Czasami jeden dźwięk czy obraz wywołują w nas wspomnienia głęboko ukryte. Dziwna jest ta pamięć i często nas zaskakuje.
poniedziałek, 18 marca 2024
Wspomnienie...
piątek, 13 stycznia 2023
Nie słyszę skrzypiec...
O pasji audiofilskiej pisałam już kiedyś, jeśli jesteście ciekawi, zajrzyjcie Tutaj.
środa, 19 października 2022
Wiolonczela w innej roli...
środa, 18 maja 2022
Wyrzeźbiona muzyka...
Jak mawiał doktor House ze znanego serialu - po zażyciu pewnych substancji można słyszeć kolory i widzieć muzykę. Nie potwierdzę tego, bo nie zażywam, ale gdy spotkałam wystawę rzeźby ludowej twórców Wielkopolski, to skojarzenie było jednoznaczne - oni wyrzeźbili muzykę!
Każda postać lub grupa postaci to niezwykła energia, radość, muzykę niemal słychać w każdym pociągnięciu dłuta. Prezentowany zbiór nie jest pełny, bo ustawienie niektórych eksponatów uniemożliwiało zrobienie dobrego zdjęcia, ale były tam śpiewające i grające anioły, chóry, kapele i grajkowie przydrożni oraz weselni, ludzie w tańcu, figury i płaskorzeźby, drewno surowe, lakierowane lub malowane.
Nie umiem rzeźbić, ani grać na instrumencie, więc tym bardziej podziwiam pasje ludowych twórców.
wtorek, 10 sierpnia 2021
Nie tylko plaża...
Jeśli tematy greckie Wam obrzydną, dajcie znać, bo tyle mam zdjęć, że notek tematycznych naprodukuję dużo. Dziś tematyka rozrywkowa, bo nie samym plażowaniem turysta żyje!
Jak wspomniałam, nasza część hotelu była spokojna , bez dzieci, za to w części głównej przy basenie odbywały się różne aktywności, wszak instruktor KO musi się wykazać. A to zumba w basenie, a to siatkówka wodna, a to dyskoteka wieczorna.
Oprócz tego można było wykupić wycieczki fakultatywne. Nie skorzystaliśmy z żadnej, bo bardzo drogie, a pobyt już i tak do tanich nie należał.
Z kolei dobrą ofertę mieli miejscowi organizatorzy atrakcji wszelkich. Głodni wrażeń mogli skorzystać z przejażdżek quadami, rejsów łodziami po zatoce, wędkowania na pełnym morzu, żeglowania itp.
Na terenie hotelu były też korty tenisowe, boisko do siatkówki, mini golf, stoły do bilarda .
Była także strefa SPA, ale średnio zamożny turysta sam musi wklepać sobie balsamy, na słońcu wygrzeje kości, a pływanie w basenie rozmasowuje wszystkie mięśnie.
W cenie pobytu w naszym hotelu były występy artystów, przy głównym basenie lub w amfiteatrze. Byliśmy 7 dni, a zaliczyliśmy 3 spektakle, co podobno nie wszędzie się zdarza.
Każdy występ zaczynał się o 21.30, najlepsza pora na wieczorny relaks, kto by tam zresztą spał, w temperaturze 33 stopni?
środa, 13 stycznia 2021
Muzyka dla oka...
Wiem, dziwnie brzmi ten tytuł, ale takie było moje pierwsze skojarzenie.
W jednym z seriali o tematyce medycznej pojawiło się określenie, że po pewnych lekach dźwięki się widzi, a kolory słyszy:-)
Ale nie o leki czy zaburzenia zdrowotne tu chodzi. Robiłam porządki w zbiorze płyt z nagraniami muzycznymi i ponownie zachwyciłam się szatą graficzną niektórych edycji.
Nasz zbiór obejmuje płyty kupowane latami z różnych źródeł, niektóre mąż wygrał w jakichś konkursach lub wymieniał się ze znajomymi, część to prezenty na rozmaite okazje.
Oczywiście powie ktoś, że teraz wszystko na kanale youtube, ale tak samo traktujemy książki papierowe i e-booki, są zwolennicy wydań cyfrowych i są inni.
czwartek, 12 marca 2020
Najlepsza muzyka to cisza...
Polecam książkę, której okładka obok.
Napisana z humorem, świetna historia muzyki, ciekawostki z życia kompozytorów lub z dziejów danego gatunku.
Wybrałam na potrzeby bloga mniej znanych ( przynajmniej dla mnie) twórców, bo o Bachu czy Beethovenie to już tomy całe powstały.
Czyta się świetnie, a w przypisach autor jeszcze podwaja dawkę dowcipu, wyjaśniając pewne kwestie niekoniecznie naukowo czy fachowo.
Dawno tak się nie bawiłam, czytając dzieło o historii muzyki, w końcu poważnej.
Oto wyjątki z tej sympatycznej i pouczającej lektury...
W okresie rozkwitu muzyki i poezji religijnej Trubadurzy i Truwerzy zajmowali się śpiewaniem pikantnych pieśni o prawdziwej miłości i dobrym winie. I o tym, o ile jedna rzecz jest lepsza w towarzystwie drugiej.
Śpiew gregoriański wymaga pewnego osłuchania, dźwięk śpiewających jedną linię melodyczną męskich głosów brzmi nieco podobnie do brzęczenia roju pszczół, ale to piękna muzyka, jeśli dacie jej szansę – czas jaki zajmuje zaśpiewanie Miserere (Psalm 51) to dokładnie tyle, ile potrzeba by zaparzyć filiżankę herbaty.
Szesnastowieczny autor motetów i mszy Gianetto Palestrina nie był typowym bujającym w chmurach muzykiem, a raczej sprytnym człowiekiem interesu, który handlował winem mszalnym.
Ożenił się z bogatą wdową, której prowadził sklep futrzarski, ponadto przepychał lokatorom toalety w swojej kamienicy, a w wolnych chwilach skomponował 93 msze, 500 motetów, nie wspominając o 4 księgach madrygałów i utworach religijnych różnego rodzaju.
Jeremiah Clarke był organistą w katedrze św. Pawła w Londynie. Zakochał się w jednej z parafianek, ale niestety nieszczęśliwie i postanowił skończyć ze sobą. Nie mogąc wybrać miedzy powieszeniem a utonięciem rzucił monetą. Moneta utkwiła na sztorc w błocie, więc wrócił do domu i się zastrzelił.
Opera – za jej powstanie całą winę ponosi Monteverdi, bo gdyby w 1607 roku nie napisał dramatu muzycznego Orfeo, całe to operowe szaleństwo być może nigdy by się nie zaczęło.
Kościół w Rzymie próbował to powstrzymać wszelkimi sposobami, rekomendując twórcom komponowanie oratoriów, ale wprawdzie są one tańsze w wystawieniu od oper, jednak nie tak zabawne.
Śpiewacy operowi XVII i XVIII wieku byli ówczesnymi celebrytami, którzy zdobywali popularność i wpływy także w polityce.
Nazywano ich castrati. Najsłynniejszym z nich był niejaki Farinelli, nadworny śpiewak króla hiszpańskiego Filipa V.
John Cage był iście awangardowym muzykiem amerykańskim, urodzonym gadułą o zdolnościach krasomówczych. Pracował w różnych zawodach, m.in. ogrodnika oraz introligatora.
Około 1940 roku wymyślił tzw. preparowany fortepian czyli nafaszerowany różnymi przedmiotami, które kładł na strunach, by zmienić ich brzmienie.
Wykorzystywał także nietypowe instrumenty – sprzęty domowe, książki, czasopisma, meble, ściany.
Zajmowały go także urządzanie wnętrz oraz botanika, założył Nowojorskie Towarzystwo Mykologiczne.
„Cisza nie jest nigdy całkowita, zawsze otaczają nas dźwięki – wiatr, ruch drogowy, własny oddech...muzyka, którą wolę to jest to, co słyszę siedząc po prostu cicho.”
środa, 29 listopada 2017
Pierniczyłam w dobrym towarzystwie ;-)
Ciasto zagniecione dzień wcześniej dojrzewało w lodówce, by doczekać wałkowania na cienka warstwę, z której wykrawaliśmy figurki.
Kilka nowych wykrawaczy kupiliśmy w tym roku: bałwanek, choinka, miś,anioł. Z kilograma mąki wyszła spora kula ciasta. Nie mam specjalnej stolnicy do takich prac kuchennych, ale kupiłam rok temu fajną ceratę ze świątecznym motywem, stół ochroniony i łatwo się czyści.
Po wyjęciu z piekarnika pierniki okazały się dość grube, twardawe, ale po dwóch dniach zmiękły i są pyszne, zapełniliśmy trzy puszki, które trzymamy specjalnie do pierników. Są może zbyt mało pierne (te pierniki), więc do następnej partii wrzucimy więcej korzeni. Następna partia musi być, bo degustacja dziesiątkuje ciastka w zastraszającym tempie...
Nagrodą za kulinarny dyżur był dwugodzinny koncert orkiestry pod kierunkiem Andre Rieu. Kupiliśmy na blue-ray nagranie z koncertu z okazji 30-lecia Orkiestry Johanna Straussa. To nasza trzecia płyta. Rynek w Maastricht gromadzi każdorazowo tłumy widzów z wielu krajów świata.
Zadziwia mnie zawsze, że słuchacze znają słowa arii, pieśni i piosenek w różnych językach i z różnych spektakli operowych, operetkowych, musicalowych - prawdziwi miłośnicy i znawcy.
Koncerty zawierają utwory muzyki poważnej i mniej poważnej, ale słuchanie jest równie ciekawe, co obserwowanie widzów, reagujących żywiołowo na występy orkiestry i solistów, a są momenty komiczne i nostalgiczne.
Tu wstawiłam filmik, ale jest niestety niedostępny, muszą więc wystarczyć Wam zdjęcia...
Tym razem dodatkowy smaczek, solistka śpiewająca pięknym sopranem - Anna Majchrzak, odkrycie dyrygenta, którego zauroczyła głosem i wyglądem.
Pośpiewałam, ponuciłam, wzruszyłam się. Najlepszy sposób na odreagowanie stresów całego tygodnia. Polecam, jeśli ktoś lubi taki rodzaj rozrywki :-)
(źródło zdjęć)
piątek, 24 marca 2017
Minione? niekoniecznie ....
Na zdjęciu z lewej widzicie przepięknie skromne lecz na srebrzystym papierze zaproszenie do wysłuchania utworów, każdy z nas zastał takowe na swoim fotelu.
Pozwólcie, że posłużę sie słowami artystki, która opowiada co i dlaczego śpiewa:
"Ta muzyka ma w sobie wielkie zmysłowe piękno i tajemnicę, unikatową melodyjność. Polskie, żydowskie, czasem rosyjskie tematy z nutą melancholii...śpiewająca Ordonka, Fogg, siostry Triola - nigdy nie wiesz, co może być inspiracją i pobudzić do odkrywania nowych kierunków w muzyce..."
Miłym zaskoczeniem był też budynek Centrum Kulturalno-Kongresowego Jordanki, nowo wybudowany, ciekawie zaprojektowany, o którym nie wiedziałam, że istnieje, bo w tej części Torunia nieczęsto bywam. Organizują tam własne koncerty lub wynajmują sale, a jaka akustyka! Wydawało się, że słychać szelest fałd czerwonej sukienki wokalistki.
Na takim recitalu powinno się bywać przynajmniej raz w roku. Obcowanie z muzyką na żywo to jednak niezapomniane przeżycie. Nie znałam zbyt dobrze Anny Marii Jopek, no może z kilku piosenek usłyszanych w mediach.
Tym razem towarzyszyli jej kubańscy artyści: Gonzalo Rubalcaba, Jose Armando Gola oraz Ernesto Simpson. Nawet nie przypuszczałam, że przyjdzie mi podziwiać na żywo tak utytułowanego pianistę, bo Rubalcaba otrzymał 15 nominacji do nagrody Grammy, nie mówiąc o innych wyróżnieniach, głównie za albumy jazzowe. Boże, jak on gra….
Recital zatytułowany MINIONE – minione uczucia, mijające melodie, klimat minionego świata, nieprzemijające elementy naszego życia: miłość, zdrada, nienawiść, kłamstwa, pożądanie, upokorzenie…
Wspaniałe, niespotykane aranżacje znanych utworów, między innymi OSTATNIEJ NIEDZIELI. Pamiętam wykonanie Piotra Fronczewskiego, że aż ciarki biegały po plecach. Tu inna, kobieca wersja , równie przejmująca, ale nie płaczliwa…
W połowie spektaklu artystka robi sobie przerwę, ale w tym antrakcie nie pozostajemy z pustką i ciszą, widzowie rozkoszują się solowymi popisami pianisty, gitarzysty i perkusisty.
Za jazzem nie przepadam, ale w takiej wersji przyjemnie było posłuchać różnych kawałków i popisów solowych.
Co mnie najbardziej urzekło? Klimat recitalu, ascetyczna scenografia, skromność i stopień skupienia wykonawców, dobór utworów. 90 minut minęło niepostrzeżenie, gromkimi brawami na stojąco wyprosiliśmy dwa bisy, żal było wychodzić w deszczową noc…
Spektakl wart obejrzenia nie tylko na scenie teatru, równie dobrze wybrzmiałyby te utwory w specyficznym klimacie przedwojennej restauracji, gdzie przy lampce wina zobaczyłbyś panie i panów z wyższych sfer lub przedstawicieli artystycznej bohemy.
Jak czytamy jeszcze w zaproszeniu na recital: utwory, które nam przedstawiono są wyrazem miłości i szacunku do tego, co minione oraz okazją do poszukiwań, by przy pomocy wyobraźni tworzyć teraźniejszość, przemierzać pokłady pamięci, składając hołd przeszłości...
środa, 1 marca 2017
Anegdoty o muzykach...
Gdy słońce świeci, a w powietrzu czuć zapach wiosny- dusza w nas śpiewa, to dobry pretekst by rozweselić się anegdotami o znanych muzykach.
Zebrałam dla Was kilka humorystycznych opowieści z malutkiej książeczki PLOTKI Z PIĘCIOLINII.
1. Przyjaciel pyta Schuberta czemu jest taki zmartwiony? Ten odpowiada, że zgubił okulary. Na to gość, że koniecznie trzeba ich poszukać. Ale bez okularów ich nie znajdę i w tym cały problem, odpowiedział kompozytor..
2. Brat Beethovena, Jan przywiązywał wielką wagę do posiadania majątku. Na nowy rok wysłał kompozytorowi życzenia podpisując się:
Johann Beethoven - właściciel ziemski. Na co kompozytor odpowiedział podpisując się: Ludwig van Beethoven – właściciel rozumu.
3. Jeden z krytyków zapytał wiekowego już Liszta dlaczego nie pisze wspomnień. Ten odpowiedział, że życie zajmuje mu tyle czasu, że na pisanie wspomnień już go nie starcza .
4. Czy nie zechciałaby pani nauczyć się moich pieśni? – zwrócił się Kazimierz Wiłkomirski do pewnej śpiewaczki. Ależ ja wykonuję pańskie utwory na koncertach, odpowiedziała urażona. Właśnie dlatego proszę by się ich pani wreszcie nauczyła...
5. Leo Slezak wytargował od pewnego dyrektora teatru bardzo korzystny kontrakt. Wręczając mu dokument dyrektor powiedział: nie jest pan taki głupi na jakiego wygląda.
- Czego nie mogę powiedzieć o panu, odpowiedział słynny tenor.
6. Gdy Piotr Czajkowski postanowił ostatecznie porzucić pracę w ministerstwie sprawiedliwości i wstąpić do konserwatorium w Petersburgu, jego dziadek gderał: oj, Pietia, Pietia – zamieniłeś prawo na dudy, co za wstyd!
7. Pewien koneser win zaprosił Brahmsa do swojej piwnicy na degustację. Podając kieliszek gościowi rzekł: oto Brahms mojej piwnicy. Kompozytor posmakował, obejrzał kolor i rzekł: podaj pan lepiej Beethovena...
8. Anton Bruckner był bardzo nieśmiały i małomówny w towarzystwie kobiet. Gdy posadzono go na przyjęciu obok pięknej niewiasty, ta rzekła: mistrzu, na pana cześć włożyłam swą najładniejszą suknię. Jeśli o mnie chodzi, to mogła pani na siebie nic nie wkładać...
9. Jedna z wielbicielek Toscaniniego zwróciła się doń po koncercie: dziś znów udowodnił pan, że ma nadal 20-letnie serce. To dlatego, łaskawa pani, że dawno już nie robię z niego użytku, odpowiedział sędziwy artysta.
10. Verdi został zaproszony przez jakiś prowincjonalny teatr do poprowadzenia Traviaty. Orkiestra była przygotowana, maestro miał udzielić ostatnich wskazówek, próba rozpoczęła się i w pewnym momencie Verdi zapytał: wszystko bardzo ładnie, tylko proszę mi powiedzieć czyja to muzyka?
Na koniec anegdota z życia i nie tyle o muzykach, co o wizycie w operze. Jako licealistka pojechałam z klasą na spektakl operowy do Poznania. Nie za bardzo wiedzieliśmy na jaką operę jedziemy. Internetu wtedy nie było, znawcami nie byliśmy, a okazało się, że występuje zespół śpiewaków z Węgier. Nie rozumiałam o czym śpiewają, niewiele pamiętam, zresztą w wieku kilkunastu lat bardziej interesowały mnie inne atrakcje wyjazdu, poza tym spektakl operowy późnym wieczorem po zwiedzaniu miasta to nie był dobry pomysł...w dodatku w drodze powrotnej zepsuł się nasz autokar i czekaliśmy w nocy gdzieś w polu na przysłanie innego.
środa, 19 października 2016
Dwie uczty...
Pierwsza płyta to koncert Andre Rieu z orkiestrą, zarejestrowany w Maastricht. Co urzekającego jest w tym nagraniu? Genialny dyrygent, świetna orkiestra, soliści z całego świata, międzynarodowa publiczność i różnorodny repertuar. Słuchacze rozmieszczeni jak typowa publiczność, siedzący w kawiarnianych ogródkach, wreszcie mieszkańcy okolicznych kamienic, bo koncert na świeżym powietrzu ma miejsce.
Utwory w szerokim przekroju, od arii operowych i operetkowych, przez fragmenty z musicali po popularne piosenki. Nie zabrakło także akcentów humorystycznych. Serce rosło patrząc na tych wszystkich ludzi zgromadzonych na placu i śpiewających prezentowane przez orkiestrę i solistów utwory. Dyrygent pełni także rolę konferansjera i łatwą angielszczyzną zapowiada kolejne kawałki.
Ze sceny pada zdanie, które zapada mi głęboko w serce : WSPÓLNE ŚPIEWANIE CZYNI CZŁOWIEKA SZCZĘŚLIWYM.
Koncert kończy się pokazem sztucznych ogni, a uczta muzyczna trwa ponad dwie godziny.
Kolejna płyta to koncert Michaela Buble.Jakże odmienna w klimacie od poprzedniej, kameralne spotkanie popularnego piosenkarza z publicznością, głównie żeńską w intymnej atmosferze małej sceny. Pięknie zaśpiewane znane i mniej rozpoznawalne utwory. Świetny kontakt piosenkarza z widzami, zwłaszcza z fankami w różnym wieku. Kolejne dwie godziny pięknej muzyki - do wykorzystania na spotkanie sylwestrowe w gronie przyjaciół.
To była uczta domowa i odseparowanie się od kiepskich filmów w telewizji lub politycznych jałowych dyskusji.
Druga uczta to skorzystanie z zaproszenia jednej z filii Biblioteki Miejskiej w moim mieście na spotkanie z młodymi filharmonikami. Spotkanie wprawdzie przygotowane było z myślą o bardzo młodym uczestniku, ale skorzystałam i ja. Konferansjer opowiadał ciekawie o instrumentach, orkiestrze symfonicznej, koncertach, na jakie zaprasza Filharmonia Pomorska w Bydgoszczy.
Był teŻ balsam dla duszy czyli muzyka na żywo, od utworu Haendla na początku, poprzez Ave Maria po hejnał mariacki i O sole mio pod koniec spotkania. Brzmienie instrumentów i głos młodego tenora przeniosły mnie w wyobraźni na salę koncertową. A jakie to były decybele!!!
Nie przypuszczałam, że taki mini koncert młodych filharmoników w czytelni biblioteki miejskiej sprawi mi tyle przyjemności.

















































