poniedziałek, 28 września 2026

Obserwacje

 

Słyszymy wielokrotnie, że nastąpił oto upadek obyczajów.
Niewątpliwie tak jest, ale czy to cecha ostatnich lat i czy tylko życia publicznego lub dziennikarstwa dotyczy to zjawisko?

Wiele sytuacji, o których chcę wspomnieć dotyczy zwyczajnie szacunku wobec rozmówcy, słuchacza, klienta, sąsiada...
W życiu codziennym staram się stosować zasadę: traktuj innych tak, jak sama chciałabyś być traktowana.

Z żalem obserwuję, że nie wszyscy podobnej zasady przestrzegają.
Gdy dzwonię do kogoś i słyszę w tle dziwne odgłosy (zapełnianie zmywarki, chowanie naczyń do szafy, strofowanie dzieci lub psa) czuję się gościem niepożądanym, skoro rozmówca po drugiej stronie nie może przerwać na chwilę swoich zajęć, by spokojnie porozmawiać.

Pamiętam, jak pracując w szkole przy stronie internetowej placówki, zadzwoniłam służbowo do opiekuna naszej strony po poradę techniczną. Raz pan był na siłowni, innym razem na stoku i to ja miałam zadzwonić ponownie...no kto tu jest dla kogo?

Gdy uczestniczyłam w lektoracie języka angielskiego na studiach podyplomowych, przysłano nam kiedyś zastępstwo za naszą anglistkę. Pan przyjechała na rowerze, w stroju mocno sportowym i w tych elastycznych gaciach z wkładem żelowym na tyłku prowadził zajęcia.

A co powiedzieć na głośne rozmowy telefoniczne, często przez kamerkę w miejscach publicznych? Nie o młodzież chodzi, a o ludzi statecznych, seniorów... obserwuję w parku kuracjuszy, którzy rozmawiają na głośniku z rodziną, znajomymi, opowiadając co tam panie w uzdrowisku, wymiana uwag na temat jedzenia i osób. Ciekawe, czy rozmówca po drugiej stronie wie, że słucha go połowa spacerowiczów?

Nie lepiej w sklepach - ile razy widzę osoby wielofunkcyjne ( w sumie podziwiam) - rozmawiają przez telefon, płacą przy kasie, w jednej ręce pies, obok dziecko, pani żyje własnym życiem, a że przeszkadza choćby kasjerce?

Muszę wspomnieć o zachowaniach naszych parlamentarzystów czy lokalnych radnych, i to z każdej opcji politycznej. Zachowania niegodne posła czy senatora, awantury na sali sejmowej, awantury na ulicach - i dla takich ludzi ustanowiono immunitet?

A czy podoba Wam się poświęcenie strzelnicy? nikt nie krzyczał o obrazie uczuć religijnych? Przyjeżdża ksiądz, by poświęcić miejsce, gdzie ludzie ćwiczą się w strzelaniu do drugiego człowieka, bo nie oszukujmy się, nie chodzi o strzelanie sportowe na olimpiadzie... 

Szacunek dla sąsiadów? - nie wypuszczaj psa na balkon, by ujadał na wszystko, co się rusza; nie pal papierosów na klatce schodowej; nie trzaskaj drzwiami auta o 2 w nocy...

Inne obserwacje: 
- nie ma gdzie iść z bólem zęba do dentysty, ale na każdej ulicy zrobisz sobie brwi, rzęsy i paznokcie
- na każdym niemal rogu wyrastają kebabownie, a gdzie pizzeria, bar mleczny, bar wege czy naleśnikarnia?
- w Toruniu mijaliśmy dwie wycieczki: jedna, to młodzież szkoły średniej, wszyscy w czarnych bluzach z kapturami, głowy w telefonach.; druga to seniorzy , w kolorowych strojach, roześmiani, panie w pięknych kapelusikach...
- kiedyś  w parku widzieliśmy panią, myjąca ławki, bo niektórzy mają zwyczaj siadania doopą na oparciu, a butami brudzą siedzenia, czy to jakaś nowa moda?

Zazwyczaj optymistycznie patrzę na świat i ludzi, ale przyznaję, 
że coraz trudniej mi to przychodzi...

3 komentarze:

  1. Wszystkie Twoje obserwacje potwierdzają także moje odczucia, a można by dodać jeszcze całą litanię. Niestety, marnym pocieszeniem są nieliczne wyjątki. Może faktycznie ludzi jest za dużo, że zanika szacunek wobec drugiego człowieka jako podstawowy wyznacznik kultury?
    A uliczne kebaby mnie strasznie irytują, tyle ich jakby to polka potrawa narodowa była. A pisałam już u siebie, że nawet w sąsiedniej wsi zniknął sklep, a w tym miejscu powstał salon piękności: paznokcie jest gdzie zrobić, a po chleb mieszkańcy jeżdżą do sąsiednich wiosek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, kosmopolityzm nie jest zły, ale akurat nie w tych przypadkach... Szewca szukasz długo, a tu co chwila Salon Madame Żanet, Studio fryzur Glamour itd.

      Usuń
  2. Glosne rozmowy telefoniczne w sklepach na szczescie prowadzone sa w jakichs dziwnych jezykach, wiec odbieram to jak glosne skrzypienie wozka z zaklinowanym kolkiem.
    Do lez doprowadzaja mnie "madki" ze "słotkim narybkiem" dracym "jape" miedzy regalami z wiszacymi ubraniami bo mamusia musi przymierzyc to i owo co trwa kilka godzin.
    Mlodziez: wchodza do slepu z hulajnogami, ktore torpeduje wszystko, bo podobno nie mozna ich zostawic przed sklepem bo ukradna. A ze komus zahaczonemu leca guziki az z kolniezyka bluzki czy zostaja slady kolka na bucie to gapiostwo starosci a nie aroganckie zachowanie mlodosci.

    OdpowiedzUsuń