wtorek, 31 sierpnia 2021

Przerażające...

 

Słyszeć informacje w mediach o powikłaniach covidowych to jedno, a wysłuchać relacji osób, które przetestowały owego wirusa na sobie, to dwie różne sprawy. 
To, co odległe i poza naszym doświadczeniem wydaje się przerysowane i mało prawdopodobne.

Ostatnio miałam jednak okazję wysłuchać opowieści o przebiegu covid-19 u osób w różnym wieku, które nawet nie potrafiły wskazać, gdzie się mogły zarazić. 


Może tych kilka przykładów rozwieje wątpliwości niektórych, że to nie taka zwykła grypa.

Pani J.

Zaraziła się od swoich starych rodziców, którzy wiekowi i obciążeni innymi chorobami zmarli oboje tego samego dnia w różnych szpitalach. Ona sama do dziś odczuwa skutki choroby, wypadają jej włosy, jest słaba, w złym nastroju, choć od choroby minęło kilka miesięcy. Czeka na drugie szczepienie, bo woli skutki uboczne szczepionki, niż jeszcze raz chorować na covid.

Pani B.

Pracowała na pół etatu, by dorobić do emerytury, ale zrezygnowała. Po chorobie wypadły jej niemal wszystkie włosy, brak jej  energii życiowej, patrząc w lustro ma wrażenie, że postarzała się o 20 lat, nie chce już iść do ludzi, boi się.

Pan R.

Jako właściciel sklepu z częściami samochodowymi nie poznaje niektórych stałych klientów, wolniej myśli, męczy się strasznie przy najlżejszych czynnościach, po powrocie do domu siedzi jak zombie na kanapie, czekając bezskutecznie na sen... od klientów nigdy nie wymagał noszenia maseczki, bo wirusa nie ma przecież.

Jeden z jego klientów, właściciel warsztatu samochodowego, też po chorobie uczy się niektórych czynności od nowa, miewa problemy z dopasowaniem jakiejś części  auta do jej funkcji, pracuje o wiele wolniej, niż przed chorobą, bywa, że zamyśla się na długo...

Pani K.

Od początku choroby ma problemy psychiczne, nawet czas jakiś przebywała na oddziale psychiatrycznym, czasami jeszcze mówi dziwne rzeczy i nadużywa leków - przeciwbólowych, psychotropów, suplementów diety...

Pani A.

Po chorobie ma poważne problemy z nerkami, jeździ na kontrole do szpitala specjalistycznego, narzeka na brak kondycji i spadek nastroju, bardzo bała się wrócić do pracy, by znów nie złapać jakiegoś świństwa.

Pani M.

Wyrzuca sobie, że zaraziła matkę i ojczyma, który zmarł po 2 dniach, u matki powrócił nowotwór, zaleczony kilka lat temu. Sama pani M. narzeka na wypadanie włosów, słabą kondycję i małą pojemność płuc, a tu jeszcze musi opiekować się chorą matką.

Pan S.

Ledwo wyszedł żywy z choroby, choć co roku szczepi się przeciw grypie i jest dziarskim panem, który niemal  codziennie chodził na basen. Teraz obawia się drugiej wyznaczonej operacji biodra, by w szpitalu nie zarazili go covidem, bo idzie kolejna fala...

Gdy słucha się takich relacji to trudno zachować optymizm, a w szpitalach coraz mniej personelu i przychodnie nadal leczą zdalnie...

Trzymajcie się zdrowo i mimo wszystko szukajcie jasnych stron życia, bo mamy tylko jedno!

piątek, 27 sierpnia 2021

Kloszard...

 

Kloszard, włóczęga, bezdomny - wiele synonimów, najczęściej zabarwionych negatywnie, ale na to w jakimś stopniu sobie zapracowali...

Niektórzy z wyboru, inni z przypadku, samotni indywidualiści lub idący przez życie z innymi podobnymi sobie, bo w kupie nawet cieplej.
Budzą różne uczucia, ale nigdy nie powinniśmy okazywać im pogardy, bo nigdy nie wiadomo, czym nas samych los zaskoczy.

Schodząc na dno ludzkiego żywota zostawili za sobą wszystko, co mieli i kochali; dla niektórych był to wybór, bo nie umieli odebrać sobie życia lub zawalczyć o swoje, inni szukali nowego sensu, gdy stracili grunt od nogami. 

Wielu z nich to ciekawe osobowości, domorośli filozofowie i obserwatorzy. Droga jest ich życiem, doświadczają nędzy, brudu, chorób, zapijają się na śmierć, zamarzają na mrozie.
Niektórzy pracują dorywczo, pomagają sobie wzajemnie, inni wolą żebrać lub przeszukiwać śmietniki.

Temat postu nasunęła mi książka Barbary Smal WĘDROWIEC.
Książka nie dla każdego, ale jeśli chcesz zwolnić, zatrzymać się nad refleksjami o życiu, relacjach, upadaniu i odradzaniu, to warto po nią sięgnąć. 
Ja zaczynałam kiedyś czytać, ale to nie był ten czas, musiałam dojrzeć i teraz dawkuję sobie piękną opowieść o ludzkim losie , o człowieku w drodze.

A oto kilka krótkich refleksji z tej książki:

* Silniejszy jest nie ten, kto walnie pięści w stół, aż wszystko podskoczy zgodnie z jego pragnieniem, ale ten, kto przetrwa to walnięcie...

* śmiech zbliża...jest zaraźliwy jak ziewanie, trzeba naprawdę być ponurakiem, żeby komuś nie udzieliła się powszechna wesołość, albo nosić w sobie jakiś ból przeogromny...

* człowiek zawsze ma wybór, ale nie zawsze sobie to uświadamia, bo nie szuka, nie pyta i nie stara się udzielić odpowiedzi, za szybko chce mieć. Pędzi do tego i nie widzi co i kiedy gubi po drodze.

* Lęk zamyka, zatrzaskuje w skorupie szczelnej i nieprześwitującej. Ciemno w niej, cicho, spokojnie i duszno. Od własnych myśli i spraw.

* Ludzie się wyczuwają, wiedzą, gdy są z tej samej bajki i wiedzą, gdy nie. Wcale nie jest łatwo znaleźć kogoś, kto jest na tyle podobny, że odruchowo akceptuje wszystko w nas, tak jakby akceptował siebie.

* Ludzie dzielą się na tych, którzy wierzą i na tych, którym wiary brak. Wiary w siebie, w ludzi i ich dobro, w miłość i jej siłę, we własne zdolności i umiejętności, w to, co warto ocalić i o co warto się bić.

* Tęsknota...to takie coś, co rozrywa od środka i każe gnać myślom w określone miejsce. Wypatrywać, czekać, być obok, być blisko. Chociaż tak, jeśli nie da się inaczej.

* Ludziom się zdaje, że muszą coś nowego wymyślać i tak właśnie rozumieją sukces...
  Nie widzą, że równie wartościowe jest odkrycie czegoś na własny rachunek, tak dla siebie, ale w pełni, głęboko, z przekonaniem, by zapadło do wnętrza i zostało na zawsze...



Zostawiam Was z tymi myślami, bo mnie urzekły bardzo!

wtorek, 24 sierpnia 2021

Śni mi się szkoła...

 

Zawsze po połowie sierpnia myśli wracają do pracy, to skłonność niezależna od woli, tak po prostu jest.

Niektórzy z  pracy nie wychodzą wcale, co widać i słychać na wyjazdach, przyklejeni do telefonów i laptopów, załatwiają mimochodem sprawy służbowe.
Zostało mi 10 miesięcy aktywności zawodowej, więc mam nadzieję przetrwać bałagan , jaki znowu zafundowano szkołom od września.

Wynotowałam sobie kilka kwiatków, których niektórzy może nie wyłapują, bo nie dotykają ich bezpośrednio, ale mają wpływ na całokształt.

1. Zmieniono zestaw lektur szkolnych, zainteresowanych odsyłam  TUTAJ

    Pomijając szczegóły, dla bibliotek szkolnych to znów problem, bo każda taka zmiana generuje konieczność zakupów, na które nie ma pieniędzy, a  z kolei dokupione i wycofane od tego roku lektury będą zalegać półki. Ucieszą się tylko wydawnictwa.

2. Jakby mało szkoła miała problemów, postanowiono, że nauczyciele będą agitować za szczepieniami, a dyrektorzy zorganizują szczepienia w szkole. 

Chyba ten, kto wymyślił taką akcję nie był dawno w przeciętnej polskiej szkole, nie mówiąc o tym, że mija się to z zaleceniami sanitarnymi dla placówek oświatowych. Zawiodły sposoby motywowania obywateli do szczepień, niechaj robią to szkoły...

3. Wielki powrót ekologii do szkół!

Hello! a co do tej pory szkoły robiły w ramach ekologii? Przypomnieć?
- segregacja śmieci w każdej sali lekcyjnej
- automaty ze zdrowymi przekąskami
- zbiórka nakrętek i zużytych   baterii
- akcje sprzątania w Dniu Ziemi
- konkursy, warsztaty, pogadani we współpracy z instytucjami pozaszkolnymi
- tematy ekologiczne na godzinach wychowawczych, przyrodzie, geografii, na wycieczkach do lasu

No doprawdy, ekologia, to wynalazek nowego ministra, a nie, to podobna walka z ekologizmem, cokolwiek to jest!

4. Do mediów i szkół trafiły nowe/ stare procedury covidowe pracy szkoły. Tylu ludzi w ministerstwie i kuratoriach, a metodą kopiuj/ wklej zapodano zasady i przepisy, w tym na szkołę całkowicie scedowano pomoc psychologiczną dla uczniów, gdy w placówkach funkcjonuje 1 etat psychologa/ pedagoga na kilkuset uczniów.
Znowu czytam o kwarantannie dla książek, podczas gdy w czerwcu Biblioteka Narodowa zniosła konieczność kwarantanny dla książek w bibliotekach z uwagi na znikomą możliwość przenoszenia się wirusa poprzez książki.
Przecież w księgarniach czy punktach bookcrossingowych nie obowiązuje kwarantanna.

5. Ciekawe wytyczne dostali nauczyciele WF - nie stosować na lekcjach gier i zabaw kontaktowych, zalecane są zajęcia na świeżym powietrzu, np. spacery. To ja się pytam, co jest atrakcyjnego dla dojrzewającej młodzieży w spacerach wokół szkoły lub do parku, a po drugie, jak unikać kontaktu w szkolnej szatni ?

6. W tym roku, jak nigdy powstał problem z brakami kadrowymi w oświacie. Brakuje zwłaszcza nauczycieli przedmiotów ścisłych .
Absolwentów ścisłych kierunków na studiach zatrudniają firmy jeszcze przed obroną dyplomu za stawki kilkakrotnie wyższe, niż w szkole. Ministerstwo daje możliwość zatrudniania nauczycieli bez odpowiednich kwalifikacji, niby okresowo, ale nie oszukujmy się, to prosta droga do obniżenia poziomu nauczania - przez rok nie wyszkoli się wykwalifikowanych nauczycieli fizyki, chemii, geografii, etyki... a polityka kolejnych ministrów od edukacji nie zachęca do podejmowania pracy w szkole.

Jakby tu zakończyć optymistycznie?
Miejmy nadzieję, że po miesiącu funkcjonowania szkoły stacjonarnej, nie zafundują nam nauczania zdalnego, ale w naszym kraju wszystko dzieje się z dnia na dzień, mam wrażenie.