wtorek, 10 września 2019

Dynie, miody i chleb ze smalcem...

Podobno letnie dni jeszcze wrócą, ale my wybraliśmy się na pożegnanie lata w skansenie. Wracamy tam co rok, bo impreza jest świetna, klimat swojski, zawsze coś smacznego kupimy, pogadamy z fajnymi ludźmi, pozwiedzamy i spędzamy cały dzień na świeżym powietrzu.
Sobota była deszczowa i takoż zapowiadała się niedziela, ale podjęliśmy ryzyko i opłaciło się, nawet z czasem wyszło słońce.
Zaczęliśmy wizytę w skansenie od obejrzenia stoisk wystawców, w chałupach zaś miejscowe panie i panowie zaczęli przygotowania do wiejskich zajęć, wszak skansen jest żywym muzeum: obróbka lnu, tkanie na krosnach, gotowanie zupy dyniowej i powideł śliwkowych, zbiory chmielu, młócenie zboża, praca na żarnach, naprawa obuwia, kucie podków itp.
Trudny był wybór chleba, tyle rodzajów sprzedawano, pięknie pachniały także swojskie wędliny. Zakupiliśmy chleb razowy i chałkę z kruszonką, kawałek pieczonej kiełbasy, nie odmówiliśmy sobie spróbowania sernika i brownie.
Przy straganie dyniowym podyskutowałam z właścicielem o gatunkach dyni i sposobach przygotowywania tego warzywa, wybrałam dwa rodzaje do wypróbowania, skosztowałam dyni kiszonej, pycha!
W jednej z chat pani przygotowywała tradycyjna zupę dyniową, zaciąganą mlekiem i podawaną z szarymi kluskami- po wielkopolsku to zupa z korbola z nagusami.
Na podwórzu pod stodołą koń o imieniu Bajka pracuje zaprzężony do maneża, który napędza sieczkarnię do słomy.
Panowie w czapkach z zapałem obsługiwali młocarnię wąskomłotną. Zabawne było to, że dla nich to zwyczajne wiejskie zajęcia, a zwiedzający gapili się i robili fotki - no cóż, dla mieszczuchów to niezła gratka...
Spotkaliśmy także sympatycznego kobziarza i nie mogłam sobie odmówić fotki na pamiątkę:-)
A przy stoisku obok próbowałam konfitur na ostro i musztardy z chrzanu z różnymi dodatkami.
Ciekawe były także karczma wiejska oraz dom organisty. Izby bogatszych mieszkańców wsi miały drewniane podłogi i bielone ściany.
Znane nam były miejscowe wiatraki, dwa drewniane i jeden murowany, ale zauważyliśmy w tym roku całkowitą renowację obu drewnianych młynów i można zwiedzić je także od środka.
Muzeum cały czas sie rozwija, na placu obok drewnianego kościoła postępuje rekonstrukcja plebanii z Noskowa, domu o budowie szkieletowej, przeniesionego w całości na teren skansenu.
Nie opuściliśmy także występów na scenie - można było usłyszeć wielkopolskie kapele podwórkowe:
EKA z Gostynia; Pod Rydlem z Kleczewa oraz Szczuny z Sulęcinka. była moc i wesoły nastrój, bo między utworami panowie opowiadali dowcipy:-)
Skansen to nie tylko rekonstrukcje wiejskich zagród. Dokonano także rekonstrukcji dworu wraz z kaplicą i cmentarzem, a obok dworu w starym lamusie obejrzeliśmy wystawę pod nazwa Witaj szkoło. W gablocie widzicie ówczesne tablety na grafitowe rysiki...
W takich zielonych ławkach siedziałam w pierwszych lasach szkoły podstawowej, tyle że nie pisaliśmy już atramentem.
W budynku młyna wodnego zorganizowano wystawę sztuki nieprofesjonalnej twórców z Wielkopolski.
Niezwykła ekspozycja rzeźb i płaskorzeźb o tematyce religijnej, przyrodniczej, weselnej.
Na piętrze budynku wystawa malarstwa, w większości obrazy religijne malowane na drewnie, naśladujące ikony.

Atrakcji na tym festynie było tyle, że na dwa dni by starczyło, z każdą godziną przybywało odwiedzających, ale gdyby komuś było mało, to blisko także na Lednicę, a w drodze powrotnej można wpaść do Gniezna...

Gdyby kogoś interesowały podobne imprezy, co roku w drugą niedzielę września odbywa się pożegnanie lata w skansenie Dziekanowice koło Gniezna.


sobota, 7 września 2019

Życie jak escape room...

Obejrzeliśmy film, który polecam, o ile ktoś lubi takie, bo trzyma bardzo w napięciu, obfituje w zwroty akcji i ciekawe portrety psychologiczne bohaterów. Aby było trudniej, mają oni do pokonania 5 kolejnych pokoi, a w trakcie rozwiązywania zagadki wychodzą na jaw różne ciekawe fakty z życia uczestników.
Nie zdradzę więcej, by nie popsuć niespodzianki, a kto chce, znajdzie w sieci...
(Escape room)

W czasie oglądania nasunęło mi się skojarzenie - nasze życie także jest jak escape room - z jednej strony jest jedną wielką niewiadomą, z drugiej ma jednak swoje reguły, zagadki do rozwiązania, decyzje do podjęcia, nie zawsze sami decydujemy o pomyślnym zakończeniu, bo nawet w finale pomaga nam czasem los lub osoby trzecie.
Jedyną różnicą jest chyba to, że do escape roomu wchodzimy na własne życzenie, a o naszych narodzinach decydują rodzice, choć i ten fakt jest często wynikiem wypadku przy pracy...

Do escape roomu wchodzimy sami lub w towarzystwie, jak w życiu - od nas zależy czy układamy się z losem w pojedynkę czy u boku wybranej osoby, a może jednak to ona nas wybrała?

Każdy wybór
, każda decyzja niosą za sobą jakieś konsekwencje, czasami warto posłuchać życzliwych nam osób, czasem lepiej posłuchać intuicji.
Jeśli na końcu drogi ma spotkać nas nagroda, bywa, że wstrzymuje nas refleksja: czy warto dzielić z kimś radość z wygranej czy jednak lepiej dobiec do mety samodzielnie, bo niby wybieramy samotność, ale i nagroda większa...

Na mecie czyli po wyjściu z pokoju zagadek może spotkać nas rozczarowanie, ale nie ma już odwrotu, drzwi są tylko jedne, możemy jedynie wybrać sposób ich otwarcia. Jak w grze, tak i w życiu uparcie dążysz sam do celu, ufając w swoją inteligencję i nieomylność, często odrzucasz wszelkie formy pomocy, by sobie tylko zawdzięczać sukces.

A co, jeśli po drodze do celu trzeba komuś pomóc lub coś poświęcić? A gwarancji na wdzięczność lub udział w sukcesie nie ma...

środa, 4 września 2019

Plon niesiemy, plon...

By upiec chleb potrzebna jest mąka.
Mąkę mamy ze zboża.
Zboże trzeba zebrać z pól.
Po zbiorach przychodzi czas podziękowania za plony.

W weekend wybraliśmy się na wycieczkę, chyba w ostatnią tak upalną sobotę.
W drodze spotkaliśmy słomiane dekoracje i zaproszenia na miejscowe dożynki.

Dożynki - święto plonów, zakończenie zbiorów, tradycyjne uroczystości pielęgnowane od lat.

Swoje uroczystości dożynkowe mają także działkowcy. Uczestniczyłam kilka razy w takich działkowych dożynkach. Był konkurs na największe okazy warzyw, konkurs na najładniejszy wieniec dożynkowy, degustacja potraw z działkowych zbiorów, zabawa taneczna i gry zręcznościowe.

Gdy odbywałam praktyki studenckie w Bibliotece Politechniki Częstochowskiej we wrześniu, widywałam pielgrzymki rolników przybywające na Jasną Górę z podziękowaniem za plony. Przywozili przepiękne, misternie wyplatane wieńce i ołtarze dożynkowe.
Miałam okazję oglądać cudeńka prawdziwe. Ozdabiały Jasną Górę na bogato i skromnie jednocześnie, nawet nie wiem czy nadal ten zwyczaj funkcjonuje, chyba tak....

Na zdjęciach poniżej dekoracje na polach, które widzieliśmy w drodze, było tego więcej, ale mąż się zbuntował i odmówił ciągłego zatrzymywania auta, bym mogła zrobić fotki.

A jak tam wasze plony? warte dożynek? mam nadzieję, że tak!