Państwo X mają pięcioro dzieci, każde z lekkim upośledzeniem umysłowym.
Raz już stracili część praw rodzicielskich, bo zaglądali do kieliszka, a do pracy żadne z rodziców nie miało zapału.
Cała piątka ich pociech trafiła do domu dziecka, oni sami obiecali poprawę.
Sytuacja polepszyła się, dostali 2,5 tysiąca na dzieci, ale okazja do picia powróciła, wszak znów było za co kupić. Dzieci ponownie wylądowały w bidulu. Państwo X poszli na odwyk, bardzo chcieli znów odzyskać dzieci (albo raczej 500+), starali się o nowe mieszkanie od miasta.
Po ustabilizowaniu sytuacji dzieci im oddano, pan X nawet założył jednoosobową firmę usługową (chociaz o założeniu teczki na dokumenty już nie pomyślał). Dostali mieszkanie socjalne, kupili meble i czwarty telewizor, bo trzy poprzednie dzieci zniszczyły w trakcie zabawy( taka jest oficjalna wersja). Pech chciał, że pan X zawiesił nowy odbiornik na ścianie i chyba zrobił to niefachowo, bo telewizor spadł i rozbił się.
Pani X , mając prawo jazdy zakupiła stare auto za tysiąc złotych, chociaż nie jeździła od 16 lat.
A że do baku trza od czasu do czasu coś wlać? Ubezpieczenie i inne takie - kto by myślał o takich rzeczach, z dziećmi dość roboty i szóste w drodze. Ale auto jest i stoi na podwórku.
Panu X znudziła się firma , zalega z ZUSem za kilka miesięcy, w domu dość roboty, żonie trzeba pomóc.
Dzieci dostają w szkole śniadanie i obiad, podręczniki, w świetlicy socjoterapeutycznej podwieczorek i pomoc w odrabianiu lekcji.
Rodzinie przydzielono asystenta, by pilnował wydatkowanie 500+ bo zawistni sąsiedzi donieśli, że państwo X wrócili do złych nawyków.
Wkrótce państwo X otrzymywać będą 3 tysiące na dzieci, dodatkowo 1500zł dostaną na wyprawkę dla dzieci w wieku szkolnym.
Nie sądzę by pan X wznowił działalność usługową, w końcu szóste dziecko w drodze...
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to pani X otrzyma emeryturę za "wychowanie"gromadki dzieci, takie są plany naszego rządu.
niedziela, 29 kwietnia 2018
środa, 25 kwietnia 2018
W promieniu kilku kilometrów...
O ile zdrowie i pogoda pozwalają, staramy się każdy niemal weekend poświęcać poznawaniu nowych i odwiedzaniu znanych miejsc.
Tak było i minionej niedzieli. Mieliśmy pojechać do Kórnika by podziwiać w arboretum kwitnące magnolie, ale doszliśmy do wniosku, że ludzi będzie tam mnóstwo, więc raczej odwiedzimy znany nam Śmiełów, zaliczając także sąsiednie miejsca warte zobaczenia.
Ten piękny pałac w stylu klasycystycznym z 1797 roku to obecnie Muzeum Adama Mickiewicza.
Budowla otoczona jest urokliwym parkiem. W nim znajdziecie nie tylko bogatą roślinność, ławeczki i mostki, ale także ogródek Zosi, popiersie wieszcza Adama oraz tablicę upamiętniającą dąb sadzony rękami poety.
Pałac należał do rodów Gorzeńskich i Chełkowskich i gościł w swych murach także Henryka Sienkiewicza, Ignacego Jana Paderewskiego, generała Hallera.
Posiadłość leżała na granicy zaborów rosyjskiego i pruskiego i stanowiła punkt przerzutowy w czasie powstań narodowych. Mickiewicz przebywał tam w 1831 roku pod przybranym nazwiskiem Adam Muhl jako kuzyn gospodarzy.
Kolejne sale wystawowe poświęcone są wybranym aspektom życia i twórczości Mickiewicza:
- sala kolejnych wydań Pana Tadeusza w różnych językach
- sala kultu poety (maska pośmiertna, pamiątki z pogrzebu, medale, portrety itp.)
- sala dedykowana Dziadom (plakaty teatralne, projekty scenografii, zdjęcia ze spektakli)
Moją uwagę przyciągnął granatowy gabinet , w którym odbywały się onegdaj spotkania loży masońskiej, bo pisałam pracę magisterską na temat dziejów masonerii w Polsce.
Ślady twórczości Mickiewicza widoczne są w każdej niemal komnacie, jak powyżej: cymbały, róg czy figurka Zosi z Pana Tadeusza.
W prawym górnym rogu piękna galeria ciągnąca się dookoła pałacu, bogato ukwiecona, z niej wchodzi się po kolei do poszczególnych pomieszczeń.
Parkiety skrzypią, pokoje urządzone tak, jakby przed chwilą opuścili je goście i poszli na spacer po parku...
Ze Śmiełowa szlak powiódł nas do Pyzdr, założonych przez Henryka Pobożnego. Miejscowość mała, ale może pochwalić się dwoma zabytkowymi kościołami, w tym jednym przyklasztornym, a i w rynku zauważyliśmy dwa bardzo stare drewniane domy z tabliczkami "obiekt zabytkowy".
W budynku byłego klasztoru mieści się Muzeum Ziemi Pyzdrskiej (prawda, że trudna nazwa?). Zbiory może niezbyt imponujące, ale zachwycają już stare mury i freski oraz dziedziniec klasztorny, gdzie do kontemplacji zaprasza figurka Matki Boskiej oraz kwitnące szafirki, stokrotki i fiołki.
Kolejna miejscowość to Kołaczkowo, gdzie znaleźliśmy dwór Reymonta. Niestety mieści się tam teraz szkoła, więc izba pamięci pisarza w niedziele zamknięta...
Na całej tej trasie nie uświadczysz turysto ani kawy, ani obiadu, dobrze, że mieliśmy kanapki i termos z herbatą.
Jeszcze na trasie sanktuarium w Biechowie, okazały kościół wraz z otoczeniem (skwer, droga krzyżowa, ławeczki, ołtarz polowy), służącym miejscowym za namiastkę parku, bo widziałam spacerujących rodziców z dziećmi.
To jeszcze nie koniec wycieczki, przed nami Nowa Wieś Królewska, a tam zabytkowy drewniany kościółek i poniżej na zdjęciu Pałac Biskupi w miejscowości Ciążeń. Wyobrażacie sobie, że biskupi mieli kiedyś letnią rezydencję tego formatu? Dziś znajduje się tu Dom Pracy Twórczej pracowników UAM w Poznaniu. Wokół pałacu rozciąga się kaskadowy ogród oraz park, trochę niestety zaniedbany.
I wreszcie punkty widokowe na trasie wycieczki, których jest sporo, można było nawet zatrzymać się przy szosie i podziwiać siedliska ptaków przez lunetę.Nasz aparat niestety nie jest na tyle dobry, by widziane z daleka ptaki uwiecznić na zdjęciach.
Wracaliśmy do domu prowadzeni nawigacją przez Powidz, spory szmat drogi przez lasy, w których skryły się domki letniskowe. Okolica piękna, ale czy letnikom nie zakłócają ciszy startujące z lotniska wojskowego samoloty?
Całodniowa wycieczka skutkowała mnóstwem wrażeń, zbolałymi nogami i głową pękająca od ilości informacji, ale satysfakcja nie do opisania:-)
Wielkopolska skrywa wiele takich atrakcji!
Tak było i minionej niedzieli. Mieliśmy pojechać do Kórnika by podziwiać w arboretum kwitnące magnolie, ale doszliśmy do wniosku, że ludzi będzie tam mnóstwo, więc raczej odwiedzimy znany nam Śmiełów, zaliczając także sąsiednie miejsca warte zobaczenia.
Ten piękny pałac w stylu klasycystycznym z 1797 roku to obecnie Muzeum Adama Mickiewicza.
Budowla otoczona jest urokliwym parkiem. W nim znajdziecie nie tylko bogatą roślinność, ławeczki i mostki, ale także ogródek Zosi, popiersie wieszcza Adama oraz tablicę upamiętniającą dąb sadzony rękami poety.
Pałac należał do rodów Gorzeńskich i Chełkowskich i gościł w swych murach także Henryka Sienkiewicza, Ignacego Jana Paderewskiego, generała Hallera.
Posiadłość leżała na granicy zaborów rosyjskiego i pruskiego i stanowiła punkt przerzutowy w czasie powstań narodowych. Mickiewicz przebywał tam w 1831 roku pod przybranym nazwiskiem Adam Muhl jako kuzyn gospodarzy.
Kolejne sale wystawowe poświęcone są wybranym aspektom życia i twórczości Mickiewicza:
- sala kolejnych wydań Pana Tadeusza w różnych językach
- sala kultu poety (maska pośmiertna, pamiątki z pogrzebu, medale, portrety itp.)
- sala dedykowana Dziadom (plakaty teatralne, projekty scenografii, zdjęcia ze spektakli)
Moją uwagę przyciągnął granatowy gabinet , w którym odbywały się onegdaj spotkania loży masońskiej, bo pisałam pracę magisterską na temat dziejów masonerii w Polsce.
Ślady twórczości Mickiewicza widoczne są w każdej niemal komnacie, jak powyżej: cymbały, róg czy figurka Zosi z Pana Tadeusza.
W prawym górnym rogu piękna galeria ciągnąca się dookoła pałacu, bogato ukwiecona, z niej wchodzi się po kolei do poszczególnych pomieszczeń.
Parkiety skrzypią, pokoje urządzone tak, jakby przed chwilą opuścili je goście i poszli na spacer po parku...
Ze Śmiełowa szlak powiódł nas do Pyzdr, założonych przez Henryka Pobożnego. Miejscowość mała, ale może pochwalić się dwoma zabytkowymi kościołami, w tym jednym przyklasztornym, a i w rynku zauważyliśmy dwa bardzo stare drewniane domy z tabliczkami "obiekt zabytkowy".
W budynku byłego klasztoru mieści się Muzeum Ziemi Pyzdrskiej (prawda, że trudna nazwa?). Zbiory może niezbyt imponujące, ale zachwycają już stare mury i freski oraz dziedziniec klasztorny, gdzie do kontemplacji zaprasza figurka Matki Boskiej oraz kwitnące szafirki, stokrotki i fiołki.
Kolejna miejscowość to Kołaczkowo, gdzie znaleźliśmy dwór Reymonta. Niestety mieści się tam teraz szkoła, więc izba pamięci pisarza w niedziele zamknięta...
Na całej tej trasie nie uświadczysz turysto ani kawy, ani obiadu, dobrze, że mieliśmy kanapki i termos z herbatą.
Jeszcze na trasie sanktuarium w Biechowie, okazały kościół wraz z otoczeniem (skwer, droga krzyżowa, ławeczki, ołtarz polowy), służącym miejscowym za namiastkę parku, bo widziałam spacerujących rodziców z dziećmi.
To jeszcze nie koniec wycieczki, przed nami Nowa Wieś Królewska, a tam zabytkowy drewniany kościółek i poniżej na zdjęciu Pałac Biskupi w miejscowości Ciążeń. Wyobrażacie sobie, że biskupi mieli kiedyś letnią rezydencję tego formatu? Dziś znajduje się tu Dom Pracy Twórczej pracowników UAM w Poznaniu. Wokół pałacu rozciąga się kaskadowy ogród oraz park, trochę niestety zaniedbany.
I wreszcie punkty widokowe na trasie wycieczki, których jest sporo, można było nawet zatrzymać się przy szosie i podziwiać siedliska ptaków przez lunetę.Nasz aparat niestety nie jest na tyle dobry, by widziane z daleka ptaki uwiecznić na zdjęciach.
Wracaliśmy do domu prowadzeni nawigacją przez Powidz, spory szmat drogi przez lasy, w których skryły się domki letniskowe. Okolica piękna, ale czy letnikom nie zakłócają ciszy startujące z lotniska wojskowego samoloty?
Całodniowa wycieczka skutkowała mnóstwem wrażeń, zbolałymi nogami i głową pękająca od ilości informacji, ale satysfakcja nie do opisania:-)
Wielkopolska skrywa wiele takich atrakcji!
niedziela, 22 kwietnia 2018
Skąd się biorą dzieci?
Ciekawe, ile razy słyszeliście takie pytanie?
Nawet gdyby nie było postawione wprost, prędzej czy później trzeba zmierzyć się z odpowiedzią...
Niektórzy preferują odpowiedź szczere do bólu, bez upiększeń i metafor, inni uciekają się do opowieści o kwiatkach i motylkach, jeszcze inni zdają się na literaturę fachową lub filmy edukacyjne.
A dzieci interesują się tą tematyką w coraz młodszym wieku.
Najgorzej chyba, gdy zostawiamy je same sobie i narażamy na wulgarne historyjki opowiadane przez starszych kolegów.
Nie oszukujmy się, szkolne wychowanie do życia w rodzinie to nieporozumienie. W dodatku treści zakamuflowane w ten czy inny sposób (niektórych prowadzących zajęcia krępuje ten temat) zderzają się z treściami czysto fizjologicznymi na lekcjach biologii w starszych klasach.
A ilu rodziców ma odwagę i wiedzę by swoim dzieciom przekazać w odpowiedni sposób treści z zakresu wychowania seksualnego?
Pamiętam z opowieści babci,która urodziła się na wsi w 1905 roku, że w czasach jej młodości nawet mężatki często nie były świadome prokreacji, ba - nawet nie każdą mąż widział nago...
Dziś próg inicjacji seksualnej obniża się ciągle, ale świadomość młodzieży w tej dziedzinie nie idzie w parze z wczesnym rozpoczynaniem współżycia seksualnego. Obserwuję spore zainteresowanie już małych dzieci tą tematyką, wszak w bibliotece stoją na półce takie książki, nie są zamknięte ani zakazane. Starsza młodzież sięga po nie w czytelni nieśmiało, ale do domu wypożyczyć nie chce, w obawie przed reakcją rodziców.
Młodsze dzieci obserwują starszych kolegów i ciekawość prowadzi je do tych samych półek.
- Proszę pani, a oni oglądają te książki ze świństwami!
- To znaczy jakie?
- No takie z dzieckiem w brzuchu...
- Dziecko w brzuchu mamy to świństwo? A wy skąd się wzięłyście na świecie?
Dziewczynki tajemniczo się uśmiechają i uciekają. Gdy wracają pokazuję im książeczki przeznaczone dla ich wieku, tłumaczące w prosty sposób skąd się wzięły na świecie.
Innym razem słyszę w czytelni rozmowę dziewczynek, które oglądają album ze zdjęciami kotów:
- Moja kotka urodziła dwa czarne kociaki
- Ale wy nie macie kocura!
- A po co kocur? Ona urodziła bez kocura.
- Moja mam mówi, że musi być kocur, żeby były małe kotki!
- Ale ona chodzi tylko polować na myszy!
- A skąd wiesz czy nie spotyka się z kocurem?
- Na pewno nie, bo zawsze przynosi jakąś mysz.
Nie jest łatwo z własnym dzieckiem rozmawiać o seksie, czy dzieci własne, czy wnuki trzeba nie lada dyplomacji, wiek rozmówcy też ma znaczenie. Oby nie zdarzyło się tak, jak w tym dowcipie, gdy ojciec zwraca się do syna:
- Chodź synku, porozmawiamy o seksie..
- No dobra tato, to co chciałbyś wiedzieć?
Nawet gdyby nie było postawione wprost, prędzej czy później trzeba zmierzyć się z odpowiedzią...
Niektórzy preferują odpowiedź szczere do bólu, bez upiększeń i metafor, inni uciekają się do opowieści o kwiatkach i motylkach, jeszcze inni zdają się na literaturę fachową lub filmy edukacyjne.
A dzieci interesują się tą tematyką w coraz młodszym wieku.
Najgorzej chyba, gdy zostawiamy je same sobie i narażamy na wulgarne historyjki opowiadane przez starszych kolegów.
Nie oszukujmy się, szkolne wychowanie do życia w rodzinie to nieporozumienie. W dodatku treści zakamuflowane w ten czy inny sposób (niektórych prowadzących zajęcia krępuje ten temat) zderzają się z treściami czysto fizjologicznymi na lekcjach biologii w starszych klasach.
A ilu rodziców ma odwagę i wiedzę by swoim dzieciom przekazać w odpowiedni sposób treści z zakresu wychowania seksualnego?
Pamiętam z opowieści babci,która urodziła się na wsi w 1905 roku, że w czasach jej młodości nawet mężatki często nie były świadome prokreacji, ba - nawet nie każdą mąż widział nago...
Dziś próg inicjacji seksualnej obniża się ciągle, ale świadomość młodzieży w tej dziedzinie nie idzie w parze z wczesnym rozpoczynaniem współżycia seksualnego. Obserwuję spore zainteresowanie już małych dzieci tą tematyką, wszak w bibliotece stoją na półce takie książki, nie są zamknięte ani zakazane. Starsza młodzież sięga po nie w czytelni nieśmiało, ale do domu wypożyczyć nie chce, w obawie przed reakcją rodziców.
Młodsze dzieci obserwują starszych kolegów i ciekawość prowadzi je do tych samych półek.
- Proszę pani, a oni oglądają te książki ze świństwami!
- To znaczy jakie?
- No takie z dzieckiem w brzuchu...
- Dziecko w brzuchu mamy to świństwo? A wy skąd się wzięłyście na świecie?
Dziewczynki tajemniczo się uśmiechają i uciekają. Gdy wracają pokazuję im książeczki przeznaczone dla ich wieku, tłumaczące w prosty sposób skąd się wzięły na świecie.
Innym razem słyszę w czytelni rozmowę dziewczynek, które oglądają album ze zdjęciami kotów:
- Moja kotka urodziła dwa czarne kociaki
- Ale wy nie macie kocura!
- A po co kocur? Ona urodziła bez kocura.
- Moja mam mówi, że musi być kocur, żeby były małe kotki!
- Ale ona chodzi tylko polować na myszy!
- A skąd wiesz czy nie spotyka się z kocurem?
- Na pewno nie, bo zawsze przynosi jakąś mysz.
Nie jest łatwo z własnym dzieckiem rozmawiać o seksie, czy dzieci własne, czy wnuki trzeba nie lada dyplomacji, wiek rozmówcy też ma znaczenie. Oby nie zdarzyło się tak, jak w tym dowcipie, gdy ojciec zwraca się do syna:
- Chodź synku, porozmawiamy o seksie..
- No dobra tato, to co chciałbyś wiedzieć?
Subskrybuj:
Posty (Atom)











