Dziekuję wszystkim za pomysły i refleksje pod ostatnim postem. Jest takie porzekadło: umiesz liczyć, licz na siebie. To się sprawdza w wielu sytuacjach i w wielu rodzinach. Powtórzę to, co napisałam w jednym z komentarzy - dobrze wiedzieć, że w razie potrzeby, możemy liczyć na pomoc życzliwych osób, a nie ma tak pilnych i ważnych spraw, których nie można przełożyć, by pomóc komuś w trudnej sytuacji.
Zakończenie opowieści odgadła Ania z Norwegii, kilka osób było blisko, dwie poszły w rozważaniach o krok za daleko, a nie o to chodziło.
Nasza bohaterka napisała smsy do członków rodziny z informacją, że znalazła w papierach po mężu jakieś aktywa , a że nie potrzebuje dla siebie aż tyle, postanowiła podzielić się z rodziną. Zaproponowała termin i miejsce i poprosiła o odpowiedź.
Nie musiała długo czekać. Nikt jakoś nie był zajęty ważnymi sprawami, ani zapracowany zawodowo, wszystkim pasował i termin, i miejsce.
Dzień przed finałem, seniorka wysłała informacje do zainteresowanych, że sprawa jest nieaktualna, bo to był test /sprawdzian, którego wyniki uwzględni oczywiście w swoim testamencie.
W waszych komentarzach pojawiły sie sugestie , że nie wiemy, czy pani była życzliwa innym, czy sama pomagała, by móc liczyć na rewanż, czy nie zamęczała innych swoimi roszczeniami. Tego nie wiemy. Każda taka opowieść jest jednak dobrą okazją do dyskusji na temat relacji w rodzinach.
Trochę zbaczając z tematu, dodaję moje wyklejanki, by nie zaginęły w szufladzie.





Ba, czyli tak jak już napisałam, pani dobra jest w klocki rozgrywania rodziny. Zapewne robiła to stale, więc i rodzina jest odpowiednio przez nią przeszkolona. Zresztą cała ta historyjka jest bardzo podobna do sytuacji, gdy panie opowiadają sobie przy kawusi jacy głupi są ich mężowie i jak one potrafią nimi manipulować, żeby w końcu dostać co chcą (zawsze w takim przypadku po cichu mam nadzieję, że jednak mąż coś ma z tego życia i po cichu je zdradza).
OdpowiedzUsuńPodziwiam Twoją pewność siebie w ocenianiu ludzi, których nie znasz.
UsuńZazwyczaj dostosowuję swoją pewność do poziomu ogólnie przyjętego w dyskusji :) Zinterpretowałaś jej zachowanie jako oczekiwanie zwykłej życzliwości. To dość pewna ocena, choć w samej sytuacji nic, ani jedna podpowiedź, nie wskazuje na taką cechę głównej bohaterki.
UsuńJak już wspomniałam, nie wnikam tu w psychologiczno-rodzinne podłoże, byłam tylko świadkiem rozmowy.
UsuńCo do pana proszącego o jedzenie. Ostatnio z bratem wpadłam na takiego gagatka, który niby chciał tylko porozmawiać. Mówił, że dopiero wyszedł z więzienia, okradli go a do schroniska dla bezdomnych nie przyjęli bo nie był trzeźwy.
OdpowiedzUsuńNa końcu rozmowy powiedział, że nie życzyłby nikomu popadnięcia w nałóg.
Powiedziałam, że mogłabym się z nim zamienić - o wziąłby moje liczne choroby, które wymieniłam, a ja jego nałóg. Wytknęłam mu, że ja nie miałam wyboru z zapadnięciem na choroby, jak on miał z nałogiem. Mina tego pana - bezcenna. Już się nie odezwał...
Historyjkę potraktowałam bardziej jako żart, tymczasem wywiązała się dyskusja całkiem serio…
OdpowiedzUsuńPrzemawia do mnie uroda nie z tej ziemi.
Pani zrobiła test na medal! Jak w powieści Agathy Christie. Właściwie całkiem słusznie, bo przy okazji popatrzyła na twarze rodziny ;-) Ale jak oni byli w stanie patrzeć jej w twarz, tak prosto w oczy?
OdpowiedzUsuńMnie się ta historia bardzo podoba. I jej zakończenie. Chociaż nie wiem, czy to już całkowite zakończenie, skoro pani zapowiedziała odpowiednie korekty w testamencie;-)
Cóż mogę dodać, mam szczęście. Gdy wynikła mi przeprowadzka, rodzina stanęła na wysokości zadania.
Zapomniałam dodać, że kartki dzisiaj mocno refleksyjne.
Usuń