niedziela, 10 maja 2015

Wśród ludzi

Człowiek nie jest samotną wyspą i gdyby nie wiem jak się starał, jego życie krzyżuje się z życiem innych ludzi. Często wpływ na to, z jakim bilansem kończymy dzień mają nasi współpracownicy, wszak w pracy spędzamy dużą część życia (doliczając do tzw.etatu zebrania, szkolenia, robótki brane do domu itd.)Idealną byłaby sytuacja, gdyby wszyscy pamiętali o podstawowych zasadach współistnienia wielu różnych ludzi w jednym miejscu, przez wiele godzin - czyli: nie zachowuj się jak pępek świata, korzystając z uprzejmości odwzajemnij się tym samym, nie bądź sępem - czasem daj coś z siebie, zły humor zostaw w domu, nie staraj się wychowywać kolegów z pracy - są już dorośli, nie przytakuj wszystkim - miej własne zdanie, udzielaj jasnych odpowiedzi, bo możesz być źle zrozumiany, bądź punktualny i wymagaj punktualności, nie absorbuj wszystkich swoimi problemami, każdy ma swoje własne, nie bądź namolny - słowo NIE, znaczy NIE, po prostu, pamiętaj, że inni ludzie też mogą mieć rację, nie nabyłeś patentu na wszystkie wynalazki tego świata, nie rób innym wykładu - rozmawiaj.
Nie wiem czy wymieniłam wszystkie zasady, ale te akurat przyszły mi na myśl, bo najbardziej chyba są doskwierające.
Przykłady konkretnych sytuacji można mnożyć. Okazjonalnie zdarzają się zbiórki wśród pracowników na kwiaty dla kogoś, na nekrolog, na upominek dla odchodzącego pracownika i zawsze ci sami ludzie nie mają drobnych, nie zabrali portfela, dorzucą się następnym razem.
Grupa osób zrzuca się na wspólną kawę i coś do kawy lub po kolei uzupełniają wspólne zapasy i zawsze znajdzie się jedna osoba, która chętnie z tego korzysta, ale nigdy nie włączy się do wspólnego "kotła".
Robię komuś przysługę lub nawet pomagam regularnie, z radością patrząc na jego małe sukcesy i wzrost poczucia wartości i jestem stawiana w krępującej sytuacji obdarowywania drobnymi prezentami, jakby słowo DZIĘKUJĘ nie wystarczyło. A dobry uczynek? Potem dziwimy się, ze lekarzom czy urzędnikom pęcznieją szuflady od bombonierek. Czy więc w odwrotnej sytuacji za drobną przysługę też mam lecieć z czekolada do koleżanki? Może raczej razem wypijemy kawę?
Inny typ współpracownika to ten, który wypytuje cię o różne sprawy, w tym prywatne, ale sam ma usta pełne wody i nic od niego nie wyciągniesz.
Zawodowo zawsze niezorientowany, cichociemny, a potem słyszysz, że on już wszystko ma gotowe przed terminem, a że wiedział i nie podzielił się? Też mogliście, umiecie czytać!
Spóźnialscy to już tak oklepany temat, że szkoda miejsca na blogu żeby jeszcze go wałkować, może dodam tylko, że nie jestem wyrozumiała dla tych spóźnialskich, którzy od innych wymagają bezwzględnej punktualności pomimo okoliczności.
Bardzo drażniące(przynajmniej dla mnie)są osoby, które przytakują wszystkim i wszystkiemu i koniec końców nie dowiesz się jaki maja ogląd na sprawy, które was dotyczą. Przykro też patrzeć na tych, którzy przepraszają, że żyją, czasami mam ochotę chwycić delikwenta za ramiona i potrząsnąć, żeby się ocknął i zawalczył o swoje.
Przeciwieństwem są ci , którzy wszelkie swoje problemy i zły humor przynoszą do pracy i ty masz to znosić, dostosowywać się, aż im nie przejdzie.
Ale im przechodzi to ty masz dzień z głowy a migrenę jak w banku...
Tak, człowiek nie jest samotną wyspą, a ludzie są jak ocean, który albo cię pochłonie, albo znajdziesz tratwę ratunkową i przetrwasz.

11 komentarzy:

  1. Chciałoby się dodać: święta prawda. Mam także w pracy koleżankę, która w czasie dyskusji przysłuchuje się, ale nic nie mówi i nie wiadomo jakie ma zdanie na dany temat. Może wcale go nie ma, albo boi się wyrazić głośno i nie wiadomo co tak naprawdę myśli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich to chyba trzeba się nawet obawiać...

      Usuń
  2. Zgadzam się. Nie jesteśmy sami i w pracy trudno bez kompromisów normalnie funkcjonować. Nie cierpię tych spóźnialskich, którzy ze spóźnienia robią codzienność. A najbardziej tych, którzy u innych widzą np. 5 minut i nagłaśniają to, a sami pozwalają sobie na zdecydowanie więcej. A donosicieli (a w pracy mam takie "kwiatki")... uważam za najgorszy typ. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przecież wystarczy postępować wedle zasady: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe.
      Dzięki za odwiedziny:-)

      Usuń
  3. Całe szczęście, że zdarzają się też ludzie, którzy są całkiem fajni i można z nimi np. konie kraść...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie ci do tańca i do różańca trzeba by robotę zmieniać...

      Usuń
  4. Dodałabym jeszcze grupę tzw. wampirów energetycznych. Od takich to z daleka... Ale są też osoby jak balsam dla duszy i staram się raczej o takie osoby. Humor w pracy - ważna rzecz. Jak już lekarz nakrzyczy na pacjenta, bo akurat ma w domu problemy - to jest dla mnie po prostu chore. A przeżyłam kiedyś właśnie takie - wręcz upokorzenie, o mało się nie rozpłakałam. Panie w rejestracji tłumaczyły to domowymi problemami pani doktor...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś pani pediatra próbowała wyładować zły humor na moim dziecku, bo miała nocny dyżur i była przeziębiona...

      Usuń
  5. A ja bym dodała grupę niszczycieli - różnymi sposobami niszczą wszystkich których napotkają na drodze bo mają z tego satysfakcję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też takich spotykam, jak już wszystkich skłócą i jeszcze ktoś się poryczy to chodzą dumne jak pawie...

      Usuń
    2. wiem - pracowałam z taką idiotką

      Usuń