środa, 3 listopada 2021

Czy to jeszcze mój kraj?

 

Co jakiś czas zdarza się w przestrzeni publicznej coś , co powoduje, że MUSZĘ  zabrać głos. Jeśli spodziewasz się, czytelniku tematu z optymistycznym zabarwieniem, to w tej notce tego nie znajdziesz.

Córka koleżanki, pracująca za granicą odwiedziła rodziców. Po zapaleniu zniczy na cmentarzach spotkała się z kolegami z liceum i studiów.

Efektem rozmów o życiu i pracy w Polsce obecnie było zapewnienie, że jeśli PiS ponownie wygra wybory, to młodzi ludzie w sporej liczbie na pewno wyjadą, nie widząc dla siebie perspektyw, nie mając poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji, będąc świadkami upadku wartości i braku szacunku  dla  ludzi po prostu.

I ja ostatnio zadaję sobie pytanie - czy to jeszcze mój kraj?

* kraj, gdzie buduje się zasieki i mury , zbroi wojsko, robi szemrane interesy, a ludzie umierają z powodu braku odpowiedniej opieki medycznej lub z cierpią powodu nieludzkich przepisów

* kraj, gdzie chętnie widziany jest tylko obcokrajowiec, który płaci za piwo w knajpie i hotel lub gra w drużynie sportowej - dla tych obywatelstwo polskie na cito i to z honorami

* kraj, gdzie zabrania się w szkołach tęczowych toreb, błyskawic na bluzach czy zabawy na  Halloween, ale lekcje religii są w planie dwa razy w tygodniu, a antykoncepcja to samo zło

* kraj, gdzie umierać będą kobiety, bo lekarze boją się dokonać aborcji uszkodzonego płodu i sprowadzają ciało ciężarnej do roli inkubatora-trumny

* kraj, gdzie jeden człowiek dla obrony interesów partyjnych naraża budżet państwa na wielomilionowe straty, wmawiając społeczeństwu, że to dla jego dobra i że jest to nie tylko reforma sądów, ale i wielki patriotyzm

* kraj, w którym instytucje kościelne udają się, że się oczyszczają , ale odsunięci hierarchowie zostają sołtysami lub budują ogromne posiadłości, a tym uczciwym i światłym zabrania się publicznych wypowiedzi

* kraj, gdzie dzieci nienarodzone ochraniane  są bardziej, niż krzywdzone lub kalekie

* kraj, gdzie z pogardą rządzący i duchowni mówią o kobietach i przeciwnikach politycznych, ale dla swoich znajdą usprawiedliwienie każdego świństwa

* kraj, gdzie jednego posła, z naszych podatków pilnują zastępy policjantów, a dla pracowników służby zdrowia i pacjentów  nadal nie ma funduszy

* kraj , gdzie wielu emerytów żyje na granicy ubóstwa, ale wmawia się im, że to dla nich te reformy, podczas gdy rosnące podwyżki i brak opieki państwa zjadają ich nadzieje na poprawę bytu

* kraj, gdzie zabiera się ludziom uczciwym i dbającym o rozwój, a rozdaje bez umiaru wszystkim, którym "się należy"

* kraj, w którym politycy kłamią, nabijają kiesy i niszczą autorytety dla partyjnych korzyści, lekceważąc prawo, normy obyczajowe i elementarne wartości

* kraj, gdzie ministrem rządu może być człowiek z ulicy, byle wyznawał idee  partyjne, a prezes partii był dla niego najwyższym guru w każdym aspekcie życia 

* kraj, w którym jeden człowiek , w imię swoich prywatnych poglądów na sprawy historii i religii decyduje o modelu kształcenia i rozwoju nauki

* kraj, gdzie nie ma pieniędzy na badania medyczne i projekty naukowe, ale zawsze są na TVPiS i na imperium Rydzyka

Nie znajduję, niestety żadnego pozytywnego zakończenia tych rozważań, bo kolejne doniesienia medialne nie podnoszą na duchu, a i listopadowa słota dokłada cegiełkę do minorowego nastroju.

Tak, wiem i sama często to powtarzam, że dobrych i mądrych ludzi jest więcej, ale czy znajdą w sobie siłę i nadzieję, by ciągle jeszcze zmieniać ten świat?


niedziela, 31 października 2021

Dwie historie...

 

Mówi się, że nie wszyscy radzą sobie z życiem...

Przyczyny bywają różne: słaba psychika, zbieg fatalnych okoliczności, brak umiejętności społecznych, uzależnienia, zawód miłosny, brak poczucia bezpieczeństwa itd.

Bywa, że człowiek staje pod ścianą i jeśli nie potrafi lub wstydzi się poprosić o pomoc, sięga po rozwiązanie ostateczne czyli samobójstwo.

Czasami samobójstwo jest skutkiem depresji, długotrwałej, wyniszczającej i nawet najbliżsi nie zauważają niepokojących objawów choroby.
 
Chcę dziś opowiedzieć dwie historie, smutne, z tragicznym finałem, ale uświadamiające, że obok nas codziennie są ludzie potrzebujący wsparcia, choćby rozmowy  i może gdyby takie znaleźli, nie szukaliby rozwiązań ostatecznych... choć kto to wie?

Żona pana S. tego dnia mijała męża na schodach, ona na zakupy, on do piwnicy, gdzie miał swój azyl. Zawsze tam coś dłubał, przynosił to, o co żona poprosiła.
Gdy wróciła z ryneczku, mąż był nadal nieobecny, ale nie zaniepokoiło jej to, pewnie kolegę przygruchał i nalewki próbują.
Codzienna krzątanina spowodowała, że nie zauważyła upływu czasu. Zaniepokojona, wreszcie zeszła do piwnicy, bo ile razy obiad można odgrzewać?
W drzwiach wmurowało ją w posadzkę, pan S. wisiał martwy na sznurze. Za późno było na ratunek, pogotowie, policja, powiadomione dzieci.

Gdy pani S. otrząsnęła się z szoku i męża pochowała, zaczęły się schody.
Okazało się, że pan S. był nałogowym hazardzistą, zadłużył mieszkanie i tylko dzięki dobremu prawnikowi i pomocy dzieci pani S. nie stała się bezdomną.
Ciekawe, jak  udało mu się  ukrywać przed żoną i dziećmi swoje uzależnienie i długi, koniec końców , gdy doszedł do ściany wybrał ostateczne rozwiązanie ...
Rozmawiałam z panią S. po jakimś czasie. Stwierdziła, że nie miała czasu na żałobę, tyle spraw czekało na załatwienie , a najbardziej dominującym uczuciem była wściekłość na męża, że  zostawił ją samą z całym tym galimatiasem.

Drugi przykład to pan w średnim wieku, mąż atrakcyjnej pani, z którą prowadzili prywatną firmę.
Elegancki, dbający o kondycję, miły dla sąsiadów, znany i lubiany na osiedlu domków jednorodzinnych. 
Któregoś dnia jedna z sąsiadek zauważyła w rozmowie z inną, że dawno nie widziała pana Z. - ani z żoną, ani w trakcie joggingu, ani w ogrodzie, ani tym bardziej wracającego z pracy.
Gdy spostrzeżenia pocztą pantoflową dotarły gdzie trzeba, odpowiednie służby zainteresowały się nagłym zniknięciem pana Z.
Okazało się, że związek i firma państwa Z. są już historią, małżonkowie rozstali się po 20 latach wspólnego życia, a w zasadzie to pani Z. odeszła z młodszym partnerem.
Lubiany przez sąsiadów pan Z. prawdopodobnie nie mógł poradzić sobie z zaistniałą sytuacją i powiesił się w swoim domu. Jak stwierdziła jedna ze znajomych - dobrze, że małżonkowie nie mieli dzieci ...

Jak mało znamy naszych bliskich, przyjaciół, współpracowników lub tak dobrze ukrywają oni swoje problemy...

czwartek, 28 października 2021

Czego potrzeba umarłym?...

 

Mówi się, że żyjemy tak długo, jak długo trwa  pamięć o nas w sercach bliskich i przyjaciół.

Wynika z tego, że niektórzy żyć będą wiecznie, innych ziemia pochłonęła bezpowrotnie...
 
Obserwuję i słucham, jak to co roku , a niektórzy tylko raz w roku prześcigają się  rodacy w ozdabianiu grobów na cmentarzach. Naręcze kwiatów, tysiące zniczy, stroiki, chorągiewki, kamyczki, złocenia...
Za kilka dni, najpóźniej tygodni te wszystkie plastiki, szklane lampiony trafią na śmietniki - pół biedy, jeśli zarządcy cmentarzy wprowadzili segregację odpadów. A pamiętacie te łuny dymu nad każdym cmentarzem?
Bo nie wystarczy jedna zapalona lampka, musi ich być kilkadziesiąt na każdym grobie, ostatnio im większe, tym lepiej.

Podsłuchałam rozmowę starszego pana ze znajomą:
- pani kochana, na jeden grób wydaliśmy 184 zł, a ile tych grobów jeszcze mamy!
- to co pan kupił?
- a nic takiego, stroiki i znicze, ale wszystko takie drogie!
Spojrzałam na staruszka, paltocik mizerny, buty nie lepsze, ale groby mają dać świadectwo , tylko czego?
 
Czy naszym zmarłym bliskim potrzeba marmurowych obelisków, stroików do przykrycia tychże i lampionów niczym  latarnie morskie?
Czy może te wszystkie drogie ozdoby mają uciszyć sumienia tych, co o zmarłych przypominają sobie raz w roku?
Czy może bogactwo na nagrobkach bywa miarą naszej miłości i pamięci?
A jak do tego ma się dbanie o najbliższe środowisko i planetę?

Dzień Zmarłych obchodzony jest w Polsce od dawna. Sama pamiętam wizyty na cmentarzu, gdy przy grobie spotykała się rodzina, a po zapaleniu lampek szliśmy w odwiedziny do dziadków, by wspominać tych, co już nie zasiedli z nami przy stole. Wtedy liczyła się możliwość spotkania i życzliwa pamięć, a nie rywalizacja, kto ile wydał na ozdoby i czyj grób najokazalszy.

Skąd wzięła się ta pogoń za blichtrem nawet na cmentarzach, ta moda na coraz większe lampiony, ta chęć zaimponowania znajomym, pokazania, że nas stać?


Ale żeby nie kończyć ponuro, polecam piękną opowieść Barbary Kosmowskiej "Dziewczynka z parku", o wspólnym przechodzeniu przez żałobę matki i córki po śmierci męża i ojca.
Do wspólnego czytania z dzieckiem, do głośnego czytania rodzinnego.
 Jest tam także wiele ciepłych słów o przyjaźni,  chorobie, akceptacji, miłości do przyrody, znaczeniu więzi i mądrym wychowaniu.
Przeczytałam , pilnując uczniów na konkursie historycznym (etap pisemny).