Podobno letnie dni jeszcze wrócą, ale my wybraliśmy się na pożegnanie lata w skansenie. Wracamy tam co rok, bo impreza jest świetna, klimat swojski, zawsze coś smacznego kupimy, pogadamy z fajnymi ludźmi, pozwiedzamy i spędzamy cały dzień na świeżym powietrzu.
Sobota była deszczowa i takoż zapowiadała się niedziela, ale podjęliśmy ryzyko i opłaciło się, nawet z czasem wyszło słońce.
Zaczęliśmy wizytę w skansenie od obejrzenia stoisk wystawców, w chałupach zaś miejscowe panie i panowie zaczęli przygotowania do wiejskich zajęć, wszak skansen jest żywym muzeum: obróbka lnu, tkanie na krosnach, gotowanie zupy dyniowej i powideł śliwkowych, zbiory chmielu, młócenie zboża, praca na żarnach, naprawa obuwia, kucie podków itp.
Trudny był wybór chleba, tyle rodzajów sprzedawano, pięknie pachniały także swojskie wędliny. Zakupiliśmy chleb razowy i chałkę z kruszonką, kawałek pieczonej kiełbasy, nie odmówiliśmy sobie spróbowania sernika i brownie.
Przy straganie dyniowym podyskutowałam z właścicielem o gatunkach dyni i sposobach przygotowywania tego warzywa, wybrałam dwa rodzaje do wypróbowania, skosztowałam dyni kiszonej, pycha!
W jednej z chat pani przygotowywała tradycyjna zupę dyniową, zaciąganą mlekiem i podawaną z szarymi kluskami- po wielkopolsku to zupa z korbola z nagusami.
Na podwórzu pod stodołą koń o imieniu Bajka pracuje zaprzężony do maneża, który napędza sieczkarnię do słomy.
Panowie w czapkach z zapałem obsługiwali młocarnię wąskomłotną. Zabawne było to, że dla nich to zwyczajne wiejskie zajęcia, a zwiedzający gapili się i robili fotki - no cóż, dla mieszczuchów to niezła gratka...
Spotkaliśmy także sympatycznego kobziarza i nie mogłam sobie odmówić fotki na pamiątkę:-)
A przy stoisku obok próbowałam konfitur na ostro i musztardy z chrzanu z różnymi dodatkami.
Ciekawe były także karczma wiejska oraz dom organisty. Izby bogatszych mieszkańców wsi miały drewniane podłogi i bielone ściany.
Znane nam były miejscowe wiatraki, dwa drewniane i jeden murowany, ale zauważyliśmy w tym roku całkowitą renowację obu drewnianych młynów i można zwiedzić je także od środka.
Muzeum cały czas sie rozwija, na placu obok drewnianego kościoła postępuje rekonstrukcja plebanii z Noskowa, domu o budowie szkieletowej, przeniesionego w całości na teren skansenu.
Nie opuściliśmy także występów na scenie - można było usłyszeć wielkopolskie kapele podwórkowe:
EKA z Gostynia; Pod Rydlem z Kleczewa oraz Szczuny z Sulęcinka. była moc i wesoły nastrój, bo między utworami panowie opowiadali dowcipy:-)
Skansen to nie tylko rekonstrukcje wiejskich zagród. Dokonano także rekonstrukcji dworu wraz z kaplicą i cmentarzem, a obok dworu w starym lamusie obejrzeliśmy wystawę pod nazwa Witaj szkoło. W gablocie widzicie ówczesne tablety na grafitowe rysiki...
W takich zielonych ławkach siedziałam w pierwszych lasach szkoły podstawowej, tyle że nie pisaliśmy już atramentem.
W budynku młyna wodnego zorganizowano wystawę sztuki nieprofesjonalnej twórców z Wielkopolski.
Niezwykła ekspozycja rzeźb i płaskorzeźb o tematyce religijnej, przyrodniczej, weselnej.
Na piętrze budynku wystawa malarstwa, w większości obrazy religijne malowane na drewnie, naśladujące ikony.
Atrakcji na tym festynie było tyle, że na dwa dni by starczyło, z każdą godziną przybywało odwiedzających, ale gdyby komuś było mało, to blisko także na Lednicę, a w drodze powrotnej można wpaść do Gniezna...
Gdyby kogoś interesowały podobne imprezy, co roku w drugą niedzielę września odbywa się pożegnanie lata w skansenie Dziekanowice koło Gniezna.
wtorek, 10 września 2019
sobota, 7 września 2019
Życie jak escape room...
Obejrzeliśmy film, który polecam, o ile ktoś lubi takie, bo trzyma bardzo w napięciu, obfituje w zwroty akcji i ciekawe portrety psychologiczne bohaterów. Aby było trudniej, mają oni do pokonania 5 kolejnych pokoi, a w trakcie rozwiązywania zagadki wychodzą na jaw różne ciekawe fakty z życia uczestników.
Nie zdradzę więcej, by nie popsuć niespodzianki, a kto chce, znajdzie w sieci...
(Escape room)
W czasie oglądania nasunęło mi się skojarzenie - nasze życie także jest jak escape room - z jednej strony jest jedną wielką niewiadomą, z drugiej ma jednak swoje reguły, zagadki do rozwiązania, decyzje do podjęcia, nie zawsze sami decydujemy o pomyślnym zakończeniu, bo nawet w finale pomaga nam czasem los lub osoby trzecie.
Jedyną różnicą jest chyba to, że do escape roomu wchodzimy na własne życzenie, a o naszych narodzinach decydują rodzice, choć i ten fakt jest często wynikiem wypadku przy pracy...
Do escape roomu wchodzimy sami lub w towarzystwie, jak w życiu - od nas zależy czy układamy się z losem w pojedynkę czy u boku wybranej osoby, a może jednak to ona nas wybrała?
Każdy wybór, każda decyzja niosą za sobą jakieś konsekwencje, czasami warto posłuchać życzliwych nam osób, czasem lepiej posłuchać intuicji.
Jeśli na końcu drogi ma spotkać nas nagroda, bywa, że wstrzymuje nas refleksja: czy warto dzielić z kimś radość z wygranej czy jednak lepiej dobiec do mety samodzielnie, bo niby wybieramy samotność, ale i nagroda większa...
Na mecie czyli po wyjściu z pokoju zagadek może spotkać nas rozczarowanie, ale nie ma już odwrotu, drzwi są tylko jedne, możemy jedynie wybrać sposób ich otwarcia. Jak w grze, tak i w życiu uparcie dążysz sam do celu, ufając w swoją inteligencję i nieomylność, często odrzucasz wszelkie formy pomocy, by sobie tylko zawdzięczać sukces.
A co, jeśli po drodze do celu trzeba komuś pomóc lub coś poświęcić? A gwarancji na wdzięczność lub udział w sukcesie nie ma...
Nie zdradzę więcej, by nie popsuć niespodzianki, a kto chce, znajdzie w sieci...
(Escape room)
W czasie oglądania nasunęło mi się skojarzenie - nasze życie także jest jak escape room - z jednej strony jest jedną wielką niewiadomą, z drugiej ma jednak swoje reguły, zagadki do rozwiązania, decyzje do podjęcia, nie zawsze sami decydujemy o pomyślnym zakończeniu, bo nawet w finale pomaga nam czasem los lub osoby trzecie.
Jedyną różnicą jest chyba to, że do escape roomu wchodzimy na własne życzenie, a o naszych narodzinach decydują rodzice, choć i ten fakt jest często wynikiem wypadku przy pracy...
Do escape roomu wchodzimy sami lub w towarzystwie, jak w życiu - od nas zależy czy układamy się z losem w pojedynkę czy u boku wybranej osoby, a może jednak to ona nas wybrała?
Każdy wybór, każda decyzja niosą za sobą jakieś konsekwencje, czasami warto posłuchać życzliwych nam osób, czasem lepiej posłuchać intuicji.
Jeśli na końcu drogi ma spotkać nas nagroda, bywa, że wstrzymuje nas refleksja: czy warto dzielić z kimś radość z wygranej czy jednak lepiej dobiec do mety samodzielnie, bo niby wybieramy samotność, ale i nagroda większa...
Na mecie czyli po wyjściu z pokoju zagadek może spotkać nas rozczarowanie, ale nie ma już odwrotu, drzwi są tylko jedne, możemy jedynie wybrać sposób ich otwarcia. Jak w grze, tak i w życiu uparcie dążysz sam do celu, ufając w swoją inteligencję i nieomylność, często odrzucasz wszelkie formy pomocy, by sobie tylko zawdzięczać sukces.
A co, jeśli po drodze do celu trzeba komuś pomóc lub coś poświęcić? A gwarancji na wdzięczność lub udział w sukcesie nie ma...
środa, 4 września 2019
Plon niesiemy, plon...
By upiec chleb potrzebna jest mąka.
Mąkę mamy ze zboża.
Zboże trzeba zebrać z pól.
Po zbiorach przychodzi czas podziękowania za plony.
W weekend wybraliśmy się na wycieczkę, chyba w ostatnią tak upalną sobotę.
W drodze spotkaliśmy słomiane dekoracje i zaproszenia na miejscowe dożynki.
Dożynki - święto plonów, zakończenie zbiorów, tradycyjne uroczystości pielęgnowane od lat.
Swoje uroczystości dożynkowe mają także działkowcy. Uczestniczyłam kilka razy w takich działkowych dożynkach. Był konkurs na największe okazy warzyw, konkurs na najładniejszy wieniec dożynkowy, degustacja potraw z działkowych zbiorów, zabawa taneczna i gry zręcznościowe.
Gdy odbywałam praktyki studenckie w Bibliotece Politechniki Częstochowskiej we wrześniu, widywałam pielgrzymki rolników przybywające na Jasną Górę z podziękowaniem za plony. Przywozili przepiękne, misternie wyplatane wieńce i ołtarze dożynkowe.
Miałam okazję oglądać cudeńka prawdziwe. Ozdabiały Jasną Górę na bogato i skromnie jednocześnie, nawet nie wiem czy nadal ten zwyczaj funkcjonuje, chyba tak....
Na zdjęciach poniżej dekoracje na polach, które widzieliśmy w drodze, było tego więcej, ale mąż się zbuntował i odmówił ciągłego zatrzymywania auta, bym mogła zrobić fotki.
A jak tam wasze plony? warte dożynek? mam nadzieję, że tak!
Mąkę mamy ze zboża.
Zboże trzeba zebrać z pól.
Po zbiorach przychodzi czas podziękowania za plony.
W weekend wybraliśmy się na wycieczkę, chyba w ostatnią tak upalną sobotę.
W drodze spotkaliśmy słomiane dekoracje i zaproszenia na miejscowe dożynki.
Dożynki - święto plonów, zakończenie zbiorów, tradycyjne uroczystości pielęgnowane od lat.
Swoje uroczystości dożynkowe mają także działkowcy. Uczestniczyłam kilka razy w takich działkowych dożynkach. Był konkurs na największe okazy warzyw, konkurs na najładniejszy wieniec dożynkowy, degustacja potraw z działkowych zbiorów, zabawa taneczna i gry zręcznościowe.
Gdy odbywałam praktyki studenckie w Bibliotece Politechniki Częstochowskiej we wrześniu, widywałam pielgrzymki rolników przybywające na Jasną Górę z podziękowaniem za plony. Przywozili przepiękne, misternie wyplatane wieńce i ołtarze dożynkowe.
Miałam okazję oglądać cudeńka prawdziwe. Ozdabiały Jasną Górę na bogato i skromnie jednocześnie, nawet nie wiem czy nadal ten zwyczaj funkcjonuje, chyba tak....
Na zdjęciach poniżej dekoracje na polach, które widzieliśmy w drodze, było tego więcej, ale mąż się zbuntował i odmówił ciągłego zatrzymywania auta, bym mogła zrobić fotki.
A jak tam wasze plony? warte dożynek? mam nadzieję, że tak!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















