niedziela, 4 października 2015

Rozmowy z Marią

Korzeniami moja sąsiadka, pochodzi z Torunia, ja mam blisko i studiowałam w Toruniu, mam nadzieję, że nie zdradzam żadnej tajemnicy... I chociaż pewnie wielu z Was Marii nie trzeba przedstawiać, pozwólcie, że zamieszczę moje trzy grosze o Jej blogu, bo jeśli ktoś nie zna, to może się skusi...na smutek i szczęście :-)


Smutek i Szczęście...

Imienia nie zdradzi nikomu
pod nickiem śpiewnym ukryta,
życie bogato przeżyte -
za serce bloggerów chwyta.

Gdyś ciekaw, co niesie życie
w szczęśliwe i smutne dni -
u Marii Alejandry
wszystko prawdziwie brzmi.

I chociaż zasmakowała
barw życia jak w tęczy palecie,
pogodnie i zawsze śmiało
opowie o swoim świecie.

Los rzucił Ją daleko
z Polski w hiszpańskie strony,
by radość, nadzieję dawać
wszystkim ciepła spragnionym.

Co chwilę nowy temat
znajdzie, na blog swój wrzuci,
pogadać lubi z każdym,
z Marią przestaniesz się smucić.

piątek, 2 października 2015

Zaproszona wspominam...

Otrzymałam zaproszenie na obchody jubileuszu biblioteki pedagogicznej w moim mieście i fakt ten przyczynił się do uruchomienia fali wspomnień na temat bibliotek , w których odbywałam praktyki studenckie. Boże, jak dawno to było, aż strach uświadomić sobie taki szmat czasu. A najdziwniejsze, że czuję się spełniona, bardziej pewna siebie, ciągle chce mi się chcieć itd. ale kalendarz bezlitośnie przypomina o tym, ile już za mną i nikt nie wie ile przede mną...
Praktyki studenckie odbywałam w różnych miastach, jako studenci mogliśmy sami wybrać, gdzie chcemy uczyć się fachu, a że studiowałam w Toruniu, zajęcia odbywaliśmy w gmachu Biblioteki Głównej UMK, wielkim, nowoczesnym jak na owe czasy. Pierwsza praktyka w miejscu zamieszkania w dziale opracowań biblioteki miejskiej, bez fajerwerków, żmudna nauka katalogowania różnych zbiorów bibliotecznych.
Nasze praktyki były naprawdę solidne, jak słyszę czasami na czym polegają praktyki lub staże młodych ludzi lub fikcyjne praktyki na studiach zaocznych i podyplomowych, to czuję dobrze przygotowana do tego co robię.
Praktykę po drugim roku studiów odbywałam w Bibliotece Politechniki Częstochowskiej, dzięki czemu poznałam dobrze zabytki Jasnej Góry, tamtejszą
bibliotekę klasztorną i często bywałam w kinie, bo była to jedyna rozrywka w ówczesnej Częstochowie.
Aby dostać się do wnętrza biblioteki jasnogórskiej musieliśmy poczekać na zezwolenie odpowiednich władz kościelnych, bo klasztor męski, a praktykanci to same kobiety. Ale udało się i miałam możliwość zwiedzenia jednej z najpiękniejszych bibliotek w Polsce z równie cennymi zbiorami, mało komu udostępnianej.Nawet katalogi biblioteczne były tam małym dziełem sztuki stolarskiej, nie mówiąc już o czytelni rękopisów i starodruków, które oglądało się w specjalnych ochronnych rękawicach. Teraz zapewne dostępne są tylko kopie cyfrowe wymienionych ksiąg.
Wreszcie trzecia ze studenckich praktyk, najciekawsza z punktu widzenia warsztatu pracy - w Bibliotece Głównej Uniwersytetu Warszawskiego. Miałam też możliwość poznać specyfikę pracy Biblioteki Narodowej i tamtejszy dobrze zaopatrzony bufet, co w czasach trudności z zaopatrzeniem we wszystko było ważne. W stolicy bowiem nie brakowało w sklepach nawet tego, czego nie można było kupić w innych stronach kraju (poza Śląskiem) Pobyt w Warszawie obfitował w wiele atrakcji, które starałam się zaliczyć w dużej ilości, bo nie często zdarza się darmowy pobyt w stolicy przez miesiąc. Z tego co dziś pamiętam biegałyśmy z koleżanką do muzeów, jeździłyśmy windą na taras widokowy Pałacu Kultury, jadłyśmy lody w cukierni Hortexu i pączki u Bliklego, byłyśmy na spotkaniu z Halikiem w Empiku, zwiedziłyśmy pachnący jeszcze farbą Zamek Królewski.
To były czasy! Praca w bibliotece UW też była ciekawa, co tydzień w innym dziale, co dzień inne wyzwania, zwłaszcza w dziale informacji i aż dziw, jak ludzie radzili sobie z obiegiem informacji bez smartfonów, Internetu, katalogów online i tego typu wynalazków...

czwartek, 1 października 2015

Bez pukania

Tym razem zapraszam na blog Ultry, gdzie zaglądam, komentarze staram się wpisywać, o co nie trudno, bo wiele jest tam ciekawych rzeczy.
Każdy z nas poszukuje czegoś dla siebie, czasami trafiamy na ciekawe blogi za podpowiedzią właśnie lub dlatego, że spodobał nam się na przykład czyjś komentarz.
Dziś zatem blog BEZ PUKANIA ma swoją dedykację:

Wchodzę bez pukania
i przecieram oczy -
wszak na blogu Ultry
zawsze coś zaskoczy.

Krakowskie zabytki
i smaki krakowskie,
magia starych uliczek
a fotki wprost boskie.

Lato w słojach zamknięte
z poetyckim przesłaniem,
garść dygresji o diabłach,
o sztuce rozważania.

Całość pięknie podana
jak wszystko w Krakowie
wchodźcie więc bez pukania
rozsmakujcie się w słowie...