Każda branża ma swoje naleciałości, zawodowe zboczenia i przywary, ale gdy w wiadomościach występują przedstawiciele tzw. służb mundurowych to mam wrażenie, że znalazłam się w jakimś Matrixie lub co najmniej innym kraju, gdzie ludzie mówią do mnie niby po polsku, ale jakimś dziwnym językiem. Może odbywają szkolenia z komunikacji specjalnej, bo normalnie o zwykłych rzeczach ludzie tak nie rozmawiają. Dotyczy to zarówno policjantów, strażaków, jak i wojskowych.
Przykłady? Proszę bardzo, zaczęłam już zapisywać niektóre wypowiedzi lub ich fragmenty, bo są prawdziwymi perełkami i trzeba trochę czasu, żeby daną wypowiedź przetrawić.
Wszystkie cytuję po zapisaniu wprost z audycji TV:
- po godzinie wykonywania czynności reanimacyjnych przez ratowników nie udało się odzyskać czynności życiowych u poszkodowanego mężczyzny
- mężczyzna po wykonaniu czynności z jego udziałem został zwolniony do domu
- kierujący pojazdem marki opel wykonał niedozwolony manewr skrętu w lewo, przez którą to czynność naraził innych uczestników ruchu na zagrożenie katastrofą w ruchu drogowym
- funkcjonariusze przybyli na miejsce zdarzenia dokonali zatrzymania podejrzanych w celu wyjaśnienia okoliczności zdarzenia
- komisja zbadała wszystkie okoliczności zaistniałego zdarzenia i nie stwierdzono żadnych uchybień w zakresie czynności objętych procedurami
- więźniowie objęci zostali programem uczestnictwa w pracach na rzecz społeczności lokalnej w ramach akcji przywracania osadzonych na łono społeczeństwa
- w ostatnim czasie zmniejszyła się liczba zdarzeń o znamionach przestępstwa, zanotowano natomiast sporo wykroczeń o charakterze chuligaństwa i wandalizmu
Wystarczy tych przykładów, bo już kręci mi się w głowie, a po pewnym czasie muszę przypominać sobie, jak mówi się pozamundurowo.
środa, 31 grudnia 2014
wtorek, 30 grudnia 2014
W krainie baśni...
Z cyklu fajny film widziałam... tym razem "Czarownica" z Angeliną Jolie w roli głównej.
Od razu dodam, że dla mnie tytuł w wersji polskiej nie bardzo trafiony, jak zresztą większość tytułów proponowanych przez dystrybutorów. Film obejrzałam z przyjemnością, zapominając momentami, iż jest to kolejna wersja baśni o Śpiącej Królewnie.Po obejrzeniu zaglądałam do recenzji i uważam, że są niesprawiedliwe. Każdy lubi inny rodzaj filmu, każdy film jest dobry na różne okazje. Z radością oderwałam się od przyziemnej rzeczywistości niektórych produkcji, nawet się wzruszyłam, bo przecież nie chodzi o to z jakim rodzajem baśni mamy do czynienia,ale jakie emocje potrafi taka opowieść w nas wywołać. Jeśli powie ktoś, że to mało ambitne, cóż... każdego wzrusza co innego. Wolę taki przekaz od super ambitnych czy jak niektórzy nazywają artystycznych produkcji, po obejrzeniu których muszę się długo zastanawiać, co poeta miał na myśli. Jak dla mnie całość była piękna, zakończenie wymowne, z tzw. przesłaniem, efekty malownicze, trochę strasznie i trochę śmiesznie, nastrój iście baśniowy, ale nie bajkowy.
Warto obejrzeć.
(fotos ze strony filmweb.pl)
Od razu dodam, że dla mnie tytuł w wersji polskiej nie bardzo trafiony, jak zresztą większość tytułów proponowanych przez dystrybutorów. Film obejrzałam z przyjemnością, zapominając momentami, iż jest to kolejna wersja baśni o Śpiącej Królewnie.Po obejrzeniu zaglądałam do recenzji i uważam, że są niesprawiedliwe. Każdy lubi inny rodzaj filmu, każdy film jest dobry na różne okazje. Z radością oderwałam się od przyziemnej rzeczywistości niektórych produkcji, nawet się wzruszyłam, bo przecież nie chodzi o to z jakim rodzajem baśni mamy do czynienia,ale jakie emocje potrafi taka opowieść w nas wywołać. Jeśli powie ktoś, że to mało ambitne, cóż... każdego wzrusza co innego. Wolę taki przekaz od super ambitnych czy jak niektórzy nazywają artystycznych produkcji, po obejrzeniu których muszę się długo zastanawiać, co poeta miał na myśli. Jak dla mnie całość była piękna, zakończenie wymowne, z tzw. przesłaniem, efekty malownicze, trochę strasznie i trochę śmiesznie, nastrój iście baśniowy, ale nie bajkowy.
Warto obejrzeć.
(fotos ze strony filmweb.pl)
niedziela, 28 grudnia 2014
Spacer czy zakupy?
Lekki mróz i słońce to idealna pogoda na spacer. Lubię spacery, długie i męczące, bo po takiej wędrówce czuję, że naprawdę odpoczywam. Spacer wymiata z głowy wszystkie śmieci, niechciane emocje, a zmęczenie fizyczne pozwala poczuć te mięśnie i części ciała, o których istnieniu czasem zapominamy. Jeśli dodać do tego jeszcze podziwianie uroków przyrody i zdrowy apetyt na poświąteczne smakołyki, to są to same zalety. Spacer wczorajszy był długi i żeby posilić się w trakcie wstąpiliśmy do sklepu po jakieś bułki(ciepłe i pachnące). Sklep był duży, ludzi tez sporo, a przyszli wcale nie po niezbędne artykuły. Większość, jak wynikało z naszych obserwacji przyszła z tęsknoty za zakupami. Oglądali, czytali etykiety, rozpakowywali paczki, porównywali, a przecież za nami tylko dwa dni przerwy zakupowych szaleństw. Czy nie lepiej, oderwawszy się od biesiadowania pójść do parku, pojechać za miasto, pielgrzymować (pieszo) do różnych kościołów, żeby obejrzeć szopki? Jak mają się do tego pomysły polityków czy innych decydentów, aby pozamykać galerie handlowe i supermarkety w niedziele i święta? Gdzie będą chodzić nasi obywatele po kościele? Mieszkam między kościołem, a tzw. skwerem handlowym( idiotyczna nazwa) i często obserwuję, jak prosto po mszy tłumy całe ruszają do marketu, aby uzupełnić duchowe doświadczenie o prozę codziennego bytu. Przecież gdyby nie było chętnych na spacery po galeriach w dni wolne od pracy, pewnie trzeba by je zamknąć, a może się mylę... A co w takim razie z kinami, restauracjami, muzeami?
Skoro wolne należy się pracownikom galerii i marketów, to chyba także pracownikom kin i innych instytucji rozrywki?
Tu kojarzy mi się święte oburzenie na pracę w niedziele, a co z pracą w domu? Gotowanie obiadu to też praca, tak jak zmywanie, prasowanie itp. Zostawmy więc idee filozofom i ich teoretycznym rozważaniom.
Skoro wolne należy się pracownikom galerii i marketów, to chyba także pracownikom kin i innych instytucji rozrywki?
Tu kojarzy mi się święte oburzenie na pracę w niedziele, a co z pracą w domu? Gotowanie obiadu to też praca, tak jak zmywanie, prasowanie itp. Zostawmy więc idee filozofom i ich teoretycznym rozważaniom.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


