sobota, 26 grudnia 2015

Od stołu do żłobu...

Tradycją moich świąt jest, iż w drugi dzień Bożego Narodzenia ruszamy się od stołu, aby obejrzeć szopki tu i tam, podejrzeć co tam ciekawego w przyrodzie, a zmienna jest bardzo. Zdarzało się, że jadąc w te same miejsca ledwie wracaliśmy, bo na drogach ślizgawica, jezioro skute lodem, a na zewnątrz nie dało się długo spacerować, bo nosy zamarzały. A dziś? Pogoda wiosenna, trawa zielona, pąki na rododendronach, łabędzie z młodymi na wodzie...

Szopki lub inaczej żłóbki w każdym kościele inne, ale te, które widzieliśmy dzisiaj raczej tradycyjne, bez zbędnych udziwnień, jakie kiedyś bywały, przynajmniej tam, gdzie ja byłam. Pierwszą szopkę trafiliśmy w Poznaniu tuż przed wigilią, na poznańskim rynku.

Kolejne szopki także urokliwe, ale trudno było zdjęcia zrobić, taki tłok panował - cóż, każdy chciał mieć fotkę przy żłóbku na pamiątkę...

W niektórych kościołach nie udało się szopek obejrzeć, bo albo msza trwała i nie wypadało przeszkadzać, albo świątynie zamknięte na głucho...

Ta szopka była tak wielka, że zdjęcie musiałam robić na 2 razy. Wszędzie pełno było prawdziwego siana i pięknie pachniało, a niebo rozgwieżdżone nad stajenką robiło wrażenie prawdziwego. Gdzie taka szopka? W bazylice w Licheniu.

28 komentarzy:

  1. Od czasu do czasu rodzinnie też jeździmy po szopkach. Najróżniejsze się trafiają. Jedną pamiętam, była multimedialna i potwornie głośna. Z komina leciał dym. Z drzwi wychodziły rożne postaci i co chwilę odzywały się zwierzątka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiej jeszcze nie widziałam...ale udało mi się obejrzeć ruchomą szopkę w mieście Bardo, tyle że było to w maju, a szopkę pokazują turystom cały rok :-)

      Usuń
    2. Fajne są też szopki z żywym inwentarzem :)

      Usuń
    3. To prawda i ten żywy inwentarz sprawia czasem różne niespodzianki...

      Usuń
  2. Podoba mi się Wasz zwyczaj, chyba go przejmę - o ile mój leniwy kocur czyli mąż zechce wyruszyć w drogę :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój na szczęście lubi polatać....

      Usuń
  3. Jak byłam dzieckiem to rodzice zabierali nas na rajd po szopkach :) Lubiłam to

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w pobliżu masz parę fajnych do obejrzenia?

      Usuń
    2. Pewnie - w całym Rzeszowie są piękne szopki i korci mnie żeby pojechać do Krakowa :)

      Usuń
    3. Szopki w Krakowie też chciałabym obejrzeć :-)

      Usuń
  4. A my w tym roku ciągle się ruszamy:) wczoraj wycieczka w góry - taka wspomnieniowa a dzisiaj spacer do lasu. Tak było ciepło, że szukaliśmy grzybów :) buziaki Joasiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pięknie, Gabrysiu:-) Pogoda sprzyja takim wycieczkom, grzyby tez wczoraj widzieliśmy, nie sprawdzałam czy jadalne, ale tak ładnie wyglądały...nawet małe kwiatki róż zaobserwowałam, ale nie pachniały.

      Usuń
  5. Ja już to mam za sobą, Jotko. Do oglądania szopek ostatecznie zniechęciły mnie pojawiające się w nich gdzieniegdzie akcenty polityczne, a ostatnio komercyjny ich wymiar, przesadny przepych, etc., choć oczywiście nie zaprzeczę, że istnieją takie, w których przeważa skromność i umiar... serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to zniesmaczało onegdaj, ale ostatnimi czasy, jakby mniej polityki w szopkach, nie wiem, jak w dużych miastach, u mnie spokojnie, tradycyjnie raczej:-)

      Usuń
  6. Przy szopkach bywają tłumy, szczególnie przy tej przed katedrą. A ja lubię las i ciszę. więc zamiast do szopki, wyciągnąłem znajomych do lasu na kije :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie! ja odbyłam marsz wokół jeziora, towarzysząc łabędziom, a dziś długi spacer kilkukilometrowy na cmentarze. Ruch jest niezbędny jak tlen!

      Usuń
  7. Uwielbiam szopki :) Wydaje mi się, że we Wrocławiu nadal jest ruchoma szopka, pamiętam jak babcia zabierała mnie tam w dzieciństwie i rok w rok wracałam pod ogromnym wrażeniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś odwiedziłam żywą szopke: wielbłąd, owce, osiołek, kucyki, kaczki, kury, gęsi,króliki, a pośród zwierzyńca figury ludzi, na szczęście wymienili poprzednie, bo tamte wyglądały jak odlewy po wybuchu wulkanu w Pompejach....

      Usuń
  8. O! Widzę, że narodziła nowa (świecko - religijna?) tradycja. Taki przyzwoity wyścig do żłobu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dzisiejszych czasach warto być przy żłobie, nigdy nie wiadomo...

      Usuń
  9. Twoje szopki miło się ogląda, bo takie zwyczajne i bez komercyjnego przepychu. Uśmiecham się na wpis, że w dzisiejszych czasach warto być przy żłobie. Myślę, że w każdych czasach żłób był najważniejszy. Serdeczności zasyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię takie zwykłe właśnie, bez aktualnych wtrąceń, broń Boże politycznych! Uściski:-)

      Usuń
  10. Pogoda faktycznie była super, chociaż brakowało mi trochę tej białej scenerii. Ta obecna bardziej przypominała czas Wielkanocny :)
    Tym swoim postem zachęciłaś mnie, by się zmobilizować i wyruszyć na podbój krakowskich szopek ;)
    Pozdrawiam poświątecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj kochana, tak się mijamy na różnych blogach, muszę do Ciebie zagościć na dłużej:-)
      Mobilizuj się koniecznie, ja już dawno bym leciała:-) Miłego oglądania!

      Usuń
  11. Ruch w święta jest bardzo ważny :D Tyle jedzenia jest na stołach że aż grzechem byłoby nigdzie się nie wybrać :D Ja spalałam kalorie latając za dziećmi w pracy ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, taki ruch jak u Ciebie w pracy powoduje spalanie nie tylko kalorii:-) Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  12. Bardzo mi się podoba Wasz zwyczaj z wycieczkami w drugi dzień świąt! Super!
    A szopki są naprawdę piękne, różne, oryginalne. Z przyjemnością obejrzałam zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszyło mnie, że jakoś w tym roku nie było politycznych podtekstów...

      Usuń