sobota, 10 października 2015
Z Subiektywną na jej podłodze
Tytuł bloga kojarzy mi się z nuconą kiedyś piosenką: mój jest ten kawałek podłogi, nie mówcie mi więc co mam robić...I tak jak lubiłam piosenkę, bo fajne słowa i łatwo wpadała w ucho, tak lubię blog Subiektywnej, dziś dla niej więc dedykacja :-)
Jej kawałek podłogi
Choć bardzo otwarta na świat
ma swój podłogi kawałek,
gdzie znajdziesz fajne teksty,
bogate w treść i dojrzałe.
Dzieli się pomysłami
jak przetrwać w codziennym trudzie,
pomysłów jej nie brakuje,
nie zrzędzi i nie marudzi.
Świeżej młodzieńczej energii
znajdziesz na blogu mnóstwo,
czasem też masz wrażenie,
że oto spoglądasz w lustro.
Bo subiektywnie lecz szczerze
dzieli się refleksjami,
co wielu już doceniło
kolejnymi nominacjami.
Gdy masz więc wolną chwilę
i lubisz ciekawe blogi,
usiądź do rozmów z autorką
Jej kawałka podłogi...
środa, 7 października 2015
Ciche bohaterki czyli refleksje po EVEREŚCIE
Z własnej potrzeby i za rekomendacją autorki bloga PŁUCA ŻYCIA wybrałam się z mężem na film EVEREST. Tematyka bardzo bliska mojemu mężowi, więc kilka filmów i książek już za nami, bo staram się dzielić jego pasje. Napisałam w komentarzu na w/w blogu, że film piękny, wzruszający, ale nie wnosi niczego nowego do tematyki himalaizmu. Po namyśle zmieniłam jednak zdanie i chcę podzielić się z Wami swoimi refleksjami.
Większość filmów i książek o zdobywcach Korony Świata opowiada o ich wielkiej determinacji w realizowaniu życiowej pasji, o cenie, jaką płacą za zdobywanie kolejnych szczytów: odmrożone nogi, dłonie i nosy, choroby płuc, choroby psychiczne. Legendy krążą o wielkości opłat za organizowanie wypraw na najwyższe szczyty, o dzielności szerpów, o niezwykłej wytrzymałości nielicznych, którzy wchodzą na Everest bez wspomagania tlenowego oraz tych, którzy wybierają najtrudniejsze podejścia w najtrudniejszych porach roku. Wszyscy zafiksowani na punkcie wspinaczki mówią to samo:wspinamy się na szczyty, bo one tam są, wzywają nas jak magnes, są jak narkotyk, bez którego nie potrafimy żyć, a czasami umieramy.
Świetnie oddaje to cytat: Chcąc żyć, muszę iść lub zostając, umrzeć...
Ten film według mnie, to także ukłon dla bliskich wszystkich zarażonych himalaizmem, dla żon, mężów, rodzin tych, którzy ze wspinaczki uczynili sens swojego życia. Powie ktoś, ze wiedzieli z kim wiążą swój los... Wiedzieli i to własnie jest takie trudne. tak jak dla żon policjantów, górników. Jest pięknie, chwalebnie, jest sława i zaszczyty, dopóki nie zdarzy się to najgorsze... Wiedząc o pasji naszych partnerów i kochając jednocześnie nie możemy zabronić im ulegania tej pasji, bo to trzyma ich przy życiu, to samo, przez co owe życie mogą stracić. Ale jeśli zaniechają na nasza prośbę, umierają mentalnie, gaśnie w nich to cudne światełko, które także nas zafascynowało w drugim człowieku.
Jest to więc sytuacja bez wyjścia, pozostaje mieć nadzieję, ze długo każda kolejna wyprawa zakończy się sukcesem.
To także film o ludziach z obsługi technicznej wypraw: organizujących obozy na szlaku, łączność, transport, kontakt z mediami. To oni pierwsi obserwują rozwój często niepomyślnych wydarzeń, pierwsi uświadamiają sobie bezsilność usiłowania pomocy tym na górze i tym oczekującym w domach na powrót bliskich.
Ja odebrałam ten film jako hołd dla tych wszystkich cichych bohaterek, które cierpiąc z tęsknoty i niepokoju o życie mężów, braci, synów, wspierają jednocześnie ich pasje, bo tak trzeba, bo jeśli się kogoś kocha to razem z jego wadami i zaletami, z pasjami, którym poświecą wszystko, nawet - życie...
poniedziałek, 5 października 2015
Anioły w Gołuchowie
Zamek w Gołuchowie, siedziba Leszczyńskich, Działyńskich i Czartoryskich położony w pięknym parku, udostępniany do zwiedzania. Jeśli dysponuje się czasem - we wtorki zwiedzanie gratis. Park bardzo rozległy, a w nim stawy z groblami, kilkusetletnie drzewa, pałacyk myśliwski, muzeum leśnictwa, kawiarnia zamkowa i wiele innych atrakcji. Bywamy tam kilka razy w roku, bo każda pora ma dla zwiedzających inne niespodzianki, jak w ogrodzie botanicznym, poza tym z inicjatywy gospodarzy zamku i parku przybywa nowinek na pożytek turystom. Zbiory bogate, nie tak jak za czasów Izabelli Czartoryskiej, która kolekcjonowała dzieła sztuki i szeroko je udostępniała, ale jest co podziwiać, pomimo zawieruchy dziejowej, która zamku nie oszczędziła. Na terenie parku znajduje się zresztą mauzoleum Izabelli, która mimo iż większość życia spędzała poza granicami, kazała pochować się w Gołuchowie.
W niektórych komnatach zamkowych kręcono podobno serial KRÓLOWA BONA. Mówi się, że duch Czarnej damy czyli Izabelli krąży po zamku, ale ja myślę, że ona nie tyle straszy, ile pilnuje zbiorów muzealnych. Sama zresztą była bardzo utalentowana i niektóre ściany oraz sufity ozdabiała własnoręcznie, a złocenia wykonano z płatków złota. Nici złote i srebrne przetykano także w tkaninach zdobiących ściany, aby światło świec odbijało się w nich i rozjaśniało pomieszczenia.
Aniołków na zamku jest sporo, co właściwie teraz dopiero zauważyłam i to dowód na to, że warto odwiedzić niektóre miejsca powtórnie, bo za każdym razem co innego rzuca się w oczy.
Na terenie parku jest także niedźwiedziarnia odrestaurowana w 2008 roku, ale nie ma w niej zwierząt, bo dwukrotnie uciekały i były zagrozeniem dla ludzi i zwierząt gospodarskich.
Nadwątlone zwiedzaniem siły można podreperować w zamkowej kawiarni, gdzie podają nie tylko dobrą kawę, ale także dania obiadowe, wystrój lokalu przypomina, że znajdujemy się w pałacyku myśliwskim...
Zachęconych informuję, że zamek znajduje się między Kaliszem a Pleszewem, wstęp do muzeum w grupach co pół godziny, bilety 10, 7 i 1 zł, zdjęcia można robić bez flesza, spacer po parku bez opłat, parkingi tuż obok zamku lub w pobliżu z pełnym zapleczem turystycznym.
W niektórych komnatach zamkowych kręcono podobno serial KRÓLOWA BONA. Mówi się, że duch Czarnej damy czyli Izabelli krąży po zamku, ale ja myślę, że ona nie tyle straszy, ile pilnuje zbiorów muzealnych. Sama zresztą była bardzo utalentowana i niektóre ściany oraz sufity ozdabiała własnoręcznie, a złocenia wykonano z płatków złota. Nici złote i srebrne przetykano także w tkaninach zdobiących ściany, aby światło świec odbijało się w nich i rozjaśniało pomieszczenia.
Aniołków na zamku jest sporo, co właściwie teraz dopiero zauważyłam i to dowód na to, że warto odwiedzić niektóre miejsca powtórnie, bo za każdym razem co innego rzuca się w oczy.
Na terenie parku jest także niedźwiedziarnia odrestaurowana w 2008 roku, ale nie ma w niej zwierząt, bo dwukrotnie uciekały i były zagrozeniem dla ludzi i zwierząt gospodarskich.
Nadwątlone zwiedzaniem siły można podreperować w zamkowej kawiarni, gdzie podają nie tylko dobrą kawę, ale także dania obiadowe, wystrój lokalu przypomina, że znajdujemy się w pałacyku myśliwskim...
Zachęconych informuję, że zamek znajduje się między Kaliszem a Pleszewem, wstęp do muzeum w grupach co pół godziny, bilety 10, 7 i 1 zł, zdjęcia można robić bez flesza, spacer po parku bez opłat, parkingi tuż obok zamku lub w pobliżu z pełnym zapleczem turystycznym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





