wtorek, 5 czerwca 2018

Ale jaja i inne cuda!

Zapraszam na Kaszuby! Byłam z dzieciakami w Szymbarku i okolicach. Wycieczka długa, ale to ze względu na odległość, którą trzeba było pokonać autokarem, wyjazd 6.15, powrót 19.30

W Szymbarku gościło nas Centrum Edukacji i Promocji Regionu. Edukacja w tym wydaniu dotyczyła głównie historii i losów mieszkańców Kaszub, którzy walczyli o odrębność kulturową i zachowanie języka. Jak dla mnie za mało było wiedzy o tej kulturze, a za dużo...ale nie będę pisać co mi się nie podobało, może wpadniecie na to sami.
Do odwróconego domu weszłam tylko kawałek, po kilku krokach tak zakręciło mi się w głowie, że o wejściu na piętro nie było mowy, a wszyscy wychodzący z domu poruszali się krokiem marynarza w czasie sztormu.
Podobał mi się kościółek, który krył niespodziankę w postaci rozkładanych ścian, tylko nie rozumiałam, po co wmurowali tam elementy z Pałacu na wodzie w Łazienkach...może gdzieś doczytam.
Niesamowite wrażenie robi część skansenu (chyba można tak to nazwać) poświęcona Sybirakom, a szczególnie opowieści przewodniczki o latach głodu, katorżniczej pracy, ucieczkach i pociągach śmierci. Traf chciał, że spotkaliśmy turystów z zagranicy, którzy szukali śladów swoich kaszubskich przodków w Polsce i jeden z nich opowiadał, jak uciekała z Syberii jego matka i przetrwała dzięki ukrywaniu się za dnia w jeziorach, ze słomką w ustach dla czerpania powietrza.
Ile może znieść człowiek, jaka silna jest wola życia i powrotu do kraju...
Dziwne obiekty sąsiadują ze sobą w skansenie. Poznajecie niedźwiadka Wojtka, który wędrował z polskim wojskiem i nosił amunicję? Historia opisana m.in. w książce DZIADEK I NIEDŹWIADEK Łukasza Wierzbickiego - wersja dla młodego czytelnika.
Tuż obok replika bramy do hitlerowskiego obozu zagłady w Stutthofie , a kilka metrów dalej sprzedawano wodne tatuaże i biżuterię...
Na zdjęciu także wejście do bunkra, odtworzonego z pozostałości wojennych, głębokiego, z labiryntem korytarzy.
W tym bunkrze mieliśmy okazję przeżyć symulację nalotu bombowego przy zgaszonym świetle. Efekty były niesamowite i powiem Wam jedno - gdybym miała umierać pod ziemią, to chciałabym mieć kilka zapałek chociaż...
Z Szymbarku pojechaliśmy kilka kilometrów dalej, by wspiąć się na punkt widokowy Wieżyca, 323 m npm, o ile dobrze pamiętam.Dzieciaki miały tam dodatkowa atrakcję w postaci zdjęcia z kozą i panem w stroju kaszubskim, który sprzedawał chleb i sery kozie...
Obok wieży widokowej stał wielki drewniany krzyż, niczym na Giewoncie.
Wiał dość silny wiatr i wieża chwiała się nieznacznie, nie chciałabym tam wchodzić w czasie wichury.
Ostatni etap wycieczki to wizyta na fermie strusi zakończona zjedzeniem kiełbasek z ogniska.
Ferma spora, kilkaset strusi, sektory młodzieży i ptaków dorosłych. Wykluło się akurat jedno strusiątko, które wyglądało i biegało jak nakręcana zabawka.
Strusie mają wielką jadłodajnię, której nie szanują, bo wykopują w ścianach wielkie dziury, łatane co chwila przez właścicieli.
Ptaki są bardzo towarzyskie, wędrowały z nami wzdłuż ogrodzenia i trzeba uważać, bo np.sprytnie porywają okulary lub ciągną za paski od aparatów.
Odpoczywając w altanie wśród pól pod lasem wysłuchaliśmy opowieści jednej z pań o strusich jajach. Teren fermy jest bardzo duży, samice znoszą od maja do września ok. 50 jaj każda, a pozbierać te jaja to nie lada sztuka, bo strusie bywają groźne nawet dla opiekunów.
Jedno jajo waży około 1,5 kg, a zawartość odpowiada 25 jajom kurzym.
Na miękko jajo strusie gotować trzeba 45 minut, na twardo 1,5 godziny, więc w okolicach podwieczorku gotujemy jajko na kolację:-)
Do zrobienia wydmuszki potrzebna będzie wiertarka!
Prawdę powiedziawszy, taką wycieczkę chętnie powtórzyłabym indywidualnie, bo na wycieczce szkolnej...sami rozumiecie.

86 komentarzy:

  1. Taką "odwróconą chałpę" widziałem w Zakopanym. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też widziałam, ale z daleka, nawet nie wiedziałam, że zwiedzać można...

      Usuń
  2. Ale super wycieczka! O tym odwróconym domu sporo czytałam i żałuję, że nie udało mi sie sprawdzić na własnej skórze jak to jest z tymi odczuciami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w to nie wierzyłam, ale działa...

      Usuń
  3. Ja to w Szymborku raczej nie nazwała skansenem, a Muzeum Różnistości.
    A te kiełbaski przy ognisku to ze strusi były? :) Czy poza tym coś te dzieciaki jadły, czy na sucharach żyły? ;) U nas na Śląsku też są hodowle strusi. Nie dla wycieczek, ale dla...no nie wiem? Miesa? Jaj?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiełbasy normalne były, a dziś dzieciaki sucharów nie jadają, full wypas, pełne plecaki śmieciowego jedzenia, fuj!
      Dla mięsa, jaj i piór:-)

      Usuń
  4. a kiełbaski bardziej z grilla, czy ze strusia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej z grilla, ale flak twardy, za to chleb pyszny:-)

      Usuń
  5. Kaszuby są magiczne. Odwrócony dom widziałam, ale niestety nie byłam w środku. :( Podejrzewam, że również mój chód byłby (lekko mówiąc) chwiejny. :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na każdego to działa, na niektórych nawet bardziej:-)

      Usuń
  6. Początkowo nie zrozumiałam, że to wycieczka szkolna, ale rozumiem :) Z drugiej strony w czasie takiej wycieczki zagląda się w miejsca, gdzie rzadko wchodzi się indywidualnie.

    Jestem ciekawa kaszubskiej kultury i zaintrygowałaś mnie tym, czego Twoim zdaniem było za dużo. Kiedyś w końcu dotrę na Kaszuby :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko polecam i to prawda, że bez przewodnika nie wszędzie się wejdzie, a szkoda...

      Usuń
  7. Jakaś moda na odwrócone domy zapanowała. Słyszałam o Zakopanem, widziałam na Dolnym Śląsku, teraz na Kaszubach. Szczerze mówiąc - nie rozumiem, czemu to jest popularne. Może powinnam wejść i zobaczyć, ale... nie kręci mnie to. Co do muzeum, to chyba za dużo tak 'różnorodności" okraszonych martyrologią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z jednej strony ciężka martyrologia, z drugiej kiczowata komercja, ceny z kosmosu...

      Usuń
  8. Strusie jajka aż tyle ważą? Że wielkie są to wiedziałam. Odwrócony dom z zewnątrz robi wrażenie, ale skoro po wejściu do niego kręci się w głowie to jakoś mi się to nie widzi. Niemniej miejscowość ma wiele atrakcji i wydaje się ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z sieci dowiedziałam sie, że i tak nie wszędzie byliśmy, to chyba zależy od przewodnika i wieku grupy.

      Usuń
  9. Ale szlak już przetarłaś Asiu - jak Was znam to plan wycieczki juz gotowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planów więcej niż czasu i sił, ale kto jak nie my!

      Usuń
  10. Świetne miejsce i fajnie opowiedziane. Sama bym się chętnie tam wybrała.
    Mały struś... ^___^ Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biegał jak nakręcany, myślałam, że nas wkręcają:-) Niby mały, ale kupy robił jak dinozaur...

      Usuń
  11. Każdy region Polski stara się jak najlepiej przyciągnąć turystów różnymi atrakcjami i wcale się nie dziwię, bo teraz jest taki trend, a poza tym ludzie chcą zwiedzać.
    Dla opiekuna każda wycieczka szkolna to jedna wielka męczarnia, bo za duża odpowiedzialność. Bywało, że na biwakach w ogóle nie zmrużyłam oczu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to i dlatego teraz nie jeżdżę na wycieczki z noclegami:-)

      Usuń
  12. Wspaniała wycieczka. Byłam na punkcie widokowym i też kiwało wieżą, a do tego ta podłoga "przezroczysta" z siatki przyprawiała mnie o mdłości (lekki lęk wysokości). W Szymbarku niestety nie byłam, a chętnie zobaczyłabym tamtejsze atrakcje, bo dużo już o nich słyszałam. Szkoda, że na fermie strusi nie dostaliście jajecznicy ze strusiego jaja.Ale dzieci było pewnie więcej (niż 25) i takie jajo zapewne słono kosztuje. Widziałam takie wydmuszki tylko w muzeum przyrodniczym. Tak, indywidualny wyjazd ma swoje plusy. Może jeszcze tam wrócisz? Tego Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jajecznicy nie jedliśmy, ale powiem szczerze, że gdy widzę jak i co dzieciaki jadają, to szkoda tej jajecznicy!

      Usuń
  13. Dom na głowie!!:))) Cudne zdjęcia. Nigdy nie jadłam jajecznicy ze strusiego jaja, a jak smakowało takie gotowane na twardo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, nie jadłam, mięsa też nie. Dawno temu moja mama chciała kupić jako ciekawostkę, ale już wtedy kilogram kosztował koło stówki!

      Usuń
    2. Powaga? To niezła przebitka cenowa. Ciekawa jestem, czy smak przewyższa ten kurzego jajka, czy nie ma wielkiej różnicy?

      Usuń
  14. w odwróconym domu mój błędnik kompletnie zwariował. musiałam szybko wyjść na zewnątrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja, a nie przypuszczałam.

      Usuń
  15. Asiu super wycieczka i ile ciekawych informacji dzięki Tobie mam. Do domu odwróconego to nawet nie wchodziłabym, bo od dzieckad muszę uważać ii nawet na bujaku się nie bawiłam.... Bombardowanie pod ziemią...oj , to musiał być stres, jedyna pociecha, że sztuczne, ale co musieli przeżywać ludzie w prawdziwym. Nie jadłam strusiego jajka, ciekawe czy smakuje podobnie jak korze:), uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karuzele i huśtawki to też nie dla mnie...
      To bombardowanie długo zapamiętam!
      Buziaki:-)

      Usuń
  16. Byłem w podobnym domku ale chyba w Łebie albo Ustce. Jak dla mnie ciekawe wrażenia, choć cena powalała nieco.

    Kiedyś też byłem na wyciecze w tym rejonie, też szkolnej, więc rozumiem chęć powtórzenia jej. Tyle, że ja jako uczeń byłem. :)

    Teraz wchodzimy w różne dźwięki, smaki i zapachy lata.

    Te kopytka z batatów wydają się ciekawostką sporą.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta knajpka , w której byliśmy słynie z takich nowinek smakowych i zbyt dużych, jak dla mnie, porcji.

      Usuń
  17. No to faktycznie niezłe jaja były!!!
    :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaja, wydmuszki i piękne ptaki:-)

      Usuń
  18. Ostatnio strasznie skapciałem w temacie wycieczek. Wystarczy mi w pełnie relacja jak Twoja. To się chyba lenistwo nazywa ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wolny kraj, podobno i każdemu wolno leniuchować:-)

      Usuń
  19. Nie byłam nigdy w odwróconym domu, ale po twojej reakcji mam ochotę przekonać się czy zareaguję podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślałam, że to przesadzone opowieści, ale jednak nie...

      Usuń
    2. Tym bardziej mnie tym zachęcasz :)

      Usuń
  20. Witaj, Jotko.

    Mnie - jak zwykle - urzekł język:)
    Pamiętam, że taki na przykład "purtk" to diabeł, a "wjodro graje" to drgające od ciepła powietrze:)

    Interesująca wycieczka:) Jak na zerkanie jednym okiem i tak bardzo owocna:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, język kaszubski bardzo ciekawy i takich elementów było mi za mało w tym miejscu...

      Usuń
  21. 25 jaj gotowanych na twardo na kolację??? Ja nawet w święta poddaję się już pomiędzy 3 a 4 jajkiem. ;)
    Andrzej Rawicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiego strusiego nie chciałoby mi się nawet gotować :-)

      Usuń
  22. Nie byłam i....zapewne nie będę.Ten Szymbark to swoiste szwarc, mydło i powidło. Ale dzieciaki to lubią, niektóry dorośli chyba też.Jakoś nigdzie nie widziałam w sprzedaży ani mięsa , ani strusich jaj i piór. Ciekawa jestem jak to smakowo wypada.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam smaku ani mięsa ani jaj, nawet nie wiem gdzie to można zjeść...

      Usuń
  23. Jak ja lubię takie wyprawy! Zaplanowane i interesujące dla dużych i małych:) Nie byłam w tych okolicach, tak sobie myślę, ile my mamy cudnych miejsc do zobaczenia, prawda Asiu? I jak dobrze, że nas ciągnie w te miejsca:))) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, im dalej w las tym więcej grzybów...
      Takie wycieczki nakręcają do działania i planowania, aż chce się żyć!

      Usuń
  24. Byłam kiedyś na podobnej wycieczce, w jakiejś innej miejscowości, ale też odwiedziliśmy odwrócony dom i pamiętam jak mi uderzył do głowy :D Świetny post, muszę częściej wpadać! ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Już wiem ,że taka wycieczka spodobałaby mi się. Ale tak na spokojnie,a nie z "narzuconym tempem".Podejrzewam ,że szybko bym wyszła z takiego odwróconego domu ,a jeszcze pewniej wcale bym nie weszła.Ciekawa jestem czy na naszym Podkarpaciu jest jakiś odwrócony dom.Co prawda nie słyszałam ale kto wie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też ciekawa jestem, poszukaj Grażynko, a jedli nie, to na pewno jest wiele innych atrakcji:-)

      Usuń
  26. Rok temu byłam na Kaszubach i bardzo mi się tam podobało. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tam właśnie byłam pierwszy raz:-)

      Usuń
    2. Właściwie wtedy też byłam tam pierwszy i jak na razie jedyny raz

      Usuń
  27. Pamiętasz, jak pisałam o domku w Zakopanem? Niesłychana jazda z głową, nigdy wcześniej czegoś podobnego nie doznałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam bardzo zdziwiona, ciekawe gdzie tkwi haczyk, bo musi...

      Usuń
  28. Znam te miejsca z którejś majówek. Masz rację, Szymbark to jeden wielki miszmasz i dlatego puściliśmy to miejsce w podskokach. Ciekawiej jest we Wdzydzach i paru innych miejscach. Gdy będziecie tam sami obejrzyjcie też niekończony zamek o ile jeszcze go nie rozebrano:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ktoś o Wdzydzach wspominał i jeszcze o kilku miejscach, muszę sprawdzić na mapie, dzięki za przypomnienie:-)

      Usuń
  29. Też byłam w takim domku do góry nogami :) Przyznam, że specyficzne odczucie - nie polecam jeśli ktoś cierpi na zawroty głowy, czy padaczkę. Takie wycieczki kulturoznawcze są super! Zawsze mnie do takich ciągnęło, ale teraz jakby więcej polityki się do tego miesza, a jak nie polityki to komercji. Przykład podałaś powyżej. Ja ostatnio byłam w Skansenie w Sanoku! Super sprawa! Ciekawa historia i 3 godziny zwiedzania z przewodnikiem, który naprawdę potrafił zachęcić do poznawania historii. Polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Sanoku nie byłam, ale na pewno dotrę, a jeśli jest skansen to tym bardziej:-)

      Usuń
  30. Piękna wycieczka, nawet z młodzieżą. Skanseny mnożą się przez pączkowanie chyba i dobrze, bo nas jest coraz więcej. Ale co w skansenie ten domek "do góry nogami" robi - Kaszubi takich nie budowali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie wiem co ma wspólnego, pewnie tyle, co ta biżuteria na straganie i wodne tatuaże...

      Usuń
  31. To takie miejsca lubię od czasu do czasu odwiedzić. Bo ciekawią mnie nowe pomysły kucharzy na jakieś znane mniej więcej smaki czy składniki.

    Nie mam jakichś szczególnych wymagań co do fryzjera, dlatego nie przypominam sobie, by kiedyś była jakaś szczególna katastrofa z moją fryzurą. No może raz na studniówkę, nie za bardzo podobała mi się koncepcja pani fryzjer ale dałem radę ją przyjąć jakoś.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię miejsca, gdzie zjeść można dania z produktów sezonowych czyli zupę z dyni jesienią, kompot z rabarbaru i botwinkę wiosną, deser z gorącymi malinami zimą czy pierogi z jagodami latem.

      Usuń
  32. Kompletnie nie umiem sobie wyobrazić wnetrza takiego domku. Może kiedyś sprawdzę, jak to wygląda. A wycieczka rzeczywiście bardzo interesująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam tylko parter, bo musiałam zrejterować!

      Usuń
  33. Smakowita ta Twoja opowieść, Jotko. Masz nadzwyczajną umiejętność w doborze miejsc do zwiedzania, jeśli nawet nie zostały one przez Ciebie wymyślone. Ja przez te "prawdziwe" Kaszuby przejeżdżałem zwykle swego czasu podążając ku naszemu morzu, więc raczej zachwycać się mogłem krajobrazami, niczym więcej, ale dzięki Tobie, tekstowi i zdjęciom poczułem się jak beneficjent programu Kaszuby+ :-) Dziękuję!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaszuby+ powiadasz? cała Polska ma takich miejsc tyle, że życia nie starczy, a tu na podróże samolotem namawiają...
      To ja dziękuję, że wpadasz:-)

      Usuń
  34. Słyszałam o takim wywróconym domku, będąc w środku uczucie jest podobno dość dziwne. Kaszuby bardzo mnie ciekawią, chciałabym kiedyś trochę lepiej je poznać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale teraz z innej strony:-)

      Usuń
  35. Ale ciekawe miejsce i kiedyś na pewno tam się wybiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Kolega z pracy ostatnio opowiadał o tym, jak kiedyś całą ekipą pojechali na wieś na wakacje i na śniadanie zrobili jajecznicę. Kupili wszystkie jajka ze sklepu i kilogram boczku i to była najlepsza jajecznica na świecie. A wystarczyłyby dwa jaja strusia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, dwa dla całej wycieczki:-)
      Niektóre dania obrastają legendą:-)

      Usuń
  37. Racja, jeśli knajpa wykorzystuje sezonowe produkty to jest spora szansa, że jakoś dań będzie jak należy. Poza tym trzeba korzystać zawsze z tego co w danej chwili jest bez problemu dostępne.

    To zrozumiałe, w upał raczej nie da się jeździć. Poza tym pewnych miejsc nie obejrzy się jadąc rowerem do nich.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daleko rowerem się nie zajedzie, poza tym siły nie te!

      Usuń
  38. Ale klimatyczne miejsca pani zwiedza :)
    Wiadomo, na wycieczce szkolnej wszystkiego się nie zobaczy, ani się nie pzystanie dłużej, żeby podziwiać. Mam nadzieję, że uda się jeszcze pani odwiedzić to miejsce :)

    Ale super te strusie, a te jajka są ogromne, nigdy nie widziałam na żywo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja widziałam tylko wydmuszki, na żywo są bardzo ciężkie, ledwo mogłam utrzymać do zdjęcia...

      Usuń
  39. Chętnie bym pojechał na taką wycieczkę :)
    Podczas tej szkolnej faktycznie nie ma czasu, aby na chwilę przystanąć i porozkoszować się nowym miejscem :)
    Ps. kocham bunkry :)
    Pozdrawiam
    Prince Of Pain
    www.dreaminthedarkness.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bunkry różne też zwiedzałam, np. w Czechach, ale nigdy nie przeżyłam symulacji nalotu, straszne uczucie.

      Usuń
  40. Ciekawa wycieczka, chętnie bym pojechała sama na taką :-)
    Ale indywidualnie to masz rację, bo z dziećmi
    to człowiek musi zwracac uwagę na dzieci
    a nie na to co go interesuje.
    Nie rozumiem tych farm strusi,
    mało świń,, krów kurczaków itd itp do jedzenia ?
    To może jeszcze małpy będziemy jedli ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie się ogląda, ale też nie wiem czy chciałabym jeść...

      Usuń
  41. W życiu na Kaszubach nie byłam...może mniej zagranicy ;) trzeba w życie wprowadzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też w Polsce mam jeszcze sporo zaległości, ale pomalutku, ogarniemy:-)

      Usuń