poniedziałek, 18 maja 2026

Zanim...

 Zanim uporządkuję wrażenia i zdjęcia po wyjeździe, kilka refleksji o podróżowaniu po kraju.

Miło poznawać nowe miejsca, jeszcze milej podziwiać zmiany w  poznanych dawno temu, wszak i my się zmieniamy i ogląd na te same rzeczy i sytuacje mamy inny.

Miło też wracać do domu, do ulubionego fotela i kawy na życzenie, do powolnego celebrowania codzienności. W drodze powrotnej jeszcze wizyta u wnuka i kilka całusów, by babci dodać energii!

Gdy jedziemy szmat drogi i tylko mały jej fragment obejmuje drogę szybkiego ruchu, to klękajcie narody przed radarami i ograniczeniami do 40-50 km/h. A te drogi zniszczone przez transport ciężarowy! Nie trzeba torów do trenowania ryzykownej jazdy, do tego deszcz i rajdowcy za kierownicą....niech jadą. Ciekawe, że najbardziej szarżują ci w Audi i BMW, czy to jakaś subkultura?

O toaletach napisano na blogach już sporo, dołożę i swoje 3 grosze. Gdyby nie stacje benzynowe, to marny żywot podróżnika. Wiele miejscowości zaprasza turystów, pielgrzymów, wycieczki, a toalet jak na lekarstwo lub wszędzie płatne. Wrzucasz do automatu monetę, a automat swoje, idź człowieku w krzaczory i nie rób problemu.

Jeśli liczysz na lokalne potrawy w gastronomii, to nie miej złudzeń, Polska kebabem i pizzą stoi, nie darmo nawet pani Gessler załamywała ręce! A jeśli już trafi się karczma z potrawami okolicznej kuchni, to okazuje się, że lokal zarezerwowany na stypę, komunię, wesele lub osiemnastkę i znów zostaje hot dog na Orlenie.

Ale turysta twardy być musi i mieć plecak pełen banknotów, bo przecież wszyscy chcą zarobić, od parkingowego, poprzez lodziarza, po sprzedawcę miodu przy drodze.

Na osłodę po niemiłych aspektach podróżowania, kilka smaczków , dosłownie z drogi:


Widoki miłe i dla kierowcy, bo nie musi rozglądać się na boki...


Dotarliśmy do hotelu...wokół las i śpiew ptaków!



Nasze spacery wokół jeziora...


Widok na rzekę w Sandomierzu....


Jaskinie pod Szydłowem...


Tu i tam , drogi prowadzą w rózne miejsca...


Taki widoczek, to miód na serce!



Alpaki i bizony w Kurozwękach...

Mimo nieciekawych prognoz, pogoda nam dopisała, raz tylko spotkaliśmy burze, a opady były przelotne i to wieczorem, a wieczorami to był basen...


3 komentarze:

  1. No widzisz, dopisała pogoda a widoki, również te z drogi, przewspaniałe. Byłam przekonana, że w każdym polskim mieście można znaleźć pierogarnię ale w sumie bywam jedynie w tych większych. Dobrą pizzę to bym może i zjadła ale kebabowi podziękuję. Zawsze jeszcze zostają dobre poczciwe kanapki i herbata w termosie 🙂

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę podziwiam, że tak pięknie spędzacie czas 😍 Bardzo mi się to podoba. Kiedyś czekałam z utęsknieniem na weekend, żeby gdzieś wyruszyć, dziś jakoś brak chęci, tym bardziej więc kibicuję tym, którym się chce!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem trochę zaskoczona, ale uświadomiłam sobie, że w trasie jem praktycznie tylko na stacjach benzynowych (Orlen ma dobre kanapki), a poza tym już w miejscu docelowym, które jednak jest większym miastem albo jest przygotowane na turystów. W przypadkowych miejscowościach to faktycznie kebab i pizza. Szkoda, ale z drugiej strony rzadko je się u nas obiady na mieście, więc nie ma dla kogo tych lokali otwierać.
    Toalet też poza stacjami nie szukam. Jeśli chodzi o działanie automatów, na dworcu autobusowym we Wrocławiu trzeba kupić żeton i wrzucić do drzwi: koleżanka poszła po niego, jakaś pani chciała jej drzwi przytrzymać, ale nie skorzystała, wrzuciła ten żeton, a drzwi nic... Ochroniarz pomógł i otworzył, ale w takich chwilach ma się jednak ochotę nie być tak uczciwym.

    OdpowiedzUsuń