środa, 30 listopada 2016

Bo w tym kraju...

Niektórzy ludzie nie doceniają tego, co mają.
Gdyby chodziło o nieustanną potrzebę rozwoju, bo ciekawość świata, ludzi i praw rządzących naturą jest jak najbardziej pozytywna, to wypadałoby tylko przyklasnąć. Nie mówię też o potrzebie otaczania się przedmiotami czy gromadzenia majątku, bo to jeszcze można zrozumieć.
Dziwne dla mnie są osoby, które mimo niezłej sytuacji życiowej i zaspokajaniu kolejnych potrzeb czy zachcianek wciąż okazują niezadowolenie ze swojego życia, nic ich nie cieszy lub we wszystkim widzą jakieś wady.
Na czym to polega postaram się przedstawić na przykładzie dialogu z pewną znajomą. Jest to osoba energiczna, wesołego usposobienia (w pierwszym kontakcie), ale wprowadza jakiś element niepokoju, a każda z nią rozmowa toczy się wokół pieniędzy lub polityki. O polityce ludzie rozmawiają często, ale jaki cel ma taka rozmowa w przypadku osoby, która powtarza, że nie interesuje ją polityka, niech rządzi kto chce, byle jej było dobrze. Z drugiej strony narzeka na każdą opcję polityczną i na tych u władzy, ktokolwiek by to był.
Jej samej ptasiego mleka tylko brakuje, ale temat do narzekania znajdzie zawsze, nawet gdy chwali się nowy strój czy fryzurę tej pani, to zaraz dodaje, że strasznie utyła...

A oto przykład dialogu:

- Oj zima idzie, musiałabym jakiś płaszcz sobie kupić...
- No to leć, wyprzedaże teraz duże, coś na pewno znajdziesz.
- Kasy nie mam...nie wiem kiedy następna gotówka wpadnie, to co miałam wpłaciłam na lokatę. W tym naszym kraju to nigdy nie wiadomo.
- Czyli kasę masz, nie narzekaj.
- A ty wiesz, jakie mam kredyty?
- Jak każdy, ale masz dom z ogrodem, dwa samochody, ostatnio motocykl kupiliście...
- E, taki tam grat, bo mąż miał kaprys, młode lata mu się przypomniały.
- To chyba dobrze, że ma jakąś pasję?
- A ty wiesz, ile taka pasja kosztuje? A tu dziecku trzeba pomagać.
- Dziecko masz wykształcone, pracuje, mieszkanie mu kupiliście w dużym mieście.
- Ale babcią chciałabym zostać!
- Nic na siłę, sama mówiłaś, że to typ naukowca i samotnika, nie wiadomo czy rodzinę założy...
- To fakt, ale tak w ciepłe kraje by się chciało...
- Przecież jeździsz co roku...
- A co to za ciepłe kraje, Chorwacja, Hiszpania - tak Kanary albo Hawaje...
- To zlikwiduj lokaty, będziesz miała na Kanary.
- No coś ty, czy ja wiem, co w tym kraju jeszcze mnie czeka? Tu nikt się nie dorobi...

72 komentarze:

  1. Dobre. Przypomniały mi się narzekania babki jak dziadek żył. Wiecznie martwiła się o pieniądze, choć mieli dobre emerytury. Są takie osoby które jak coś już mają to ich największym zmartwieniem jest że mogą to stracić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, moja babcia też się ciągle o coś martwiła, jakby zadowolenie z życia było grzechem...

      Usuń
  2. Mój syn kiedyś powiedział, że "to dobrze, że jest głodny (o kimś rozmawialiśmy); głód to najlepszy nauczyciel życia". Z jednej strony bardzo mi przykro, że takie doświadczenia ma moje dziecko, a z drugiej jestem dumna z jego hierarchii wartości. Gdyby ta Twoja znajoma musiała się kiedyś martwić o podstawowe potrzeby, natychmiast nauczyłaby się cieszyć nawet drobiazgami. A umiejętność radowania się to taka pożyteczna umiejętność ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami dobrze doświadczyć głodu czy biedy, wtedy lepiej się docenia to, co mamy...to ważne, by umieć cieszyć się drobiazgami :-)

      Usuń
  3. Kiedyś też miałam taką znajomą. Narzekała bardzo na wszystko. A że dawno się nie widziałyśmy, to nie wiedziałam jak jej się powodzi i zaczęłam się martwić "razem z nią", ubolewając z powodu jej trosk.
    - No co ty, nie przejmuj się - przerwała mi w pewnym miejscu, śmiejąc się - jak tak tylko mówię. I jak tu rozszyfrować takie osoby;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, a jeśli kogoś nie znamy to zaczynamy współczuć i potem czujemy się jak w ukrytej kamerze...

      Usuń
  4. bo to już tak jest. chcesz coś zrobić ale się boisz i znajdujesz się 100 powodów dlaczego nie;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona akurat nie bała się, po prostu marudziła...

      Usuń
  5. Właśnie z powodów, o których piszesz, zerwałem znajomość z pewnym kolegą. Gdy chciałem się z nim umówić na piwo, to zawsze miał wymówkę, że jest zapracowany i nie ma czasu. Gdy w końcu (po kilku tygodniach umawiania się) udało nam się spotkać, to zawsze mówił głównie o tym, że nie ma kasy!!
    Tacy ludzie są po prostu toksyczni i staram się ich unikać w życiu prywatnym.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nazywam takie osoby pochłaniaczami energii, bo po spotkaniu z nimi samemu popada się w czarnowidztwo......

      Usuń
  6. są tacy ludzie egocentryczni na przykład kiedyś miałam koleżankę która wiedząc że nie piję lkoholu - widziała ż enie piję jak inni pili to widziała że odmawiam, sama mnie namawiała. A co dostawałam na imieniny? Winko, w dodatku sama je wypijała... taki to prezent.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli dwa w jednym - niby prezent, a przyjemność dla niej :-)

      Usuń
  7. Tak ,wszyscy chyba spotykamy na swojej drodze takie osoby.Ten Twój przykładowy dialog jak najbardziej z tych prawdziwych.Mnie się przypomniały rozmowy z moją jedną z koleżanek,która przez około godzinę opowiadała mi ...o kłopotach,złych ludziach w pracy aby przenieść się na zdrowie -a raczej jego brak.I pomyślałam, że biedna ona bo wygląda ,że wszystko ma chore. Wcześniej jeszcze (ponieważ jest rozwódką -samotna) miała życzenie abyśmy z Mietkiem szukali jej "chłopa" w Dukli....nawet zastanawiałam się czy nie pójść z Mietkiem na rynek w Dukli i nie "łapać" chętnych.Ale w tym miejscu to przeważnie przesiadują "amatorzy wina marki-wino"....tak ,że dałam sobie spokój.Jedyne co -to po każdej takiej rozmowie-ja czuję się tak jakby wszystko mnie bolało...każda kosteczka . Nie wie pewnie ,że ma taki wpływ na mnie.Aby zakończyć bardziej optymistycznie- cieszę się ,bo wokół mnie są osoby,które potrafią się cieszyć czymś drobnym,małym a nie zawracać sobie głowy (i drugim) takimi rzeczami ,na które nie mamy wpływu.Czasami także zdarza mi się ponarzekać,aby za chwilę stwierdzić,że mam męża,dzieci,wnuczkę-wszyscy zdrowi w miarę szczęśliwi....a że czasami dopadają mnie "kłopoty" to przecież wpisane w nasze życie....każdy z nas tak ma.
    Więc apeluję razem z Tobą Asiu-bo odebrałam to ,że powinniśmy cieszyć się z tego co nam zostało dane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze odebrałaś Grażynko. Wszyscy czasem na coś narzekamy, ale jak tak rozejrzymy się, to stwierdzamy, że nie ma powodu do marudzenia :-)

      Usuń
  8. Niektórzy narzekają na wszystko i na wszystkich, choć wydawałoby się, że wiodą życie, które niejednemu się marzy.
    Ot taka ludzka natura ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, może to takie osobowości, a może nigdy nie mieli gorszych doświadczeń i nie wiedzą co to prawdziwe problemy...

      Usuń
    2. Oj, byś się zdziwiła. Nawet ci, którzy mieli gorsze życie nie potrafią docenić tego, co mają, z czego wyszli...
      Pewnie taka natura.

      Usuń
    3. Albo nie mogą uwierzyć, że wreszcie jest lepiej...

      Usuń
  9. Witaj, Jotko.

    Mieliśmy znajomych, którzy po nabyciu różnych rzeczy (ekstra buty, nowy mebel, sprzęt, itd.) oprowadzali gości po domu i pokazywali usterki typu skaza na kafelku, krzywo zagięty aglet w sznurówce, odbarwienie pod spodem fotela :)
    Bardzo to było męczące, a oni takimi właśnie rzeczami się nakręcali. Miałam chwilami wrażenie, że gdyby nic nie znaleźli, wpadliby w depresję z powodu rozczarowania :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może jakaś choroba jest? Nie znam sie na tym , ale może jakiś rodzaj nerwicy natręctw?

      Usuń
  10. Ja mam w rodzinie takiego malkontenta. Co by nie zaproponować, to nie jest to czego by oczekiwał. Własnych pomysłów na rozwiązanie problemu nie ma, bo po co trudzić się myśleniem, kiedy inni mogą zrobić to za niego. W tym swoim wiecznym niezadowoleniu tkwi, choć ma dopiero 32 lata,a co będzie na starość? Strach pomyśleć. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może sam nie wie czego tak naprawdę chce? Albo marudny z natury?
      Na starość to może być tylko gorzej...

      Usuń
  11. A ja jestem zła, gdy słyszę jak niektórzy na siłę wymyślają sobie problemy, jest dobrze, a oni szukają dziury w całym. Też bym chciała mieć tylko taki problem, gdzie tu pojechać na urlop lub jaką sukienkę założyć na imprezę, czy powiększyć sobie biust, to wtedy partner będzie bardziej kochać. Ja walczę o każdy dzień życia, wstając rano boję się czy dotrwam do następnego dnia. Myślę, że niegłupia byłaby możliwość na chwilę znaleźć się w innym ciele takim z na prawdę poważnymi życiowymi nieszczęściami. Może wtedy takie wiecznie niezadowolone osoby i ciągle narzekające zrozumiałyby jakie mają szczęście, jaki skarb, bo zdrowie jest przede wszystkim, a reszta jakoś zawsze się ułoży, gdy nie ma zdrowia, to inne wartości mają dużo mniejsze znaczenie.
    Moja siostra jest zdrowa i po urodzeniu dwójki dzieci nadal fajnie wygląda, ale gdy idzie na ciuchy jest bardzo grymaśna, a to jej nie pasuje i tamto też nie. Dużo jest takich kobiet, pomimo, że nie mają sobie nic do zarzucenia, a ja myślę wtedy, żeby taka jedna z drugą wcieliły się na chwilę w moje ciało, przypuszczam, że szybko zmieniłyby stosunek do samej siebie. Nauczyłyby się zauważać i doceniać to co je otacza, to co piękne, to co dobre. Mój bagaż doświadczeń mnie tego nauczył, a więc "carpe diem" (chwytaj dzień) i cieszcie się z tego co macie, bo pomyślcie, że jest wiele takich osób, które nie słyszą, nie widzą, nie chodzą, są same na świecie lub bez domu, bez jedzenia.
    Niestety często jest też tak, że zaczyna się doceniać to co się miało po fakcie, gdy się to straci.

    Pozdrawiam Asiu ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ważną kwestie poruszyłaś, kochana. Gdy jesteśmy zdrowi to i perspektywa jest inna, wystarczy zachorować, a nawet mieć zwykły ból głowy , a już punkt ciężkości przechyla sie w inną stronę...
      Choroba, kalectwo, uciążliwe dolegliwości uczą pokory i staramy sie doceniać każdy dzień bez bólu, reszta staje się mało ważna.
      Zdrówka życzę :-)

      Usuń
  12. No zastrzelić... koszmarna osoba, bardzo męcząca dla innych, ale też dla siebie. To musi być smutne, nie umieć się niczym uradować. Mnie jest całkiem nieźle, ale jakbym się uparła, to znalazłabym powody do narzekania, zawsze się da. TYlko po co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie każdy by znalazł, gdy mam silną migrenę i czuję się podle to przypominam sobie koleżankę, która cierpiała bardziej, potem zmarła na raka, ale nie słyszałam nigdy, żeby marudziła...

      Usuń
  13. Obawiam się, że narzekanie to taka nasza cecha narodowa, mało kto tego nie robi. A teraz to już niemal wyłącznie narzekania na sytuację ogólną słyszę. I to ze strony różnych opcji politycznych. Inna sprawa, że rzeczywiście jest strasznie. O, i już bym ponarzekała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Tylko skąd takie skłonności, może to kwestia klimatu i braku słońca? Najbardziej mroczne kryminały piszą w Skandynawii...

      Usuń
  14. Chyba wszyscy znamy takich ludzi. Czasami to sie lepiej nawet w dyskusję nie wdawać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, najlepiej zmieniać temat lub uciekać :-)

      Usuń
  15. Od takich ludzi jak najdalej. Nawet nie bardzo wiadomo, jak z nimi rozmawiać.
    Pozdrawiam Asiu. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiadomo, z której strony nie ugryziesz, to temat do narzekania sie znajdzie...
      Słoneczka Tereniu:-)

      Usuń
  16. Niestety polski naród słynie z narzekania. Jest mało spraw, z których Polacy potrafią być zadowoleni. A przecież wystarczy się cieszyć tym, że mamy kolejny piękny dzień, możemy pójść do pracy...I apel do osób zdrowych: doceńcie, że budzicie się bez bólu całego ciała:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, że ja doceniam...trzeci dzień męczy mnie silna migrena i tylko czekam aż przejdzie, ale bywają gorsze rzeczy :-(

      Usuń
  17. Ja nie wiem, dlaczego niektórzy tak nieustannie narzekają. Nawet, gdy mają dobrze, to po prostu muszą narzekać. Takie geny czy co ? Pojęcia nie mam, ale staram się stronić od takich ludzi, bo to nic dobrego nie wnosi, a nie mam zamiaru głupot słuchać. Gdy człowiek tak posłucha raz i drugi, to zwątpi we wszelkie dobro i sam zacznie narzekać. Uciekam od takich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś częściej zdarzało mi sie narzekać, ale odkąd zauważyłam, że lepiej mi się żyje, gdy staram się nie narzekać, robię to coraz rzadziej i unikam maruderów...lepiej tę energię przeznaczyć na coś lepszego:-)

      Usuń
  18. Najbardziej podoba mi się Badura z serialu "Kiepscy". On na nic nie narzeka. Może to o to chodzi abyśmy z niego brali przykład? ☺☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam gościa, ale skoro twierdzisz, że na nic nie narzeka, to już go lubię:-)

      Usuń
    2. Badura to ten menel/kloszard, który mieszka na dachach, a Ferdek z nim pije wino.

      Usuń
  19. Jak ja to dobrze znam... kiedyś nawet nie mogłam się cieszyć z tego że wygrałam weekend w hotelu Mariott w Warszawie bo... zza drogi bilet do Warszawy... na szczęście teraz mogę cieszyć się wszystkim - nawet tym że nas zaraz zasypie, bo nie muszę przekopywać się np. do pracy. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to przerabiałam i to chyba tez sie brało z braku wiary w siebie...
      Nas zaleje, ale jestem na zwolnieniu, więc ponton mi niepotrzebny :-)

      Usuń
    2. Asiu miałam raczej na myśli to,że są takie osoby które we wszystkim znajdą złe strony, nawet w takiej wygranej. Ja na szczęście pojechałam sama i do dziś mam co wspominać. Na szczęście już nie mam takich osób w pobliżu :) bo pewnie moja ostatnia "wygrana" skończyłaby się tekstem, że za daleko do salonu po odbiór i szkoda benzyny :)

      Usuń
    3. To prawda, czasami można usłyszeć takie "demotywatory", np. a co ty z tego masz, albo po co ci to?
      Ja odpowiadam wtedy - satysfakcję i radość życia...

      Usuń
  20. Po prostu "w tym kraju" narzekanie jest modne i bezpieczne. Gdy narzekasz to nikt niczego ci nie zazdrości. No a gdy się przyznasz, że masz pieniądze, fajnego męża, zdolne dzieci, duże, dobrze urządzone mieszkanie itp. to zaraz cię obgadają i zmieszają z błotem w ramach dociekania a skąd ty masz pieniądze. I będą wysilać mózgi jakby cię za posiadanie tego wszystkiego ukarać.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, nawet na pytanie - co słychać, odpowiada się - stara bieda. Gdy odpowiedziałam kiedyś - wszystko O.K., nie może byc lepiej, rozmówca stracił zainteresowanie :-)

      Usuń
  21. O jej, ja to bym szybko taką rozmowę chciała zakończyć. Nie rozumiem tego, albo tak, albo tak. Nie przepadam za osobami niezdecydowanymi, tak na marginesie. Niektórzy wiele by dali, żeby tak sobie móc pojechać do Chorwacji czy Hiszpanii, chociaż raz w życiu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ciekawe na co będzie narzekać, jak już odwiedzi Kanary...

      Usuń
  22. Narzekanie to taki polski sport narodowy. Coś jak klaskanie w samolocie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uogólnianie i stereotypy również ;) ciekawe, że w "moich" samolotach Polacy nie klaszczą lub klaszczą wespół z Hiszpanami, Włochami (między innymi) ;)
      wracając do tematu - osobiście też znam taką osobę, przy której nie wolno poruszać tematu finansów - zawsze ma za mało, milion kredytów a tak naprawdę to wiedziec całkiem dostatnie życie. niektórym ciągle mało ;)

      Usuń
    2. Sport lub cecha narodowa. Witaj Magdo :-)

      Makrelo, przy innych osobach strach poruszać temat zdrowia, bo dowiesz się, że mają sto chorób, a lekarze są beznadziejni...

      Usuń
  23. Gdzież Twoja empatia, Jotko? Nie potępiaj niewiasty, lepiej te ptasie mleczko jej kup...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boja, nie potępiam, zwyczajnie mi jej żal, bo mało co ją cieszy...

      Usuń
  24. Jotko, Twoje dialogi są prowadzone po mistrzowsku. Radzę częściej korzystać z tego zabiegu. Dialog dobrze eksponuje nasze wady. I tu nie tyle chodzi o narzekanie, ile brak umiejętności cieszenia się z tego, co mamy. To dążenie do posiadania więcej i więcej nigdy nie będzie zaspokojone, więc ciąle żyć w niedosycie nie jest łatwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-)
      Wieczny niedosyt może utrudniać życie, to prawda. Moja teściowa mawiała o takich osobach - możesz tyłek miodek smarować, a i tak będzie niezadowolona.

      Usuń
  25. Raczej unikam takich toksycznych znajomości, ale niestety narzekanie to chyba ludzie mają we krwi. Nie rozumiem tylko dlaczego nie można w drugą stronę - po prostu cieszyć się z tego co się ma. A do szczęścia tak niewiele potrzeba - np. dziś obserwowałam przedszkolaki w ogrodzie harcujące na świeżutkim śniegu. To była pełnia szczęścia ;)
    A od rana w pracy jedni narzekali na zimę, a ja delektując się jej pięknem robiłam zdjęcia w drodze do pracy.
    Mam też okazję obserwować młodą osobę u progu kariery zawodowej, która swoją postawą sprawia, że ręce opadają. To nie pasuje, to nie tak, w poprzedniej pracy było coś tam lepiej rozwiązane. Młoda osoba z miną męczennicy i bez uśmiechu na twarzy. Brr........
    Mimo ponurego tematu i zimy, która jak zwykle nas zaskoczyła pozdrawiam pogodnie i radośnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda ducha przyda mi się teraz, bo te śniegi przyniosły mi straszną migrenę, ale zawsze może być gorzej.
      Co do postawy tej młodej osoby, to są tacy ludzie, dla których wszędzie było lepiej, bardziej itp. Zapominają tylko, że także od nich zależy jak jest teraz...
      Śnieżnych radości życzę, bo u nas deszcz:-)

      Usuń
  26. Może faktycznie narzekanie to zasłona dymna przed zawistnikami, a potem wchodzi w nawy. Ale myślę też, że ludzie narzekają, bo chociaż mają wszystko (jak się postronnym wydaje)) to "miłości nie mają", brakuje im sensu, a sami nie wiedzą czego im brakuje. No i marudzą nieustannie. Bo "mało szczęść spotyka się na świecie tym".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważny wątek, zasobność portfela i drogie podróże nie zastąpią uczuć, mąż ciągle w pracy, dziecko w innym mieście i może stąd taka postawa?

      Usuń
  27. Narzekanie, to podobno nasza cecha narodowa ;) Ale faktycznie są osoby z którymi trudno nawet rozmawiać, bo wiecznie wszystko jest źle i to w każdym zakresie ich i nie ich życia. Po prostu chyba muszą marudzić i narzekać, bo bez tego narzekania gorzej by się czuli ;) Aż chciało by się, by powiedzieli choć raz jak Smerf Maruda: "Nie cierpię niecierpieć" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba prawda, że niektórzy jak ponarzekają, od razu lepiej się czują :-)

      Usuń
  28. Ci co narzekają mają po prostu taki brzydki charakter. Będą zawsze narzekać, bo to jest część składowa ich rozmów ze znajomymi, sąsiadami czy przyjaciółmi. Poza tym narzekając oddalają od siebie podejrzenie, że dobrze im się powodzi.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, powodzenie innych to dla niektórych powód do nieustającej zazdrości...

      Usuń
  29. Kiedyś zauważyłam, ale niektórzy to narzekają po to, by zwrócić na siebie uwagę. I się okazać tak samo ludzcy (i męczący) jak reszta. Prawdziwie nieszczęśliwi ludzie o tym nie mówią.

    Tylko na blogach piszą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, ale Ty potrafisz tak napisać, że nigdy za wiele :-)

      Usuń
  30. Niestety niektórzy narzekanie chyba we krwi mają bo robią to regularnie i każdego dnia. Nie wiem czy im to pomaga w jakiś sposób bo mogą się wygadać, ale dla otoczenia niestety często jest to bardzo męczące. Mówię tu o notorycznym narzekaniu bo nie mam nic przeciwko, jęsli ktoś czasem sobie ponarzeka, jeśli rzeczywiście ma powód. Twój przykład jest doskonały na zobrazowanie takiego narzekania bez powodu. Jak ktoś ma za dużo czasu i żadnych poważniejszych problemów to zaczyna wymyślać i narzeka zamiast zająć się tym by coś w życiu zmienić, jeśli mu nie ospowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu sie zdarza, zwłaszcza gdy mamy gorszy dzień, ale tak dla zasady łatwiej narzekać, niż działać, lepiej czekać aż manna spadnie z nieba...

      Usuń
  31. A ja czasem mam wrażenie, że w Polsce po prostu wypada narzekać.
    Pierwsza dzień rano, jaką słyszę od współpracowników przy spotkaniu przy kawie: "Ale beznadziejna pogoda." - praktycznie bez względu na pogodę i porę roku. Jak jest absolutnie pięknie, to najwyżej "Ładna pogoda dzisiaj, ale od jutra ma być gorzej.".
    Chwalenie się jest źle postrzegane, jak wielki nietakt. A dobrze i zdrowo jest czasem powiedzieć tak po prostu, że jest dziś piękna pogoda, aż chce się żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, często się słyszy takie rozmowy, np. jak powiesz komuś, że ładnie wygląda, to usłyszysz, że ta osoba źle spała lub fryzjerka złą fryzurę jej zrobiła itp.
      Dzięki za odwiedziny:-)

      Usuń
  32. Narzekanie jest reakcją na trudności, jakie spotykają nas w życiu. Wypowiedzenie tego co nam leży na sercu, pomaga uzewnętrznić nasze negatywne emocje, ale niestety w dłuższej perspektywie wzmaga tylko nasz negatywny nastrój. Tyle , że my mamy to we krwi, bo to biadolenie jest przekazywane z pokolenia na pokolenie i tak narzekamy sobie dla samego narzekania .Lubimy osoby podobne do nas, o podobnych poglądach i doświadczeniach. Dlatego kiedy w kolejce wspólnie narzekamy, zazwyczaj się do siebie uśmiechamy i nie ma napięć, jak w przypadku zwykłego oczekiwania grupki ludzi w milczeniu bo odwzajemnione biadolenie sprzyja powstawaniu więzi społecznych :) A ponieważ jesteśmy narodem zawistników to mówienie o sukcesach , o tym , że jest bardziej niż ok. może tylko wywołać niechęć i rozdrażnienie u interlokutora :) Więc wydaje się , że bezpieczniej jest NARZEKAĆ ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie coś w tym jest, takie współodczuwanie w niedoli, a odstępstwo od narzekania uważane jest za dziwne...
      A co do zawistników, znam osoby, które jeżdżą do pracy starym autem, żeby nowe, które stoi w garażu nie kłuło w oczy...

      Usuń
  33. Asiu, myślę, że poprzez nasze blogowanie poznałaś mnie trochę i wiesz, że od takich osób uciekam, gdzie pieprz rośnie;))))
    Po prostu nie lubię takich osób, a jaka ta osoba musi być trudna w relacjach domowych, masakra....:/
    Dobrego tygodnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też staram sie uciekać, ale czasami zawodowo muszę...
      Może dlatego mąż rzadko bywa w domu, a dziecko na drugim końcu Polski?
      Serdeczności i nieustających inspiracji:-)

      Usuń