wtorek, 31 stycznia 2017

Co wyrzucić czyli porządki w szafie...

Nie wiem jak Wy, ale ja co jakiś czas robię porządki w szafach, ale nie takie, że sprzątam dokładnie na każdej półce i myję wszystko, co się zakurzyło... Taka pracowita to nie jestem.
Mam na myśli raczej wyrzucanie z szaf ubraniowych wszystkiego, co powinno zwolnić miejsce dla nowej garderoby. Bo ile ubrań byśmy nie mieli, zawsze fajnie kupić coś nowego, zwłaszcza na wiosnę.
W tym roku wzięło mnie na porządki tuż po Nowym Roku, jakoś taki poczułam zew, bo z reguły robi się takowe z nadejściem wczesnej wiosny.
Przypomniała mi się moja bliska koleżanka, która zrobiła rewolucję w szafach na jesieni i wiosną okazało się, że poszukiwała w czeluściach komód i pawlaczy tego, co jesienią wywaliła na śmietnik...
Oczywiście są osoby, którym trudno rozstać się nawet ze zniszczoną torebką sprzed 20 lat czy śpioszkami po dzieciach, które mają juz 30 lat, ale rety! Szafy z gumy nie są, a ja już wielokrotnie przekonałam się, że:
1. Upychanie starych, znoszonych ubrań do walizek, pawlaczy, a potem zanoszenie do piwnicy, to tylko strata czasu. Koniec końców i tak trafiają na śmietnik.
2. Ubrania, których nie założyłam przez dwa lata odchodzą w zapomnienie lub "wstąpiły" w praniu.
3. Jeśli coś nie zakładane nigdy zalega w szafie z metką jeszcze, to może warto zadać sobie pytanie: czy na pewno kupilibyśmy to dzisiaj? Podarujmy lub wymieńmy się z kimś...
4. Oszczędzanie ubrań i dzielenie na te do pracy i te do kościoła nie ma sensu, wyjdą w końcu z mody lub mole je zjedzą.
5. Białe koszule, bluzki i inne białe rzeczy strasznie żółkną, więc nie warto mieć stu tysięcy białych bluzek, które zakładamy raz do roku. Podobno mniej żółkną, jeśli wkładamy je do szaf bez prasowania.


Bywają osoby, które z lekkim sercem rozstają się z ubraniami, a bywają takie, które ubolewają nad każdą sztuką garderoby, jak nad stratą przyjaciela. Ja należę do pierwszej kategorii, mój mąż do drugiej.
Ileż to razy naszykowałam stos starych koszul czy swetrów z przeznaczeniem do utylizacji i co? Po dokładnym przejrzeniu każdej sztuki ich właściciel połowę przynajmniej wkładał na powrót do szafy.
Zapytany, dlaczego nie pozbędzie się tych starych zmechaconych swetrów odpowiadał: ten będzie na rower, tamten do trzepania dywanów, a ten niebieski w razie czego. W razie czego, pytam? Oj tam, lubię go i już. Nieważne, że rękawy mają rozciągnięty ściągacz, a na łokciach siateczka, przez którą świat widać...
Wobec powyższego, teraz zdradziecko wywalam, jak mąż nie widzi. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
Nie będę wspominać o metrach gromadzonych kabli do niczego, pojemnikach pełnych wielce przydatnych rzeczy, których nawet nie umiem nazwać, bo tak ma chyba każdy facet, który umie majsterkować.
W piwnicznej graciarni został zrobiony porządek po awanturze na temat roweru, który musiałam odgruzowywać jak z barykady, by móc pojechać na przejażdżkę. A potem słyszę, czemu nie idziesz na rower? Bo dłużej będę go wyciągać z piwnicy, niż na nim jeździć...
A jak u Was z porządkami, jesteście chomikami czy wręcz przeciwnie?

67 komentarzy:

  1. My mamy z żoną taki układ, że karzemy sobie nawzajem wywalać niepotrzebne ciuchy, znaczy ja żonine, Ona moje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak trzymać, bo samemu nie jest się obiektywnym. Kiedyś mąż spojrzał na moją kurtkę i orzekł, że ani dnia dłużej...nie powiem, miło było iść po nową.

      Usuń
  2. Moda ma do siebie to, że wraca... było mi strasznie żal, gdy kiedyś wyrzuciłam całą stertę niemodnych sweterków, a w następnym sezonie idealnie zadałabym nimi szyku... I jest jeszcze jedna sprawa moim przypadku - mam dużo ciuchów, więc noszę poszczególne rzeczy dość rzadko - w efekcie się mało niszczą... Zasadę dwóch latach uważałam za słuszną, chociaż brutalną - ale zmieniłam zdanie:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą modą to masz rację, czasami starsze rzeczy przydają sie w innym sezonie, a dodatki szczególnie. Jednak najlepszym doradcą w selekcji jest brak miejsca w szafach.

      Usuń
  3. Co do ubrań- faktycznie, jeśli się czegoś notorycznie nie używa, to trzeba się tego zwyczajnie pozbyć.Po sławetnym generalnym remoncie mieszkania i zakupieniu w malignie mebli ładnych, ale mocno zminiaturyzowanych, musiałam drastycznie ograniczyć ilość nie tylko ubrań- praktycznie wszystkiego.Więc co jakiś czas wywracam wszystko do góry nogami poszukując bezskutecznie tego, z czym się rozstałam, z powodu braku miejsca.Mój mąż też ma opory z rozstawaniem się z różnymi ciuchami, argumentując, że mogą się przydać: na rower, na wyjście z psem, gdzieś do lasu i jakoś zupełnie nie kojarzy, że roweru już nie ma, psa również a w lesie już kilka lat nie był.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wyrzuciłam 3 pary butów i nie wiem czy nie będę ich szukać wiosną, ale z drugiej strony gdy nie wyrzucę, to chodzę ciągle w starych...my chowamy specjalne buty na grzyby, a u nas od 2 lat nie było w lasach grzybów.

      Usuń
  4. W razie czego mnie rozłożyło ;D ;D. Ja ostatnio wrzuciłam sporo ubrań do pojemnika na odzież, a te które rzeczywiście były porozciągane i zmechacone wyrzuciłam na śmietnik. Gdybym miała wyciągać rower spod jakiejś sterty i jeszcze przepychać się z nim przez te wszystkie rzeczy, to też wolałabym nie jeździć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, moim marzeniem jest rower stojący pod ręką, biorę klucz i jadę...

      Usuń
  5. Mam podobnie przynajmniej raz w roku robię czystkę... przeglądam wszystko i wywalam to co uznaję , że wywalonym być powinno :) Ciuchy oddaję potrzebującym lub wystawiam czyste i spakowane w worek koło kontenera... szybko znajdują nowego właściciela. :) Jeśli któryś z moich domowników nie może czegoś znaleźć to natychmiast zwraca się do mnie z taki tekstem : PRZYZNAJ SIĘ ! WYWALIŁAŚ ??? :) Jak więc widać do "chomików" mnie nie zaliczają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. toreb koło kontenera nie stawiam, bo poszukiwacze śmietnikowych atrakcji rozgrzebują te worki i zostawiają straszny bałagan, to już prędzej wrzucam do pojemników PCK.

      Usuń
    2. u mnie jest inaczej , nawet nie wiem kiedy i wszystko znika :)

      Usuń
  6. Jestem chomikiem, ale tylko w przypadku ciuchów tzw. leśnych, czyli tych, w których łażę w teren. Mam ich dużo i ... niech tak zostanie :)))) Całą resztę przeglądam od czasu do czasu i rzeczy niepotrzebne wywalam bez litości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, w waszych wędrówkach niejeden ciuch się przydaje, zwłaszcza te sprawdzone. My mamy takie sprawdzone patenty ubraniowe na wycieczki i górskie wędrówki.

      Usuń
  7. Ha ha ha !!! Trafiłaś w czuły punkt i problem wielu osób !!! U mnie też tak jest, że rowery zagrzebane "na amen". O przejażdżce nie ma mowy, a słoneczko już coraz wyżej.
    Jeśli chodzi o stare robocze ciuchy, to tak właśnie ma mój mąż: to do pracy w ogrodzie, to do remontu, to do cięcia drewna, itp. W każdym bądź razie - końca nie widać, a wyrzucić nie można.
    Ja niektóre rzeczy trzymam z sentymentu, np. pierwszą sukieneczkę mojej córki, którą sama uszyłam, włoskie buty z mojego ślubu i parę innych rzeczy. Sama nie wiem po co je trzymam? Może kiedyś przyjdzie czas na rozstanie z tymi rzeczami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy porządkowaliśmy rzeczy mojej mamy na prośbę taty, to znalazłam w komodzie moje torebki z czasów, gdy chodziłam do podstawówki. Zachowałam sobie kilka drobiazgów po mamie...

      Usuń
  8. Witaj, Jotko.

    Ponieważ moda wraca, niektórych ubrań się nie pozbywam, ale nie mam problemu z oddaniem ciuszka, jeśli się komuś spodoba. Podobnie jest z butami.
    Do niektórych przedmiotów mam sentyment - przeważnie prezentów, więc się ich nie pozbywam.
    Mam problem z książkami. Nie lubię ich oddawać. Wolę kupić komuś nową niż podarować swoją :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zrozumiałe, że niektórych rzeczy mamy sentyment, my też trzymamy drobiazgi związane z dzieciństwem naszego syna. Pewne przedmioty są jak zdjęcia lub pamiętniki...

      Usuń
  9. Ja jestem chomikiem i to wielkim. Wszystko mi się kiedyś, przydać może, chociaż w danym momencie nie wiem jeszcze do czego. Najgorsze jest to, że nie mam ani balkonu, ani piwnicy. Moja szafa pęka więc w szwach, a wszystko jest tak poupychane, że często nie wiem, gdzie co mam. Próbowałam nie magazynować, ale krótko wytrzymałam. Ubrań nie kupowałam od 20 lat, więc mam ich niewiele, tylko te w które jeszcze się mieszczę. Z innych rzeczy wyrzucam tylko to, co się zepsuło i nie ma szans na naprawę.Cała moja rodzina robi odwrotnie. Dużo kupuje nowego, a starego wyzbywa się bez sentymentów. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama była chomikiem i zakupoholiczką, nie sposób było sprzątać między bibelotami i stosami wszystkiego, moze dlatego ja dla odróżnienia lubię wyrzucać, ale minimalistką nie jestem, po prostu nie lubię mieć czegoś, czego nie używam...

      Usuń
  10. Oj - temat rzeka... Przypomniała mi się przeprowadzka mojego taty do nas z całym dobytkiem. Tydzień przesiewu u niego w domu, a drugi tydzień przesiewu juz u nas. Mało tego, On pamiętał o każdym kabelku, każdej śrubce i w ogóle o każdej drobnostce, która była mu do życia niezbędna :) Pawlacze szafy szafeczki, były pełne - od tego czasu staram się, żeby u nas tak nie było choć naprawdę nie wiem kiedy człowiek tak obrasta w rzeczy. Ja mam tak, że lubię od czasu do czasu przeczytać książkę w stylu " Magia sprzątania", albo coś o feng shui - dotyczące sprzątania i potem od razu idą worki w ruch i czystka w szafach. Kiedyś jeszcze trzymałam sukienki " bo do nich schudnę" ale, chyba wolę kupić nowe. Mam sentyment do niektórych ubrań, ale już teraz dzielę się nimi z innymi - jeśli są z dobrym stanie. Gdzieś przeczytałam, że dzień, w którym się niczego nie wyrzuciło, jest dniem straconym dla oczyszczania umysłu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie także dopada natchnienie po artykule w czasopiśmie lub programie w Tv, lubię też odstresować się poprzez generalne porządki - podobno to dobrze działa, co jak wiesz, teraz właśnie czynię, chociaż moim plecom wcale sie to nie podoba...

      Usuń
  11. Oj ten temat to rzeczywiście dotyczy chyba wszystkich. Mój mąż pochodzi z rodziny "chomików" ,ja prędzej pozbyłabym się różnych rzeczy. Ale w przypadku ciuchów....sama przyłapuję się na tym ,że kilka (no może trochę więcej)rzeczy zostawiam z jednych "porządków" na drugie....bo może jednak się jeszcze w to kiedyś zmieszczę....albo ze względów sentymentalnych...kolorystycznych (jakie piękne w moich ulubionych kolorach).Ale tak w ogóle to w niektórych sprawach...jestem baaardzo wielkim chomikiem ,ale pewnie mnie zrozumiesz....Trzymam ok.37 lat listy pisane przez mojego mężczyznę do mnie....takie normalne ,na kartce pisane długopisem.....Za każdym razem zastanawiam się....ale ciągle układam je w tym samym miejscu....bo przecież tak mało miejsca zajmują a tak mnie dalej wzruszają gdy je czytam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to takie romantyczne, Grażynko :-) Listy, zdjęcia itp. pamiątki trudno selekcjonować, bo to kawał życia przecież. Może kiedyś trzeba będzie sobie przypomnieć pewne wydarzenia ze zdjęć czy listów, żeby opowiedzieć wnukom?

      Usuń
  12. :) Jestem szczęśliwą posiadaczką wielkiej garderoby - mam tam kartony z napisem "wyrosłam" i ostatnio zamiast po nowe spodnie do sklepu szłam do garderoby. A w reszcie szafek robię też takie "remanenty" bo masz rację SZAFY Z GUMY NIE SĄ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli schudłaś i mogłaś sięgnąć do magazynu rzeczy oczekujących na swoja kolej...
      No niestety , z gumy nie są i nie ma już gdzie wstawić nowych.

      Usuń
  13. U mnie to różnie bywa - są rzeczy do których mam sentyment, rzadko je zakładam, ale nie mogę zdecydować się na wyrzucenie, czy schowanie do piwnicy. No i mam słabość do ,, przydasiów ", bo może się przydać, ale to nie ciuchy, a raczej pudełeczka, opakowania, wstążeczki itd. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, takich przydasiów mam pół kanapy i 3/4 piwnicy, zapomniałam...

      Usuń
  14. Uśmiechnęłam się, czytając Twój wpis. Bo nie ukrywam - jestem chomikiem, ale takim reformowalnym i sama się reformuję zmuszając do wyrzucania przydasiów. Od czasu do czasu robię taką czystkę, a że mój mąż należy do chomików całkowicie niereformowalnych to za każdym razem staczam walkę, a właściwie dwie. Najpierw z samą sobą, a potem z mężem. Co do ciuchów - zwykle wygrywam. I znam Jotko te swetry "na rower", albo koszulkę, która "na pewno będzie jak znalazł", gdy wreszcie mąż zdecyduje się na długo odkładany remont... Więc co do ciuchów zwykle zwyciężam, w końcu. Ale śrubki, rurki, jakieś druciki, części do kranów... no z tym nie daje sobie rady, a ponieważ mieszkania z gumy nie mamy, mąż rzeczy "co to kiedyś na pewno się przydadzą" po długich rozmowach - wynosi. Tyle, że do piwnicy. Czekam, kiedy piwnica się zapełni. ...Może wynajmie drugą ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy nasza piwnica pękała w szwach mąż zaplanował sprzątanie, nie było go tak długo, że poszłam sprawdzić...nie wiem co tam robił, bo niewiele gratów ubyło...

      Usuń
  15. Gdy tak was czytam to wnioskuje, że mężczyźni są do siebie bardzo podobni - mój też uważa, że wszystko jeszcze się przyda, sweterek sprzed lar lubi, spodnie jeszcze "oblecą". jedynie buty strasznie niszczy więc często wymieniamy. ja natomiast, jak ty Jotko, robię przeglądy i średnio raz w roku szykuję rzeczy do oddania (myślę, że jak czegoś rok nie nosiłam to już nie włożę). Bierze albo pani sprzątająca, albo trafiają do kontenerów. Nie wierzę w to, że moda wróci - zawsze w jakimś drobnym procencie jest zmodyfikowana i rzeczy po prostu wyglądają jak z ciuchowni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, mój mąż przekonał się o tym ostatnio, gdy założył garnitur, ale nie dał sobie powiedzieć, że jest już niemodny i zbyt obszerny. Zobaczył to dopiero na zdjęciach. Po obejrzeniu fotek gang trafił do kontenera PCK.

      Usuń
  16. Ponieważ nie mieszkam w bloku, to niestety mam dużo miejsca i z racji tego mogę gromadzić wszystko co wydaje mi się, że jeszcze się przyda. Raz na jakiś czas robię jednak porządki i wyrzucam nadmiar. Co do ciuchów nie mam problemu z pozbyciem się niemodnych ciuchów. Dobrze że w pobliżu są kontenery PCK.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety masz dużo miejsca? Znaczy nadmiar nie przyprawia Cię o ból głowy :-)

      Usuń
  17. Swego czasu trudno było mi się rozstawać z moimi ciuszkami, butami itd.
    Jednak kilka ładnych lat temu nastąpił przełom. Doszłam do wniosku, że jeśli przez cały rok nie założyłam jakiejś rzeczy, a przecież w tym czasie były wszystkie odpowiednie pory roku, to chyba za tą rzeczą nie przepadam i nie ma co się nad nią rozczulać. Potem poszło już łatwo i podobnie jak większość osób rak w roku robiłam porządki. Tutaj robię to trochę inaczej. Instytucje charytatywne co jakiś czas(co dwa, trzy miesiące) wrzucają do "dziury na listy" specjalne worki z opisem co można włożyć do worka(przeważnie wszystko tzn. oprócz ubrań, biżuterię, kosmetyki, zabawki, gry). Jest podana data, kiedy będą zbierać(bez względu na pogodę) i wystarczy tylko ten zapakowany worek wystawić przed dom. Od worka do worka, zawsze coś się znajdzie do włożenia, a w szafie nie ma przepełnienia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie jest w innych krajach, chociaż u nas sporadycznie też są takie akcje, ale nieregularnie i nigdy nie wiadomo kiedy następna, a ile można trzymać te worki?

      Usuń
  18. No to teraz już wiem, dlaczego moja żona "robi duże oczy" jak się pytam, gdzie jest ta kurtka/koszula na rower? ☺☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam, wyrzuciłeś i nie pamiętasz...

      Usuń
  19. Ja standardowo porządkuję szafy jesienią oraz wraz zbliżającą się wiosną:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mniej więcej tak, ale w tym roku wzięło mnie wcześniej, może to jakieś przeczucie wcześniejszej wiosny?

      Usuń
  20. Mnie spodobała się metoda Marii Konde - wywalasz na środek pokoju rzeczy jednego rodzaju, np. ciuchy. Ale dokładnie wszystkie, ze wszystkich szaf, zakamarków, pawlaczy, itp. Taka góra ciuchów robi wrażenie, ale też uświadamia - po cholerę mi tego tak wiele. Ciuchów się pozbywam w miarę regularnie, najbardziej bolą mnie rozstania z książkami, ale i z tym sobie dość dobrze radzę, bo okazuje się, że większość książek da się sprzedać lub oddać w dobre ręce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie wywalenie zaliczyliśmy kiedyś, gdy zamówiliśmy szafę typu Komandor i wszystkie ubrania leżały na rozłożonej kanapie, normalnie szok! I chyba działa, bo zaczęliśmy od razu robić selekcję :-)
      Książki zanoszę co jakiś czas do pobliskiej biblioteki osiedlowej, z której też korzystam, ale nawet ona pęka w szwach.

      Usuń
  21. Ja mam nieraz problem w wyrzuceniem rzeczy, którą szczególnie lubię, ale też staram się dwa razy w roku robić przesiew. W tym roku to jeszcze przede mną. Póki co zrobiłam generalne porządki w kuchennych szafkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuchenne szafki to moja zmora, nie lubię ich sprzątać...

      Usuń
  22. Szafa...moja na większa zmora, w dodatku x2.;-) Gorąco pozdrawiam!
    Www.sercabiciem.blogujaca.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro gorąco pozdrawiasz, to ja gorąco witam :-)

      Usuń
  23. ... zdaje się, że jestem, Jotko, mimo wszystko mężczyzną, albowiem chodzę w ciuchach aż do znoszenia... i gromadzę... no, chyba, że już nie da się inaczej; natomiast prawdą jest, że sporo niemal nowej, a z jakiegoś względu nieprzydatnej (nietrafionej) odzieży trafia osobiście do PCK, a już "pozostałości" po córce od malutkiej, to chyba wszystkie te ubranka oddane ku dalszemu pożytkowi... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, gdy możemy oddać rzeczy ku dalszemu pożytkowi, wyrzucanie to już ostateczność.

      Usuń
  24. Moi rodzice byli chomikami, więc ja, nauczona doświadczeniem :) wyrzucam, co się tylko da i na drzewo nie ucieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mamy podobnie, ja mam wręcz fobię przed nadmiarem, zwłaszcza gdy czegoś nie używam i nie lubię kupować rzeczy na jedną okazję...

      Usuń
  25. Ech skąd ja o znam, mój mąż jest strasznym chomikiem, wszystko mu się przyda, a jakbym tak coś wyrzuciła bez jego zgody to by awantura była na całego :) Powiem Ci Asiu, że mnie diabli biorą, bo samochodem muszę stać na polu, bo garaż po brzegi wypchany wszelakim badziewiem. Mnie też czasem szkoda czegoś wyrzucić zwłaszcza, gdy w jakiś sposób czuję do tego sentyment :) Moja mama tak lubiła wszystko zostawiać na czarna godzinę, gdy była młodsza, a teraz wyrzuca wszystko bez zastanowienia. Dlatego wydaje mi się, że to czasem chyba z wiekiem idzie :)

    Ściskam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno z wiekiem mamy większość skłonność do wyrzucania lub może wydawania rzeczy, zdarza się, że dostałam w upominku jakiś stary wazon lub serwetę z plamą i nie wiedziałam jak zareagować...
      Czyli u Ciebie garaż, jak u mnie piwnica :-)

      Usuń
    2. Oj tak po cichu to Ci powiem, że garaż, i w niezamieszkałych pokojach też, mam wrażenie, że każda wolna przestrzeń szybko się zapełnia :)
      A co do prezentu to mnie zszokowałaś, że można w ogóle dostać takie śmieci, ja bym się wstydziła dać komuś coś takiego, masz rację Asiu, bo ja też bym nie wiedziała jak zareagować :)

      Usuń
  26. Jestem właśnie świeżo po wykonaniu "czystki" w szafach. Byłam bezlitosna i to co zostało zaklasyfikowane, że usuwam - od razu wpakowałam do kartonów. Przecież po co mi za ciasne eleganckie spodnie, których nie założę, albo sukienka, teoretycznie ulubiona, ale od kilku lat zbyt często pojawiająca się na różnych zdjęciach. Kartony zapakowane szybko wysłałam przyjaciółce, natomiast takie generalne porządki pozwoliły stwierdzić co należy dokupić - miałam szczęście bo udało mi się w ekspresowym tempie uzupełnić kilka istotnych części garderoby. W szafie luźniej i zostały tylko te ubrania, które noszę. Oj, żeby mężczyźni byli chętni do takich generalnych przeglądów szafy.......
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trzeba zadziałać szybko, bo jeszcze można zmienić zdanie, ja sama odłożyłam jeszcze do szafy jedną sukienkę, bo kolory mi się podobają...
      Mężczyźni niechętnie wyrzucają, ale i niechętnie kupują, przynajmniej ubrania.

      Usuń
  27. Chorujemy z mężem na tę samą chorobę umysłową którą nazywamy "to się jeszcze przyda". Na szczęście czasami /ale bardzo rzadko/ zdrowiejemy i wyrzucamy co niepotrzebne.
    No ale raz przez pomyłkę wyrzuciłam taki śliczny swetereczek i nie mogę sobie tego darować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie "przydasie" chyba każdy ma w domu. Może znajdziesz kiedyś podobny sweterek? Wiem, że to nie to samo, ale...

      Usuń
  28. Zawsze kiedy uznam, że jakiegoś ubrania już nie potrzebuję, oddaje je tym, którym jeszcze mogą się przydać ;)
    Jedynie z książkami nie potrafiłabym się rozstać. Dlatego dziwnym sposobem ciągle jest ich więcej i więcej...

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po ostatnich świętach zapełniła się u mnie cała półka :-)

      Usuń
  29. Ja wychodzę z założenia, że szkoda życia na brzydkie ubrania. Jeżeli coś przestaje mi się podobać, zawieramy z siostrą transakcję biznesową. Zawsze coś da się wymienić. Z przyjmowaniem rzeczy od niej jest trochę gorzej, bo chodzę tylko w czarnym i koszulkach tylko z logami zespołów... Ostatnio po gruntowniejszych porządkach zostałam w trzech koszulkach i parze spodni, więc polecam częściej to robić, nie ma prawdopodobieństwa, że niepotrzebnego będzie więcej od rzeczy, w których chodzimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to z wymianą macie problem, a porządki robisz baaardzo gruntowne:-)

      Usuń
  30. Ja mam problem nie tyle z szafą - bo jak mam się czegoś pozbyć,to nie ma litości - ale z garażem. Tyle razy prosiłam męża, żeby porobił porządki (i robił), ale tam wszystko się przyda. Efektem jego porządkowania, jest moja złość. Zazwyczaj machnę na to ręką. Ale coś czuję, że w tym roku nie odpuszczę.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Garaż wynajmujemy daleko od naszego bloku, ale gdyby był bliżej lub pod domem, to pewnie też by tak było jak u Was. Ja wywalczyłam porządek w szafie z przydasiami typu: kable, narzędzia, śrubki, wkrętaki itp. jeszcze piwnica czeka w kolejce...

      Usuń
  31. Ja byłam strasznym chomikiem. Kiedy urodził się junior postanowiłam się jednak opamiętać. Nadal mam sporo rzeczy, ale też z ogromnymi ilościami ciuchów się rozstałam. I nawet mi z tym lżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadmiar ubrań zmusił mnie do przemyślanych zakupów, bo czasem wszystkiego mnóstwo, a nic do siebie nie pasuje i znów nie mamy się w co ubrać...

      Usuń
  32. Faceci chyba już tak mają. Po przeprowadzce układała ubrania narzeczonego, bo miał okropny bałagan, po prostu wrzucił do szafki w takim stanie, w jakim przywiózł. oglądam te podkoszulki, poprzecierane, niektóre już z dziurami, niby ich nie zakłada, ale jednak "nie wyrzucaj, bo może się przydać". A potem się zaczną lamenty, że się w szafach nie mieścimy. :P
    Ja natomiast ubrania, w których nie chodzę oddaję siostrze, klasyczne koszule w kratę czy proste spodnie bez żadnych przetarć chętnie zbiera mama. Jeśli coś jest w bardzo dobrym stanie wystawiam na vinted - na wymianę albo sprzedaż. Nie ma co składać, podobno jeśli przez jeden sezon czegoś nie założymy, to nie ma po co trzymać, bo nie założymy już nigdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie nie wiem, skąd u facetów to zbieractwo, atawizm jakiś czy co?

      Usuń