Karpacz jest świetnym miejscem wypadowym na piesze wyprawy, ale jako miejscowość do życia, no nie wiem... w którąkolwiek stronę nie idziesz, to zawsze jest pod górę i tylko chwilowo z górki.
Tak więc chodziliśmy w trybie góra-dół! Nie dziwiło, że wiele osób czatuje na przystankach na busy i taksówki, ale prawda też taka, że nie stali tam sami starcy i inwalidzi, wozami nad Morskie Oko też nie jeżdżą tylko seniorzy...
Dzień był przekropny, Śnieżki z dołu nie widać, więc wybraliśmy opcję spacerową, co nie znaczy, że kilometrów było mniej...
Via Sacra czyli trasa łącząca obiekty sakralne na terenie Karpacza.
Mijając ponownie zaporę na Łomnicy, dochodzimy do ronda Biały Jar, skąd prowadzą liczne szlaki w góry.
Kierujemy się ścieżką wzdłuż wyciągu w stronę Dzikiego Wodospadu. Trasa niezbyt wymagająca, na każde nogi i kondycję:-)
Takie budynki, to typowo górskie klimaty, masz wrażenie, że to Alpy co najmniej...
Wreszcie Dziki Wodospad, dziki z nazwy, ale mocno uregulowany, a dinozaury jakoś nas nie wystraszyły...
Gdyby nie piesza wędrówka, pewnie nie zauwazylibyśmy wieży widokowej. Drogowskaz do skoczni Orlinek widać z daleka, ale mało kto wie, że skocznia nieczynna, za to wykorzystywana jest jako punkt widokowy.
Schodów na górę mnóstwo, ale najgorsze były te prześwity przez stopnie i między nimi, więc nie wiem, jak można chodzić po szklanych platformach...
Widoki niesamowite, na każdym poziomie wieży i z każdej strony!
Bileter z wieży polecił nam drogę powrotną szlakiem przez las, nie wzdłuż ruchliwej drogi i było warto, choć nogi mi odpadły od tułowia...
Nagrodą był ostatni odcinek przez skwer z sympatycznymi rzeźbami.
I na koniec żarcik taki, wstąpiliśmy do sklepu z łakociami, gdzie zawarliśmy znajomość z krowami Bożenką i Stefcią i kupiliśmy żelki dla siebie i wnuka:-)
Po takim dniu - pyszna obiadokolacja i basen, dla chętnych jaccuzi!
Sześć długości basenu i jestem jak nowa:-)
Ostatni post o Karkonoszach będzie typowo górski.