Nie nadążam z wpisami. Zaległe schroniska z Karpacza, wycieczki jednodniowe i nowe odkrycia, a tu codzienność puka do drzwi... w dodatku blogger aktualizuje jak chce, więc przeglądanie listy blogów zajmuje sporo czasu.
wtorek, 22 września 2026
Zapiski codzienności cz.45
czwartek, 10 września 2026
Zapiski codzienności cz.44
Nagromadziło się zapisków rozmaitych tyle, że muszę je podzielić. Opisuję Karkonosze, a jeszcze czekają relacje z Grudziądza i Płocka. Nie uciekną, a w deszczowe dni będzie o czym pisać.
niedziela, 30 sierpnia 2026
Ręce opadają...
Mały przerywnik w pokazywaniu zdjęć, bo podzielić się muszę obserwacją z hotelowych restauracji.
Planując podróże wakacyjne, wybieramy różne hotele , pensjonaty, kwatery. Wygodną opcją jest hotel/pensjonat ze śniadaniem, bo nie w każdym pokoju jest lodówka, nie zawsze blisko do sklepu, a do śniadania jest także kawa i coś do kawy.
Zdarza się, że wykupimy obiadokolację, jeśli cena za całość nie powala, a w okolicy nie ma jakichś lokalnych smakołyków. Ta opcja, to także świeże owoce i warzywa, surówki, sałatki, soki oraz przepyszne desery.
Niekiedy czytam opinie gości o hotelowych restauracjach. Opinie bywają rózne, wiadomo, każdy lubi co innego. Jeśli znam oceniany lokal, mam możliwość zweryfikowania opinii w Internecie z tym, co widziałam na własne oczy.
Co mnie dziwi?
Słyszałam na własne uszy w hotelowej stołówce, jak niektórzy marudzili - nie ma nic dla mnie! No naprawdę? wśród takiej obfitości jedzenia na każdy apetyt i żołądek? wśród takiej obfitości napojów, płatków, musli, naleśników, bułek, wędlin, serów, owoców i drożdżówek nie ma nic do jedzenia?
Jajka na 10 sposobów, sałatki, mleko zimne i ciepłe, kawa z expresu i rozpuszczalna, herbaty czarne i owocowe, owsianka, dżemy , orzechy i migdały...
Zastanawia mnie, co tacy wybredni goście jadają w domu, jaki wybór potraw i produktów miewają w lodówkach lub domowej spiżarni?
Podziwiam kucharzy za kreatywność, by niczego nie zmarnować, podać estetycznie i odpowiednio doprawić. Dobrze, że taki kucharz, który od świtu jest na nogach by przygotować śniadanie na 7.30 nie widzi min niektórych gości.
A może w tej całej obfitości smaków i obrazów niektórzy dostają małpiego rozumu?
Oburza mnie także, nakładanie na talerze porcji wedle oczu, a nie żołądka, by potem zostawiać połowę do wyrzucenia. Naprawdę, niektórzy nie zaznali głodu i nie szanują pracy innych.
piątek, 24 lipca 2026
Druga szansa?
W jednym z komentarzy pod poprzednim postem pojawiła się uwaga, by restauracjom o wątpliwej renomie dać szansę poprawy.
Opiszę więc swój przypadek i oceńcie sami...
Zaprosiłam rodzinę do restauracji, by było odświętnie, mniej roboty dla mnie, a nowych dań zawsze fajnie spróbować. Zarezerwowaliśmy stolik na 7osób , dania do wyboru z karty.
Gdy chcieliśmy zmienić godzinę rezerwacji, pani zaproponowała swoją, bo jedna rezerwacja już jest i nie dadzą rady tylu osób obsłużyć. Tu mi się zapaliła lampka!
A co, jeśli dojdą klienci z ulicy, bo to wszak niedziela...
Dodam, że restauracja spora, przy parku, reklamują się intensywnie, rozdając nawet wizytówki spacerowiczom.
Przyjechaliśmy na wyznaczoną godzinę, pani w bufecie wskazała stolik, o dziwo nakryty obrusem i wazonikiem z kwiatkami.
Czekaliśmy na podejście kelnerki 20 minut, tłoku w lokalu nie było. Ktoś zamówił kawę, ktoś inny wybierał dania, ktoś kończył posiłek. Mąż podszedł do bufetu by poprosić o karty menu, dostał tylko 3, bo więcej nie mają!
Po kolejnych długich minutach przyszła pani/dziewczyna z notesikiem. Zamówiliśmy dania i napoje, a w obawie o długie czekanie poprosiliśmy najpierw o obiad dla dziecka, bo głodne.
Faktycznie makaron dla dziecka zrobiono w miarę szybko, my czekaliśmy nadal, mimo rezerwacji! Po godzinie podeszłam, by zapytać o nasze zamówienie. Pani zdziwiona zapytała, co zamawialiśmy, okazało się, że kuchnia już wydaje. Nie dostaliśmy sztućców, ani napojów, jedynie piwo bezalkoholowe dla panów.
W popłochu ktoś na naszą prośbę przyniósł sztućce. Dziecko dawno już zjadło, więc ktoś musiał malucha dopilnować, zamiast w spokoju zjeść.
Przy innym stoliku pan dopytywał o rosół dla dzieci i piwo dla siebie, dwie panie wypiły kawę, zanim doniesiono deser.
Kuchnia sprawiła sie nieźle, choć bez wow! Zamówiłam sałatkę z kurczakiem, a dostałam sałatę z kawałkiem piersi z kurczaka za niemałą kwotę. Gdy mąż poszedł uregulować rachunek, musiał pilnować, by nie doliczono napojów, które nie zostały podane. Było mi wstyd przed gośćmi!
Co z tego, że nas przeproszono, gdy niesmak został!
Na szczęście jechaliśmy do domu na kawę i ciasto!
Po fakcie i ochłonięciu z niemiłych wrażeń, zajrzałam do Internetu i opinii o restauracji. Wiele podobnych do naszej, a najgorsze, że negatywne opinie nawet sprzed roku, właściciel odpowiada na wszystkie komentarze sztampową formułką, ale zmian na lepsze nie widać.
Więcej nas w tej restauracji nie zobaczą i drugiej szansy nie będzie...
sobota, 18 lipca 2026
Zapiski codzienności cz.41
Pisałam o książkach zakupionych na Festiwalu Pisarzy Niezależnych. Jedna już przeczytana. Powiem krótko - fabuła dość ciekawa, choć pomysł nienowy. Zabrakło tego czegoś, ale najbardziej przeszkadzały błędy, i to nie tylko literówki, dziwny spis treści i ciągłe powtórki, jak dla czytelników z zanikiem pamięci krótkotrwałej. Dialogi też nie były idealne, mówiąc delikatnie...
Gdyby to był debiut, to jeszcze, ale z kolejnymi książkami powinien pisarz się rozwijać, prawda?
wtorek, 9 czerwca 2026
Zapiski codzienności cz.39
wtorek, 31 marca 2026
Zapiski codzienności cz.35
Coś dla ciała i dla ducha, drobiazgi ze spacerów i przyjemne chwile , smakołyki, art żurnal i kino. Taki kalejdoskop , to obok krótkich wycieczek urozmaicenie codzienności, zwłaszcza gdy pogoda kapryśna.

























































