sobota, 8 października 2016

Gniew i wstyd czyli kamyki wybaczenia

Czytając książki czasami zakreślam sobie jakiś fragment, który do mnie szczególnie przemawia. Tak było także w przypadku książki „ Słodycz wybaczenia”. Dostałam ją w prezencie i przyznam, że tytuł kojarzył mi się z romansem, ale gdy zaczęłam czytać, na szczęście dla mnie okazało się, że książka romansem nie jest.
A oto fragment, który mnie oczarował:
„Zawsze sobie wyobrażałam, że życie to taki duży pokój wypełniony świecami. Kiedy się rodzimy, połowa tych świec już płonie. Przy każdym dobrym uczynku zapala się kolejna, dając coraz więcej światła…. Ale później niektóre płomyki gasi egoizm i okrucieństwo…. Na koniec możemy tylko się modlić i ufać , że stworzyliśmy w tym świecie więcej światła, niż mroku…”
W cytowanej książce pojawiły się motywy spotykane także gdzie indziej: wybaczanie, pojednanie, gniew i wstyd. Jedna z bohaterek wymyśliła sobie łańcuszek wybaczenia za pośrednictwem kamyków: jeden kamyk symbolizuje nasz wstyd, drugi gniew osoby, która ma nam wybaczyć.
Jeśli chcemy pozbyć się brzemienia, powinniśmy jeden kamyk odesłać osobie, której wybaczamy, a drugi wraz z kolejnym wysyłamy komuś, kogo o wybaczenie chcemy prosić.
Nie będę streszczać całej książki, jest tam wiele różnych wątków, jest też miłość i są tajemnice. Kogo zachęciłam, przeczyta lub nie.
To, co naprawdę mnie zafrapowało to proces wybaczania, który się tu pojawia co chwilę, w dodatku okazuje się, że gdy nie wszystko w relacjach między ludźmi jest czarno-białe, to nie wiadomo ostatecznie, kto komu powinien wybaczyć.

Oto moja lista pytań, które nasunęły mi się w trakcie lektury, a które może i Was zmuszą do refleksji:
• Czy młodym wiekiem lub impulsem można usprawiedliwić wyrządzoną komuś krzywdę?
• Czy po otrzymaniu wybaczenia jesteśmy w stanie sobie samym wybaczyć, wiedząc, jak wielką krzywdę brzemienną w skutki wyrządziliśmy?
• Czy nasze poczucie winy równoważy poczucie straty u osoby przez nas zranionej i czy można to w ogóle porównać?
• Czy można prosić kogoś o wybaczenie, jeśli nasz czyn wpłynął znacząco na czyjeś życie?
• Czy warto mówić komuś prawdę, ryzykując utratę przyjaźni lub miłości, tym bardziej, że wyjawienie tej prawdy tak naprawdę nic już nie naprawi, a wręcz przeciwnie?
• Czy ofiara musi wybaczyć swojemu prześladowcy tylko dlatego, żeby ów prześladowca mógł umrzeć spokojny?
• Czy chrześcijanie wybaczają łatwiej, bo pomaga im w tym religia?
Wreszcie ostatni , najważniejszy dla mnie problem: czy wybaczenie jest w ogóle możliwe?!
Wysunę tutaj być może szokującą dla niektórych tezę, że wybaczanie to oszukiwanie samego siebie. Dlaczego? Według różnych definicji WYBACZENIE jest to darowanie winy i nie szukanie zemsty na osobie, która nas skrzywdziła – mniej więcej. Nie chodzi o dosłowne definicje.

Nie zawsze musi chodzić przecież o zemstę, szukanie odwetu, darowanie winy też wydaje się oczywiste, ale co dalej? Czy wybaczyć znaczy zapomnieć? Przecież kontaktując się z tą osobą zawsze mam w pamięci jej czyn, utraciłam zaufanie, staję się czujna i zdystansowana, bo nie wiadomo czy incydent się nie powtórzy. A jeśli pamiętam i nie mam zaufania , unikam danej osoby, to czy można nazwać to wybaczeniem? Pamięci nie da się zresetować jak laptopa i zacząć wszystko od nowa… a czy nie jest tak, że osoba, która prosi o wybaczenie ma nadzieję, że po tym akcie wszystko znów będzie jak dawniej?
Czasami są to drobiazgi, ale czasami czyny, których wybaczyć sie nie da, po prostu, bo jeśli mogłabym wybaczyć komuś krzywdę wyrządzoną mnie osobiście, to nie wybaczyłabym krzywdy uczynionej mojemu dziecku czy innej bliskiej osobie.
A nie może być jak dawniej, właśnie ze względu na pamięć: o doznanej krzywdzie, o utracie zaufania, o prawdziwej twarzy przyjaciela…
Można przejść nad zaistniałymi faktami do porządku dziennego, rozmawiać, robić wiele razem z wyboru lub służbowo, ale nic już nie będzie jak dawniej… a więc czy to jest świadome wybaczenie? Jeśli udaję, że nie chowam urazy i podtrzymuję kontakty, bo inaczej nie można, to też jest wybaczenie?
A może po prostu mam zatwardziałe serce i nie umiem wybaczać?
Oczywiście to moje rozważania i przemyślenia, a Wy nie musicie się ze mną zgadzać.

70 komentarzy:

  1. Jotko, nie jeden raz o tym myślałam. Dla mnie wybaczyć nie jest tożsame z zapomnieć, a jeśli nie zapominam - a naprawdę nie zapominam - to pewnie nie wybaczam. Zamknięte koło, prawda? Przemawia do mnie potrzeba uspokojenia własnego sumienia...czyli nawet prosząc kogoś o wybaczenie dbamy o siebie, i tyle. W aspekty religijne nie wchodzę, bo nie. Czasem czas tłumi wcześniejsze doznania, jednak nie zawsze. Może idea karmy ma sens? - a miałam odpuścić rozważania o charakterze religijnym... na pewno warto przeprosić - ale to tylko otwarcie drugiemu pewnej ścieżki... bo czy przyjąć przeprosiny oznacza wybaczyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, trudno odpowiedzieć na takie pytanie, prawda?

      Usuń
  2. Wybaczenie należy do sfery emocjonalnej. Zależy ono od tego, co chcemy by nam wybaczono(wielkość doznanej krzywdy), od tego komu ją wyrządziliśmy(potrafimy wybaczyć krzywdę nam wyrządzoną ale nie naszym bliźnim). Miłość- na początku kochamy silnie, z biegiem lat uczucie przygasa lub całkowicie zanika, ale czy to oznacza, że w ogóle nie kochaliśmy? Wielu z nas, gdy prosi się ich o wybaczenie, mówi:wybaczam ale nie zapominam. Wybaczenie tak jak wszystko inne zależy od indywidualności każdego człowieka.Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy twierdzą, że potrafili wybaczyć, tylko czy wszyscy tak samo rozumiemy wybaczanie?

      Usuń
  3. Jak wiesz z moich opowiastek blogowych, ja mam ostatnio chyba co wybaczać. To chyba nie o to chodzi by zapomnieć krzywdę, a umieć z nią żyć jakoś bez chcenia, by ta druga osoba też pocierpiała jak my. Ja jeszcze chyba do tego nie doszłam i liczę na to, że on się kiedyś odwróci do mnie i ja wtedy będę mu zadać ten sam ból, co on mi. Chyba tak mam jeszcze :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, osoby mocno zranione są jakby w żałobie, a żałoba po uczuciu moze trwać długo...

      Usuń
  4. Asiu - próbowałam sobie odpowiedzieć na pytania ,które tu się pojawiły.
    Mam mieszane myśli,bo moim zdaniem każda sytuacja-każdy człowiek to "indywidualna sprawa".Z obserwacji moich wynika ,że "szczerość do bólu" nie zawsze jest dobrą i potrzebną drogą,tym bardziej ,że jak zauważyłaś niekiedy nic nie wnosi ,a wprost przeciwnie.Jeżeli ktoś prosi o wybaczenie to coś znaczy (choćby to ,że zdaje sobie sprawę ,że uczynił komuś krzywdę w jakiś sposób)....Wybaczyć a nie zapomnieć.....jak to się ma do tego gdy słyszę ,czytam o ludziach ,którzy przeszli piekło wojny,obozu....i wybaczają....ale zapomnieć nie zapomną bo to nie jest jednoznaczne .Może weszłam trochę na nie to "wybaczanie" takie nasze-codzienne.W każdym razie życie i wszystkie jego aspekty....to nie kolorowa mozaika,ale także nie czerń i biel....jest tyle różnych odcieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, bo każdy z nas jest inny, inne ma doświadczenie, inną osobowość. Na pewno nie powinno się szukać odwetu, bo to podobno zniżanie sie do poziomu osoby, która nas skrzywdziła.
      Oj, dużo tych odcieni Grażynko...

      Usuń
  5. Jotko, bardzo już czekałam na twój kolejny wpis i nie zawiodłam się - mądre rozważania, skłaniające do myślenia. Nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, że potrafię wybaczać bo chyba, szczęśliwie, nikt mi wielkiej krzywdy nie wyrządził. Oczywiście patrzę na to z perspektywy czasu bowiem w przeszłości były zdarzenia, które wydawały mi się wielce znaczące a dziś myślę o nich z przymrużeniem oka. Myślę, że wiele zależy od osoby, której mamy wybaczyć. Jeśli znamy ją na tyle, że wiemy iż naprawdę jest szczera i pragnie pojednania, jeśli nam na niej zależy, jeśli coś wspólnie budujemy lub zbudowaliśmy ( nie chodzi tylko o życie prywatne czy damsko-męskie) a w dodatku nasze niewybaczenie skrzywdzi innych, to warto zaryzykować. Znam takie przypadki ze szczęśliwym zakończeniem. Ale są warunki - ta osoba nie działała ze świadomością by nas skrzywdzić i że postępoujemy wbrew sobie, dla innych. Pozdrawiam ciepło w ten jesienny dzień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Podobno każdy zasługuje na drugą szansę i często ją dostaje. Myślę, że obu stronom nie jest wtedy łatwo, bo coś jednak ciąży ich relacjom - świadomość tego, co się wydarzyło. Z drugiej strony, takie sytuacje wzbogacają naszą wiedzę o innych i trochę o sobie samych.
      Także zasyłam ciepełko, bo ziąb straszny:-)

      Usuń
  6. Uważam, że na prawdziwe wybaczenie trudno się zdobyć. W ogóle dla mnie pojęcie wybaczenia a przyjęcie przeprosin to dwie różne rzeczy. Książka wydaje się interesująca. Pytania rzeczywiście skłaniają do refleksji. Myślę, że nie można usprawiedliwiać wszystkiego młodym wiekiem, 16-latek zabije człowieka i jak to usprawiedliwić, jak wybaczyć, że zabił komuś kogoś bliskiego? Nie powiedziałabym też, że chrześcijanie łatwiej wybaczają. Wybaczanie jest trudne. Można powiedzieć komuś nie gniewam się, a pamiętać o tym i przestać ufać tej osobie, a to nie jest wybaczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez się nad tym długo zastanawiałam czy możliwe jest wybaczenie, ale to chyba zależy od tego, jak rozumiemy proces wybaczenia, a być może zależy to także od postępku i wielu innych okoliczności.

      Usuń
  7. Bardzo skomplikowane zagadnienie, ile przypadków, tyle rozwiązań, nie ma uniwersalnego. Czasem żal do kogoś jest tak silny, że pomimo chęci, coś w środku nie daje wybaczyć i zawsze w jakimś momencie wychodzi ze środka chęć odwetu.

    Trzeba być bardzo szlachetnym człowiekiem, by się na takie całkowite wybaczenie zdobyć i myślę, że w jakimś stopniu - zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może tak właśnie jest, że zależy to od osoby, która ma wybaczyć, może istnieją takie osoby, które potrafią wybaczać, to jakby wyższy stopień świadomości...

      Usuń
  8. Tym wpisem postawiłaś na baczność wszystkie moje komórki mózgowe, a miało być tak spokojnie... :) Do nabycia książki mnie zachęciłaś - to napewno, tym bardziej, że jak wiesz w moim życiu pewnie kamieniołom by się przydał i też nie bardzo jeszcze bym wiedziała komu i w jakim celu - ten kamyk... Przeczytałam gdzieś takie zdanie, że żywić do kogoś urazę to tak jakby pić samemu truciznę i czekać aż temu komuś ona zaszkodzi. Gdybym umiała wybaczyć, pewnie i moja tarczyca miałaby się lepiej niż ma. Powtarzam - tak samo jak wiele osób "odpuść nam nasze winy - jako i my odpuszczamy" , no i... i mam nadzieję, że Ten kto wie wszystko wie, że za słaba jestem do takiego aktu, w którym odpuściłabym... chociaż z drugiej strony - gdyby nie ci, którym nie potrafię wybaczyć - nie było by mnie tutaj gdzie jestem i nie byłabym tym kim jestem. Czyli na dobrą sprawę - powinnam być wdzięczna... ech skomplikowane to wszystko. Słucham obecnie audiobooka " jak przestać się martwić , a zacząć żyć" Może jak tak tego wszystkiego posłucham, poczytam to w końcu przetworzę żale na wdzięczność ? :)( bo mam za co - prawda? ) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam w zamyśle zakłócać niczyjego spokoju. Post ten powstał już dawno, ale okres wakacji wydawał mi sie zbyt lekki do takich tematów, poczekałam więc do szarugi jesiennej.
      Każdy z nas ma za co być wdzięczny, ale nie wszyscy sie do tej wdzięczności poczuwają. Myślę, że Ty doceniasz dary losu i ludzi, którzy stają na Twej drodze, to się czuje :-)

      Usuń
  9. Chyba zbyt ambitna lektura jak dla mnie :) ja to jeszcze jestem nie na tym etapie chyba i to do mnie nie przemawia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do wielu rzeczy trzeba dojrzeć, nic na siłę :-)

      Usuń
    2. Coś w tym jest, tak jak mówisz, do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć... a ten etap w książkach jest jeszcze daleko przede mną, tak mi się wydaje :)

      Usuń
    3. Gdy byłam w Twoim wieku też interesowały mnie inne tematy, to naturalne, każdy okres w życiu ma swoje prawa.

      Usuń
  10. Pewnie wiele razy wybaczyłaś, tylko już tego nie pamiętasz :) Na Twoje pytania trudno odpowiedzieć, bo każda krzywda jest inna, więc czasem wybaczamy, a czasem zadra tkwi nam w sercu. Może dlatego, że nie jesteśmy jako ludzie doskonali, a może dlatego, że ktoś nie zadość uczynił?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie cały szkopuł w tym, że nie jestem pewna czy to wybaczanie jest! Bo są krzywdy i krzywdy, bo są ludzie i ludziska. Z drugiej strony, mówi się, że ktoś nagrzeszył, ale heroicznym czynem wymazał wszystkie grzechy - wobec ludzkości może tak, ale czy wobec jednej osoby?

      Usuń
  11. Z ciekawości zajrzałem do Wiki, a tam ... 14 synonimów pojęcia "wybaczyć". Bez tej pomocy jednak widać, że wybaczenie nie określa tego samego stanu dla wszystkich możliwych sytuacji życiowych. Myślę, że wybaczenie dla obu stron powinno mieć mniej więcej podobną wagę i wartość. Uważam też, że wybaczenie ma sens, gdy prosimy o nie, lub zgadzamy się na nie, bezpośrednio po zdarzeniu, gdy skutki nie są jeszcze zbyt poważne i dotkliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sęk w tym, że skutki bywają momentalnie poważne i dotkliwe.
      Mnie przekonuje definicja, w której wybaczenie wyklucza odwet, zemsta nie prowadzi do niczego dobrego, ale jak poradzić sobie z pamięcią i podświadomym odczuwaniem krzywdy?

      Usuń
    2. Nie wiem, czy ten wątek był już poruszany, ale ocena tego co oznacza wybaczenie, albo jego brak, zależy w dużej (a może i największej) od rodzaju czynu. Wybaczamy przecież brutalne morderstwa, ale i zwykłe przejęzyczenia, np. ktoś pomyli imię, nie wymieni tytułu naukowego, itd., Myślę, że to pojęcie już dawno się wyświechtało na wszystkie możliwe sposoby, a w kategorii pojęciowo znaczeniowej spadło nawet poniżej zwykłego "przepraszam".

      Usuń
    3. Trudno się z Tobą nie zgodzić, znaczenia słów czasami tracą na wartości, to od nas zależy jednak jak rozumiemy honor, wybaczanie, szacunek itp. i jaki nadamy im sens - to chyba najważniejsze.

      Usuń
  12. Witaj, Jotko.

    Chyba nie ma człowieka, który nie doznałby jakiejś krzywdy. Wiele zależy od jej kalibru i od tego, jakie miała skutki na dalsze życie (i o takich "najcięższych" będę dalej pisać). Na pewno niełatwo wybacza się krzywdy wyrządzone bliskiej osobie (zresztą - czy w ogóle mamy prawo wybaczać w czyimś imieniu?).
    Wybaczanie to sprawa indywidualna.
    Osobiście - nie pałam zemstą do wszystkich, którzy mnie skrzywdzili, nie "modlę się" o odwet sił nadprzyrodzonych, bo to wydaje mi się małostkowe i podłe i zrównuje mnie z "oprawcą" (to nie jest wykalkulowane - naprawdę tak to odczuwam, poza tym nie czuję się powołana do tego, by sądzić i wymierzać "sprawiedliwość") ale... nie zapominam. Nigdy.
    Nie interesują mnie też werbalne przeprosiny (być może komuś taki gest przynosi ukojenie - nie dyskutuję z tym, piszę o sobie) - w nosie je mam. Biorę natomiast pod uwagę okoliczności łagodzące (zawsze - jeśli tylko są) i jestem w stanie utrzymywać poprawne stosunki z kimś takim, jeśli sytuacja się nie powtarza. Przewiduję możliwość rehabilitacji - wszystko zależy od tego, na ile ta osoba zrozumiała konsekwencje swojego czynu (i nie mam tu na myśli jakichś tanich gestów, czczych zapewnień, czy ciągłego wracania do tematu), bo prawie zawsze się wyczuwa, czy skrucha jest prawdziwa.
    Ale te relacje na pewno nigdy już nie powrócą do stanu "sprzed krzywdy". Tyle, że ja tego nie ukrywam, nie udaję, że wszystko jest w najlepszym porządku i dalej może być tak, jak było (nie męczę, nie wypominam, nie roztrząsam - po prostu sygnalizuję, jak jest i daję możliwość wyboru - ktoś albo się godzi na nowy rodzaj relacji albo - nie).
    To wydaje mi się najbardziej uczciwe.
    Nie wiem - być może ja też kogoś skrzywdziłam (bez premedytacji), więc godzę się jednocześnie, by taka "moja ofiara" potraktowała mnie w podobny sposób. Dopuszczam też myśl, że może nie zostać mi wybaczone, mimo iż moje zadośćuczynienie i wysiłki na pewno byłyby szczere.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie ja sama nie mogłabym wyrazić tego co czuję lepiej, niż ty to zrobiłaś, dziękuję Leno :-)

      Usuń
  13. Rewelacyjny tekst Jotko.
    Wspaniale też napisała Lena Sadowska.
    A ja właściwie wszystkim wybaczam i nigdy nie mszczę się. Nie potrafię tylko zapomnieć zła, które mi ktoś wyrządził. Bo jak zapomnieć prawie całe życie? I chyba nie ma tu znaczenia fakt, że ten ktoś kto mi to życie w jakimś stopniu zmarnował już nie żyje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się nie mszczę i staram się nie chować urazy, ale czy wybaczyłam?
      Masz rację, nawet jeśli osoba , która miała wpływ na nasze życie już nie żyje to niczego nie zmienia - emocje i uczucia nie umierają...

      Usuń
  14. Jestem tego typu osobą, która długo rozpamiętuje złe chwile, więc gdy nawet wybaczę to gdzieś na dnie serca mała "zadra" tkwi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wszyscy tak mamy. Chyba nie da się inaczej.

      Usuń
  15. Powiem ci, Jotko, że ten cytat aż sobie zapiszę, bo aż ciarki mnie przeszły. Czasami lubię sobie o tym myśleć i ten cytat na pewno w tym pomoże. Co do wybaczania, to tutaj każdy przypadek powinien zostać rozważony osobno. Ja należę do osób, które wybaczają do czasu. Chociaż jest ciężko, to czasami trzeba jednak powiedzieć dość. Kilka lat temu praktykowałam pewną rzecz ze swoją ówczesną przyjaciółką, a mianowicie na święta Bożego Narodzenia godziłyśmy się ze wszystkimi osobami, z którymi coś nas jednak poróżniło. Było to bardzo oczyszczające, ale ileż można wybaczać? Czasami trzeba odpuścić wybaczanie, skoro niczego to nie wnosi, takie moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na podobnej zasadzie ludzie jednają się w spektakularnych sytuacjach lub przekazują sobie znak pokoju, nie trwa to jednak długo, niestety. Nie można też chyba brać na siebie misji zbawienia całego świata.
      Serdeczności i dzięki za mądre słowa:-)

      Usuń
  16. Tyle wiem, że jeśli nie wybaczymy, skrzywdzimy samych siebie. Myślę, że udało mi się powybaczać innym rózne takie, ale pozostaje aspekt zaufania (o którym wspominasz). Utrzymuję normalne kontakty z tymi osobami, jednak nie dopuszczam ich zbyt blisko siebie, w sensie, że taka osoba nie zostanie moim przyjacielem. Ale przecież i tak słowo przyjaźń jest zarezerwowane dla wyjątkowych związków międzyludzkich, więc nie wydaje mi się, ze robię zbyt mało. Dla mnie wybaczenie równa się też brak złych emocji w stosunku do danej osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że powybaczać różne takie może i można, ale sprawy, które wpłynęły na całe życie? A jeśli złe emocje pojawiają sie mimo Twojej dobrej woli?

      Usuń
  17. Hmmm... zawsze sobie myślałam, że wybaczyć znaczy nie nosić urazy... ale wybaczyć, nie oznacza zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nosić urazy, nie unikać, podejmować dialog, ale czy to na pewno wybaczenie?

      Usuń
  18. Tego co już się stało niepodobna odkręcić , cofnąć , wymazać jakąś czarodziejską gumką ... wybaczyć można, a nawet dla własnego dobra trzeba. Wybaczyć nie oznacza wcale - zapomnieć. Są takie krzywdy , na które potrzebujemy więcej czasu by móc je wybaczyć, gdyż generalnie nie jest łatwo wybaczać. Jak twierdzi Colin Tipping, brytyjski terapeuta, "większość problemów osobistych, zawodowych, a być może nawet chorób, ma swoje źródło w braku wyrażania emocji, w utrzymywaniu zranienia i gniewu w sobie. Prowadzi to do powstawania w naszym ciele blokad, skutecznie hamujących przepływ energii życiowej, a w relacjach z innymi do powstawania napięć kreowanych podświadomie przez wyparte emocje i uczucia. Wybaczenie krzywd jest, jego zdaniem, najskuteczniejszym sposobem na uwolnienie się od negatywnych emocji i związanych z nimi blokad energetycznych."
    Co znaczy wybaczyć :
    *zrezygnować z pielęgnowania urazy
    *zrezygnować z zemsty (w tym karania samego siebie)
    *pogodzić się z tym, że nie będzie rekompensaty za doznane krzywdy
    *pogodzić się z tym miejscem w życiu, w którym jest się teraz
    DZIĘKI WYBACZANIU ODZYSKUJE SIĘ TO CO NAJCENNIEJSZE – PRAWDZIWEGO SIEBIE, może nie całego i nie od razu, ale zyskujemy z powrotem spory kawałek wolności zakryty dotąd przez nienawiść, żale, pretensje i traumy dramatycznych wydarzeń z przeszłości.
    I mimo iż wybaczymy to tak jak napisałaś nie zapominamy doznanej krzywdy,
    nie musimy też :zrozumieć, usprawiedliwić, udawać, że nic się nie stało,
    zbagatelizować krzywdę, nie musimy znów zaufać, zaprzyjaźnić się, być blisko z osobą, która nas skrzywdziła, zrezygnować ze sprawiedliwej kary,
    zrezygnować z obrony przed ponownymi krzywdami.
    Wybaczając, robimy przede wszystkim prezent samemu sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko to bardzo mądre i mogę powiedzieć, że wypunktowane gwiazdką zrealizowałam, ale nie czuję bym odzyskała przez to prawdziwą siebie, właściwie nie odczuwałam nigdy nienawiści, nie chciałam zemsty, to nie leży w mojej naturze - nadal więc nie wiem co to znaczy tak naprawdę wybaczyć,jeśli tego nie czuję...

      Usuń
  19. Ten cytat mnie zachwycił.. Właśnie wydrukowałam go sobie do wklejenia w mój dziennik.
    Prawdziwy i przejmujący..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? i od razu zmusza do zastanowienia się, ile tych świeczek mamy...

      Usuń
  20. Trudno mi jest odnosić się do kwestii wybaczania obiektywnie, gdyż chyba z natury jest to pojęcie obarczone sporym ładunkiem subiektywizmu. Nie sadzę, aby ludzie, ogólnie rzecz biorąc, nie potrafili lub nie chcieli wybaczać innym. Myślę, że istotą tego procesu jest to, CO wybaczamy, JAKIE słowa czy czyny wzbudziły w nas gniew, zawiodły nas, upokorzyły lub przynajmniej kazały się zastanowić nad tym dlaczego jest nam z nimi tak źle. Kolejna sprawa: czy poza przeprosinami, które mogą nastąpić, dane nam jest zaobserwować jakieś istotne zmiany u osoby, która postąpiła wobec nas niegodnie? Jeżeli tak, wybaczyć łatwiej... łatwiej też zapomnieć. Ale prostej odpowiedzi nie ma, bo, jak wspomniałem, wszystko zależy od jednostki; od tego do jakiego stopnia czuje się urażona czy upokorzona, a wybaczanie "dla świętego spokoju", dla wykazania, jakim się jest szlachetnym człowiekiem, nie ma sensu i brzmi fałszywie.
    Odwróciłbym to zagadnienie, używając stwierdzenia, że należy raczej skupić się w swoim życiu nad tym, aby nikomu nie dawać powodu do rozstrzygania dylematu: wybaczyć, zapomnieć... albo nie.
    Hm... wiśta wio, łatwo powiedzieć.
    Utrzymuję, że mój charakter skłania mnie ku temu, aby jednak wybaczać za uczynione mi krzywdy... jest chyba zaprogramowany na to, aby zapominać o wszelkich złych uczynkach, jakie wobec mnie i moich najbliższych popełniono.
    Natomiast pewnych uczynków nie jestem w stanie zapomnieć, po prostu nie potrafię.... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile mądrości życiowej w Twojej wypowiedzi, jaka doza obiektywizmu w spojrzeniu na siebie samego. Masz rację, najlepiej nie dawać powodu, aby ktoś musiał nam wybaczać, a my życzmy sobie abyśmy nie spotykali tych, którzy poproszą o wybaczenie.

      Usuń
  21. Staram się wybaczać i pragnę zapomnieć złe słowa i uczynki. Dobrze to mi wychodzi. Jednak przychodzi taki moment, kiedy powieki przywołują obraz i na to nic nie można poradzić. Wymazać z pamięci się nie da.
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, może gdyby to było możliwe, nie musielibyśmy wybaczać, ulegałoby zapomnieniu...

      Usuń
  22. Nawet w pacierzu deklaruje się tylko odpuszczenie winy, nie wybaczenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek jest istotą niedoskonałą, więc i pacierze ma na swoją miarę...

      Usuń
  23. Temat wybaczania, to jest rzeka. Nie wiem, czy jestem w stanie wyrazić siebie w komentarzu tak, aby nie zanudzić. Bo trzeba zacząć od tego, co to znaczy wybaczyć? Nie wiem czy to pojęcie da się zdefiniować. Co jest przeciwieństwem wybaczenia? Gniew, złość, niekiedy chęć zemsty. Czyli brak wybaczenia, to jest, jak napisała w komentarzu Gabriela Kotas, picie trucizny samemu. I z tym w pełni się zgadzam, że żywienie urazy, to jest trucie samego siebie. Nic więcej. Możemy co najwyżej czekać, aż ktoś zrozumie swoje błędy i padnie przed nami na kolana, ale zazwyczaj tak się nie dzieje. Ten ktoś ma swój świat i swoje prawdy w tym świecie, które z twoimi prawdami zgadzać się nie muszą. I co dalej? Pić truciznę, czyli żywić urazę? Zamiast wybaczania, które jest tworem niewiadomojakim i nic nie wnoszącym do życia, lepiej zająć się zrozumieniem. Podam przykład.
    Ileś lat temu bliski znajomy zachował się wobec mnie mocno nielojalnie. Według mnie oczywiście. Straciłem dużo, wściekłość mnie rozpierała. I mogłem z tą wściekłością, poczuciem krzywdy żyć do dzisiaj. Ale zrozumiałem, że ta wściekłość zatruje mi życie, nic nie da. Nie chciałem tego, nie chciałem być człowiekiem zgorzkniałym. Postanowiłem zrozumieć. I zrozumiałem, że oczekiwanie od tej osoby zachowania lojalnego było błędem. Ta osoba nigdy taka nie była i nie zamierzała być. W gruncie rzeczy, to ja stworzyłem problem oczekując, że ta osoba zachowa się tak, jakby nie była sobą. Gdy zrozumiałem, kamień spadł mi z serca, a cała złość mi przeszła. Dzisiaj moje relacje z tym człowiekiem są inne, teraz wiem jaką jest osobą i nie oczekuję niemożliwego. Nie oszukuję samego siebie. Jestem wdzięczny za tę lekcję.
    A w zrozumieniu całego problemu pomogła mi książka Antonie de Mello "Przebudzenie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Twoim przykładzie potwierdza się teza o możliwości wybaczenia czynów w zależności od stopnia przewinienia, pracując z różnymi ludźmi musimy wybaczać im różne rzeczy, bo tego wymaga sytuacja.
      Ale gdyby ten sam kolega jadąc po pijaku zabił twoje dziecko?
      Jeśli ktoś potrafiłby to wybaczyć to podziwiam - jest chyba świętym.

      Usuń
  24. Na pewno sięgnę po tę książkę. Zaintrygowałaś mnie nią. Coś czuję, że temat będzie mi bliski, nieco filozoficzny, jesienny. Już nie mogę si doczekać 'Słodyczy...' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno spodoba Ci się, wątek miłosny też jest, a nawet dwa!

      Usuń
  25. Odniosę się do ostatniego pytania... myślę, że jako chrześcijanka łatwiej mogę wybaczyć, bo tak jestem nauczona. A po takiej recenzji na pewno sięgnę po tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że książkę warto przeczytać, żeby zadumać się nad całym swoim życiem...

      Usuń
  26. Wybaczyć nie znaczy zapomnieć. Przede wszystkim dlatego, że wybaczenie jest decyzją, a na naszą pamięć lub niepamięć nie do końca mamy wpływ...
    Zgadzam się z przedmówcami, że chowanie urazy czy rozpamiętywanie czyjegoś nielojalnego czy krzywdzącego zachowania do niczego dobrego nie prowadzi. Wybaczenie uzdrawia i uszlachetnia przede wszystkim nas samych.
    Ja jednak największy problem widzę w samym zaufaniu. Co z tego, że komuś wybaczyłam kłamstwo? Pewnie już zawsze będę nieco krytyczniej słuchać wypowiedzi tej osoby, nigdy nie będąc w 200% pewną, że znów nie mija się z prawdą... Można wybaczyć sam czyn, samą krzywdę, ale fakt, że ktoś był zdolny do jej wyrządzenia zmienia wszystko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo spodobało mi sie ostatnie zdanie Twojego komentarza, to też jest ważne w wybaczaniu - recydywistom trudno się wybacza.

      Usuń
  27. kwestia mówienia prawdy jest ciężka. ogólnie uważam,że nie powinno się kłamać czy przemilczeć rzeczy ważnych, ale skoro to już i tak nic nie zmieni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, prawda mówiona wstecz czasami przynosi więcej szkody, niż pożytku.

      Usuń
    2. Nie zgodzę się z Tobą, Jotko. Prawda uzdrawia. I nie ma przyjaźni ani miłości bez prawdy. A na prawdę nigdy nie jest za późno, tak, jak na przebaczenie i na prośbę o przebaczenie. Tyle, że lepiej wcześniej niż później, zanim szkody poczynione w psychice obydwu stron (bo to niestety dotyczy obydwu stron) nie staną się nieodwracalne i nie zaszkodzą innym ludziom, bo nie są im obojętne, zwłaszcza tym bliskim. Trzeba przebaczać. Trzeba prosić o przebaczenie. Dla samego siebie, dla drugiego człowieka i dla naszych bliskich.

      Usuń
  28. W zasadzie mogę podpisać się pod Miriam. Uważam dokładnie tak samo. Powiedzenie prawdy jest potrzebne i oczyszcza obie strony. Wybaczając innym, wybaczamy samym sobie. Wybaczyć, to przestać cierpieć, pozbyć się przykrych, bolesnych myśli i poczuć się wolnym. Poprzez chowanie urazy, zaburzamy siebie i trzymamy się w "niewoli" Jeśli spotka mnie jakaś nieprzyjemność z czyjejś strony(bardzo rzadko),wtedy staram się zrozumieć tą drugą osobę - dlaczego tak powiedziała, zrobiła... Wczuwam się w jego/ jej skórę(jeśli nie można porozmawiać) i po takiej analizie, nie mam do niej żalu, a raczej jest mi żal tej osoby, bo ja jestem od tego wolna.

    OdpowiedzUsuń
  29. Cudnie, Mario, uzupełniasz moje myśli, bo mam ich na ten temat sporo. I dodam jeszcze - nie wolno nam łączyć oczekiwania, że po przebaczeniu będzie tak samo, jak przed. Skoro jakaś prawda potrzebuje wyjawienia, a jakaś krzywda przebaczenia (potrzebują jej naprawdę obydwie strony, jeśli twierdzą, że jej nie potrzebują, to znaczy, że działa instynkt obronny zwany wyparciem), to znaczy, ze w relacji dwojga ludzi pojawił się aspekt, który musi być przez obydwie strony uczciwie w tej relacji uwzględniony. Uczciwie i odpowiedzialnie. I to musi, powinno, może (wybrać odpowiednie) zmienić relacje tych stron. Ale wybaczenie to wolność. Wolność wyboru własnej przyszłości bez ciężaru przeszłości.

    OdpowiedzUsuń
  30. Mario i Miriam,
    we wszystkim niemal zgoda - niemal, bo jednak wiele zależy od przewinienia i od tego czy winowajca wyciąga dla siebie jakieś wnioski, bo jeśli wkrótce uczyni podobnie, to czy znów tak chętnie wybaczymy?
    Co do prawdy - powinna byc podstawa miłości i przyjaźni, ale czasami wyjawiona nie w porę właśnie tę przyjaźń kończy.
    A czy mamy prawo nalegać na wybaczenie nam li tylko dla własnego spokoju ducha? A co z uczuciami tej drugiej osoby? Ma prawo nie chcieć pojednania, jeśli rany są zbyt dotkliwe. O tym właśnie jest też ta książka...

    OdpowiedzUsuń
  31. Wiesz, Jotko... jest jedna taka ważna sprawa. Nie jesteśmy roślinkami. Jeśli zdarzyło się w naszym życiu coś takiego, jak krzywda i mamy jej poczucie, to naprawdę wazne jest, by to sobie uświadomić. Że mamy na każdym etapie swojego zycia na nie wpływ, choć czasem świadomość tego wpływu dociera do nas ze sporym opóźnieniem. Miałam bardzo długo poczucie krzywdy - dopóki nie uświadomiłam sobie (ważne), na ile sama nie przyczyniłam się (świadomość siebie, a nie obwinianie siebie, różnica bardzo istotna, z uwzględnieniem zgody na samą siebie i akceptację samej siebie jako osoby do pewnego momentu siebie samej nie do końca świadomej, choć przekonanej o swojej samoświadomości)i możliwość samodecydowania. Dotarcie do tej prawdy pozwala mi spojrzeć na drugiego człowieka inaczej, wejść w jego skórę (empatia - to bardzo ważne), postawić się na jego miejscu, pojąć, że on też czuje, przeżywa, odczuwa, lub ma ograniczone możliwości odczuwania (to też niezwykle ważne i często od niego niezależne) i skoro mam wpływ, to wniosek jest taki, że skoro do tej prawdy dotarłam, to znaczy, ze mogę z niej w przyszlości dla własnego dobra i dobra innych skorzystać. Nie jest dobrym rozwiązaniem obwinianie innych, bo na ich postępowanie mamy ograniczony wpływ. Dobrym rozwiązaniem jest nauczyć się korzystać z faktu, że zawsze mamy wpływ ma samych siebie. Na to, co czujemy do drugiego człowieka, także.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy tu nie chodzi o obwinianie, o zemstę, o szukanie usprawiedliwienia, nawet nie o poczucie krzywdy - raczej o sprawiedliwość (tak to można nazwać)- skoro ktoś świadomie lub przez własną głupotę zrobił coś naprawdę złego, coś co zaważyło na całym życiu lub śmierci innej osoby czy ma prawo domagać się wybaczenia, w imię czego? Ja mogę , ale nie muszę wybaczyć i czy naprawdę WSZYSTKO można wybaczyć? Mogłabyś?

      Usuń
    2. Nie wiem, Jotko, czy wszystko. Nie wszystko jeszcze przeżyłam, pewnie wiele jeszcze przede mną, sama nie wiem, jak w pewnych sytuacjach się zachowam, na ile poniosą mnie emocje, na ile nad nimi potrafię zapanować i kim się okażę w okolicznościach, w jakich nigdy jeszcze nie byłam. Ufam, że wystarczy mi człowieczeństwa, by nie wyrządzić nikomu krzywdy świadomie, w to mogę ufać, bo sobie tej, którą znam, ufam. Ale tak, do tej pory wybaczyłam wszystko to, co uważałam wcześniej za swoją krzywdę doznaną od innych. To istotne, ale w momencie kiedy otwierasz się na innego człowieka i mu wybaczasz, ta krzywda przestaje być krzywdą - staje się doświadczeniem. Owszem, nadal z perspektywy bolesnym i przykrym, to przeszłości nie zmienia, ale doświadczeniem, czyli czymś, co może zmienić przyszłość na lepszą, jeśli wybaczyłeś innym i sobie. Na gorszą, bolesną i bardziej przykrą, jeśli krzywda w doświadczenie się nie zmieniła i ciągniesz poczucie jej doświadczenia za sobą w przyszłość. I odniosę się jeszcze do Twojego stwierdzenia: "świadomie lub przez głupotę". Nie posądzaj mnie o chęć filozofowania, piszę od serca i tak, jak rozum mi dyktuje: co to tak naprawdę znaczy: świadomie? Świadomość to tak naprawdę nic innego, jak znajomość siebie połączona z odpowiedzialnością. Niestety, w naprawdę niewielu momentach swojego życia możemy z całą pewnością stwierdzić, że jesteśmy już wystarczająco świadomi samego siebie, by mieć stuprocentową pewność, że nie postąpimy głupio i nie popełnimy jakiegoś brzemiennego w skutki czynu. Codziennie stajemy się bardziej świadomi, a przynajmniej mamy taką szansę. Warunek jest jeden: jeśli nasze postępowanie wyrządziło lub wyrządza innym krzywdę i świadomość tego dociera do nas w pewnym momencie lub ktoś nam to mówi wprost, należy się zatrzymać i zaprzestać krzywdzącego działania. Jeśli nasze dotychczasowe działanie wyrządziło komuś krzywdę, należy przeprosić. Jeśli mamy szansę tę krzywdę wynagrodzić w jakikolwiek sposób i w jakimkolwiek stopniu, powinniśmy być na to otwarci, a osoba skrzywdzona otwarta na naszą gotowość do naprawienia błędu, a nie zacięta za zatrzaśniętymi przed nasym nosem na głucho drzwiami. Dialog jest możliwy tylko pomiędzy dwojgiem ludzi i w dwie strony, dobre chęci jednej bez dobrych chęci drugiej relacji nie naprawią. I nie, przebaczenia nie można się domagać. Wymuszone przeprosiny, przebaczenie pod presją to ani przeprosiny, ani prawdziwe przebaczenie. Aby nim było, musimy się z tym utożsamiać, musi być gestem naszej dobrej woli. Przepraszam, że się rozgadałam, chcąc w miarę czytelnie oddać to, co myślę i czuję :-)

      Usuń
    3. Nie musisz przepraszać i akurat pod tym co tu napisałaś ja też mogę się podpisać :-)

      Usuń
  32. A skoro na swoje odczucia i uczucia mamy wpływ, i dla własnego dobra i emocjonalnego komfortu naprawdę lepiej jest wybaczyć, wczuć się w skórę drugiego człowieka, postarać się zrozumieć jego punkt widzenia i motywy postępowania lub choćby zaakceptować fakt, że ich nie pojmiemy, więc nie jesteśmy zmuszeni do ich rozstrząsania i analizowania (ważne), to z tego miejsca do prawdziwego przebaczenia sobie i drugiemu człowiekowi droga już jest naprawdę prosta. To, w dużym skrócie, oznacza pozwolenie sobie na bycie wolnym człowiekiem, wolnym takze od poczucia krzywdy i żalu i na danie prawa drugiemu człowiekowi na bycie wolnym człowiekiem, bez względu na nasżą tej wolności i jej kryteriów ocenę. To oznacza brak oczekiwań w stosunku do innych i zachowanie oczekiwań w stosunku do siebie, życie w zgodzie z samym sobą, bycie człowiekiem, który sam na sobie, przede wszystkim sam na sobie zawsze może polegać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To idealizm w czystej postaci, nie znam takiego człowieka!!!

      Usuń
  33. Human. Taki piękny film Yanna Arthusa-Bertranda. Być może bajka, być może idealizacja rzeczywistości, ale bardzo polecam. Taki piękny film o tym, co oznacza być ludzkim człowiekiem i uszanować to, że ktoś jest ludzki, choć błądzi jak my i jest ludzki jak my. Bardzo polecam. Do upadłego, dopóki nie wyciśnie z nas ostatniej refleksji lub łzy, lub choćby westchnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film postaram sie obejrzeć. Dzięki :-)

      Usuń