sobota, 13 stycznia 2018

I co Wy na to?

Czasami słyszymy o problemach rodziców z własnymi dziećmi, bardzo im wtedy współczuję, bo mnie jakoś ominęły: bunt nastolatków, dredy, glany, wracanie nad ranem z imprez, podbieranie pieniędzy, powtarzanie klasy.

Z drugiej strony – nasze dzieci , nasza zasługa lub porażka. Zdarza mi się być świadkiem różnych sytuacji lub słyszeć rozmaite historie, które nasuwają pytanie – w którym momencie rodzice z opowieści popełnili błąd?
Mama upartego 3-latka opowiada znajomej, że dziecko nie zrobi siusiu na nocnik inaczej, jak w towarzystwie tabletu lub nie zaśnie prędzej, aż nie obejrzy kilku bajek w łóżeczku, nawet z pieniędzy uzbieranych na imprezie rodzinnej z okazji roczku kupili mu telewizor do dziecięcego pokoju.
Idąc do pracy obserwuję mamy czekające przed szkołą z niemowlakami w wózkach lub na rękach. Jeśli myślicie, że dzieci bawią się grzechotka lub pieluchą, to mylicie się, raczej smart fonem. Podobnie było w poczekalni szpitalnej przychodni – chcesz mieć spokój, daj dziecku smart fon, byle wyłączyło dźwięk w komórce…
Ilość wulgaryzmów, które zdarza mi się słyszeć z ust niektórych rodziców przed szkołą też mrozi krew, a dzieci słuchają …
Kiedyś byłam świadkiem jak na przerwie mama podeszła na boisko, by przywołać syna i „doładować” zapas chipsów i batoników, bo nie ma u nas sklepiku…
Jedna z mam poskarżyła się wychowawcy, że syn nie chce chodzić do szkoły, bo przestała mu dawać pieniądze na zakupy w Biedronce, woli dawać mu zdrowe kanapki i napoje, ale napotkała bunt 12-latka , bo śniadanie z domu to obciach…
Pijąc kawę w Mc Donaldzie zostałam zaczepiona przez kobietę, która chyba chciała pożalić się, że jej dziecko, jedząc dania z tej restauracji nabawiło się alergii pokarmowej. Zapytałam, kto mu kupował te dania, a poza tym jedzenie w Mc Donaldzie nie jest obowiązkowe, każdy rodzic ma wybór…
Wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, co ich dzieci robią w Internecie, jakie oglądają filmy, dokąd chodzą po szkole i na co wydają kieszonkowe. Co można odpowiedzieć matce, która nie radzi sobie już z 7-latkiem, a ojciec pracuje za granicą lub rodzicom, którzy uważają, że poczynaniami ich dzieci na FB powinna zajmować się szkoła, bo oni maja dość na głowie…
Nie napisałam jeszcze o okradaniu własnych rodziców czy dziadków, wagarowaniu, cięciu się żyletkami, fałszowaniu podpisów czy włamywaniu się na konta internetowe…
Trudno jest być rodzicem, nie ma na to szkół, ale chyba zwyczajnie trzeba dorosnąć do tej roli…

83 komentarze:

  1. Jeśli rodzice się kochają i z miłością wychowują dziecko pewnie mają znacznie mniej problemów wychowawczych, choć nie wszystkie są generowane przez rodzinę. Potężną moc, szczególnie u starszych dzieci, ma grupa rówieśnicza. Gorzej jest, żeby nie powiedzieć beznadziejnie, kiedy w rodzinie zaczynają się zgrzyty lub rozpad. To nie może się nie odbić na dziecku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne patologie sa dziś chyba częściej spotykane, niż normalne rodziny, niestety, takie mam wrażenie ostatnio...

      Usuń
  2. Zawsze uważałam że prawie wszystkiemu co w dziecku jest złe są winni jego rodzice.....
    A teraz to już rodzicom rozum odebrało. Tych normalnych rodziców jest naprawdę bardzo mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba masz rację, bo gdy nasłucham sie takich opowieści, to zadaję sobie pytanie - czy nie ma już normalnych rodzin?

      Usuń
  3. Nie mam dzieci, więc nie chciałabym sie wymądrzać, ale z obserwacji koleżanek wychowujących dzieci i obcych ludzi wiem, że wychowanie dziecka wymaga ogromnej odpowiedzialności, konsekwencji, miłości i poświęcenia mu czasu. I, jak napisałaś, do roli rodzica trzeba dorosnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko to prawda, bo nie sztuką jest urodzić, można co rok, ale co dalej?

      Usuń
  4. Ile ja bym mogła historii napisać! O tym jak mama jest gotowa zapłacić, żeby ktoś nauczył synka wydmychiwać nos. O niedzielnym spacerze (po galerii handlowej) O rozmowie pełnej wulgaryzmów i przekleństw. O wspólnym wyjściu do kina, ale na inny film
    Dzieci trzeba kochać mądrze. Co oznacza poświęcanie im czasu i stawianie granic. A przede wszystkim dawanie przykładu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykład jest także bardzo ważny, o czym wielu rodziców...i nauczycieli zapomina.

      Usuń
  5. Jedno powiem - teoria sobie ,a praktyka czasami też sobie. Sama nieraz myślę,że popełniałam błędy gdy dzieci rosły...Czasami myślę,że zbyt mało poświęcałam im czasu,oprócz tych czynności,które po prostu musiały być wykonane. I nie złożę to tylko na to ,że w odstępie kilkuletnim miałam już trójkę.Byłam trochę inną osobą.....Nie zgadzam się z takim stwierdzeniem ,że wszystko zło u dzieci to wina rodziców....Jedyne co na pewno to zbyt przywiązywanie uwagi np. do tego aby dziecko miało telefon,tablet....nie gorszy niż kolega.Mam to nawet w mojej najbliższej rodzince...trudno mi to pojąć jak również innych rzeczy. Widok dzieci podczas wizyty...każde w swoim świecie -czyli wpatrzony w ten mały ekranik.Dobrze jeszcze ,że zrobi przerwę aby coś zjeść chociaż czasami niechętnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystko jest winą rodziców, ale mądre wychowanie pozwala na utrzymanie dobrego kontaktu z dzieckiem i czasem zapobieżenie nieszczęściom. Drogie prezenty i różne ZAMIAST tego nie zastąpią.

      Usuń
  6. Mnie nie dziwi, ze dzieci bywają "trudne". Żeby zostać krawcową, fryzjerką czy innym rzemieślnikiem trzeba zdobyć odpowiednie uprawnienia i zdać egzamin,. A żeby zostać matką i ojcem i wychować odpowiednio dziecko nikt nie musi zdobywać żadnych uprawnień-nikt tego w szkole nie uczy dzieci, a nie każdy dom przekazuje dzieciom rzetelną wiedzę w tym zakresie. A teraz wychowywanie dzieci w Polsce jest passe. Nim się zdecydowałam na dziecko przeczytałam kilka mądrych książek o wychowaniu i żywieniu dziecka. Poza tym nie miałam nastu lat gdy urodziłam dziecko i nie był to przypadek a rzecz zaplanowana.
    Podobnie zrobiła moja córka, przeczytała tych książek znacznie więcej ode mnie, bo i więcej ich już wtedy było.
    Wielu osobom się wydaje, że dziecko zaczyna się wychowywać dopiero wtedy, gdy (wg rodziców) coś rozumie. A tak naprawdę dziecko się uczy, poznaje świat, nabiera różnych zwyczajów już od pierwszych dnia życia.
    Jeżeli od pierwszych dni w chwilach gdy dziecko czuwa dużo się do niego przemawia, jego mózg szybciej się rozwija. A jeszcze lepiej, gdy dziecko jest stymulowane dwujęzykowe- to procentuje na przyszłość, szybciej takim dzieciom idzie potem nauka w szkole.
    Należy też pamiętać o tym, że pomiędzy pierwszym a trzecim rokiem życia traumatyczne przeżycia dziecka mogą w dwadzieścia lub trzydzieści lat pózniej zaowocować schizofrenią. Co prawda jest teoria, że w pewnym stopniu odpowiadają za to schorzenie geny, ale odpowiednio prowadzone dziecko może nigdy nigdy nie zachorować na schizofrenię, choć ona występowała w rodzinie.
    I wierzcie mi, można dzieci wychowywać bezstresowo (bez bicia i krzyku i mnóstwa zakazów)ale to wymaga od rodziców by wpierw nauczyli się jak to robić.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważna sprawa - ciągle się uczyć! sama chętnie czytam nowinki o dzieciach i nastolatkach, bo wszystko się zmienia, świat młodzieży także, a lekceważenie ich problemów do niczego dobrego nie prowadzi...

      Usuń
  7. Ja Asiu, podobnie jak Ty nie miałam problemów z synami, a obracali się w różnych środowiskach.......
    Na wychowanie dzieci w przeważającej mierze maja wpływ rodzice. Dom jest najważniejszy. Czasami rodzice się starają.... i nie wychodzi..... Uważam, że też na niektóre dzieci ma wpływ dana grupa. Bo to obchach..., bo nie ma odwagi odmówić, bo nie ma własnego zdania. Jest to bardzo złożone. Każdy dom powinien być miejscem, gdzie dziecko ma możliwość porozmawiania z rodzicami o wszystkim. Trzeba dziecko słuchać, a nie wykręcać się brakiem czasu, albo "daj mi spokój". Dzieci też , tak jak dorośli, mają swoje problemy. Sęk w tym, że niektórzy rodzice uważają, że to nie są problemy, tylko takie tam coś, co można zbyć, ominąć........ . A później dziwią się........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu robią błąd, bo przez lekceważenie traci się kontakt z dzieckiem, wystarczy przecież pamiętać swoje młode lata i nie powielać błędów naszych rodziców. Tak mi się wydaje...

      Usuń
  8. Zgadzam się, za wychowanie dziecka są odpowiedzialni rodzice, szkoła może ich w tym jedynie wesprzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, wielu rodziców uważa inaczej...

      Usuń
  9. Asiu 100 procent racji i ciekawy , pouczający post. Ja z moimi dziećmi też nie miałam problemu, uczyły się dobrze i były grzeczne. Jedyne co zapamiętałam z nie chcę, to syn mający lat 2, który nie chciał iść na Boże Ciało i tłumacze mu ....Pan Jezus jest dobry, kocha ludzi ...a na to mój mały syn: A Pani Jezusowa? Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i uwaga i to źle zrobiono, bo przestał lubić lekcje religii . Wszedł na stolik i modlił się, zapytany dlaczego?Chciałem być bliżej Boga:) pierwsza klasa:)

      Usuń
    2. Ależ rezolutny ten Twój mały, uśmiałam się szczerze...szkoda, że katecheci nie poznali się na innym spojrzeniu malca. Niektóre dziedziny edukacji wymagają zreformowania, także obecnie...

      Usuń
  10. Nie ma mowy, żebym tak wychowała w przyszłości swoje dzieci. To jest straszne, żeby małe dzieci tak wychowywać a potem rodzice się dziwię, że jest tak a nie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci tego, zawsze warto skorzystać z mądrych książek lub doświadczenia innych:-)

      Usuń
    2. Z chęcią poczytam takie książki, bo na pewno się przydają :)

      Usuń
  11. Też mam okazję oglądać takie małe dzieci , które już mają postawę roszczeniową, a jak rozmawiam ze znajomymi nauczycielkami to horror.
    Niestety takie są dzieci jakie ich chowanie.
    I kto temu winien ? Sami rodzice ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacy dorośli, takie dzieci, nie daleko pada jabłko...

      Usuń
  12. Nie chcę nikogo oceniać, bo kij ma dwa końce. Jeśli rodzic "na odczepnego" sam daje dziecku co rusz telefon czy tablet - to wiadomo, że nie jest to wychowawcze. Ale jeśli rodzic się stara, a i tak mu za bardzo to wychowywanie nie wychodzi, bo nie ma wsparcia, bo jest w ciężkiej sytuacji, bo ma zszargane nerwy, etc. - to czyja wina, że dziecko w życiu błądzi ? Czy rodzic z powodu chwilowych kłopotów i niepowodzeń ma oddać dziecko komuś obcemu, bo teraz nie jest dobry moment na wychowywanie ?
    Z własnych obserwacji wiem, że dla jednych wychowanie to trudny czas, a dla innym przychodzi to z łatwością. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zgoda, gdyby jeszcze rodzice, którym nie wychodzi chcieli posłuchać mądrzejszych od siebie lub nie sprowadzali na świat następnych dzieci, skoro nie radzą sobie z tymi, które już mają...

      Usuń
  13. Hyhyhyh przepraszam bardzo co jest nieodpowiedniego w dredach i glanach? :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy od dziecka i rodziców...

      Usuń
    2. o to samo chciałam zapytać....

      Usuń
    3. Nie twierdzę, że jest COŚ złego, ale często wynikają z tego konflikty, rodzice przeważnie są przeciwni na zasadzie nie - bo nie, podobnie z tatuażami.

      Usuń
  14. Chyba nie każdy ma rękę do dzieci. Znam jedną mamę, porządna pani domu, zaradna, a dzieci prawie od niemowlaka właziły jej na głowę. Teraz, kiedy są już nastolatkami (12, 11, nie jakieś 19) to one rządzą w domu i tylko się domagają wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znam taką, która ma dziewięcioro, każde z innym tatusiem i wszystko się jej należy...od państwa.

      Usuń
  15. Jotko, ja też miałam szczęście, że syn nie sprawiał szczególnych kłopotów. Z domu się wyprowadził po maturze, a potrafił o siebie dobrze zadbać, mamy świetny kontakt. Ale wiem dobrze o czym napisałas dzisiaj bo też obserwuję takie zjawiska. Niestety laptopy i smartfony pełnią teraz rolę niani, którą kiedyś była pani zajmująca się dzieckiem, czytająca mu, bawiąca się z nim. Ktoś powie - takie są czasy, inne niż kiedyś. Tak, to prawda, ale dzieci są ciągle dziećmi i ciągle potrzebują miłości rodziców, ich zainteresowania, wzajemnych kontaktów. Urządzenia choćby najlepsze tego nie zapewnią. Kto tego nie wie może za wcześnie zdecydował się na potomstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy na pewno zbyt wcześnie, niektórych rodzicielstwo przerosło i masz rację, bez względu na czasy i zasobność portfeli dzieci potrzeby mają podobne.

      Usuń
  16. Asiu , mnie przeraził fakt i opowieść pewnej mamy dumnej z tego, że na roczek swojemu synkowi kupili za otrzymane pieniążki telewizor do pokoju . Duży , a co niech dziecko ma. Przecież bajki w telewizji są dla dzieci , wiec telewizor musi mieć swój . I ogląda , bez przerwy ogląda, bo przecież bajki po to są. Je, zasypia i budzi się w towarzystwie telewizora. Popatrz jak rodzice kochają to dziecko ... taki piękny prezent mu zrobili...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, ze jeszcze rodziców poznaje...a gdy czas będzie do szkoły, to chyba telewizor mu do plecaka spakują :-)

      Usuń
  17. Bardzo dobrze pani napisała.
    To jest straszne że rodzice zamiast miłości i czasu kupują dzieciom sprzęty i myślą że to im zastąpi wychowanie.
    Jak pilnowalam kiedyś dziewczynkę(4 letnia) to jak jej mama szła do pracy to zawsze mówiła, że musi pracować żeby jej tablet kupic.
    Ja cieszę się, że dorastałam w latach 90 gdzie nie było żadnej technologii i mam co wspominać z dzieciństwa, a niestety te dzieci które mają smartfony, tablety od najmłodszych lat tylko będą mogli pochwalić się tym jakie filmy obejrzeli. I to jest smutne, bo kontakt z rodzicami czasami maja strasznie ograniczony, nie mówiąc o tym, że w ogóle z nimi czasu nie spędzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza gdy rodzice często są poza domem z powodu wyjazdów lub późnych godzin pracy i nawet w weekendy zatrudniają opiekunki.

      Usuń
  18. Bardzo pouczający wpis.. Trafia precyzyjnie w to, z czym wiele nowoczesnych rodziców ma problem.
    Nie jestem jeszcze mamą, ale nie ukrywam, że chcę kiedyś założyć rodzinę i nie wyobrażam sobie żeby moje maluchy siedziały w tabletach czy też smartfonach. Z dzieckiem należy być blisko, a nie chować się za małym lub (troszkę większym) ekranikiem..
    Komputer w moim domu pojawił się gdy chodziłam do III klasy szkoły podstawowej, a moi rodzice postanowili, że owszem mogę z niego korzystać zawsze za ich zgodą i:
    - w piątek przez godzinę
    - lub gdy mam odrobione lekcje
    W tygodniu może z dwa razy spędzałam czas na komputerze i nie przypominam sobie żebym cierpiała na jakikolwiek niedosyt- naprawdę. Umiar we wszystkim jest niezbędny!
    Ślę pozdrowienia, M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz bardzo mądrych rodziców, tacy także się na szczęście zdarzają i bywają dzieci, które mają wiele różnych zainteresowań, w tym sportowych:-)

      Usuń
  19. Sama uważam się za bardzo nieumiejętną matkę. Niepotrafiącą i zbyt nieporadną. Żeby było ciekawiej - żadne autorytety nauczycielskie lub innego rodzaju nie umieją pomóc... za to często spotykam ten palec wskazujący otoczenia z wyrokiem: winna.
    W przypadku uwarunkowań jakie są normą łatwo wyciągać wnioski przykładając linijkę własnych sytuacji. Ale kiedy dotyka pewna inność o której trudno postawić diagnozę jest bardzo pod górkę. I wtedy te krzywe spojrzenia - nie pomagają, stanowią tylko dodatkowy garb do i tak trudnej rzeczywistości rodzica.
    Ale tak - rodzice mają ogromny wpływ na swoje dzieci i w dzisiejszych czasach coraz bardziej widoczne jest jak ta rolę pełni elektronika rozmaitego rodzaju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealnym rodzicem chyba nie jest nikt, nie ma też wzorców w tym względzie. Sama pamiętam gdy oburzałam się na klapsy innych matek, a ja jeszcze nie miałam dziecka. teoria swoje, a życie co innego, ale chodziło mi raczej o skrajne przykłady...

      Usuń
    2. Wiem, że o skrajne. Często dziecko mylone jest z kolejnym przedmiotem jaki warto mieć w życiu - bo taka norma...
      Moje dla mnie jest największym nierealnym do spełnienia marzeniem, które się jednak ziściło cudem. I najtrudniejszym doświadczeniem zarazem...

      Usuń
    3. Moje także było cudem niespodziewanym...nikt nie mówił, że będzie łatwo i to od pierwszych chwil.

      Usuń
  20. Powiem na przykładzie mojej przeszłości:
    Bunt chyba mi się w młodości jakiś szczególnie upierdliwy nie przytrafił, ale też rodzice mięli do mnie bardzo dobre podejście. Np. glany - chciałam je mieć, więc tata poszedł ze mną na ryneczek i mi je kupił. Z resztą to niezawodne buty na mokrą pogodę i pierwsze obuwie, którego nie trzeba było wymieniać po jednym sezonie. Do dziś noszę glany i wszystkim polecam.

    Z innej epoki:
    Kiedyś wróciłam do domu w dread'ach, ale to też nie był przejaw buntu. Z resztą miałam 28 lat. Marzyła mi się taka fryzura i już :P Ale mocno ja wyeksploatowałam. Dready są niekompatybilne z moim stylem życia.

    Nie mam dzieci, ale mam wnioski:
    Czasami to nie jest wina rodziców (zależy też jakie mają podejście). Bardzo często ma to związek z wpływem, bardzo silnym wpływem wywieranym przez środowisko. To w jakie towarzystwo dziecko zostanie wciągnięte, rodzice raczej nie mają wpływu. Trzeba mieć nadzieję, że młody człowiek weźmie sobie do serca przynajmniej te rady, mogące go uchronić przed poważnymi błędami.

    Przypadki, które opisujesz, to skrajności ale niestety coraz popularniejsze. Bunt trzylatka mrozi mi krew w żyłach. Zajmowałam się ponad rok takim i wiem, że potrafi, oj potrafi... na szczęście nie miałam z nim problemu, musiałam tylko wyznaczyć konkretne granice.

    Dzieciom od najmłodszych lat pozwala się na wszystko, byle nie musieć im poświęcać za wiele uwagi. TV i telefony stały się małymi wybawcami w tej dziedzinie, kiedyś tego nie było, ale kiedyś było podwórko i dzieci chciały wychodzić. Dziś wolą komputer.
    Myślę, że jeśli ktoś nie potrafi wyegzekwować ani chwili w ciągu dnia, to nie wyegzekwuje kilku lat na porządne wychowanie dziecka. Myślę też, że zimny chów by się przydał, a nie jakieś głupoty o bezstresowym wychowaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój syn chciał mieć dredy i tatuaż w bardzo młodym wieku, ale udało mi się go przekonać, żeby trochę poczekał, a potem mu przeszło...

      Usuń
  21. Pracując w szkole jesteś chyba najbliżej takich sytuacji. Mnie przeraża już stopień uzależnienia od technologii u dzieci.

    Ja swój pierwszy komputer dostałem jak miałem chyba z 9 lat. Wcześniej co najwyżej mogłem w węża pograć na telefonie służbowym Staruszka i tyle. Pamiętam z przedszkola (a propos McDonalda) jak jeden kolega miał wielkie kłopoty z jedzeniem obiadów w tejże placówce. Sceny jak z horroru. Dopiero po jakimś czasie wyszło, że na co dzień jada obiady w McDonaldzie właśnie.

    :) Filozofia to już według mnie wyższa szkoła jazdy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, coraz częściej się to zdarza, coraz więcej jest także przemocy w Internecie wśród bardzo młodych ludzi...

      Usuń
  22. Asiu, aż bym chciała napisać podtytuł "Kij w mrowisko albo temat rzeka". Myślę, że to wielka szkoda, że nikt nie uczy młodych ludzi tego jak być rodzicem. To przecież bardzo ważna i trudna życiowa rola, prawda? Świat się zmienił od czasu kiedy my wychowywałyśmy swoje dzieci - myślę, że trochę szkoda, bo pomimo tego, że wszystko mamy w zasięgu ręki, umyka wiele istotnych wartości. Jedno wiem na pewno - dziecko jest rodziców - nie dziadków, nie szkoły czy przedszkola i to właśnie rodzice są odpowiedzialni za jego wychowanie. Tylko czasy jakieś takie zwariowane i niektórzy nie radzą sobie w trudnych, problemowych sytuacjach. Poza tym roszczeniowe postawy społeczeństwa .....
    Zdobycze techniki - dają dzieciom i dużo dobrego i wyrządzają wiele złego. A przecież to dorośli dają dzieciom do ręki te urządzenia - należy więc określić zasady korzystania z nich. Jeśli są one dawane dla świętego spokoju ..... pozornie go mamy, ale nie tędy droga. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzicielstwo jest trudne i zdumiewa mnie, że niektórzy decydują się na większą liczbę potomstwa, skoro sami z życiem sobie nie radzą...

      Usuń
  23. Przeraża mnie wpajanie roszczeniowej postawy latoroślom....porażka na całej linii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka postawa powoduje wieczne niezadowolenie i konflikty z otoczeniem...

      Usuń
  24. I pomyśleć, że kiedyś wystarczyło spytać się rodziców: "Mogę iść na dwór /pole"? I rodzice mieli pociechy z głowy.
    Faktycznie jest to problem, ale inaczej tacy jak ja by nie mieli zajęcia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to nie musisz się martwić długo jeszcze lub wcale...

      Usuń
  25. Zawsze bawi mnie tematyka McDonalda. Oglądałam jakiś czas temu dokument „Super size me”, w którym dowiedziałam się, że otyłe osoby wytoczyły temu fast foodowi proces za to jak wyglądają i autentycznie opadły mi ręce. Teraz mam podobne odczucia gdy czytam o tej matce od dziecka z alergiami pokarmowymi. To dokładnie tak jakby chory na raka płuc wytoczył proces marce papierosów. Powszechnie wiadomo, że coś szkodzi dlatego spożywane w nadmiarze może doprowadzić do tragedii, ale przecież każdy z nas ma swój rozum, a szczególności powinni go mieć rodzice. Jak można karmić dziecko McDonaldem i dawać mu do szkoły chipsy kiedy mamy tak rozbudowany system informacyjny, że każdy z nas wie czym to grozi. Dziś jestem bardzo wdzięczna moim rodzicom, że wpoili mi dobre wartości żywieniowe i kontrolowali to czym się żywiłam jako dziecko... Strach pomyśleć co będzie z dzieciakami pozbawionymi takiej rozsądnej kontroli i dobrego wzorca przede wszystkim. Bo co z tego, że dziecko dostaje do szkoły zdrową kanapkę z ciemnego pieczywa skoro rodzice napychają się burgerami z fast foodów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozew dla producenta papierosów był także!
      Piszesz właśnie o dawaniu przykładu i dobrych wzorcach:-) Dzieci są świetnymi obserwatorami.

      Usuń
  26. Poruszyłaś bardzo ważny i obszerny temat, o którym można pisać bez końca. Mój syn jest już dorosły, teraz wiem, że mówienie w stylu "ta Twoja matka to Cię wcale nie wychowała" nie ma żadnego odniesienia do rzeczywistości. Staraliśmy się synowi tłumaczyć i uczyć go by zaszczepić w nim to co dobre, jednak nijak się to ma do praktyki. Nasz syn na szczęście nie przesiąknął smartfonami, komputerami, czy tabletami, bo gdy był mały te urządzenia jeszcze były w powijakach. Przyszedł wiek nastoletni i niestety dodatkowo szkoła gimnazjum, którą wybraliśmy, a która się potem okazała bardzo słaba przyczyniła się do złego zachowania syna, z którym mieliśmy problem. Bardzo się denerwuję, gdy niektórzy obarczają rodziców całkowitą winą za zachowanie dzieci, czy młodzieży, nie bacząc na to, że tak na prawdę więcej czasu nasze pociechy spędzają poza domem i to rówieśnicy mają na nich największy wpływ. Niestety wstyd się przyznać, ale nasz syn ma problem z okazywaniem nam szacunku, potrafi być opryskliwy i niegrzeczny. Niestety ciężko zmienić 22 latka, wiem jednak, że gdy będzie miał swoje dzieci, to wtedy zrozumie nas, tak jak ja teraz rozumiem swoich rodziców. Często jest tak, że my wynosimy wiele zachowań ze swoich domów i potem je naśladujemy powielając przy tym określone błędy wobec naszych dzieci. Niestety czasu się nie cofnie, a szkoda bo wiem, jakie i kiedy popełniliśmy błędy, lecz jestem pewna, że skupiając się na poprawie tych z pewnością robilibyśmy inne, nie ma idealnych rodziców i idealnych dzieci. Poświęcaliśmy naszemu synowi dużo czasu, wspólne zabawy, wyjazdy, czy jego zaplecze na przyszłość, no cóż chcieliśmy być najlepszymi rodzicami, a wyszło na to, że jesteśmy najgorsi. Myślę, że sprawdza się to powiedzenie, że "dobrzy" rodzice, to "źli" rodzice. Prawda też jest taka, że dobrze się komuś radzi i widzi czyjeś błędy, a samemu jest się bezradnym i popełnia się całą masę błędów.
    A co do tych wszystkich fast foodów to słyszałam, że dodają do jedzenia różne uzależniacze, coś w tym musi być skoro tak dużo ludzi się w to wciąga ;)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, dziecko nie rodzi sie jako "tabula rasa" i czasami rodzice od początku mają pod górkę. Wasz syn nie jest wyjątkiem, ale myślę, że to, co włożyliście w jego wychowanie zaprocentuje i sami się zdziwicie, ile Was będzie w nim, jako ojcu...
      Uściski:-)

      Usuń
  27. Jotko, poruszyłaś tyle wątków... Ja zawsze mówię, chociaż to niepopularny pogląd, że na bycie rodzicem powinien być jakiś egzamin. Ale też dodaje, że oprócz egzaminu należałoby miec szczęście... chyba miałam, bo mam cudowne dzieci. To raz.
    Dwa - każde następne pokolenie jest inne, i inny jest przede wszystkim świat, w którym zyją - nasze dzieciństwo, a dzieciństwo obecnych maluchow, to zupełnie inny swiat, zupełnie. A zmiany sa teraz galopujące. Nie, nie bronie mamuś dających maleństwom smartfony, i inne takie, ale po prostu jest inaczej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest inaczej, sama nie lubiłam, gdy rodzice lub dziadkowie przypominali ciągle dawne czasy, ale niektóre wartości są (powinny być) niezmienne i koniec.

      Usuń
  28. Melduję, że przeczytałam z zainteresowaniem. Nie rozpiszę się, bo Twoje spostrzeżenia są tak bardzo trafne, że już nic nie dodam. Sama miałam różnych rodziców, ale chyba nie aż tak "paskudnych". A czytając takie rzeczy, mam zawsze dyskomfort, bo przecież takimi rodzicami mogą być moi wychowankowie. Mogą, chociaż mam nadzieje, że nie są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze smutkiem stwierdzam, że niektórzy rodzice to nasi wychowankowie właśnie...

      Usuń
  29. Ja mam szczerą nadzieję, że jak przyjdzie co do czego to nie stanę się takim rodzicem. Takim, który nie wie, co robi jego dziecko, co lubi, z kim się spotyka, jak ma na imię najlepsza przyjaciółka. Takim, który będzie podtykał te chipsy i latał do lekarzy na dyslekcje, dysgrafie, czy inne "dys" i tłumaczył, że to nie dziecka wina, że nie nadąża. Tragedią jest to, co się teraz dzieje. A potem się rodzice dziwią, że dzieciak jest rozpieszczony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro tak mądrze patrzysz na te sprawy, to na pewno Ci się to uda, czego bardzo życzę:-)

      Usuń
  30. Najbardziej wychowawczy post, jaki zdarzyło mi się czytać. Brawo! Gdybyż jeszcze mamy i tatusiowie chcieli wziąć sobie do serca te rady, gdyby pomyśleli. Tymczasem na ulicy obserwuję, jak dziecko uczepione rączki mamy pyta o coś, a ona wpatrzona w smartfona dała klapsa i mówi: Daj mi spokój. Dziecko się rozpłakało: To zapytać nie mogę? Czarno widzę starość tych rodziców, będą płakać nad sobą, bo na starość to oni będą bezradni jak dzieci.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie mamy na spacerach także obserwuję, a potem sie dziwimy, że dzieci w każdej wolnej chwili wsadzają nos w telefon .
      W sumie i tak muszą długo wytrzymać bez smartfonów, będąc w szkole...

      Usuń
  31. Wychowanie dzieci zapewne nie jest łatwym procesem. Po pierwsze nie uczą tego, po drugie jest w tym bardzo dużo niewiadomych - nawet rodzeństwo bywa kompletnie inne. Oczywiście, jest mnóstwo mało odpowiedzialnych osób, ale to też stan normalny w każdym społeczeństwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, pracuję w szkole już 32 lata, ale takich historii o rodzicach , jak ostatnio , to jeszcze nie słyszałam...

      Usuń
  32. Ogólnie jak patrzę na ludzi młodych to wydaję mi się, że przynajmniej część ma jakieś dziwne wartości, zupełnie inne od tych jakie dla mnie są na przykład ważne. Są też oczywiście chlubne wyjątki i to jest najważniejsze chyba.

    Chyba tak jest właśnie. Zamiast pomóc to przeszkadzają. Sądzą te osoby, że ich mówienie czegoś złego na WOŚP nagle przyniesie skutek i nic nie zostanie zebrane. Często efekt jest nawet odwrotny.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, to działa odwrotnie, sama słyszałam zdania typu: są przeciwko? to my im pokażemy, kolejny rekord będzie:-)

      Usuń
  33. To prawda. Niestety każdy może być rodzicem, ale nie każdy powinien. Taka prawda...Najtrudniejsza robota. My dzięki Bogu na razie nie możemy narzekać...Choć nie powiem wyzwań jest sporo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, jotko, tzw. bezstresowe wychowanie prowadzi nieraz do karykaturalnej pajdokracji.
      Do klasyki należy "test" dla rodziców, w wykonaniu przyszłych "tyranów" już w wieku 1 i 1/2 - 2.
      Maleństwo kładzie się na dywanie (w sytuacjach ekstremalnych: na chodniku) i ryczy wniebokłosy, machając rączkami i nóżkami.
      Kiedy ten numer wykonał mój malec, to... oblałem go garnkiem zimnej wody i zacząłem siuę śmiać niczym z jakiegoś psikusa. Kubcio (Pączuś), gdy ochłonął śmiał się razem ze mną, lecz numeru tego nigdy już nie powtórzył!!!
      ściskam i niezmiennie zapraszam

      Usuń
    2. Bo to jest trudna rola i to na całe życie, a potem jeszcze wnuki...

      Klaterku, świetny sposób, ja kiedyś zaczęłam przedrzeźniać marudzącego syna i też skończyło się to wspólnym śmiechem do łez...

      Usuń
  34. Pewnie ktoś już to napisał w komentarzach, ale problem nie leży w dzieciach, tylko w głupich rodzicach. Widuję takie mamusie dosyć często z racji zamieszkania w ciekawej dzielnicy i chyba nic mnie już nie zdziwi. Szkoda tylko tych dzieciaków, gdyż nie z ich winy, nic dobrego raczej z nich nie wyrośnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele dzieci ma przechlapane od urodzenia, to prawda, one rodziny czy rodziców nie mogą wybrać...

      Usuń
  35. Moje dzieci są dorosłe i myślę, że udało mi się wychować ich na dobrych ludzi. Rodzic powinien sam być przykładem dla dziecka, szczerze o wszystkim z dzieckiem rozmawiać, być jego przyjacielem, pamiętając jednak o ustaleniu zasad. W wieku dorastania niestety rodzice często schodzą na dalszy plan, akceptacja wśród rówieśników jest najważniejsza, wtedy nie ma rady trzeba przetrzymać.
    Co do elektroniki podzielam zdanie Twoje i komentujących. Nie jest łatwo być nauczycielem czyichś dzieci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest łatwo, zbyt dużo oczekiwań, a zbyt mało wsparcia...

      Usuń
  36. Widziałem dzisiaj w tv mądrą wypowiedź sędziny (proces gimnazjalistek znęcających się nad koleżankami), która powiedziała, że nie ma trudnej młodzieży, są natomiast rodzice (tu padło przykre określenie pod ich adresem).
    Mógłbym się wypowiedzieć w poruszonej przez Ciebie kwestii bardzo wieloma zdaniami na podstawie własnych doświadczeń, także obserwacji, których było przecież wiele z wiadomych powodów. Statystycznie jest źle, jest nawet bardzo źle... chyba zmieniły się priorytety w rodzinie, chyba rodziny są inne, chyba rodzin nie ma (?), chyba też nie ma wsparcia ze strony szkoły, chyba brak autorytetów, nie takich z górnej półki rycerzy, lecz takich zwykłych, najpowszedniejszych, chyba kreatorom dzisiejszej rzeczywistości (rządzi nami wszechwładna ręka wolnego rynku) nie bardzo zależy na pozytywnych zmianach, bo w końcu te smartfony produkuje się dla kogoś, a dla mediów??? Grzeczne, dobrze wychowane dziecko to nuuuuuda... ale przecież nie można mówić o tym, że cała generacja dzisiejszych ojców i matek przekazuje najgorsze cechy swemu potomstwu...a czy piszący te słowa jest dobrym ojcem, który poprawnie wychowywał i wychowuje? Obawiam się, że odpowiedź na to pytanie jest zbyt trudna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie chodzi o to by być idealnym rodzicem, kto z nas może się za takiego uważać? Chodzi raczej o szukanie sposobu, słuchanie bardziej doświadczonych, podtrzymywanie dobrego kontaktu i bliskich relacji w rodzinie...w innym wypadku trzeba się zastanowić, po co mamy dzieci?

      Usuń
  37. Pytasz: "I co Wy na to?"
    Szczerze? Jestem przerażona!
    Współczuję tym dzieciakom niemal od urodzenia skazanymi na tablety, smartfony, telewizję. Czasem zmęczony rodzic, w dobrej wierze, włączy raz maluchowi bajkę podczas jedzenia, a dziecko bardzo szybko zostaje uwarunkowane jak pies Pawłowa - odtąd bez bajki jeść nie będzie!
    Pewnie, że rodzic czasem jest zmęczony, ma wszystkiego dość, chce jedynie świętego spokoju...
    Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.
    Rodzicielstwo to wyzwanie, zadanie, misja.
    Nie ma w nim miejsca na półśrodki i pójście na łatwiznę.
    Niestety!

    A wobec przytoczonych przez Ciebie sytuacji, Jotko, jestem wdzięczna za swoje PRL-lowskie dzieciństwo spędzone na podwórku, bez gadżetów, z 5 minutową czarno- białą dobranocką. Naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez dobrze wspominam moje PRL-owskie dzieciństwo, takie bardziej magiczne jakby...

      Usuń
  38. A do kogo oni mają pretensje? Sami są sobie winni. Moje koleżanki, które mają teraz roczne dzieci albo nawet i młodsze ciągle wrzucają zdjęcia tych dzieci do sieci i one nawet nie wiedzą, co robią. To jak one to robią, to dziecko też będzie chciało. To rodzice w pierwszej kolejności wychowują dziecko, potem szkoła. Szkoła ma wszystko za rodziców robić, jak już oni rozpuszczą te dzieci tak, że nie da się już z nimi w normalny sposób poradzić? No bez przesady. Ale weź takiej matce powiedz, że źle robi dając dwuletniemu dziecku do zabawy telefon, to cię niemal zje, więc ja nawet nie próbuję i tylko patrzę z politowaniem ,myśląc ,,będziesz kobieto miała za parę lat duży problem".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie myślę, gdy widzę bezstresowo wychowywane dzieci - mama na wszystko pozwala, a my potem w szkole musimy wiele wyprostować...

      Usuń