czwartek, 18 sierpnia 2022

A w Krakowie...

Być tak blisko i nie zajrzeć do Krakowa? Dwie i pół godziny busem i wysiedliśmy na dworcu autobusowym. Obwarzanki zakupiwszy, ruszyliśmy ku Sukiennicom.

 Tłum większy, niż dwa lata temu, gwarno, stoiska z różnościami pod Sukiennicami, ceny dla turystów zagranicznych raczej.

W drodze na rynek oczywiście obowiązkowe fotki przy obrazach i Barbakanie, rzut oka na Bramę Floriańską i ruszamy w poszukiwaniu Muzeum Czartoryskich. Jeszcze telefon do rodzinki i konsultacja, że pewnie nie uda się bez rezerwacji biletu przez Internet.... a tu niespodzianka!

Bilety nie tylko są, ale w dodatku gratisowe, hurra! Pan ochroniarz oświecił nas  jeszcze w tym , że o 10.00 czekało na wejście ze 100 osób, a my tu z marszu, niesamowite!



Czekaliśmy na to długo, bo najpierw remont, potem pandemia, więc nie mogliśmy uwierzyć w swoje szczęście. Ekspozycja cudnie zaplanowana, można przysiąść na ławeczkach i kontemplować, nawet dzieci specjalnie nie przeszkadzały w odbiorze.
Bardzo podobał mi się przestronny dziedziniec i pomost łączący skrzydła muzeum , była też winda oraz inne udogodnienia dla niepełnosprawnych.




Wszystkich zbiorów nie ma sensu tutaj opisywać, kilku postów wymagałby ten zabieg, ale muszę wspomnieć o jednej sali, gdzie w półmroku i kompletnej ciszy czekała na zwiedzających "Dama z gronostajem". Nikt mi nie powie, ze nie ma różnicy między zobaczeniem obrazu na żywo, a oglądaniem reprodukcji czy zdjęcia w Internecie. Takie samo silne wrażenie zrobiła na mnie Flora Rembrandta, oglądana dawno temu w Muzeum Narodowym w Warszawie.


Opuściwszy jedno skrzydło muzeum skierowaliśmy się do drugiego z ekspozycją sztuki starożytnej.
Zbiory dużo mniejsze, ale jeszcze nie wszystko zostało wystawione, remont jeszcze trwa.



Po takich przeżyciach trzeba było wypić kawę w zacisznym miejscu i zjeść lody. 
Podreperowani fizycznie ruszyliśmy na Wawel.


Tu oczywiście sesja zdjęciowa z kwiatami i kilka rund po dziedzińcach, by napawać się znanymi widokami. Wnętrza udało się nam zwiedzić dwa lata wstecz, bo w czasie pandemii łatwo było o bilety.


Tym razem dotarliśmy do ogrodów zamkowych, które nie tak okazałe, jak w Książu, ale pięknie zaprojektowane i z bonusem, bo wewnątrz zaskoczyła nas mile wystawa rzeźb. Nie znam się na sztuce, ale podobały mi się wariacje na temat fauny egzotycznej i rodzimej.



Czego tam nie było! pawie, smoki, flamingi, sowy, owce, mrówki giganty itp.


Czas krakowski niemiłosiernie nam się kończył, zjedliśmy jeszcze obiad w restauracji Gate of India, bo tylko tam nie było ludzi, danie smaczne, lekkostrawne i na naszą kieszeń. Kelner tyle razy nam się kłaniał i dziękował, że aż mi głupio było...


Na koniec nie omieszkaliśmy odwiedzić Sukiennice, kupić kolejne obwarzanki, bo pyszne i znajomym szlakiem skierować kroki do dworca autobusowego, bo przed nami dwie i pół godziny drogi powrotnej do Zawoi,  z pięknymi widokami, przez Maków Podhalański i Suchą Beskidzką.

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Podsłuchane w Zawoi...


1. Kasa zmienia ludzi - rozmowa w busie do Krakowa
- widzę Stasiek, że jeszcze jeździsz liniowym, a kiedy na emeryturę?
- nigdy, jo to lubie, a zresztą kto dzisiaj z emerytury wyżyje?
- a wiesz, wczoraj wiózł nas Kazik, ale odkąd doszedł do piniędzy, to honorny taki, nie kłanio się, opryskliwy jakiś!
- no toć wiadomo, że kasa zmienia ludzi....



( stylizowane na stare chałupy drogie rezydencje)

2. Czym palicie sąsiedzie? - rozmowa na przystanku

- węgiel kupiliście, sąsiedzie, bo na składzie ino piasek i cement teraz, przebranżowili się czy jak?

- a gdzie tam, nawet jakby był, to za co? 

- to cym palicie, jak nocki zimne?

- jak to cym? cym popadnie, drzewo, plastik, stare meble...

( ogłoszenie na przystanku)


3. Przez Internet nie to samo... - kierowca zagaduje pasażerów

- a witam, witam, przerwa w urlopie, że do Krakowa jedziecie?

- a nie, my już na emeryturze, domek mamy w Zawoi, ale jedziemy rachunki popłacić i pocztę odebrać, bo to już sierpień dawno...

- no jak to, przecież teraz wszystko przez Internet, nawet rachunki, zakupy i leczenie...

- a nie, nie ma to, jak osobiście, Internety to dla młodych!


( w Zawoi zrealizowano szwajcarski projekt , w ramach którego 3007 domów zaopatrzono w panele słoneczne, ale palenie drewnem jest cały czas powszechne )

4 . Tu Putin nie dotrze - rozmowa przed leśniczówką

- piękny zakątek pan tu zorganizował, drewniane domki, ognisko, szkółka leśna....

- można wynająć na imprezę ze znajomymi, tylko zadzwonić trzeba wcześniej

- sporo domów tu się buduje, gdzie nie idziemy, to nowe wille i domki letniskowe

- a tak, mówią, że Zawoja ostatnio modna, bo tu Putin nie dotrze...

- ale dzikich terenów ubywa, gdyby nie park narodowy...

- co tam dzicz, pieniądz rządzi światem, a bogaty lubi luksusy, po górach nie chodzi, tylko w jacuzzi siedzi......

( domki z sauną i jacuzzi powstają jak grzyby po deszczu...)

czwartek, 11 sierpnia 2022

Zdradliwa góra

 Babia Góra słynie z tego, że kapryśna jest, potrafi zaskoczyć pogodą, więc trzeba zabrać plecak z wyposażeniem na każdą okoliczność, nawet rękawiczki i termos z herbatą mogą się przydać.

Wybraliśmy się na szlak łatwiejszy, z Przełęczy Krowiarki, kiedyś musieliśmy prosić właścicielkę kwatery o podwiezienie tam, teraz kursuje busik specjalnie dla wspinaczy.

Pogodę zapowiadali dobrą, bez upału, ale i bez deszczu czy burzy. Do Sokolicy (pierwsza platforma widokowa) idzie się ciągle pod górę, ale widoki zachwycają. Nie tym razem jednak. Mgła wzięła nas w swoje objęcia i nie chciała puścić.



Tu jeszcze było ciepło, ale żmije na szczęście stroniły od ludzi...
Myślałam, że turyści w klapkach to już legenda, ale przysięgam, że w drodze powrotnej mijałam kobietę w japonkach, spódniczce mini i bluzeczce, bez plecaka. nie wiem, jak przetrwała na górze wiatr i zimno, ale i tak weszła dość wysoko.



Przepraszam za wrzucanie zdjęć ze swoim wizerunkiem, ale chciałam, byście zobaczyli, jak na górze było zimno, wręcz zimowo!
Nie zostaliśmy więc długo na Diablaku ( 1725m) , woleliśmy zejść 200m niżej, w stronę Małej Babiej Góry, bo tam i cieplej, i widoki lepsze.


A droga powrotna to już była bajka. Z kawą i szarlotką w schronisku i takim dialogiem z przygodnym turystą:
- czy mogę się przysiąść?
- za pół pani szarlotki bez zastrzeżeń
- ale za chwilę dojdzie mąż z kawą, więc dwie osoby
- nie ma sprawy, ale czy mogę wymienić pól ciastka na długopis?
Niestety długopisu nie miałam przy sobie, więc pan poszedł szukać dalej.





Piękne widoki, cieplejsza aura, jagody i maliny na wyciagnięcie ręki.


Czy ma ktoś pomysł, co to za odcisk na skale obok moich butów?


Roślinność pod Babią Górą zawsze zachwyca...

Tak oto, na 60 urodziny zrobiłam sobie prezent z wejścia na kapryśną górę i dałam radę.
 I jestem z siebie dumna.