wtorek, 4 lutego 2025

Wymiana karteczkowa

 Nie pierwszy raz wzięłam udział w wymianie, tylko tym razem trzeba było kartkę zrobić samodzielnie i to wedle wskazówek adresata. Wylosowałam Lidkę z Gdańska, która lubi jesień, czytanie książek , wróżki i gnomy. Do wykonanej kartki dołączyłam widokówkę z mojego miasta. Kopertę miałam kolorową, tylko znaczek nieciekawy, ale na poczcie takie tylko były.


Swoją drogą, nawet widokówki tylko w dwóch rodzajach, większość widoczków to magnesy...


Kombinowałam, jak tu skomponować elementy kartki, wyszło jak wyszło, w środku cytat z Szymborskiej. W każdym razie czas spędziłam miło, kartkę wysłałam..


Moje zadowolenie z wykonanej pracy zmalało, gdy dostałam przesyłkę od Lidki.
Oprócz kartki były materiały papiernicze i kartka motywacyjna, która wisi na tablicy korkowej w kuchni.


A już sama kartka to mistrzostwo świata, warstwowa, z wieloma ciekawymi elementami i kwiatkami 3D. Kłaniam się nisko , podziwiając takie umiejętności. Widzę wyraźnie, jaka droga przede mną!


Tu przypominam przesyłkę od Małgosi z  Finlandii, która także sama wykonuje kartki i robi to świetnie.
Ona też przysłała mi kilka materiałów do tworzenia kolejnych kartek.

W czasach, gdy tylko sms-y i i zdjęcia z telefonu, miło jest dostać i wysłać tradycyjną korespondencję, a podobno znów jest moda na styl retro.

sobota, 1 lutego 2025

Przenośnia wyjęta z kontekstu.

Czasami mam wrażenie, że politycy, to taki specjalny rodzaj ludzi, którzy najpierw mówią, potem myślą i w rezultacie  mają problem z wybrnięciem z niewygodnej dla siebie sytuacji, zwłaszcza gdy jest szeroko komentowana w mediach.

Pasuje mi tu pewien cytat: czym różni się człowiek inteligentny od mądrego? inteligentny zawsze wybrnie z sytuacji, w której człowiek mądry nigdy by się nie znalazł!

Nie pamiętam polityka, który za gadanie głupot publicznie przeprosiłby, zwyczajnie i po ludzku przyznał się do błędu.  Swoją drogą, jeśli ktoś naprawdę tak myśli i tak swoje myśli wyraża, to za co tu przepraszać? Tym bardziej więc, niechaj nie ubliżają  inteligencji słuchaczy, wymyślając wymówki typu: wyjęte z kontekstu; to była przenośnia, nie to miałem na myśli; przejęzyczyłem się; to daleko posunięta nadinterpretacja; chyba państwo źle usłyszeli...

Oczywiście najpierw następuje sondowanie opinii, bo a nuż wyjdą na bohatera lub nadzwyczaj dowcipnego polityka, takiego równiachę, co to i filozofa , i kloszarda rozbawi, a gdy urok osobisty nie zadziała, to zawsze użyć można wytrycha  - "wyjęte z kontekstu".
Przykładów w mediach mnóstwo i chyba wszyscy mają dość kłótni i pyskówek podsycanych przez niektórych dziennikarzy, a jeśli oglądacie programy informacyjnie, wiecie o kogo i o jakie wypowiedzi chodzi. 

Ale bywają też politycy, którzy rzucają pomysłami, podobno oryginalnymi, bo przecież nie podsłuchali  i nie wyczytali tego nigdzie wcześniej, tylko jakoś zapytani o szczegóły, plączą się w zeznaniach, a najlepiej, gdyby ich rewelacyjne pomysły rozpisali w punktach i opatrzyli przepisami inni.

Wysłuchałam niedawno rozmowy z posłem Jakubiakiem, który chyba też startuje na prezydenta RP.
Poseł pochwalił się pomysłem wprowadzenia BYKOWEGO, czyli specjalnego podatku od osób i par  bezdzietnych. Już u dziennikarza prowadzącego rozmowę pojawiło się wiele pytań i wątpliwości:

- jak odróżnić osoby, które nie chcą mieć dzieci, od tych, które nie mogą?
- czy bykowe tylko dla singli czy także dla par bezdzietnych?
- co z podatkiem dla księży i zakonnic?
- jaka wysokość tego podatku?
- czy przepisy będą obowiązywały wstecz?

Pewnie tych pytań byłoby znacznie więcej, gdyby przyszło do ustalania przepisów szczegółowych.

Osobnym tematem jest wzrost agresji słownej w przestrzeni publicznej. Jaki to antyprzykład dla młodych ludzi, gdy wszystko jest dopuszczalne i wszelkie chwyty dozwolone. Tylko czy na pewno wszystko można usprawiedliwić gorączką polityczną i rywalizacją?

A tak w ogóle, by nie przedłużać, mam ochotę podsumować to nasze polskie piekiełko takim obrazkiem:



środa, 29 stycznia 2025

Nad jeziorem...

 Nasze wyprawy często prowadzą nad jezioro lub do lasu. Zdarza się, że las leży nad jeziorem, więc łączymy dwa w jednym. Tym razem chcieliśmy sprawdzić, jak daleko posunęła się budowa mostu w Ślesinie. Most całkowicie wyburzono, ale nie mogłam zrobić zdjęć, bo był zakaz fotografowania i wszędzie kamery.


Po starym moście ani śladu, zrobiono kładkę dla pieszych, bo jest to jedyna droga przez kanał, łącząca dwie części miejscowości, a dla mieszkańców droga autem wydłużyła się o kilkanaście kilometrów.
Nie znam się na budowie mostów, ale chyba prace idą dość sprawnie. Widać jednak, ze nie wszystkie nawigacje uwzględniają brak przeprawy, bo wielu kierowców z daleka dojeżdża do zamkniętej drogi i zawraca.


Tak ma wyglądać most finalnie. Poprzedni był bardzo wąski i mocno zniszczony, ostatnio puszczano ruch wahadłowo, by zapobiec przeciążeniom. Zdjęcie kiepsko wyszło, bo nie dość, że wizualizacja za szkłem, to jeszcze mocne słońce tego dnia.


Widok z kładki na marinę, dopiero w domu zauważyłam na zdjęciu tęczę, widzicie także?


Jest i plaża. Zawsze podziwiam odbicia wodne. Tego dnia grała Orkiestra Owsiaka, więc nad jeziorem zbierali się chętni do morsowania na rzecz Orkiestry.


W lesie nad jeziorem śpią domki letniskowe, niektóre dawne ośrodki wypoczynkowe wystawiono na sprzedaż. Gdyby miał ktoś nadmiar gotówki, można kupić i letniskować!


Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam drogi pod lasem na granicy pól, wszędzie tropy zwierząt, a cisza aż w uszach dzwoni!


I znowu wodne odbicia, czy można przejść obojętnie obok takich obrazów? Teren rozległy, droga wzdłuż kanału, a my jak Piętaszkowie i cisza, ale nie do końca, słychać wszak odgłosy przyrody!


Przy plaży sympatyczna restauracja z widokiem na jezioro i choć pogoda wiosenna, w restauracji wystrój bardzo świąteczny jeszcze.
Byliśmy jedynymi klientami, miło, muzyczka w tle, aż wpada klient , zamawia kawę i siada przy stoliku, ustawiając telefon przed sobą. Czy dajecie wiarę, że on prowadził rozmowę na kamerce z jakąś kobietą z Niemiec, nie krępując się wcale. Miałam tylko nadzieję, że oszczędzą nam intymnych szczegółów swojej znajomości...


Po obiedzie pojechaliśmy dalej, nad kolejne jezioro, a że w pobliżu licheńska bazylika, to zajrzeliśmy na wystawę szopek krakowskich. Szopki z konkursów z lat ubiegłych. Do Krakowa daleko, więc choć w pobliżu domu zobaczyłam te wszystkie cuda.


Na koniec kilka refleksji z obserwacji wycieczkowych. Jechaliśmy przez kilkanaście miejscowości, często kościoły stoją tam przy drodze. Wszędzie zbiórki na Orkiestrę, strażacy aktywni, w szkołach sztaby wyborcze, koło gospodyń sprzedawało ciasta przed jednym z kościołów.
Nawet w Licheniu, wielu wiernych nosiło z dumą czerwone serduszka na piersi.
Złe języki, na szczęście nie zniechęciły ludzi do idei pomagania.
Sympatyczna dziewczyna na parkingu zbierała datki do puszki, wrzuciliśmy i my :-)

Jeśli pogoda nadal będzie łaskawa, pojeździmy i pooglądamy to i owo, o czym oczywiście opowiem!