wtorek, 17 maja 2016

Żadna praca nie hańbi...

Z pracą związanych jest wiele przysłów i porzekadeł , nie będę ich tu przytaczać, bo nie taki mam cel. W moim domu rodzinnym mówiło się, że żadna praca nie hańbi, wstydem jest tylko kraść. Są także rożne style pracy, różne umowy o pracę i wreszcie różne pobudki podejmowania pracy.
Gdy zaczęłam spisywać okruchy pamięci, uświadomiłam sobie w ilu różnych miejscach miałam okazję pracować, oczywiście była to praca najczęściej dodatkowa, sezonowa lub wakacyjna,studencka, czasami społeczna, ale zawsze przynosząca ciekawe obserwacje i nowe doświadczenia.
Praca tak różna od mojego wyuczonego i wykonywanego zawodu.
Na temat zmiany miejsca i rodzaju pracy są różne teorie: niektórzy twierdzą, że aby uniknąć wypalenia zawodowego trzeba zmieniać pracę co 5 lat; inni rekomendują trwanie w jednej firmie do emerytury, bo to najlepsze dla pracownika i firmy (tak bywa w Japonii, gdzie stanowiska są nawet dziedziczone); jeszcze inni proponują spróbowania pracy na swoim, bo to pozwala sprawdzić swoją zaradność i kreatywność. Bywają osoby, które wręcz brzydzą się etatem, bo wolą być dla siebie sterem, żeglarzem i okrętem. Zawody tzw. artystyczne w ogóle z etatem się nie kojarzą, choć bywają wyjątki.
Myślę, że spróbowanie różnych stylów i rodzajów pracy jest przydatne dla pisarzy, autorów scenariuszy czy innych twórców, ale może być pożyteczne dla zwykłego śmiertelnika, aby pochopnie nie oceniać i nie lekceważyć pracy innych ludzi. Doświadczyłam tego na własnym przykładzie i najczęściej takie opinie o pracy, której charakteru się nie zna, są niesprawiedliwe.
Jakie mogą być jeszcze plusy z takiego doświadczenia?
Dla mnie takie, że :
• na przestrzeni życia miałam okazję przekonać się chociażby, jakiej pracy na pewno nie chciałabym wykonywać za żadne pieniądze,
• różny, najczęściej niewłaściwy bywa stosunek szefów do swoich podwładnych, jakby zapominali, że szefem sie tylko bywa
• praca nie hańbi, raczej wynagrodzenie za nią
• domaganie się poprawy warunków pracy uważane jest za brak szacunku dla firmy lub szefa
• w wielu firmach pracownicy kradną na potęgę, jakby nie rozumieli, że tak naprawdę podcinają gałąź, na której siedzą
• praca umysłowa lub w wolnych zawodach przez niektórych nie jest uważana za pracę na poważnie, jakby tylko ciężka fizyczna robota była pracą


Jeszcze kilka refleksji na temat pracy zawodowej i pracy w domu. Tutaj panowie zakrzykną, że tylko o paniach piszę, bo nie wypowiadam się za płeć przeciwną, oni mają trochę inaczej…
Nasze babcie z reguły nie pracowały zawodowo, ale inny był wzorzec przekazywany kobietom, rodziny bywały liczne i zajęcia domowe zajmowały kobietom wiele czasu.
Jak powiedział ktoś złośliwie o feministkach: walczyły o prawo do pracy, wywalczyły obowiązek pracy. Znam kobiety, które spełniają się bez pracy zawodowej, będąc tzw. gospodyniami domowymi, znam takie, które po odchowaniu dzieci wróciły do pracy zawodowej, znam takie, które nigdy nie pracowały lub krótko, a po rozwodzie żyją z alimentów od męża. Znam też takie kobiety, które deklarowały chęć pracy zarobkowej, kończyły kolejne kursy, ale żadnej pracy nie podjęły.
Trudno tutaj oceniać wybory, bo jakie mamy do tego prawo?
Z moich obserwacji wynika jednak, że kobiety, które nigdy nie pracowały zawodowo często bywają wycofane i odczuwają lęk przed podjęciem jakiejkolwiek pracy, uzależnione są od „opieki” męża i jego chorobę lub śmierć traktują jak katastrofę życiową.
Rzadko, nie pracując zawodowo, kobiety włączają się w jakąś działalność dodatkową i są, mam wrażenie gorzej zorganizowane, zapominają o swoich marzeniach i samorozwoju. Oczywiście krzyczę głośno, że bywają WYJĄTKI! Bo takie też znam!
Myślę, że dużo zależy od partnera, od sytuacji finansowej rodziny, od miejsca zamieszkania , no i od osobowości samej kobiety.
Innym jeszcze przypadkiem są kobiety, którym choroba lub wypadek przerywają studia lub pracę zawodową, a co za tym idzie wiele zamierzeń na przyszłość. Miałam koleżankę, która przeszła na wcześniejszą emeryturę, bo chciała zostać pilotem wycieczek, zaczęła dokształcanie w tej materii i niestety zachorowała, zmarła w wieku 52 lat.
Wiele z nas nie wyobraża sobie pracować i podrzucać komuś obcemu dzieci czy zatrudniać nianie. Ja cieszyłam się, że wracam po urlopie macierzyńskim do pracy, nawet mój mąż stwierdził wtedy, że najwyższy czas…. teraz wielokrotnie marzę o emeryturze, ale jak mawiamy z koleżankami w pracy: nie wiadomo, czy nie tęsknimy za tym akurat czego nie mamy, a gdy już staniemy się emerytkami, może zmienimy zdanie, po roku powiedzmy?
Jeszcze innym tematem jest wynagrodzenie za pracę i w wielu środowiskach ludzie pracujący z pasją, ale niekoniecznie za duże pieniądze uważani są za nieudaczników lub frajerów, a więc na koniec małe podsumowanie na temat tego, co dla kogo jest naprawdę ważne w temacie zarabiania pieniędzy:
Wyszło długo, ale chyba nie umiem krótko...

71 komentarzy:

  1. Najbardziej podpisuję się za tym, że dla większości osób, tylko praca fizyczna jest prawdziwą pracą a zawody artystyczne - to nie zawód i może dlatego tak często w ludziach tyle nienawiści, że aktor, pisarz czy malarz mają tyle pieniędzy ZA NIC. Każdy jest kowalem swojego losu i trochę z własnego doświadczenia a trochę z obserwacji uważam, że potrzeba wiele odwagi i wysiłku aby przeciwstawić się kanonom nałożonej pracy fizycznej i pójść drogą artystyczną. Ale jak napisałaś, aby coś zrozumieć, aby zrozumieć jak wygląda dana praca od środka - trzeba doświadczyć jej, choćby odrobinę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mentalności niektórych osób nie zmieni nic, bo one i tak wiedzą lepiej...

      Usuń
  2. U mnie, podobnie jak u Ciebie - uzbierało się trochę doświadczenia zawodowego. Może nie było tego tak dużo, ale trochę było, a jak wiadomo doświadczenie uczy najbardziej. Podpisuję się pod tym, że żadna praca nie hańbi, bo są z niej własne, wypracowane pieniądze. Nie krytykuję zawodów artystycznych. Zawod jak zawód - tez trzeba się napracować, a że czasem jest przyjemnie to już inna para kaloszy. Najpiękniej chyba jest , gdy pracę można połączyć z pasją. Jeśli chodzi o mnie to najlepiej mi się pracowało na "swoim". Sama sobie byłam szefem i sobie samej zawdzięczałam efekty mojej pracy ( a może też troszkę lubię dyrygować ludźmi ?) Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praca na swoim wymaga chyba dużej samodyscypliny i odwagi, a ludźmi też trzeba umieć pokierować:-)

      Usuń
  3. W PRL chciałem być psychotronikiem, ale kierunek przejęło wojsko, wiedzę utajniło, a chętnym poradziło, aby studiowali elektronikę i psychologię, z czego skwapliwie skorzystałem. Po transformacji systemu okazało się, że bardziej przydatne będą kierunki: informatyka i psychologia pracy. Na studiach uzupełniających zajęło mi to 2-3 lata. Niestety obok dobrych kierunków i atrakcyjnego doświadczenia pracował kalendarz. Tak jak Ty pracowałem w różnych miejscach, ale wszędzie zauważyłem te same relacje. Za moją pracę umysłową otrzymywałem 10-20% tego co otrzymywał mój współpracownik, lider (ew. manager) który, poza młodością i koneksjami w pracy nie miał najmniejszego pojęcia o tym co robię.
    Pojawiło się jeszcze jedno ciekawe zjawisko, jako informatyk w 1992 r. zarabiałem ok. 8 tys. zł. netto (średnia ok. 300 zł.), w 2008 r zarabiałem 940 zł. (średnia 2.943 zł.). Gdyby to przeliczyć inaczej to w 1992 r. zarabiałem ok. 27 razy więcej od średniej płacy, a w 2008 r. zarabiałem ponad 3 razy mniej od średniej płacy. Cały czas pracowałem na tym samym stanowisku i przy tym samym biurku (zmieniał się tylko pracodawca i rodzaj umowy)! Tu masz chyba odpowiedź na problemy jakie trafnie podniosłaś w tym poście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W czasach, o których wspominasz mój mąż starając się o pracę musiał schować dyplom technika do szuflady, bo ci po zawodówkach zarabiali lepiej, a teraz w tym samym zawodzie, ale w innym województwie ludzie zarabiają skrajnie różne pieniądze...

      Usuń
    2. Dotknęłaś wielowątkowego tematu, więc nie dziw się, że i opinii różnorodnych będzie sporo. Paradoksów w PRL było co niemiara. Ja jednak chciałem się odnieść głównie do obecnego systemu, który dyskryminuje t.zw. "pracę umysłową".
      Otóż, moim zdaniem, nasze państwo, czyli III RP, a nie PRL - nie potrafi wykorzystać ludzi z dużą wiedzą, niekoniecznie teoretyczną. Jak pisałem w 1992 r. zarabiałem 27 średnich pensji, zaś pod koniec 2008 r. było to już tylko 35% średniej pensji - podkreślam: cały czas robiłem to samo, przy tym samym biurku. Ale to był mój punkt widzenia. Bo pracodawcy szybko doszli do wniosku, że skoro sprzęt komputerowy tanieje jak barszcz, a większość czynności informatyka jest opisana w sieci, to i nie opłaca się utrzymywać zatrudnienia na tym samym poziomie. To przeszłość.
      Po 2008 r. zaproponowano mi pracę ściśle związaną z wykonywanymi zawodami psychologa i informatyka hardware'u (robotyka), z wynagrodzeniem ... ok. 2.200 zł. netto, czyli 17%, jakie inni pobierali na tym stanowisku! Powód był prosty, wiek! Przecież facet na kilka lat przed emeryturą nie będzie zmieniał pracy. Ten jednak zmienił ... na gorszą. ;)

      Usuń
    3. Teoretycznie wiek powinien być powodem do większego wynagrodzenia, bo doświadczenie, dyspozycyjność itd. Ale niejeden paradoks zafundują nam jeszcze nowe czasy...

      Usuń
  4. Asiu i znów u Ciebie taki fajny temat...praca .Zgadzam się ,że żadna nie hańbi (no są wyjątki ale to już inny temat).Nie jestem tu dobrym "przykładem" jako doświadczonej bo np. zmieniającej.....pracę. Jestem osobą ,która z różnych przyczyn ...po prostu musiała zacząć pracować po ukończeniu liceum,czyli zawodu wyuczonego nie mam. Pewnie to nudne ,ale moja praca ...37 lat płynęła w jednym zakładzie pracy....jednak jakieś urozmaicenie było.Zaczęłam w W-wie,później ...Przemyśl,Barwinek aby odejść na emeryturę ....pracując w Krośnie.To różne miejsca ale "zakład pracy" jeden.....A co do emerytury Asiu to ja już cieszę się tym stanem ponad 2 lata...i szczerze -ja nie miałam do tej pory myśli,że szkoda ,ze nie pracuję......teraz spędzam czas tak jak lubię,robię to co lubię,a obok mam kilka osób-grono przyjaciół,z którymi potrafimy fajnie spędzać czas. A zresztą sama wiesz co bardzo lubię.....no i widzisz ja też nie potrafię krótko.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wiele miejsc poznałaś Grażynko, a nowe miejsce, to nowi ludzie, inne realia. Dziś odwiedziła nas koleżanka przebywająca już 2 lata na emeryturze i wygląda rewelacyjnie, uczy się angielskiego, zwiedza, czyta, remontuje mieszkanie, cieszy się wnukami.
      Mam nadzieję, że ja też nie nudziłabym się....

      Usuń
  5. Uśmiechnęłam się do Twojej konkluzji, że dzięki różnym doświadczeniom, wiesz, jakiej pracy nie podjęłabyś za żadne pieniądze... Ja też mam taką anty-kandydatkę, a nawet parę :)
    A przykład Japonii może być o tyle zwodniczy, że tam rządzą zupełnie inne mechanizmy myślenia. Popularne w tym kraju zjawisko "karoshi" (czyli śmierci z przepracowania) jest przedmiotem do dumy dla całej rodziny nieboszczyka. Tam też nie praktykuje się brania urlopów, bo nieobecność (nawet czasowa) oznacza, że pracownik jest zbędny, niepotrzebny, do zastąpienia. Dziedziczenie stanowisk nie wynika z potrzeby higieny pracy, ale jest kwestią honoru, podobnie jak samobójstwo w pracy (gdy np. firma plajtuje).
    A Twój wpis bardzo mi się podoba, bo z różnych stron ujmujesz problem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, z tą Japonią czy innymi azjatyckimi krajami to jakiś kosmos, niedawno obejrzałam jakiś program o firmie, która wstawiła pracownikom łóżka do sal, żeby nie tracili ani chwili na dojazd do pracy...to już całkiem nie dla mnie!

      Usuń
    2. Łóżko w pracy?! Przerażające... Z tymi krajami azjatyckimi tak już jest - będąc w Hongkongu też czytałam artykuły w codziennej prasie (rodzaj kampanii społecznej) apelujący do ojców o poświęcanie czasu dzieciom -tamte dzieci nie znały ojców, bo wychodzili oni o świcie, a wracali w nocy.

      Usuń
    3. Jak tak się przyjrzeć niektórym polskim pracodawcom, to też by tak chcieli... słyszałam nawet o takiej rywalizacji między pracownikami, kto później wyjdzie do domu! A w domu dyżur pod telefonem itd.

      Usuń
    4. O takiej rywalizacji też słyszałam... Drugi typ rywalizacji - to kto o późniejszej godzinie wysyła "pracowe" maile; rekordziści potrafią być aktywni zawodowo i do czwartej rano... Chore.

      Usuń
  6. Witaj, Jotko.

    Temat -rzeka, więc po prostu nie da się krótko :)
    Nie - żadna praca nie hańbi.
    Haniebne mogą być warunki, w których się ją wykonuje.
    Haniebne mogą być zasady, na jakich się ją wykonuje.
    Haniebne mogą być oczekiwania pracodawcy.
    Haniebne może być wynagrodzenie za nią.
    Haniebny wreszcie może być sposób, w jaki się ją wykonuje.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie- sposób. Kiedyś zastanowiło mnie zdanie: pracuję tak, jak mi płacą, można więc rozumieć, że ktoś pracuje byle jak, bo czuje się niedoceniony? Przecież nie o to chodzi, prawda?

      Usuń
    2. Moja Mama mówiła zawsze: "Pracuj tak, żeby nie było wstyd samemu spojrzeć i innym pokazać."
      Może to z tego powodu nie znoszę fuszerki. Nieważne - przy wykonywaniu najprostszych czynności, czy w pracy zawodowej.
      Może jestem dziwna, ale odczuwam satysfakcję, gdy wykonuję swoją pracę uczciwie i rzetelnie. Nie potrzebuję bata :)

      Pozdrawiam :)
      Lena Sadowska.

      Usuń
    3. Też tak mam, albo robić dobrze, albo wcale - wyniosłam to z domu i tego uczę mojego syna, mam nadzieję...

      Usuń
  7. Z pracą dzisiaj trudno jest. Kobiety idą na macierzyński i często już nie mają po co wracać, bo się je wywala ... Dobrze, że wywalczyły to prawo, co to kobiety gorsze. Wcale nie, a nadal dostają mniejsze wynagrodzenia od facetów, nawet jeśli zajmują takie samo stanowisko, są dyskryminowane w pracy i molestowane. I co mają się na to zgadzać? To prawda, też uważam, że żadna praca nie hańbi, lepiej wykonywać jakąkolwiek uczciwą pracę niż nic nie robić albo właśnie jak wspomniałaś kraść. Za utrzymanie rodziny nadal głównie odpowiada w rodzinie mężczyzna, dlatego też kobiety się uzależniają od nich ekonomicznie. Do umów pozwolę sobie się nie odnieść, bo niektóre przypadki po prostu zakrawają na żart. Kiepski żart.
    Pozdrawiam serdecznie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umowy i warunki pracy to też temat rzeka, tak samo jak wynagrodzenie lub kompleksy mężów, że żona więcej zarabia.
      Dyskryminacji kobiet nie wierzy przedstawiciel rządu, którego wygwizdano na zjeździe kobiet niedawno...

      Usuń
    2. To prawda. A to że zona zarabia więcej to już w ogóle jest trochę ... nie wiem, jak to określić, no głupie z deka. Ale no męska duma... ;)
      A nie słyszałam o tym incydencie, aczkolwiek jeśli ten pan tak twierdzi to należy mu się ... może nie dokończę. ;)

      Usuń
  8. Fajnie poczytać o czyichś doświadczeniach, zwłaszcza, gdy ma się "dopiero" piętnaście wiosen i doświadczenie marne...

    Co do ostatniego się przychylam, ludzie zbyt często gonią za rzeczami w tych czasach uważanych za "luksus", a tak naprawdę są rzeczy ważniejsze.. Kwestia gustu, jak wiadomo.

    Wyobrażam sobie siebie jako dziennikarkę albo pisarkę, ale podobno w dziennikarskim fachu trudno się wybić, a jeżeli pisarz nie odniesie sporego sukcesu, zarabia marne grosze. No cóż, zobaczymy. Wiem na pewno, że nie chciałabym pracować całe życie w jednym miejscu. No ale pożyjemy, zobaczymy. Chyba wolałabym zarabiać mniej, ale robić to, co naprawdę lubię niż męczyć się za fortunę...

    Ciepełka
    Martyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że myślisz o tym, o czym wielu przed Tobą i obecnie, jaka praca za jaka płacę? Czasami lepiej zarobić mniej, ale mieć radość z tego co sie robi i mieć fajną atmosferę i fajnych kolegów...
      Wszystko przed Tobą :-)

      Usuń
  9. Ja w zasadzie też nie mam żadnego doświadczenia, bo w sumie nie pracowałam, to znaczy czasem coś pomagałam w firmie rodziców. Takie tam biurowe rozliczenia faktur, przelewy, trochę kadrowych spraw. Poobserwowałam to i owo, ludzi przewijających się przez firmę i widzę, że prościej jest narzekać na szefostwo, firmę, kolegów w pracy, czy wynagrodzenie oraz się lenić, a nic z siebie nie wykrzesać. Ten co jest pracowity, kreatywny i ma ambicje by coś w życiu osiągnąć, temu się nieźle wiedzie, natomiast ten co potrafi tylko zazdrościć i za przeproszeniem pierdzieć w stołek, niczego nigdy się nie dorobi. Moi rodzice ciężko pracowali, a w zasadzie cały czas jeszcze pracują są po 60 i prowadzą taką małą firmę motoryzacyjną. W zasadzie przez cały czas non stop z przerwą na mały odpoczynek, świątek, piątek, czy niedziela. Chcący coś mieć trzeba się poświęcić. Wielu ludzi zazdrości, myślą, że rodzicom kapie z nieba, że leżą tyłkami do góry. Nie zdają sobie sprawy ile nerwów i zdrowia kosztuje prowadzenie firmy przez wiele lat. Ja zawsze mówię, przecież każdy może sobie założyć taką firmę, wolny kraj, ale lepiej jest z boku sobie pomarudzić i pozazdrościć.

    Taki artysta też musi ciężko pracować, próby, wyjazdy, rozłąka z bliskimi, zmęczenie, ciężki pot wyciskany za cenę sławy.
    A umysłowa praca? Myślę, że czasem bywa cięższa niż fizyczna, bo gdy mózg jest ciągle mocno wysilany w pracy, ból głowy, brak koncentracji, czy szwankująca pamięć, to są skutki ciężkiej pracy na tzw. stołku. Pomyślmy przez chwilę, czy nie czujemy przypadkiem uciążliwego dyskomfortu, gdy boli nas głowa lub nie możemy się skupić, pomyśleć, czy sobie coś przypomnieć? Tak za pewne właśnie, czują się osoby, które pracują na stanowisku umysłowym i często bardzo odpowiedzialnym.

    Uff jak widzisz Asiu też nie umiem krócej pisać :) i to jest tylko kropla w morzu, co chciałabym jeszcze przekazać ;)

    Ściskam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poruszyłaś ważny problem - wielu ludzi widzi tylko efekty czyli dom, wczasy, samochód itp. nie myśląc ile to wszystko kosztowało zdrowia i zachodu, najłatwiej oceniać to, czego się nie zna, a najwięcej do powiedzenia mają leniwi lub tzw. niezaradni, jak moja sąsiadka, która od 10 lat szuka pracy tak, żeby nie znaleźć, a teraz dostanie 2 tysiące na dzieci i już się cieszy...

      Usuń
    2. I dokładnie jest tak jak piszesz Asiu, nieraz słyszałam jak zawistni wypominali co to moi rodzic mają, ale żaden z nich nie powiedział, że to dobrzy i pracowici ludzie i w końcu po tylu latach słusznie należy im się to co osiągnęli i sobie wypracowali.
      Moja koleżanka rówieśnica zrobiła studia potem jakiś dodatkowy fakultet, a doświadczenie w pracy marne. Przez kilka lat żadnej konkretnej pracy, ot takie drobne biurowe zajęcia, nie zarabia wiele, uważam, że pensja adekwatna do tego co robi. Pracuje w firmie, która idzie programem pracy chronionej, w związku z tym dostaje często wolne dni na badania, czy wizytę lekarską lub na wyjazdy sanatoryjne. Jednak jest ona wiecznie niezadowolona, a najbardziej narzeka na pensje, bo ona chciałaby zarabiać co najmniej dwa razy tyle. Moja szwagierka też przez 3 lata szukała pracy. W zasadzie żadnego doświadczenia, jakiś tam licencjat zrobiony, języka zero, a wymagania jak z kosmosu. Siedziała tylko w domu i CV rozsyłała i czekała, że ją ktoś zaprosi.
      Dużo jest takich osób, co potrafią tylko mówić, a za konkretną pracę się nie wezmą.

      Usuń
    3. Dobrze, że choć CV umiała napisać...

      Usuń
    4. Dziś Asiu przy tej technice wszystko można, wystarczy znaleźć jakieś sensowne CV na internecie, skopiować, a następnie wstawić swoje dane :) Nie wiem jak ona to zrobiła, ale ja pewnie skorzystałabym z tego rozwiązania ;)

      Pozdrawiam Asiu z nareszcie słonecznego Krakowa :)

      Usuń
  10. Są też osoby, dla których praca jest wszystkim. Tacy niestety szybko po przejściu na emeryturę, po prostu umierają. Osobiście takich przypadków znałam kilka.
    Osoby pracujące naprawdę są chyba lepiej zorganizowane i chętniej podejmują jakieś dodatkowe wyzwania. Może dlatego, że cały czas są na stand by. Brak pracy rozleniwia, nie dotyczy to młodych matek, one mają pracy dość ;) znam to z autopsji... bycie młodą matką zresztą też, kiedyś.
    Praca umysłowa faktycznie często kompletnie jest nie doceniana, a przecież to bywa naprawdę ciężka harówka i człowiek chciałby czasem zamienić papiery na łopatę, choć na chwilkę.
    Ciekawy temat - praca. Temat rzeka, bo można wiele, wiele napisać. Ja poprzestanę na ostatnim zdaniu:
    Praca bibliotekarki to z punktu mola książkowego, jakim jestem, praca wymarzona, a już na pewno warta najwyższego szacunku :) Pozdrawiam ciepło - Jotko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, tez znałam ludzi, którzy poza praca nie mieli nic swojego i po przejściu na emeryturę usychali, wiedli i umierali, aż żal było patrzeć...
      Co do mojej pracy - już dawno przestałam tłumaczyć niektórym osobom, że ta praca naprawdę nie polega na czytaniu i piciu kawy, a na szacunek, jak w każdym zawodzie trzeba zapracować.
      Też posyłam ciepełko, bo zimno strasznie:-)

      Usuń
  11. Gdy byłam bardzo młoda , słyszałam kiedyś zdanie wypowiedziane przez ówczesnego mojego szefa. " jeśli robi się na prawdę to co się kocha i w dodatku z pasją, to pieniądze pojawiają się tak przy okazji". Teraz ma największy zakład wędliniarski na Śląsku, więc raczej nie mam wątpliwości, że pieniądze przy okazji mu wpadają :) Widać kocha to co robi, czego nam wszystkim życzę :) miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wędliniarstwie to się nie dziwię. Wszyscy milionerzy twierdzą, że za pieniędzmi nie można się uganiać tylko robić swoje, a miliony same przyjdą. Ale ja się nie uganiam, robię swoje najlepiej jak umiem i jakoś miliony omijają mnie szerokim łukiem :-)
      Serdeczności:-)

      Usuń
  12. Ale temat ruszyłaś... JA po wielu latach na etacie od jakiegoś czasu działam "na swoim". I różnie bywa, ale już na etat nie zamierzam wracać. czy ja wiem, czy jest coś, czego bym nie robiła? Sądzę, że w sytuacji, gdy moim dzieciom czy wnukowi groziłby jakiś głód, czy coś, a sami nie mogliby tych potrzeb zaspokoić, to pewnie robiłabym różne rzeczy, ani chwalebne, ani za dobre pieniądze, ani sama nie wiem.
    Póki co robię, co lubię, a jeszcze mi za to płacą - a ja wcale nie czuję, że pracuję... bo to ta pasja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią z głodu i biedy robi się różne rzeczy, zwłaszcza dla bliskich. Jeśli pracujesz z pasją i jesteś szczęśliwa, to szczęściara z Ciebie i tak trzymać!

      Usuń
  13. Witam.
    Tak mi się przypomniało, trochę w związku z komentarzem Anny, trochę obok.
    Mamy taką kuzynkę, która całe życie przed pracą broni się jak diabeł przed święconą wodą.
    Kiedyś nasza Babunia nie mogąc już znieść utyskiwań kuzynki o braku pieniędzy i niemożności znalezienia płatnego zajęcia, palnęła:
    - Grzeszysz, Marysiu! Pracę nawet na ulicy można znaleźć!
    Kuzynka zbaraniała na takie dictum, a Babunia, połapawszy się, że palnęła gafę, próbowała to odkręcić:
    - Nie, Marysiu! Nie pod latarnią. Na to to ty już za stara jesteś. Do zamiatania ulic. Ogłoszenie takie widziałam...

    Pozdrawiam :)
    Lena Sadowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super przykład, niechcący Babuni wyszedł podwójny dowcip i gafa w dodatku, ale już ją lubię:-)

      Usuń
  14. Pracowałam dużo i intensywnie. Naprawdę ciężko, choć umysłowo (pamiętam, jak sekretarka powiedziała do mnie w 10-tej godzinie dniówki, "pani to ma fajną pracę", lajtową znaczy; a mnie się mózg lasował i nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać?) Wiem, że odbierano mnie jako pracoholika i perfekcjonistkę. Nie do końca tak było, choć nigdy nie lubiłam i nie lubię bylejakości, a pracować dużo musiałam. A potem nagle się wypaliłam. Miałam DOŚĆ. Jako zupełnie jeszcze młoda osoba przeszłam na wcześniejszą emeryturę, rezygnując z dobrej pensji i stanowiska. I ani razu nie żałowałam. Moje koleżanki, które pracowały byle jak i na odp, pracują do dziś i zarabiają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypaleniu po intensywnej pracy nie dziwię się, nikt nie jest niezniszczalny. Ja zauważam, że zniknęło zjawisko, kiedy pracowników z długim stażem trochę oszczędzano z wiadomych względów, wręcz przeciwnie, obowiązków przybywa, a jeszcze ci młodzi liczą na pomoc...

      Usuń
  15. Kochałam swoją pracę, wkładałam w nią serce i dawała mi mnóstwo satysfakcji. Niestety w takich superlatywach nie mogę już mówić o przełożonych i wynagrodzeniu :) Mimo to nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło by siedzieć w domu na utrzymaniu faceta i być kurą domową. Pewnie dlatego, że zawsze byłam zaradną osobą i ceniłam sobie niezależność .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie, o ile lepiej by się pracowało, gdyby zagrały wszystkie elementy czyli pasja w pracy szła pod rękę z wynagrodzeniem i dobrymi relacjami wśród współpracowników, a szefowie...szkoda słów.

      Usuń
  16. Osobiście bardzo często spotykam się ze stwierdzeniami, że w pracy to dopiero zatęsknię za szkołą, albo że najgorsze dopiero przede mną. Prawdę mówiąc nie rozumiem takich złośliwych "przestróg". Czasy się zmieniły i dziś praca nie kojarzy się ludziom z zakładem, obowiązkiem i słynnym "czy się stoi czy się leży 500 zł się należy". Obecnie może to być wspaniałe doświadczenie i miejsce rozwoju, a możliwości jest naprawdę wiele jeśli tylko się chce :)
    Jeśli chodzi o pracujące kobiety uważam, że każda powinna postąpić tak jak czuje. Ja osobiście nie wyobrażam sobie porzucenia pracy i pełnoetatowej opieki domem, ale rozumie, że są kobiety, którym to będzie odpowiadać. Wydaje mi się jednak, że taka zależność finansowa od męża może być dużym obciążeniem. Znam przypadek dziewczyny, której matka męczy się z nieszanującym ją mężczyzną z obawy o zaplecze finansowe, bo sama nigdy nie pracowała i brakuje jej doświadczenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypadków jest wiele, jak wielu ludzi i miejsc pracy, ale dobrze, że nie masz skrzywionego obrazu .... mój syn twierdzi, że w pracy jest O.K. i rozwinął się bardziej niż na studiach, które kończy.
      Bardzo się z tego cieszę, bo zaczął z dobrym nastawieniem, a to już dużo.

      Usuń
  17. Praca... z nią źle, ale bez niej jeszcze gorzej :) ważne by w danym miejscu nie robić niczego na siłe i pracować zgodnie ze sobą :) tak moim zdaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj ponownie :-) Świetnie powiedziane!
      Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń
  18. Cóż mogę tu jeszcze dodać? Chyba jestem szczęściarą, bo lubię swoją pracę i różne wyzwania, które za sobą niesie. W pracy jak to w pracy - łatwo nie jest, bo raz są lepsze okresy, raz trudniejsze, ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie pracować zawodowo. Myślę czasem o emeryturze (ale to jeszcze nie mój czas), a że jestem z tych, których "nosi", to wiem, że absolutnie nie będę się nudzić. Raczej obawiam się, że życia braknie by zrealizować wszystkie i zamierzenia.
    Natomiast chcę poruszyć jeszcze problem zatrudnienia gdzieś i własnej działalności gospodarczej. I tutaj chcę się trochę odnieść do komentarza Gabuni. Ludzie nie znając problematyki, oceniają przedsiębiorców po tym, co mają - bo tak najłatwiej.
    Praca na etacie - idziesz do pracy, robisz swoje i do widzenia. I nic Cię nie interesuje.
    Działalność własna - ktoś znajomy kiedyś wyraził się, że działalność jest gorsza niż żona , bo jej nie można zaniedbać. A w wolnym tłumaczeniu - obowiązki i pracę masz prawie całą dobę. Zawsze trzeba coś załatwić, zorganizować stanowisko pracy, narzędzia, sprzęty, dopilnować itp.
    Gdzie najlepiej pracować i co robić? Padły już odpowiedzi na te pytania. Idealnie byłoby pracować tam, gdzie się dobrze czujemy, interesuje nas to co robimy, praca sprawia nam przyjemność, jest związana z naszymi zainteresowaniami, bo wtedy po pierwsze się nie męczymy a po drugie jeśli praca sprawia nam radość, chętnie podejmujemy się wykonania nowych, trudniejszych obowiązków, robimy coś z pasją, jesteśmy zadowoleni z siebie i bardziej produktywni. Oby się to mogło przekładać na finanse ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja powiem tak - lubię swoja pracę, wymagań wielkich co do płacy nie mam, ale często podcinają mi skrzydła biurokracja, bzdurne zarządzenia i niektórzy ludzie, no cóż, nie można mieć wszystkiego...

      Usuń
    2. Chce mi się napisać - no właśnie 😉

      Usuń
  19. Poruszyłaś bardzo ważny temat i wiele jego aspektów.
    Ja pracowałam przez całe życie praktycznie w jednej firmie, a gdy na skutek przekształceń własnościowych podpadłam pod zbiorcze redukcje ... zawalił mi się świat. Trochę to trwało zanim zdecydowałam się uczyć angielskiego dzieci w przedszkolu i pracować na takich stanowiskch o których nawet nie wiedziałam, że istnieją.
    Ale to temat na długie opowiadanie. Może kiedyś o tym napieszę u siebie coś dłuższego.
    Są w każdym razie osoby dla których strata pracy z przyczyn od nich niezależnych staje się końcem świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie chyba na obecnym etapie byłoby zaczynać pracę w nowym miejscu, z nowymi współpracownikami. Czekam w takim razie na Twój wpis:-)

      Usuń
  20. Feministki wywalczyły obowiązek pracy? Chyba wymyślił to facet, któremu zamarzyła się żona niewolniczo tyrająca w domu - za prezent na imieniny i pod choinkę.

    Kilka moich rówieśniczek wychodząc za mąż liczyło, że tym samym na zawsze pozbędą się pracy zawodowej, ale życie to zweryfikowało. Życie w Warszawie jest dość drogie, a i do fryzjera i manikiurzystki trzeba zajść od czasu do czasu, o kosmetycznych zabiegach nie wspominając. Jeśli chodzi o mnie, to nie wyobrażam sobie, abym nie miała własnych pieniędzy. Nawet gdybym była córką Rockefellera nie potrafiłabym spędzić życia w oparciu wyłącznie na kasie tatusia. Oprócz własnej w 100% kasy dochodzi zdobywanie doświadczeń (wiedzy), które przechodzą koło nosa, nawet paniom zajmującym się pracą charytatywną. Np. dzięki mojej różnorodnej pracy zawodowej wiem m.in., jak się poruszać w gąszczu przepisów... a nawet czego się spodziewać po ludziach.

    Co do powiedzenia "żadna praca nie chańbi" niestety to tylko slogan. Ze znanych mi kobiet żadna nie chciałaby pracować jako dozorczyni czy babcia klozetowa, a nawet jako "pani do towarzystwa" mimo, że właśnie z tego zajęcia są największe profity. Ubawiłam się jak Anna Dymna zagrawszy w filmie babcię klozetą zażartowała, że może nawet po zakończeniu pracy zawodowej otworzy własny miejski szalet, w którym ową babcią klozetową zostanie. Żeby było jasne, niechęć do zatrudnienia siebie w którymś z tych zawodów nie oznacza w żadnej mierze lekceważącego stosunku do zatrudnionych w nich osób.

    O pracy z pasją za małe pieniądze nie wypowiem się, bo nie doświadczyłam, ale o pracy z pasją bez wynagrodzenia i owszem - czymś takim jest np. prowadzenie przeze mnie bloga. Trzeba nakadu czasu i energii, aby zrobić zdjęcia, wybrać najbardziej pasujące do wybranego tematu, poszperać w książkach (obejrzeć materiały dokumentalne), czasami popytać ludzi i post napisać. I wszystko wyłącznie za samosatysfakcję. W podobnej samej sytuacji jest każda z blogerek i blogerów, których strony odwiedzam. Prowadzenie bloga to frajda, ale podstawą jest zwykła praca. Mimo, że jednocześnie jest hobby. Czyż nie?

    My kobiety, w większości pracujemy na kilka etatów: pań domu, matek, a nawet żon, bo czyż gotowanie obiadków, czy prasowanie koszul dla ukochanego nie jest żmudną profesjonalną (w pewnym więc sensie zawodową) pracą?


    Pozdrawiam słonecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się nie zgodzić, prowadzenie bloga to praca przyjemna, rozwijająca, czasochłonna oraz bardzo satysfakcjonująca.
      W pracy zawodowej także cenię sobie różnorodne doświadczenie i kontakty z ludźmi, a jaka frajda gdy mogę nauczyć się czegoś nowego, podwyżki nie dają, ale co umiem, to moje.
      Serdeczności ślę:-)

      Usuń
  21. Witaj Asiu:) Bardzo dziękuję za piękny wykład na temat pracy, świetnie to opisałaś, nie zapomniałaś o niczym. Praca jest sensem życia. Przynajmniej dla mnie. Doświadczyłam pracy na polu jaki dziecko, na polu i w restauracji na emigracji, na etacie i w końcu prowadząc własną działalność i pracując w międzyczasie u męża w firmie. Pracuję w domu i pomimo licznych minusów, staram się skupiać na plusach. Dozuję sobie pracę, bo nie ma nade mną szefa np. Włocha, którego miałam w Niemczech. Ciężko zapomnieć chwilę, gdy rozbity kawałek szkła wbił mi się w nogę i nie mogłam chodzić. Włocha to nie interesowało, krzyczał, że przyjechałam tu pracować, a nie udawać...
    Potem jako młodzi ludzie z mężem pojechaliśmy do pracy w polu do Niemiec, by zarobić trochę grosza, bo mieliśmy plan na swoją działalność, tylko ta kasa...I znów ciężko zapomnieć obraz kobiet pochylających się przy pracy, a kilka metrów dalej właściciel "traktował" pobliskie pole silnymi opryskami chemicznymi...Ile było potem dramatów, poronień, albo problemów z zajściem w ciążę. Sama jestem tego przykładem.
    Potem praca na etacie w butiku i kontakt z bogatymi, ale jakże często nieszczęśliwymi i samotnymi kobietami...Potem praca w biurze handlowym i wieczne łzy, bo szefowa choleryk, najpierw obrażała, a potem przytulała...
    Nie mam żalu do nikogo, bo te wszystkie doświadczenia mnie ukształtowały, trochę jak z ewolucją człowieka, "wyprostowałam się";)
    A teraz się cieszę, bo jak mam ochotę, bo jest akurat w Muzeum Historycznym fajna wystawa, to mogę wszystko zostawić, wsiąść w auto i napawać się pięknem tego, co mnie zachwyca.
    Dziękuję Asiu za pobudzenie do refleksji i do wspomnień, które pomimo, że czasami są smutne, to jednak są częścią mojego życia:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To faktycznie Moniko, doświadczenie na miarę scenariusza!
      Masz rację, często w takich sytuacjach możemy poznać nie tylko mechanizmy i innych wokół, ale także siebie. Powszechna opinia o kokosach zagranicznej pracy trochę różni się od realiów, o czym nie wszyscy mówią.
      Dobrze, że w Twoim wypadku skończyło się pozytywnie, ale różnie bywa...
      I znowu masz rację, że nawet trudne okresy życia są fragmentami naszej biografii i powracają we wspomnieniach.
      Wszystkiego dobrego:-)

      Usuń
  22. Jako pracownik umysłowy często spotykam się ze stwierdzeniami, że co to za praca, przecież tylko siedzisz przy komputerze. Zrobiłam więc eksperyment i powiedziałam znajomemu, który akurat w bardzo dla mnie zajętym okresie chciał wymóc na mnie jakąś "małą"przysługę (pomoc przy sporządzaniu jakiegoś pisma), oczywiście odwołując się do tego że to tylko chwileczkę mi zajmie... Postanowiłam nauczyć go czegoś przez doświadczenie. Powiedziałam, żeby napisał go sam, a ja najwyżej to trochę potem wygładzę... I tym sposobem już nigdy nie twierdził, że moja praca jest lekka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrą dałaś mu nauczkę, miałam kiedyś podobne doświadczenie, łatwo ocenia się innych nie próbując samemu.

      Usuń
  23. Może nie potrafisz krótko, ale napisałaś z sensem i na temat :)
    Praktycznie mogłabym podpisać się pod Twoim tekstem, traktując go jako własne wnioski na temat pracy ;)

    Miłego wieczoru, Jotko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się, że myślimy podobnie :-)

      Usuń
  24. Niesamowicie prawdziwy tekst. Poruszyłaś wszystkie kwestie nad którymi się zastanawiam/ubolewam. Praca nie hańbi, ale wynagrodzenie za nią często tak. Wiele osób uważanych jest przez społeczeństwo za frajerów z racji swojego zawodu Odczuwam to bardzo często, szczególnie jeśli rodzic na konsultacjach zasunie tekstem: "Sama pani wie, że na nauczyciela się idzie z braku pomysłu na życie...". Zdarza się też, że uczeń powie wprost: "Pani jest za fajna na nauczyciela" (czytaj: nauczyciel równa się głupi frajer). I po tym wszystkim zastanawiam się co dla mnie ważniejsze. Jakie mam priorytety. Wciąż wybieram mały domek w lesie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że ostatnio coraz częściej status ludzi określa po ilości zarabianych pieniędzy lub odpowiednich znajomości...

      Usuń
  25. A wiesz, Jotko, czym różni się praca od roboty? Do pracy zakasuje się rękawy, a do roboty ściąga portki... Tak mi powiedział jeden taki, ciekawe o co mogło mu chodzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba się domyślam, o co mu chodziło... nie na darmo w kwestii przyrostu naturalnego mówi się do facetów: weźcie się do roboty, ojczyzna potrzebuje siły roboczej...

      Usuń
  26. Poruszyłaś Asiu fajny temat.
    Dla mnie praca była bardzo ważna.
    Lubiłam pracować, mogę powiedzieć, że swoją pracę kochałam i byłam w niej spełniona.
    I nie żałuję, że pracowałam.
    Pracowałam również w domu, nie uciekałam od obowiązków domowych,
    opieki nad dziećmi i dawałam sobie radę.
    Teraz nieraz sobie myślę, jak ja to robiłam, że tak sobie radziłam. Ale wiem, że człowiek młody dużo może i potrafi.
    Prawda była taka, że nieraz miałam zarwane noce, aby temu wszystkiemu podołać, ale nie narzekałam.
    Moja praca mnie uskrzydlała, chociaż była bardzo odpowiedzialna i wyczerująca.
    Miło ją wspominam

    Miłego dnia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze jest lubić swoja pracę i mieć na emeryturze miłe wspomnienia, dobrze jest tez mieć cokolwiek poza pracą.
      Miłego weekendu:-)

      Usuń
  27. boszszsz, najpierw napisałam dziś post u siebie, a potem zajrzałam do Ciebie.... mamy takie same tytuły :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie, u Ciebie jest znak zapytania:-)

      Usuń
  28. Już chyba ze cztery razy zmieniałem nie tylko pracę, ale i zawód. Nie potrafiłbym robić tylko jednej rzeczy, stąd te zakręty życiowe. Ostre zakręty :-) Kiedyś myślałem, że do końca życia będę na etacie, teraz, gdy zostałem freelancerem, praca etatowa kojarzy mi się z pracą niemal niewolniczą, a co najmniej chłopa pańszczyźnianego.
    Taka drobna uwaga, co do Japonii. Kultura azjatycka jest odrębna od europejskiej, bardzo się różni, a szczytem tych różnic jest kultura Japońska. Ponieważ śmierć jest medialna, to media skupiają się na karoshi, a zupełnie pomijają fakt, że w Japonii jest najwięcej stulatków na świecie i co roku ich przybywa. I w większości przypadków japońscy staruszkowie są bardzo sprawni, jak na swój wiek. Więc nie wiem, czy tam jest aż tak źle. Zapewne inaczej, ale nie koniecznie źle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też prawda, tylko że ci stulatkowie nie pracowali chyba kiedyś pod taka presją, więc nie jestem pewna czy dzisiejsi Japończycy dożyją setki...

      Usuń
  29. Ważne by praca dawała nam satysfakcję i to jest najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  30. Wiem co to ciężka praca. Miałam okazję pracować u różnych pracodawców - nie tylko w swoim wyuczonym zawodzie. Miałam rownież okazję pracować w polu - jako nastolatka, dlatego wiem, że to ciężki kawałek chleba. W pracy poznaławałam różne osoby, pracodawców - jednych bardzo fajnych, ale i tych którzy wykorzystują pracowanika na tyle, na ile się da. Wynagrodzenie nie raz powodowało rozczarowanie. Ale byli również pracodawcy, którzy wynagradzali moje wysiłki premią. Co do współpracowników, to kilka razy było tak, że robiłam za siebie i za kogoś. To najgorsze co może być. Pomijając , że osoba, która się stara zostaje zwolniona, a ta której nic się nie chce "przekręca" wszystko na swoją korzyść. Przypisuje sobie to, co zrobił ktoś. Tak było w moim przypadku, gdy koleżanka przypisaywała sobie zadania, które ja wykonałam. Efekt - zwolniłam się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz duże doświadczenie i nie zawsze pozytywne wspomnienia. Najbardziej chyba wkurzają współpracownicy, którzy nas wykorzystują...

      Usuń