środa, 29 lipca 2015

Strumień ciągły i ciotka z żółtaczką...

Zainspirowana wpisem Petry o wizycie u lekarza postanowiłam napisać o wrażeniach męża z pobytu w szpitalu na urologii. Petrę, słusznie zresztą zdegustowały szczegółowe opowieści o oddawaniu moczu przez męża pewnej pani. Podobne obserwacje poczynił mój małżonek. Przebywał w szpitalu w związku z problemami nerkowymi i nasłuchał się rozmaitych rzeczy w temacie prostata, pęcherz itd. Warto tez przypomnieć, ze w czasie upałów ludzie generalnie za mało piją płynów i wiele osób w tym czasie trafia do szpitali z problemami nerkowymi.
Ale wracając do urologii, najśmieszniejsze były uwagi powracających z toalety pacjentów, przeważnie w starszym wieku:
- dzisiaj mocz był i to pełnym strumieniem!
- tak? a u mnie nietęgo, parę kropelek zaledwie!
- nie narzekaj pan, ja to chodzę, chodzę i nic!
To przypomniało mi historię o dwóch starych pannach z małej mieściny, które mieszkały razem i były ciotkami mojej koleżanki. Klara i Pelagia bardzo troszczyły o siebie wzajemnie i gdy Pelagia korzystała z toalety wołała: Klarciu, chodź zobacz, jaką kupkę dzisiaj zrobiłam (na fakcie).
Z ciotkami związana jest jeszcze jedna anegdota. Po śmierci jednej z sióstr, druga gościła przez dłuższy czas u mojej koleżanki i jej mama narzekała, że ciotunia nie zmywa fluidu z twarzy przed snem, no i oczywiście brudzi pościel. Mama koleżanki znalazła jednak rozwiązanie i posłużyła się fortelem. Mianowicie zasugerowała cioci, że chyba zachorowała na żółtaczkę, bo nawet pościel pożółkła jakoś i koniecznie muszą iść do lekarza.
Ciocia lekarzy bała się jak diabeł wody święconej i szybko zniknęła w łazience. Po wyjściu nie miała już fluidu na twarzy, a i pościeli odtąd nie brudziła. Sprytnie?
Zawsze też śmieszył mnie obchód lekarski, gdy ja leżałam w szpitalu i padało sakramentalne codzienne pytanie: stolec był? Jakby pytano o wizytę dalekiego kuzyna, który lekarzowi winien jest kasę. A jak nie było, to czułam się winna...
Mam nadzieje, że nikogo ten wpis nie uraził...

18 komentarzy:

  1. -Stolec był ??
    -Był jakiś lekarz ale nie wiem jak się nazywał :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Joasiu to o czym piszesz to jest podstawa. Wiesz , są takie sytuacje w życiu ( oby nam się to nigdy nie przydarzyło kochana Joasiu), że "stolec" jest jedynym sensem i celem życia. Znam historie ludzi, którzy to właśnie ze skruchą przyznają podczas ciężkiej choroby. A o piciu płynów... to mnie już ręce i nogi opadają, kiedy kolejny raz słyszę że ktoś "dużo pije" , a to dużo to dwie herbaty dziennie plus kawa. Kto mnie zna - ten wie, co ze mnie za zołza w tym temacie. Moje koleżanki nawet podczas rozmowy telefonicznej podświadomie sięgają po butelkę z wodą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, od kiedy mąż miał randkę z urologiem, pilnuje picia nawet u mnie! A jak stolec jest ważny, wiem sama, niestety!

      Usuń
    2. Długo nie musiałam czekać. Czary czy co? Moja „randka z urologiem" właśnie się skończyła. Przystojny był nie powiem, ale dobrze, że randka była krótka :)

      Usuń
    3. No mówiłam, że jesteś Gabrysiu rusałką i na przystojniaka rzuciłaś czar....

      Usuń
  3. Jak w chodzę z mężem do lekarki, to pierwsze słowa, infekcja była? Teraz sobie z tego żartujemy, ale był czas, że tej cholernej infekcji strasznie się baliśmy. Woda, mocz, stolec, jakie to wszystko ważne, dobrze, jak chorzy do tego z humorem podchodzą, inaczej nie daliby rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt o tych sprawach nie myśli, póki nie pojawią się problemy...

      Usuń
  4. Nie ma to jak znaleźć sposób na upartą staruszkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A trzeba jeszcze zważać, żeby pani nie urazić...

      Usuń
  5. O szpitalach można by niejedną książkę napisać -grunt to podchodzić do takich sytuacji z humorem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak, humor lekarstwem na wszystko: na chorobę i na leczenie, na biurokrację i na brak zdrowego rozsądku i na uparciuchy...

      Usuń
  6. Pewnie, że nie uraził Jotko :)
    Ja stojąc w kolejce na badanie krwi, a robię to ostatnio często, takich historii też się nasłucham. Niedawno pani, zupełnie obca, zaczepiła mnie i niby pół głosem opowiadała, jak jej wnuczek boryka się z zaparciami. Ja ani go nie znam, ani nawet lekarzem nie jestem, więc nie poradziłam nic owej pani, jak tylko wysłuchałam historii, modląc się o szybkie wejście do gabinetu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z takich opowieści powstały skecze kabaretowe i inne takie:-)

      Usuń
  7. Nie, absolutnie nie uraził, ale za to rozbawił bardzo:))) Siostry o pięknych imionach urocze:)
    Podoba mi się bardzo lekko żartobliwy ton tego wpisu, zwiastuje dobry dzień:) Dziękuję:) Udanego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki właśnie był zamysł:-) Przyjemności!

      Usuń
  8. Ciotki, boskie :-) A zawsze myślałem, że to mężczyźni tylko chwalą się kupą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak te cioteczki były oryginalne, prawdziwe przedwojenne elegantki...

      Usuń