Na początek miła niespodzianka, która dotarła z Gdańska. Przesyłka od JoAnny z jej świateczno-noworocznego pobytu. Gdańsk mnie wzywa kartkami, magnesem i zachwytami Joasi nad jej ulubionymi zakątkami. W dodatku zawsze przejeżdża prze moje miasto, może kiedyś wysiądzie w drodze i wypijemy kawę?
Pani od biblioteki
wszystko, co mnie porusza...
niedziela, 11 stycznia 2026
Zapiski codzienności cz.30
czwartek, 8 stycznia 2026
Zaradność w kryzysie
Inspiracją dla tego wpisu był blog Królowej Karo, na którym autorka pisze o nadawaniu drugiego życia ubraniom, poprzez malowanie ich specjalnymi farbami.
Od razu uaktywniły mi się wspomnienia z czasów PRL, gdy trudno było nie tylko o ciekawe ubrania, ale i o tkaniny, włóczkę, dodatki krawieckie.
Miałam to szczęście, że babcia była krawcową samoukiem, trochę nauczyłam się od niej; od cioci podejrzałam szydełko i robótki na drutach ; przyszedł też czas na hafty itp.
Gdy nie było włóczki, przerabiało się w kółko te same swetry, dodając nieco innych materiałów lub ozdób (koronka, skóra, cekiny, guziki). Po włóczki trzeba było jeździć do Łodzi. W ogóle w tym czasie odbywały się wycieczki po wszystko. Do Łodzi po włóczkę i bieliznę , do Gniezna po koszule męskie i buty, do Warszawy po kawę, czekoladę i wina, nowinki modowe z Hofflandu, na Śląsk po wędliny i w zasadzie po wszystko...
Brak tkanin nie był o tyle problemem, że kupowało się pieluchy tetrowe do farbowania domowymi sposobami. Oj, niejeden garnek z domowej kuchni zepsułam! A jakie spódnice szyło się z tych pieluch!
Ale nie tylko tetra bywała surowcem. Kiedyś z babcią uszyłyśmy spódnicę z namiotu/wigwamu. Była to zabawka dla dzieci, ale tkanina wspaniale nadawała się na spódnicę, a jaka kolorowa była!
Innym razem kupiłam kilometry tzw. kieszeniówki w kolorze szaro-błekitnym i dawaj - ile fajnych falbaniastych spódnic można było z niej uszyć. Niestety farbowała się słabo...ale i z podszewki wykreować dało się świetne ciuchy, podszewki były w różnych kolorach, fajnie się gniotły, błyszczały. satyna to nie była, ale na bezrybiu...
Wspaniałym surowcem na oryginalne ciuchy były koszule taty. Wystarczyło odciąć sztywne mankiety, wyhaftować coś z przodu lub zmienić guziki na kolorowe, zawiązać supeł na brzuchu i kreacja gotowa. przydatne były też zwykłe koszulki gimnastyczne, dziś nazywane t-shirtami. Dekolt, babcia przerabiała mi na zapięcie typu Polo, ja dodawałam jakiś haft lub kieszonkę i była bluzka niepowtarzalna...
To były czasy, gdy jeansy kupowało się w Pewexie lub w komisach, czasami trafiały się w sklepach sztruksy lub polskie jeansy, tzw. Odry, które wycierało się cegłą lub pumeksem na kolanach, by udawały te zagraniczne.
Dziś widuję sukienki, torby, spódnice całe z dżinsu w różnych kombinacjach i za drogie pieniądze sprzedawane, ale gdy byłam nastolatką, szyło się takie samemu ze starych spodni , dodając przeróżne ozdoby. Bo wszystko w modzie już było, oprócz podartych spodni, poszarpanych swetrów oraz innych dziwnych ubrań.
poniedziałek, 5 stycznia 2026
Zabawy blogowe
Przełom starego i nowego roku obfituje w rozmaite zabawy blogowe, niektóre świetnie gimnastykują nasze szare komórki.
Polecam zabawę u MaB, dla wszystkich , którzy sporo czytają i lubią pisać opowiadania.
Podobnie u JoAnny, która tym razem nie o poezji, a książkach i twórczym pisaniu właśnie!
Wreszcie u Iwony, która podniosła poprzeczkę i proponuje zabawę ze znanymi wierszami, trzymajcie się!
******************************************************
U mnie dziś propozycja łatwiejsza, na poprawę humoru. Wybrałam ze strony pixabay.com kilka śmiesznych zdjęć i proponuję ich podpisanie, jak w poniższych przykładach lub podobnie:






















