziedzinie, zobaczcie sami:
Ja, która tylko kwiatek i domek potrafię narysować kłaniam się nisko! Także za cierpliwość i chęć poszukiwania ciągle nowych możliwości.
A żeby nie było, że tylko po górach i skansenach latam, pochwalę się, że sweterek i chustę skończyłam, zastanawiam się tylko, czy tej chuście frędzle przyprawić?
wtorek, 2 maja 2023
Modus vivendi...
Bo odpowiedź jest pozornie prosta i chyba zależna od wieku i stanu rodzinnego, usposobienia i apetytu na życie, własnych doświadczeń i ambicji. Są jednak tacy ludzie, którym udaje się pogodzić podążanie za marzeniami z posiadaniem rodziny i pracą na etacie. Zawsze jakimś kosztem, ale to ich wybór...
czwartek, 19 stycznia 2023
Kobieta rakieta...
Zaczynała skromnie, bo najpierw był blog i prezentacja swoich wierszy. Gdy wydała pierwsze książeczki dla dzieci rozpoczęła spotkania autorskie w szkołach, przedszkolach i filiach bibliotek publicznych.
czwartek, 11 listopada 2021
Mała galeria
wtorek, 6 października 2020
Wymiana doświadczeń...
1. Blogowanie staje się dziś o tyle uciążliwe, że nie wszystko zależy od samych blogujących, czego doświadczam od pewnego czasu. Nie chodzi mi nawet o nowy interfejs, bo okazał się nie taki straszny, może z wyjątkiem niektórych drobiazgów, ile o sposoby komentowania.
Od soboty mam problemy z wpisaniem komentarza na wielu blogach i to nie tylko prowadzonych na bloggerze. Nie można komentować pod aktualnym wpisem autora bloga, natomiast można pod poprzednim.
Niektóre komentarze znikają, a niektóre są incognito, bo niby wiem, że ktoś ma włączoną moderację, ale nie pojawia się informacja o oczekiwaniu na moderację i nie wiem czy komentarz wszedł.
Czasem wpisuję się jako anonim z podpisem, bo tylko tak mogę.
A już do szewskiej pasji doprowadza mnie weryfikacja. Bywa, że liczę hydranty, schody i co tam jeszcze, a mimo to na koniec mnie wywala. Sama wyłączyłam weryfikację komentarzy, a mimo to wiem, że czasami komentujący mają z tym problemy u mnie.
Od kiedy jest ten nowy interfejs nie dostaję powiadomienia o komentarzach na pocztę i muszę przeszukiwać stare posty, bo czasem ktoś pisze komentarz wstecz.
A poza tym robi mi się smutno, gdy odpadają z blogosfery kolejne osoby, które fajnie się czytało i co tu dużo mówić, człek zżył się jak z dobrym sąsiadem... pozdrawiam tutaj Frau Be, Asmodeusza, Wojtka, Iwonę K. i wielu innych z nadzieją, że jednak wrócicie!
2. Na pewno pamiętacie takie urządzenie na obrazku powyżej. Sama miałam dokładnie takie, czerwone, z miękkimi słuchawkami, na duże kasety magnetofonowe.
Nazwa przywędrowała wraz z urządzeniem ze zgniłego zachodu w czasach, gdy polskie sklepy bogate były głównie w ocet.
Walkman, bo o nim mowa, to dziś już zabytek. Nawet nie wiem, czy ktoś gdzieś jeszcze kasety posiada.
Podobny egzemplarz przyniósł uczeń technikum na zajęcia z moim mężem. Klasa zdziwiona ustrojstwem, a chłopak wytargał ten odtwarzacz ze strychu i chciał zaimponować kolegom.
Oczywiście mąż musiał wyjaśniać na czym działanie owego zabytku polega, jak i skąd w ogóle na taśmie dźwięk i jak go odtworzyć. Było to o tyle niezrozumiałe dla chłopaków, że przyniesiony egzemplarz nie posiadał słuchawek, pewnie się zawieruszyły.
Taka to była wycieczka w przeszłość dla pokolenia, które ma cały świat w jednym smartfonie...
środa, 18 marca 2020
Śpiewałam w chórze...
Dlaczego trzy?
Najpierw był chór szkolny w podstawówce, duży , na trzy głosy, ja śpiewałam w drugim.
Wiele godzin żmudnych prób z dyrygentkami, które jednocześnie uczyły w szkole muzyki. Ale pamiętam też dopracowywanie niektórych utworów pod okiem pani ze szkoły muzycznej, zwłaszcza przed występami konkursowymi.
Obowiązywały specjalne stroje , surowa dyscyplina i nikogo nie obchodziło, że białe kolanówki i tenisówki były nie do zdobycia, rodzice stawali na głowie, by były!
Jeździliśmy na przeglądy chórów do innych miast i to z sukcesami.
Jednocześnie udzielałam się w chórze kościelnym, dumna byłam, że mam wstęp na chór, gdzie przy dźwiękach organów odbywałyśmy próby i śpiewałyśmy w trakcie niedzielnych i świątecznych mszy. Ileż znałam wtedy pieśni! Lubiłam nabożeństwa majowe, bo wtedy piękne pieśni się śpiewało…
W liceum zrobiono nabór do zespołu pieśni i tańca KUJAWY. Trafiłam do sekcji chóralnej. Znowu wiele prób, nauka piosenek ludowych, niektóre próby razem z sekcją taneczną. Bardzo ciężkie i bogate mieliśmy kostiumy, niestety nie mam z tego czasu żadnych zdjęć, nie było telefonów komórkowych, fotograf przychodził na występy, ale uczniowie zdjęć nie dostawali. Jest pewnie jakaś fotka w kronice szkoły, ale nie mam dostępu.
Od koleżanki wiem, że dziś trudno zebrać chętnych do chóru szkolnego. Młodzież chciałaby występować solo, robić szybko karierę, bez wysiłku, często i bez talentu czy przygotowania.
Kiedyś śpiewało się głównie a’capella, dziś często zespoły czy chóry śpiewają z podkładem muzycznym lub z orkiestrą.
Te epizody spowodowały, że doceniam piękno śpiewu chóralnego i wkład włożony w przygotowanie występu na żywo.
Jako ciekawostkę podam słowa dwóch piosenek ludowych, doceńcie ich mądrość życiową i dowcipny tekst.
****
Wilczysko ci się ożeniło,
Na ziemię ogon opuściło
Potem sobie smutno zawyło,
Oj, lepiej to mi dawno było.
Chodziłeś ty sobie jak panicz
I wszystkie wilki miałeś za nic.
Chodziłeś ty sobie jak panicz
I mogłeś se wesoło zawyć.
A teraz jak żonka zawoła
Chodzisz jak ona chce dokoła,
Nikt rozweselić cię nie zdoła
Oj, bo zrobiła z ciebie woła.
****
Zachciało się starej babie
młodego galanta,
myślała ci, że on głupi
trafiła na franta.
Młody galant starej babie
skórę wyfutruje,
Baba lata jak szalona
Starości nie czuje.
Powiedziałaś stara babo
Że ty masz dukaty,
Jak mi ich tu nie przyniesiesz
Połamię ci gnaty.
Baba rada i nie rada
Wchodzi do komory,
Jak wynosi tak wynosi
Z dukatami wory.
Pośpiewajcie czasem, choćby przy porządkach, a od razu humor Wam się poprawi...
środa, 8 maja 2019
Oczko do oczka...
Nabrawszy wprawy, można jednocześnie film obejrzeć lub muzyki posłuchać, dorobić do domowego budżetu lub naprodukować podarków na wszelkie okazje.
Swego czasu babcia nauczyła mnie szyć, matka chrzestna wprowadziła w tajniki robót na drutach, mama szydełkowania, a haftu uczyłam się sama.
Różnie z tymi robótkami bywało, czasem tak intensywnie uprawiałam rękodzieło, że porzuciłam je na długo, na rzecz innych życiowych atrakcji.
Najbardziej wszelkie samodzielne rękoczyny sprawdziły się w tzw. siermiężnych czasach PRL-u, gdy ani tkanin, ani włóczki, ani towaru gotowego w sklepach nie było. Ale od czego robótki i pomysłowość Polek.
Farbowanie tetry (tkanina na pieluchy), owczej wełny, szycie spódnic z tkanin do tego nieprzeznaczonych. Kto miał możliwość, kupował surowiec za walutę wymienialną w PKO. Na pisma o modzie i katalogi z wykrojami polowało się w antykwariatach.
Trochę żałuję, że niektórych dzieł nie uwieczniłam na zdjęciach, to znaczy kilka tak, ale zdjęcia są słabej jakości i nawet nie wiem już gdzie je trzymam...
Ostatnio wróciłam do robótek na drutach, co możecie zobaczyć na fotkach.
Takie rękodzieło uczy cierpliwości, zaprząta głowę sprawami odmiennymi od szarej codzienności i polityki, pomaga nie zardzewieć stawom, bywa pretekstem do rozmów z osobami o podobnych zainteresowaniach, a najważniejsze - cieszy mnie to zajęcie i w dodatku nikt nie ma podobnego swetra czy innej części garderoby.
Ostatnia robótka to moherowy sweter z cieniowanej włóczki. Takie włóczki zawsze łączę ze zwykłymi nićmi do szycia, by robota nie rozciągała się w praniu.
Gdy odwiedziłam sklep z tkaninami i działem pasmanteryjnym, to zdziwiłam się z bogactwem tkanin i dodatków do szycia, a mnogość rodzajów włóczki przyprawia o zawrót głowy!
Z pewnością więc na jednym swetrze się nie skończy.
Wiem, że wiele moich czytelniczek ma także sprawne ręce, a pracowitością im nie dorównam.
Robótki na drutach to nie tylko domena pań, wielu panów także uprawia ten proceder, kobiety z kolei nie zawsze lubią i umieją gotować.
wtorek, 29 września 2015
Coraz młodsze babcie...
A najśmieszniejsze jest to, że miały wtedy tyle lat co ja dzisiaj.
Wnuków jeszcze nie mam, ale mają je moje koleżanki i gdybym postarała się o dziecko zaraz po ślubie, też mogłabym już być babcią...Dzisiejsze babcie chodzą w dżinsach, jeżdżą na rolkach, uczą się angielskiego lub flamenco. Wyglądają młodo, ubierają się modnie, dbają o figurę, chodzą z wnukami do kina. Wiele babć prowadzi blogi i to niekoniecznie o wnukach czy szydełkowaniu, chodzi na zajęcia uniwersytetu dla bardzo dojrzałych osób, wyrabia prawo jazdy i wreszcie oddaje się pasjom, na które dopiero w pewnym wieku mają czas.
Te właśnie zajęte, coraz młodsze babcie nie rozmawiają o swoich chorobach czy dolegliwościach, umawiają się na kawę w kafejkach, czytają książki i rozwiązują krzyżówki, biegają w maratonach, tańczą na dyskotekach, malują.
Z drugiej strony śmieszą mnie kobiety mające wnuki, które każą tym wnukom mówić sobie po imieniu, bo słowo "babcia" podobno je postarza, gdy tymczasem po dziadku widać, w jakim oboje sa wieku. Bo panowie czasem łysiejący lub z brzuszkiem i włosów nie farbują.
Gdy do biblioteki przychodzi elegancka, pełna humoru pani z dzieckiem to nigdy nie mam pewności czy to mama czy babcia młodego czytelnika. I bardzo mnie to cieszy i mam nadzieję, że będę taką trochę zwariowaną babcią w dżinsach, która pokazuje wnukom, jaki piękny jest świat...






























