czwartek, 16 czerwca 2016

Wybiórcza cierpliwość...

Wszyscy znamy określenie "benedyktyńska cierpliwość". Cierpliwość każą nam ćwiczyć w szkole nawet i na każdym kroku, cierpliwość pożądana jest w wielu profesjach oraz w wielu zwyczajnych czynnościach codziennych. Zauważyłam już dawno, że cierpliwość każdego z nas bywa wybiórcza - do pewnych czynności mamy niewyczerpane pokłady cierpliwości, w innych sytuacjach zalewa nas krew już na początku działania.
Koleżanka zasugerowała w trakcie tych rozmyślań, że być może związane jest to z pasją, większą cierpliwość mamy, gdy robimy coś z miłością... rzecz warta rozwagi. Ale mimo to twierdzę, że jednak występuje tu jakaś wybiórczość, bo np. ja lubię surfowanie w sieci, czytanie blogów, pisanie własnego, ale jednak niektóre czynności techniczne związane z działaniem niektórych programów czy nie daj Boże laptopa doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Mój mąż ma odwrotnie - tak długo szuka rozwiązania problemu,tak wytrwale drąży, że medal za cierpliwość, ja już dawno cisnęłabym myszkę w kąt.Za to na założenie bloga fotograficznego namawiam go już drugi rok.
Podobnie jest z rozrywkami umysłowymi, lubię krzyżówki, gry planszowe, ale każcie mi układać puzzle, to raczej krótko to potrwa. Nie cierpię też czytać instrukcji, zwłaszcza do gier, jeśli instrukcja jest grubości książki, to ja odpadam, wolę gdy ktoś objaśni mi reguły...
Podobnie z czynnościami domowymi: uwielbiam rozwieszać pranie, mogłabym kilometry linek zapełniać świeżo wypranymi ubraniami, ale prasowanie przyprawia mnie o ból kręgosłupa na samą myśl o żelazku. Sprzątać mogę godzinami, a w kuchni szybko, najmniejszym nakładem sił i środków, nie mam cierpliwości do skomplikowanych dań i rozbudowanych przepisów.
Podobnie z robótkami ręcznymi. Na drutach mogę i lubię robić godzinami, wymyślać wzory, mieszać kolory, ale szydełkowanie już mniej, a cerowanie, naprawianie, przerabianie - do tego mam cierpliwości za grosz.
Mówi sie także, że dziadkowie mają większą cierpliwość do wnucząt, niż mieli do swoich dzieci, ale może to z kolei zależy od wieku, z upływem lat nabieramy cierpliwości lub mamy więcej czasu... Bywają także osoby, do których nie mamy w ogóle cierpliwości, ale to już inna historia.
Moja teorię o cierpliwości wybiórczej opieram na tym , że wiele czynności w swej naturze jest bardzo podobnych, a jednak do niektórych mamy mniej wytrwałości, robimy coś po łebkach, odsuwamy od siebie, szukamy wymówek, aby czegoś nie robić.
Czasem słyszę: ależ Ty jesteś niecierpliwa! Czasami jestem, a czasami wręcz przeciwnie. A jak u Was z cierpliwością?

69 komentarzy:

  1. Powiedziałabym, że ja cierpliwości uczę się z wiekiem. Kiedyś nie do pomyślenia byłoby, żebym potrafiła usiedzieć w fotelu pełne trzy godziny. A tak jest, kiedy zagłębiam się w moje robienie misiaczków. Jest to dla mnie jakieś nieodgadnione misterium ... ale daj mi igłę z nitką - to od samego patrzenia - juz się nitka plącze. Nie mam też cierpliwości do szukania. Od razu się pocę i mam biegunkę ;) Wolę usiąść i spokojnie pogadać ze św. Antonim. jeszcze mnie nigdy nie zawiódł. Co do komputera - to mam podobnie jak Twój mąż. Jest problem- nie spocznę aż go nie rozwiążę. Cierpliwości uczy mnie życie. Cierpliwie czekam na cud pojednania, cierpliwie odmawiam Nowennę Pompejańską - a ta wymaga iście anielskiej cierpliwości i przy okazji jej uczy. Cierpliwość to chyba moja druga natura - choć tak jak piszesz Joasiu - nie we wszystkim i nie do wszystkich ( ale to już inne historie...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niby ja też uczę sie cierpliwości, ale czasem o nią trudno, zwłaszcza gdy się do czegoś zapalę. W kuchni też uczę sie cierpliwości, gdy chcę synowi lub mężowi zrobić przyjemność...

      Usuń
  2. Mogę powiedzieć,że jestem osobą cierpliwą i chyba byłam od młodości.Jasne,że są rzeczy,które lubię robić bardziej,a inne mniej.Jednak,jak już coś zacznę,to nawet jak nie idzie,doprowadzam tą rzecz do końca z poczucia jakiegoś wewnętrznego obowiązku.Oczywiście,rzeczy,które kocham robić,jak pisanie,czytanie,rysowanie,robienie na drutach również lub zajmowanie się ogrodem są czystą przyjemnością i mogę poświęcać im całe długie godziny.Nie czuję wtedy żadnego zmęczenia ani nie wiem,co to brak cierpliwości.Dobrej nocki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko pytanie czy to cierpliwość, czy konsekwencja? A pasja też okazuje się ważna :-)

      Usuń
  3. To moja pięta achillesowa. Jestem szybka, reaktywna, impulsywna, co nie znaczy, że chaotyczna. Słabo trawię osoby pokroju "panie Boże spuść bombę na tę trąbę" i mam wyrzuty na sumieniu z tego powodu ;) Nie przeszło mi z wiekiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do osób, o których wspominasz to miewam podobnie, a potem kilka dni rozważam, czy nie byłam złośliwa, zbyt obcesowa itd.

      Usuń
  4. Mi wszyscy mówią, że ponoć mam anielską cierpliwość, coś chyba w tym jest, bo jeszcze dotąd nie udusiłam tych swoich dwóch ancymonów :) Mam cierpliwość do wielu rzeczy i osób, pomimo, że bywam czasem nerwowa i impulsywna, to staram się jak najczęściej z tym walczyć. Z wykonywaniem pewnych czynności mam tak, że gdy mnie coś interesuje bądź to po prostu lubię, będę dotąd szperać i coś robić, dopóty rozwiąże problem :)
    Piszesz Asiu, że z biegiem lat nabywa się tej cierpliwości, ja jednak zaobserwowałam zupełnie odwrotną sytuację. Widzę sama po sobie, że z upływem czasu szybciej się zniechęcam, jestem już bardziej wygodna, bo syna mam odchowanego, a moja mama ciągle powtarza, że ona już nie ma ani siły, ani takiej cierpliwości do wnuków jak kiedyś, gdy były malutkie. Z resztą od osób już w wieku mojej mamy 60+ często takie stwierdzenie właśnie słyszę ;)

    Pozdrawiam i miłego weekendu Ci życzę Joasiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygody łatwo polubić, czasem lubię siebie rozpieszczać, teraz już mogę i chyba tak powinno być, że jest czas dla dzieci, potem dla siebie, a oprócz tego powinno sie dbać o związek, bo gdy dzieci wyfruwają, to zostajemy sami z partnerem i fajnie gdy ma sie wiele wspólnego, oprócz dzieci. Ciekawe czy będę miała cierpliwość do wnuków...

      Usuń
    2. My już od co najmniej od dwóch lat czujemy się tak jakbyśmy nie mieli dziecka. :) A teraz nasz syn już w zasadzie mieszka w domu jedną nogą. Przyzwyczaiłam się, że więcej czasu mogę poświęcić sobie, bo syn już sam za siebie decyduje. Tak czasem myślę sobie, czy miałabym jeszcze cierpliwość i siły wychować małe dziecko, ale jednak chyba nie byłoby lekko, bo jak na chwilę przebywam z dzieciakami mojej siostry (chłopczyk 7 lat, a dziewczynka 13 miesięcy) to po niedługim czasie wymiękam i ochoczo oddaje je ich mamusi :)
      Nie masz co myśleć na zapas, bo i tak czas oraz sytuacja pokaże, ale wiem, po tym co zdążyłam Cię już poznać, że będziesz świetną babcią, bo masz dobry kontakt z dzieciakami i wielkie serce :)

      Usuń
    3. Oby, kochana:-) Najbardziej siły będą potrzebne chyba, bo nie młodniejemy, niestety:-)ale nie martwy sie na zapas!
      Serdeczności Agnieszko:-)

      Usuń
  5. Asiu z wiekiem na pewno nabieramy mądrości, ale czy cierpliwości? Patrząc na siebie, to mam wątpliwości. Ciągle się jej uczę, a już szukanie doprowadza mnie do szewskiej pasji.
    Pozdrawiam Asiu. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, kochana, niedaleko jak wczoraj czegoś szukałam i naszła mnie myśl czy to tylko roztargnienie czy już ten pan na A.

      Usuń
    2. Asiu miejmy nadzieję, że to tylko roztargnienie. :) .

      Usuń
  6. Od razu się przyznaję,nie jestem cierpliwa.Jak już coś trzeba to chciałabym aby już od razu to było.....Nie cierpię jak i Ty Asiu prasowania,ale przecież nie postawie obok deski mietka,więc aby obyło się to bez "nieprzyjemnych myśli" zawsze szukam sobie coś ciekawego w telewizji i zerkam...A jeżeli chodzi o szukanie to tak jak Gabrysia wierzę w pomoc Antoniego,oczywiście poprzedza to takie chaotyczne ,nerwowe szukanie ,że i Antoni mógłby "zapomnieć" gdzie coś leży....Może to nie ten przykład o jaki chodzi,ale niezmienną cierpliwość cały czas mam do ....czytania książek,ale to związane jest z miłością do tej czynności.A tak jeszcze to mamy wzajemnie cierpliwość do siebie z moim mężem....bo inaczej jakby się nam udało być...ponad 35 lat...I niech zostanie ,że to pokazuje ,że jednak nie jestem tylko tym kiepskim przykładem cierpliwości....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że wspomniałaś o cierpliwości do mężów, bo chyba trzeba mieć duże pokłady cierpliwości do ich pomysłów, nawyków itd. Pewnie oni to samo powiedzieliby o nas.
      Przy prasowaniu też oglądam coś w TV, bo inaczej cisnęłabym żelazko po trzeciej koszuli...

      Usuń
    2. Oj powiedzieliby, powiedzieli!!!

      Usuń
    3. Zdaję sobie sprawę, zresztą czasami mój małżonek wyraża to głośno, ale jakieś wady trzeba mieć;-)

      Usuń
  7. Anielska cierpliwość sprawdza się w życiu, zwłaszcza przy dzieciach. Czasami jednak przychodzi taki moment, że trzeba tupnąć nogą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, doświadczyłam tego, więc jestem ciekawa, jak reagować będę na wnuki:-)

      Usuń
  8. Hmm... no właśnie ! Mnie też się wydawało, że ktoś jest cierpliwy lub nie, a dziś już wiem, że tak nie jest. W pewnych sytuacjach jest się cierpliwym , a w innych nie. Ja mam wiele cierpliwości, ale zawsze mówię, że i ona ma granice. Nie cierpię stać w kolejce ( w sklepie, urzędzie czy do lekarza )ani czekać na autobus. Uważam, że to strata czasu. Dawniej zawsze, gdy miałam trochę czasu czekając na przystanku - po prostu szłam na następny przystanek, a czasem na kolejny( teraz nie zdarza mi się, bo jeżdżę autem). Gdy mam czekać w przychodni to zawsze zabieram ze sobą jakąś lekturę lub robótkę ręczną. Ja chyba nie lubię się nudzić, choć wypoczywać umiem - nawet na leżaku, ale to co innego. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe stwierdzenie, że niecierpliwość łączymy ze stratą czasu, coś w tym jest, ja także nie lubię czekać w kolejkach lub np. na kuriera, listonosza itp. bo szkoda mi czasu, który mogłabym wykorzystać na coś innego.
      Miłego weekendu:-)

      Usuń
  9. Cierpliwość w dużej mierze jest związana z temperamentem, czyli poniekąd warunkowana biologicznie. Na to nakłada się aspekt psychologiczny. Więc postrzegając sytuację jako przyjemną, nie pobudzamy się niepotrzebnie i jesteśmy bardziej cierpliwi. Konieczność wykonywania nielubianych, trudnych zadań aktywizuje pewne części naszego układu nerwowego (odpowiedzialne za walkę lub ucieczkę), konsekwencją czego jest większe pobudzenie i mniejsza cierpliwość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze uważałam się za spokojną, tak jestem też odbierana wśród przyjaciół, ale jednak czasami objawia sie u mnie większy temperament i wielka niecierpliwość, a może zmienia sie to z wiekiem?

      Usuń
    2. Może się zmieniać, bo i działają hormony, i człowiek jest mniej odporny na różne nowe, nietypowe sytuacje, które go pobudzają :)Jeśli to Cię pocieszy, to inni też tak mają - ja z wiekiem staję się coraz bardziej podobna do mojego niecierpliwego ojca :(

      Usuń
    3. No właśnie, a ja myślałam, że jestem podobna do ojca mentalnie, a z wiekiem widzę u siebie wiele cech mamy!Ale z tego akurat sie cieszę:-)

      Usuń
    4. Nie ucieknie się od rodziców :) No, i dobrze, ostatecznie pamięć o nich (choćby w postaci genów) pozostaje w nas :)

      Usuń
  10. :) no niestety ja nie należę do cierpliwych. Ale i tak z wiekiem życie nauczyło mnie odrobiny pokory w tej materii. A puzzle ?? Mam kilka pudeł - 1000 elementów każde. Najfajniejsze to sanie na śniegu w górach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy widzę puzzle typu chmury na niebie to robi mi się słabo...

      Usuń
  11. Cierpliwość ćwiczę codziennie w korkach. Niewyobrażalnych i trudnych do opisania. Dość powiedzieć, że tę samą odległość można przebyć w 5 minut albo w trzy godziny. Co ciekawe- denerwują się tylko białasy. Tubylczy kierowca nawet nie westchnie, spokojnie wpuszcza przed siebie innych kierowców. Cóż, my mamy zegarki, Azjaci mają czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem tylko pasażerem, ale cierpliwości mam mniej, niż mój mąż kierowca, a o niektórych narodach czytałam, że z natury ich przedstawiciele są tacy cierpliwi lub niefrasobliwi...

      Usuń
  12. Nie jestem cierpliwa, ale skoro trzeba, to trzeba. I wyraźnie mam na coś fazy - czasem na druty, czasem na biżu, czasem na gotowanie, czasem na bloga:). a z wnukami to chyba nie jest kwestia cierpliwości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi fazami to dziwna sprawa, czasami mam fazę filmową, oglądam po kilka odcinków z sieci, czasem nie mogę sie skupić na żadnym obrazie. Kiedyś całe wakacje rozwiązywałam krzyżówki, teraz mam mniej do nich cierpliwości.

      Usuń
  13. Nigdy nie określam się jako osobę cierpliwą, no bo nie jestem, nie lubię czekać. Jak mam stać na przystanku 10 minut i czekać na autobus i tramwaj to mi się nie chce i idę pieszo. Nie wiem, może bywam cierpliwa w niektórych sytuacjach. Akurat chyba wolę prasować niż rozwieszać pranie. A jak mam coś zrobić w komputerze to posiłkuję się wskazówkami z Internetu i jakoś krok po kroku dochodzę do tego, chyba że się zdenerwuję, że mi nie wychodzi to daję sobie spokój ;D. Myślę, że lepiej być cierpliwym. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że cierpliwi mają lepiej, robią wszystko dokładniej i nie spalają się jak świece, ale gdy ktoś z natury jest impulsywny, energia go rozsadza, to jest to trudna sztuka...

      Usuń
  14. Wybiórczość - lepiej bym tego nie ujęła. Wszyscy mówią mi tylko, żebym tę cierpliwość ćwiczyła, czasami naprawdę jest mi ciężko - niby informatyką się interesuję, ale jak coś zaczyna się nie daj Boże zacinać, zwalniać, koniec roboty. Lepiej u mnie z cierpliwością do zwierząt, ale zanim miałam świnkę też super nie było. Cierpliwości do żyjątek nauczył mnie Czesiek Świnia, którego oswoiłam z największym trudem. Ale udało się, teraz z przekonaniem mogę powiedzieć, że cierpliwość popłaca - pół roku temu był małym stworzonkiem, chudym, do nieczgo nie podobnym, raczej bliżej mu było do strachliwej myszki niż "wielkiej świni", którą jest teraz. Wtedy nie dało się podejść bliżej niż na dwa metry, denerwowałam się, bo jak to - przecież siedzę z nim, zajmuję się, sprzątam co wieczór a on nic. Teraz to co innego - właśnie biega sobie pod moimi nogami (muszę uważać, żeby go stołkiem nie przycisnąć), a głaskanie uwielbia ponad wszystko...

    Ciepełka
    Martyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny przykład! mówi się, że nauczyciel powinien być cierpliwy w stosunku do swoich uczniów, a tresura to jak nauka i trzeba znaleźć sposób na każdego osobnika. Może więc masz w sobie jakieś zadatki pedagogiczne? kto wie!

      Usuń
    2. Pedagogiczne? Oj, na pewno nie! Opieka i przebywanie z dziećmi to chyba najgorsze, co mogłoby mnie spotkać ;) Nie wiem dlaczego, ale raczej wolę zwierzęta od dzieci, łatwiej się z nimi "dogaduję".

      Usuń
  15. Cierpliwość to jedna z tych cech, którą nabywamy jeszcze w okresie płodowym i rozwijamy praktycznie do 3-4 r.ż. Powszechnie uważa się, że nie dziedziczymy gotowych cech psychicznych (a więc także cierpliwości), lecz zadatki anatomofizjologiczne sprzyjające lub hamujące rozwój danej cechy. Od tego czy dane dyspozycje psychiczne rozwiną się, czy nie, zależy m.in. to jak zareagujemy na bodźce środowiskowe. Reakcja może być niekontrolowana, wtedy mówimy o zaburzeniach osobowości, albo - w drodze ćwiczeń - nabywamy umiejętność regulowania naszych funkcji organizmu. To ważny proces wyrównywania emocji.
    Niestety rodzice zaniedbują tę fazę rozwoju, która pojawia się od ok. 2-3 m-ca ciąży (płód raz woli ogórki kiszone innym razem ciastko z kremem i wtedy kopie mamę w brzuch ;) ) i bezpowrotnie zatrzymuje się w fazie rozwoju dziecka do kilku lat. Oznacza to, że w okresie późniejszym możemy opanować cierpliwość, ale znacznie większym kosztem dla organizmu (nerwice, zaburzenia somatyczne i psychiczne).
    A jak to wygląda w praktyce? Cierpliwość mamy do tych zadań, które nie przerastają naszych możliwości w danej chwili (do krzyżówki nie zabierzemy się, gdy nas boli głowa). Prawdopodobnie nikt z nas nie podejdzie do rozwiązywania trudnych zadań z fizyki kwantowej, bo to wymaga znajomości także matematyki na poziomie powyżej studiów wyższych. Niechętnie podejmujemy się też czynności nowych, nieznanych, tu czasem cierpliwości nie starcza. Ale już całkiem nieźle robimy to co znamy, i tu nasza cierpliwość nie ma ograniczeń.

    Pozdrawiam
    Andrzej Rawicz (Anzai)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli cierpliwość może być szkodliwa dla zdrowia ;-) o ile nie wyćwiczymy jej w odpowiednim czasie?

      Usuń
    2. Raczej niecierpliwość - jeżeli nie potrafimy jej kontrolować może być przyczyną np. nadkwasoty, nadciśnienia, tików twarzy, kompleksów, jąkania, itd., itp.
      Jeżeli dziecku do 4 r.ż. zasłonimy oczy, albo zatkamy uszy (w praktyce wystarczy nie zajmować się dzieckiem) to te zmysły już nigdy nie rozwiną się do normalnego poziomu. Poruszyłaś więc ważny, chociaż bagatelizowany temat.

      Usuń
    3. P.S. Powinno być: "dziecku od urodzenia do 4 r.ż. ..."

      Usuń
    4. To prawda, dzieci, którym nie poświęca sie uwagi rozwijają się gorzej, mają problemy z koncentracją i wiele problemów w ogóle.
      Wielu rodziców nie docenia lub zwyczajnie nie zdaje sobie sprawy, jak ważne jest mówienie do dziecka od urodzenia i rozmowa z nim w okresie późniejszym, ale to inna jeszcze historia...
      Pozdrawiam:-)

      Usuń
    5. Raczej chodziło mi o wyrabianie u dziecka cierpliwości, tej podstawowej cechy, której potem może mu brakować w życiu dorosłym. Jestem zaskoczony, że właśnie to zostało tutaj tak zbagatelizowane. Z procesów sądowych przecież jednoznacznie wynika, że gdy dorosłym brakuje cierpliwości, to potrafią noworodka rzucić o podłogę i udusić, skopać na śmierć, utopić w stawie, albo profilaktycznie zakisić w beczkach po kapuście, czy zakopać w ogródku, itd,. itp.
      Nie ćwiczmy więc cierpliwości w naszym codziennym dorosłym życiu, bo nie po to nas w to wyposażono, ale zobaczmy dlaczego nasz przyszły wnuk: a/ w łonie naszej córki, tak agresywnie się zachowuje, b/ mając 3-4 lata nie tylko nie potrafi jeść łyżką, zawiązać sznurowadeł, ale nawet nie chce się tego uczyć, c/ w wieku szkolnym natrafia na szereg problemów wynikających właśnie z braku wykształcenia tej cechy, itd., itp. ...?

      Pozdrawiam
      Andrzej Rawicz (Anzai)

      Usuń
    6. Problem w tym, że wielu rodziców, dziadków, opiekunów nie docenia kształcenia takich cech u dzieci, zrzucając wine na cechy osobowości, często dziedziczone po rodzicach czy dalszych przodkach, nawet objawy mocno niepokojące nie skłaniają do zasięgnięcia opinii specjalistów. Pracuję w szkole i obserwuję, że łatwiej zrzucić wszystko na barki nauczycieli, a ci najczęściej słyszą, że sobie zwyczajnie nie radzą, a problemy zamiatane są pod dywan, bo tak i rodzicom i dyrekcji jest wygodniej...a my wychodzimy z siebie, żeby "radzić"sobie ze wszystkimi dziećmi i ich rodzicami.

      Usuń
    7. Szkoła, a może i nawet przedszkole, to jest już o kilka lat za późno. Mózg dziecka pracuje jak komputer i na wszelkie dane przeznacza odpowiednie "półki". Ten proces, przypominający formatowanie dysku kończy się właśnie ok. 4-5 r.ż. (to dlatego od tego momentu nasza pamięć jest już uporządkowana). Szkoła może więc tylko kształcić to co na tych półkach już jest.

      P.S. Przepraszam za tę zmieniającą się faviconkę, ale jestem zalogowany w kilku miejscach. W każdym razie Andrzej Rawicz to Anzai.


      Usuń
  16. Muszę Ci powiedzieć, że prasowanie lubię. Włączam sobie radio Pogoda lub telewizor, siedzę i macham powoli tym żelazkiem. Prawie relaks.
    Zasyłam serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, kilka znajomych osób też lubi prasować... ja wolę latać ze szmatka i odkurzać:-)
      Udanego relaksu :-)

      Usuń
  17. Życie, choroba nauczyła mnie cierpliwości. Gdy przychodził kolejny nawrót choroby, kolejna operacja, pobyty w szpitalu - to mega szkoła cierpliwości. I gdy musiałam oczekiwać na rezultaty kolejnego leczenia. I taka nauka cierpliwości trwa już u mnie od 7-ego roku życia. Ale walczę dalej:-) Pozdrawiam i dziękuję za ciepłe komentarze na moim blogu:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, choroba uczy cierpliwości, zwłaszcza gdy czekamy na rezultat działania leku, gdy chcemy być szybko sprawni lub ból trwa zbyt długo.
      Miłej niedzieli:-)

      Usuń
  18. u mnie w domu zawsze mówiło się, że cierpliwość uczy pokory. w praktyce jednak o ile sprzątanie, nawet mycie okien jakoś dzielnie znoszę, o tyle prasowanie budzi we mnie zniecierpliwienie już na samą myśl o nim. podobnie z oglądaniem filmów na kanałach, które są okraszone długimi blokami reklamowymi - w tej chwili tv oglądam niezmiernie rzadko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, do bloków reklamowych trzeba mieć anielską cierpliwość lub nie oglądać, co ostatnio u nas w domu zwycięża.

      Usuń
  19. Witaj, Jotko.

    Wiem, jak to zabrzmi - jestem choleryczką. Taki już mam temperament. Ponieważ "bycie choleryczką" dobre jest dla niezależnych siuśmajtek, musiałam wypracować sobie parę sposobów, by ten swój ogień jakoś okiełznać i nie zapalać się z byle powodu. Jednym z nich jest... porządek. W myśl zasady: nie ma punktu zapalnego - nie ma pożaru :)
    Nie niecierpliwią mnie czynności, ale marnowanie czasu na bezsensowne przygotowania do nich wynikające z chaosu - lubię stanąć i zrobić, a nie snuć się w poszukiwaniu "czego nie zgubiłam".
    Wbrew pozorom większość czynności mechanicznych, "nietwórczych", da się "uatrakcyjnić", przez co stają się mniej męczące :)
    Jestem wrażliwa na zapachy i konsystencje (bardzo) i chociaż staram się brać pewne rzeczy "na rozum" - moja fizyczność często wygrywa. To mnie złości i żenuje.
    Najwięcej wysiłku kosztują mnie natomiast relacje z pewnym typem ludzi, ale - jak sama napisałaś - to odrębny temat.

    Pozdrawiam :)
    Lena Sadowska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, bo utrzymywanie porządku sprawia, że codzienne nudne czynności stają mniej nużące i ja też nie lubię czynności, które wymagają tylu przygotowań...nie lubię wymyślnych potraw, gdy spędzam w kuchni szmat czasu, a zjada sie w 5 minut, to nie dla mnie!
      Choleryczka też czasem przeze mnie przemawia, mam to po ojcu, ale bardzo nad tym pracuję i wstydzę sie tych momentów, gdy nie zapanowałam nad temperamentem. Z drugiej strony mówią, że cholerycy są zdrowsi...

      Usuń
  20. Prasowanie, to najgorsza z czynności sprzątających, nawet przez jakiś czas w swoim życiu nie nosiłem koszul, aby nie musieć czegokolwiek prasować... Natomiast do komputerów mam cierpliwość i lubię grzebać tak długo, aż znajdę rozwiązanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo prasowanie to taka syzyfowa praca...a koszule męskie prasuje sie koszmarnie. To ja mam gorzej, bo do usterek technicznych też nie mam cierpliwości.

      Usuń
  21. Ja do osób cierpliwych nie należę, ale mam wrażenie, że z wiekiem mam jej więcej, a spore pokłady wyzwala we mnie także junior :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że chyba też z wiekiem robię się bardziej cierpliwa:-)

      Usuń
  22. Witaj Asiu:) Bardzo podobają mi się Twoje rozważania. Mam wrażenie, że rzeczywiście cierpliwości uczymy się z wiekiem. Ja w swojej pracowni muszę być bardzo cierpliwa i jestem. Ogólnie chyba jestem osobą cierpliwą, słyszę nie raz to od rozmówców. Ale są sytuacje, gdy przebieram nogami z niecierpliwością. To chwila, gdy wpadnę na jakąś książkę w sieci i po prostu chcę ją mieć now! Ale tu wchodzimy chyba w sferę moich uzależnień;) Pozdrawiam niedzielnie, tata z dziećmi w kinie, a mama grasuje po sieci;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli masz czas dla siebie:-) W swojej pracowni wyzwalasz całe pokłady cierpliwości, bo to związane jest z pasją i poczuciem obowiązku. Jeśli chodzi o książki, to jestem ambiwalentna, z jednej strony nie mogę sie doczekać by zacząć, z drugiej spowalniam zakończenie, bo mi żal...

      Usuń
  23. ta cierpliwość to też od ogólnego nastroju zależy, jednego dnia coś robię z radością, a następnego przy tym samym mam ochotę kogoś udusić, że muszę:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy punkt widzenia, bo tez tak czasami mam. Są dni, gdy do wielu rzeczy i osób nie mam cierpliwości, więc albo to nastrój, albo hormony albo cisza przed burzą...

      Usuń
  24. Ja z kolei bardzo się irytuje jeśli coś technicznego nie chce ze mną współpracować, ale nie potrafię rzuć przedmiotu w przysłowiowy kont, bo zwyczajnie czuję się jakby swędział mnie mózg. Będę siedzieć i szukać tak długo, aż w końcu dotrę do rozwiązania choćby była 5:00 rano a ja muszę spędzić cały dzień w szkole ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak mam w przypadku pomysłów na wiersz lub post blogowy. Gdy coś za mną łazi, to potrafię w nocy wstać i coś zapisać:-)

      Usuń
  25. Witaj,
    Zdarzyło mi się dawno, dawno temu kiedy studiowałem, zamieszkiwać przez ponad rok z ciotką, o której mówiono, że trzeba mieć anielską cierpliwość, aby z nią wytrzymać. Mnie się udało, co oznacza, że jakoweś zadatki szanujace cierpliwość w genach swoich posiadałem :-) Podobno też słuchać potrafię z cierpliwością i uwagą, natomiast w pewnych sytuacjach, jeszcze za potężnie zbyt długiego nauczycielskiego rzemiosła, gdy przychodziło do podejmowania decyzji nadmiernej cierpliwości nie znosiłem i, że tak powiem, swoje dyrektorskie, na ten przykład, zbrodnie, popełniałem w afekcie i, co ciekawe, w znakomitej większości wychodziłem na tym dobrze, bo nie ma nic gorszego nad bicie piany i dyskutowanie nad czymś dlugie godziny, co powinno byś zrobione natychmiast. Niecierpliwy jestem głównie w materiach takich, na których się nie znam wcale albo pobieżnie. Wtedy niecierpliwość jest moją serdeczną przyjaciół, a bez tarczy do mnie nie podchodź. Ale generalnie chyba jest zasadą, że wraz z wiekiem cierpliwość wprost proporcjonalnie wzrasta, a wyobraź sobie, że i na spóźniony obiad potulnie czekam, nie pojadając :-)... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli idzie o podejmowanie decyzji, to lubię szybko i konkretnie, najwyżej potem sie martwię. Mój mąż ma zwykle odwrotnie i długo podejmuje decyzje, rozważa za i przeciw, poszukuje, rozmyśla. Ale chyba zbytnia cierpliwość psuje smak tego na co czekamy, wyjątkiem są święta, kiedy oczekiwanie jest chyba lepsze, niż samo świętowanie...

      Usuń
  26. Mam bardzo dużą cierpliwość do własnych dzieci i wnuków. Brak mi cierpliwośći do siebie samej...:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że mnie też się to zdarza...;-)

      Usuń
  27. Z moją cierpliwością bywa różnie. Wiele zależy od sytuacji, od mojego czasu, od tego czego oczekuję. Czasami brakuje mi cierpliwości do moich dzieci. Nie raz ręce opadają.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi brakuje ostatnio cierpliwości do niektórych ludzi, np. śmiecących gdzie popadnie...

      Usuń