środa, 8 lutego 2023

Kasa na ulicy...

 

Mówi się, że roboty nigdy nie zabraknie grabarzom i położnikom.
Przecież to sedno naszej egzystencji - śmierć i narodziny.

Dodałabym do tego robotę dla zbieraczy puszek i butelek zalegających wszędzie...nie ma trawnika, ławki, otoczenia sklepu, przystanku, by śmieci nie zalegały nieustannie i ciągle na nowo.

Wszyscy podróżujący po kraju na pewno potwierdzą, że tak bywa wszędzie - na górskich szlakach, na plażach, w lesie...
I to dla mnie fenomen niebywały, bo dźwigamy pełne naczynia i to czasem w dużej liczbie, a puste ciążą już tak, że wywalane są gdzie popadnie! 

Normalnie kasa leży na ulicy, bo i za puszki, i za butelki można cos tam zarobić. Przydałoby się jeszcze, by skupowano naczynia plastikowe, jak to ma miejsce w innych krajach, podobno bogatszych.
Jak to leciało? zbierają bogaci - i nam się opłaci... ale dla naszych rodaków surowce wtórne i punkty skupu to temat drażliwy, niektórzy nawet twierdzą, że nie wypada , nie warto, za daleko...

Sprawdziłam w sieci, że oddać do skupu można niemal wszystko, łącznie z laptopami, starymi kablami, akumulatorami, skupowane są także makulatura, plastikowe nakrętki i butelki. Przyznam, że widziałam u nas skupy metali kolorowych, ale skupu makulatury czy butelek nie widziałam, a żeby oddać butelki zwrotne, trzeba zachować paragon ze sklepu.

Jako dziecko zbierałam butelki, słoiki, opakowania po musztardzie i makulaturę, odnosiłam do skupu i kieszonkowe było, że hej!
Dziś tylko chyba nieliczni zbieracze pojawiają się na osiedlach, kiedyś było ich więcej lub takie mam wrażenie.

U nas w górskich strumykach widywałam opony, lodówki, rowery...raczej turyści tego nie wrzucali do wody. Turyści za to wciskają swoje śmieci w najciaśniejsze szpary między skałami, w pnie drzew, w każdą dziurę. A wszyscy chcemy przebywać w ładnym otoczeniu, tyle że po nas - choćby potop...

Niby chcemy tych śmieci mieć coraz mniej, ale tam, gdzie maja powstawać spalarnie czy sortownie zdarzają się protesty mieszkańców. Rozumiem protesty uzasadnione, ale wynikające z nieuświadomienia czy niedoinformowania to już nie bardzo, w końcu te śmieci nas zaleją!

Wzorem segregacji śmieci może być chyba Szwajcaria, przynajmniej wiem to z pierwszej ręki, bo od bliskiej osoby, ale to pewnie inna mentalność Szwajcarów itd. 
Nie wiem jak jest w innych krajach, może macie jakieś informacje?

sobota, 4 lutego 2023

Inny Licheń...

 

Taką widokówkę znają pewnie wszyscy, strzeliste wieże i złote kopuły widoczne z daleka.

Mania wielkości, jakby nie wystarczył stary kościół pod wezwaniem św. Doroty, ale niektórym  bazylika się podoba.

Czego by nie powiedzieć o Licheniu, na pewno każdy fotograf znajdzie coś dla siebie, by fotki ciekawe zrobić i to o różnych porach roku.

Poza tym, teren sanktuarium jest wymarzony do spacerów, zieleń zadbana przez wielu zapewne ogrodników, fontanny, przytulne zakątki, a gdy pójść dalej,  poza mury ogradzające kościoły i  domy pielgrzyma, to znajdziemy jezioro z plażą i ostoję ptactwa, stary wiatrak, lasy, ogrody okolicznych mieszkańców i letnisko dla przyjezdnych.

Jest tu wszystko: przyroda dzika i oswojona, piękno i kicz, medytacje oraz igrzyska, wiara w Boga i w mamonę, chleb i wino, grzech i odkupienie...

Obserwujemy, że wielu turystów przyjeżdża z ciekawości, a można też zjeść tu niedrogo i pysznego ciasta spróbować. My bywamy w różnych porach roku, choćby dla samego terenu i roślin i zawsze cos ciekawego wypatrzymy...


Takie wiosenne klomby to częsty widok, a hiacynty pachną z daleka!


Niewiele jest interesujących rzeźb w Licheniu, ale to popiersie zawsze mnie zachwyca.


Spacer taka aleją to sama przyjemność, a obok stawy z kaczkami.


Widok z kościelnej wieży starego kościoła, wspaniały punkt widokowy, w dodatku za friko.



Wejście na balkon tarasu widokowego i rzut oka na dachy...


Wypatrzyłam w jednym z filarów wielkiej dzwonnicy takie spiralne schody, zawrót głowy murowany!


Z tejże dzwonnicy spojrzenie na ogrody, z każdego okna inny widok.


Nad stawami górują fontanny, a w wodzie mnóstwo ryb.


Na słynnej licheńskiej Golgocie napotkacie takie koszmarne rzeźby, lepiej nie zwiedzać o zmroku, bo przestraszyć mogą na serio.


Ale już gra świateł w szklanych witrażach może się podobać...


Wśród drzew ukryta kaplica stylizowana na góralską, a w poszyciu liczne muchomory.


Jeszcze jedna dzwonnica przy ołtarzu polowym, widocznie Bazylika to niekiedy za mało...


Ta sama miejscowość, a jaki inny klimat - hotel, plaża, marina, wszystko zbudowane dzięki funduszom unijnym, bo nie sama modlitwa człowiek żyje...

Jeśli nie byliście jeszcze w Licheniu, to odwiedzić warto, a blisko tez do Konina i po drodze urokliwy Ślesin oraz  pałacyk w Lisewie. 


środa, 1 lutego 2023

O niczym...

 

Podobno pisanie o niczym przynosi dobre efekty, a nazbierało się różnych obserwacji, więc może wcale o niczym nie będzie.

Życzyliśmy sobie zdrowia w nowym roku, a tu choroby naokoło, od żłobków poprzez szkoły po zakłady pracy, a do lekarza pod górkę. Sama zrezygnowałam z rejestracji telefonicznej, co skutkowało tym, że szłam do przychodni dwa razy, ale przynajmniej nerwów mniej. 

Jakiś specjalista od lecznictwa naszego powszedniego zasugerował był w mediach, by ludzie pracy skorzystali z urlopu na czas choroby, bo lekarzy mało, kolejki w przychodniach sprzyjają roznoszeniu zarazków, więc pacjencie zostań w domu, a jakby ci się pogorszyło, to na SOR, choć i tu trzeba się ciężko zastanowić, bo podobno pogotowie w większości bez uzasadnienia jest wzywane. Zawsze myślałam, że urlop jest dla odpoczynku, ale czasy się zmieniają.

Dobrej kondycji sprzyja wysypianie się i spacery. Ale jak tu spać, skoro obudziły nas dwa razy w ciągu nocy fajerwerki, bo akurat gdzieś impreza na osiedlu i świętują z rozmachem, a że pół osiedla nie śpi? Czepialstwo. Spacery też nie lepiej, bo albo gołoledź, albo wichury, a słońce to już kompletnie o nas zapomniało, więc wit.D tylko w tabletkach!

Czepialstwem jest także zwracanie uwagi sąsiadom, którzy wypuszczają psa na balkon i ten szczeka(pies oczywista) pół dnia na zewnątrz. Może właściciele w tym czasie sprzątają albo gości przyjmują? Dobrze, że koty nie szczekają, bo na balkonach ich sporo widuję...

Doświadczyłam ostatnio dobroci Anioła w postaci serdecznej koleżanki, która na wieść o mojej chorobie przywiozła mi gołąbki i jagodzianki własnej roboty. Radość niebywała i mąż zadowolony, bo uwielbia gołąbki, tylko jak ja się Jej odwdzięczę? muszę pomyśleć!

(świeżutkie pachnące jagodzianki)

Obejrzeliśmy film "Na zachodzie bez zmian". Obraz na wskroś realistyczny, okrutnie wręcz prawdziwy, dający widzowi namacalne wrażenia zimna, bólu, głodu, operujący takimi środkami, że podziwiam aktorów za poświęcenie w trakcie realizacji filmu, bo nie wszystkie efekty można zrealizować komputerowo.
Cóż można powiedzieć więcej, wobec obecnej sytuacji w Ukrainie i kolejnej rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz? Bezsens wojny, chore ambicje polityków, ludzie jako mięso armatnie oraz nieprawdopodobne, niepotrzebne i nieuzasadnione   okrucieństwo wobec wroga frontowego i ludności cywilnej. 
Stulecie z hakiem minęło od czasu, w którym dzieje się  akcja filmu, po drodze były jeszcze inne , nawet gorsze wojny i konflikty na świecie i czego nas to nauczyło? jak pokazuje sytuacja międzynarodowa i wojna za progiem, niczego!

Przeczytałam artykuł o zmianach w naszym rodzimym języku oraz o używaniu i nadużywaniu wulgaryzmów. Podobno w jednym z eksperymentów naukowych kazano dwóm grupom uczestników moczyć ręce w lodowatej wodzie. Ci, którym pozwolono używać wulgaryzmów do woli, wytrzymali prawie o połowę dłużej, niż grupa, której zakazano używania brzydkich wyrazów.

Na koniec refleksja na temat biurokracji w Polsce - po co nam cyfryzacja, profile zaufane itp. nowinki, skoro tak naprawdę liczą się setki zaświadczeń i pieczątki, a w ZUSie i innych urzędach nie załatwisz nic bez osobistej wizyty . Skarb państwa za to bogaci się na opłatach od petentów, a za wadliwe decyzje urzędnika nie odpowiada nikt, bo taki mamy klimat...