poniedziałek, 12 marca 2018

Czy widział ktoś pucybuta?

Otwieram drzwi - przystojny kominiarz, ale nie z kalendarzem, jak zwykle, tylko z kartką wielkanocną i życzeniami. Należało się dwa złote, to znaczy, co łaska, ale tylko taka moneta była w portfelu męża.
Kominiarz jak się patrzy, elegancki, z identyfikatorem, więc zawód nie wymiera, kominiarze potrzebni.

W pracy podarłam rajstopy i pojawiła się refleksja - kiedyś zaniosłabym pewno do punktu repasacji. Czy pamięta ktoś takie panie, które najczęściej w sklepach z pasmanterią miały swój kącik repasacji pończoch?
Moja mama zbierała po kilka sztuk i zanosiłam do takiego punktu rajstopy i pończochy do cerowania, bo był to towar deficytowy, o który trzeba było dbać. Dziś wyrzucamy, bo najpewniej po niewprawnym zaszyciu i tak oczka lecą dalej, a i towar przestał być deficytowy.

Z czasem wyginął także fach prężenia firan i koronkowych serwet. Pamiętam, jak z babcią zanosiłyśmy niciane firany ukrochmalone po praniu do pewnej pani, która rozciągała je na specjalnych stelażach do wyschnięcia, a praca to była żmudna.
Ale kto dziś ma ręcznie robione koronkowe firanki?

Podobnie z profesją pucybuta.
Chociaż, gdy szukałam ilustracji do tej notki, znalazłam całkiem nowe, to jest współczesne zdjęcia, świadczące o tym, że gdzieś jeszcze pucybuta można spotkać lub przynajmniej maszyny do oczyszczenia obuwia przed wejściem do różnych instytucji...
sama chętnie zapłaciłabym, bo nie lubię czyścić butów z pastowaniem itd.
Są przecież myjnie dla aut, a dla butów?

Do lamusa odeszła także profesja telefonistki. Kiedyś takie panie łączyły międzymiastowe lub zagraniczne rozmowy telefoniczne, przyjmowały nadawanie telegramów lub łączyły rozmowy klientów z pracownikami różnych firm. Nawet w przychodniach i szpitalach łączeniem rozmów zajmują się automaty. Gdy dzwonię do rejestracji odzywa się automat, informujący do kogo mogę się dodzwonić i wreszcie informacja: jesteś czwarty w kolejce, jesteś trzeci w kolejce...

(Telefonistki - fot. Tekniska Museet/flickr (CC-BY 2.0)

A kto dziś pamięta takie profesje jak :KaOwiec; wodzirej; sekserka; ostrzyciel noży i nożyczek, wędrujący po podwórkach i oferujący swoje usługi.
Wiele zawodów rzemieślniczych odchodzi w niepamięć, bo nie ma kogo wyszkolić na miejsce starego już mistrza.

120 komentarzy:

  1. Może to nie jest kwestia wyszkolenia, ale jak się wszyscy naoglądają seriali o sekretarkach , lekarzach, dziennikarzach lub hotelarzach to takie prozaiczne zawody mają nie powiem gdzie . Każdy w wyobraźni jest nie wiadomo kim i taki zwykły zawód jak sprzątaczka czy sprzedawca ich nie interesuje . Widziałaś kiedyś serial o sprzątaczce lub ekspedientce ? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. był kiedyś taki czeski serial "Kobieta za ladą", ale ujujuj, kiedy to było?...
      p.jzns :)...

      Usuń
    2. Ten czeski pamiętam, ale o sprzątaczce chyba nie było...
      Tak, seriale to istny kosmos, młodzi ludzie pracują w dobrych firmach, maja domy, dwoje dzieci i wyjeżdżają do tropików...wszyscy ;-)

      Usuń
    3. za to Janek Serce pracował jako "inżynier instalacji podziemnych", podobnie zresztą, jak Tadzio Norek...

      Usuń
    4. O, przypomniałeś fajne seriale, chociaż wolę Janka Serce i piosenkę śpiewał Krajewski:-)
      Były też seriale o zawodowych kierowcach :-)

      Usuń
  2. Klik dobry:)
    Podnoszenie oczek w rajstopach teraz niepotrzebne, bo i tak rwą się bardzo szybko. W ogóle naprawy są nieopłacalne. Tylko rzeczy dobrej jakości warte są naprawiania. Ostrzyciel noży i nożyczek dzisiaj też by się przydał. Oczywiście nie tych chińskich nożyczek, które rozlatują się zanim się stępią.

    Pozdrawiam serdecznie.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może komuś jakąś niszę zawodową podpowiemy i zakład usługowy otworzy?

      Usuń
  3. U mnie w domu za pucybuta robiła maszyna . Kiedy byłam dzieckiem tata takową gdzieś zakupił .Wkładało się nogę z butem pod wirujące szczotki i bucik lśnił jak lustro :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za maszynę robili kiedyś ojcowie, mój wujek całej rodzinie buty czyścił w soboty i lubił to.

      Usuń
  4. Niedługo nie będzie też szewców - butów się nie naprawia, kupuje się nowe. Zamknięto w mieście ostatni zakład, gdzie oprawiano profesjonalnie obrazy w ramy - właściciele się zestarzeli a następców brak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To szkoda, u nas do niedawna był zakład introligatorski i modniarski, ale też już nie ma...właściciele umarli.

      Usuń
  5. Ostatnio zniknął mój ulubiony zakład szewski - bo chociaż butów mam sporo, to kilka jest z kategorii ulubionych, i te naprawiałam. Pucybutów zastęĻują wspomniane gdzieś maszyny, sporo ich na przykład w hotelach. Rajstopy tez niektóre zamiast wyrzucać chętnie oddałabym do naprawy, bo je lubię, a takich - w określony wzór na przykład - juz nigdzie nie ma. Co obrusów i firanek to nie używam, więc za tym nie tęsknię, chociaz jako rodzinne pamiątki gdzies mam. Noże i nożyczki ostrzy mąż:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z usług szewca czasem korzystamy, chociaż zdarza się kupić buty na specjalnej gumie, która prawie sie nie zdziera.
      Takich firanek i serwet tez nie mam.

      Usuń
  6. Świat ulega przemianom,teraz pończochy w dziurkach wyrzucamy i kupujemy nowe.
    Kominiarz z kartką wielkanocną nigdy w progi domu mego nie zawitał,a tym bardziej przystojny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze strażaka brakuje do kompletu :-)

      Usuń
  7. Zgadzam się Asiu z Tobą,że coraz mniej albo zupełnie zanikają takie miejsca.W niedalekim Krośnie jeszcze istnieje zakład gdzie czasami po wyszyciu przeze mnie obrazka pan profesjonalnie go oszkli i oprawi. To zakład rodzinny i teraz prowadzi go już następna osoba w rodzinie.Na szczęście noże doskonale ostrzy Mietek,rajstopy rzeczywiście jak coś to wyrzucam.Nie cierpię czyścić butów ,ale niestety w pucybuta to czasami "zabawia się" mój syn (jak go pięknie poproszę).A i przypomniało mi się gdy w Dukli była centrala telefoniczna...i mniej może fajna sprawa bo "tajemnica poliszynela" było ,że "Pani M" podsłuchuje wszystkie rozmowy.....A dzisiaj gdy chcę zarejestrować się w ośrodku zdrowia przeważnie po kilku,kilkunastu razach po prostu ubieram się i idę. I tu cieszę się,że w Dukli to wszędzie blisko....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie centrale były jak zabawa w głuchy telefon...jedna pani drugiej pani i całe miasto wiedziało.

      Usuń
  8. Szkoda, że zawód polityka nie chce odejść w niepamięć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to jeden z najstarszych zawodów świata i na pewno nie ostatni...

      Usuń
  9. Jotko, teraz trudno znaleźć szewca czy introligatora. Znam wszystkie wymierające zawody, które wymieniłaś, ale pucybuta widuję tylko w filmach.
    Kilka lat temu w moim wieżowcu pojawił się mężczyzna, który ostrzył noże i nożyczki. Jako że noże sami ostrzymy, to dałam mu do naostrzenia nożyczki duże i nożyczki do paznokci Zapłaciłam po 2 złote od sztuki.
    Jednak podobało mi się to, że człowiek nie żebrał, lecz zabrał się za dość potrzebną pracę.
    Serdecznie pozdrawiam w nowym tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To faktycznie dobry pomysł. Do nas zapukał kiedyś bezdomny, ofiarowując usługę mycia schodów, a że miałam już umyte, to poprosiłam o wyrzucenie śmieci za 2 zł, żeby czuł, że zarabia, a nie żebrze...

      Usuń
    2. Mąż kiedyś zaproponował żebrakowi pod marketem, żeby pomógł przekopać działkę. Oczywiście, mężczyzna się nie zgodził, więc niczego nie dostał, choć mąż za pomoc przy kopaniu zaproponował mu niezłą kwotę.

      Usuń
    3. Takie przypadki też znam, niestety...

      Usuń
    4. Wczoraj zastanawiałam się, że aby w USA zostać milionerem, trzeba zacząć od pucybuta, a potem spokojnie czekać, aż zejdzie z tego świata bogata ciocia.
      W Polsce jest inaczej, bo aby zostać milionerem, trzeba najpierw być szefem dużego banku, a potem przepisać te miliony na żonę i zostać...politykiem.

      Usuń
    5. Trafne spostrzeżenie, albo trzeba być celebrytą i wiedzieć, gdzie się pokazać, a potem to już z górki :-)

      Usuń
  10. ""Poklepywacz damskich tyłów"" - tego stanowiska jakie wyłapałem w głębokim PRL jeszcze nikt nie przebił.
    https://pytamy.pl/kat,17,title,stanowisko,pytanie.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż sprawdziłam, a to o buty chodziło :-)

      Usuń
  11. W Warszawie jest pewien sklep, który oprócz sprzedawanych tam "ostrych przedmiotów" wykonuje usługi ostrzenia nożyczek, cążków do paznokci, itp. Teraz sporo nożyczek jest z materiału którego się nie ostrzy.Jest też w W-wie kilka takich "unikatowych" punktów usługowych jak : artystyczne cerowanie, repasacja cienkich dzianin,overlock,usługi rymarskie.
    Wodzireje i kaowcy nadal istnieją, tylko mają zmienioną nazwę, na każdym weselu jest wszak wodzirej.
    Coraz mniej jest warsztatów ślusarskich, ale punktów dorabiania kluczy sporo- w stolicy są niemal w każdym dużym markecie.
    Zegarmistrz to już ginący zawód,bo zegarki są b. tanie a te dobrej marki to jakoś się nie psują.Szewców też brakuje, przecież dziś nikt butów nie zeluje.
    Ostatni raz pucybuta widziałam w...Stambule. Mieli niezwykłej urody skrzynko-szafeczki, zdobione dzwonkami. Było ich tam sporo, w różnym wieku- od dość małych chłopców do już wiekowych mężczyzn.
    No cóż, zmienia się poziom i sposób życia i niektóre zawody odchodzą w niepamięć.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odchodzi w niepamięć też koloryt małych miasteczek, gdzie zakłady usługowe istniały, podłogi w nich skrzypiały, a właściciele byli od zawsze...

      Usuń
  12. Pamiętam jak rodzice zanosili wielkie torby pościeli do magla. Pamiętam jak mleczarz roznosił mleko w szklanych butelkach ze srebrnym kapslem. Pamiętam jak ostrzyciel noży i nożyczek chodził co dwa tygodnie po osiedlu i alarmował, że już jest. Byłam za mała aby się tym wszystkim cieszyć, a teraz nie mogę się nadziwić jak wiele wdzięcznych zawodów po prostu zdycha z braku tlenu na handlowej arenie kolosów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te kolosy powodują anonimowość i powtarzalność wzorów, usługi są bezosobowe, nawet listonosz wrzuca awizo od razu do skrzynki...

      Usuń
    2. A żebyś wiedziała, ile razy ja już musiałam prosić na poczcie, by listonosz nie bał się zapukać ;)
      Czy to możliwe, że liczą mu czas i to z pośpiechu? Tak mi przyszło do głowy...

      Usuń
    3. A może lenistwo lub zbyt ciężka torba? Może gdyby napiwki dawać, to wchodziliby nawet na 4 piętro?

      Usuń
  13. Kominiarz się u mnie pojawia dwa razy w roku na obowiązkowy przegląd, choć w tym roku był przypadek zatrucia czadem i dodatkowa kontrola z zaleceniami do natychmiastowego wykonania. Wezwałam pana do przeglądu i konserwacji pieca gazowego, więc mam nadzieję, że mogę spać spokojnie. Ciekawa jestem czy wszyscy wskazani lokatorzy tak ochoczo i niezwłocznie wypełnią zalecenie kominiarza.
    Panią od repasacji pończoch jak najbardziej pamiętam. Również z dzieciństwa pamiętam jak pan wchodził do klatki schodowej i wołał "noże ostrzę, nożyczki". No i niezapomniany pan na którego się mówiło "szmaciarz" - podjeżdżał on na podwórko wozem do którego była zaprzęgnięta wychudzona szkapina i skupował butelki, jakieś szmaty. Pamiętam, że dzieci oddawały butelki i dostawały w zamian lizaka - kogucika. Kaowiec - to wspomnienia z pobytu na wczasach w ramach FWP - też jako dziecko bywałam i pamiętam. Asiu, ale fajne wspomnienia przywołałaś przy poniedziałku. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam jeszcze panią mieszkającą w mojej klatce, która naciągała firany i obrusy. I pamiętam w piwnicy duże drewniane koło, na którym rozpostarty był piękny obrus.

      Usuń
    2. Teraz przypomniała mi się pani, która zajmowała sie obciąganiem guzików w tkaninę, jeśli ktoś chciał mieć guziki identyczne jak płaszcz czy żakiet.Mija babcia była krawcowa i z usług tej pani korzystała.
      Ale że z tego można było wyżyć?

      Usuń
    3. zakład obciągania guzików był kiedyś (lata 80-te) na wawskim Żoliborzu, sam kiedyś tam zamawiałem guziki do skórzanej marynarki, ale już wtedy takich usług było niezbyt wiele...

      Usuń
    4. A widzisz! Teraz tego chyba nigdzie nie ma...

      Usuń
  14. Co robiła sekserka??
    Nie znoszę czyszczenia butów, tak samo jak zmywania naczyń. Ciekawe, ile taki pucybut sobie liczył za swe usługi. Cóż, żeby coś nie wyginęło potrzeba dobrej woli i tak jak teraz mówi się, że potrzeba pewnych zawodów, bo np. mało się szewców czy piekarzy. Zresztą, ludzi zastępują maszyny i też tak jak sama napisałaś towaru jest pod dostatkiem, można iść i kupić nowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sekserka selekcjonuje świeżo wyklute kurczaki oddzielając kurki, przyszłe nioski, od kogutków, które po pewnym czasie czeka ubój...
      p.jzns :)...

      Usuń
    2. Czyli masz odpowiedź, ale po co zaraz o uboju?
      Takie małe zakłady powinny jednak byc, bo czasem jakiś drobiazg przy butach czy torebce można naprawić...

      Usuń
    3. do walk kogutów na pewno nie są szkolone, bo to nielegalne i w ogóle nie ta tradycja, nie ten rejon świata... nie wykluczam jednak, że niektóre robią karierę jako reproduktorzy, ale na tym moja wiedza na temat branży drobiarskiej stanowczo się kończy...

      Usuń
    4. Kury, nie skojarzyłabym nigdy z nimi. Dziękuję za wyjaśnienie.

      Usuń
  15. ostatniego znanego mi pucybuta poznałem w latach 90-tych w Aix-en-Provence i potem spotkałem w Avignonie podczas festiwalu teatralnego... można by rzec pucybut artystyczny, bardzo elegancko ubrany, dysponujący szerokim uzbrojeniem w środki czyszczące i bawiący klientów /zwykle turystów/ przemiłą rozmową... honorarium pobierał trochę na zasadzie umowy o dzieło...
    ale wiem, że teraz jeszcze jakiś funkcjonuje, także w Polsce, widziałem nawet filmik - wywiad z nim kręcony w jakiejś galerii handlowej...
    sekserki mają się dobrze, pracują na fermach kurzych...
    ale ostrzyciel noży?... być może są zakłady ślusarskie oferujące taką usługę, ale takiego wędrownego po podwórkach, stukającego młotkiem w kawał metalu, by obwieścić swoje przybycie to ostatniego widziałem w latach 90-tych, a potem już o takich nie słyszałem...
    za to skojarzyło mi się coś innego... jakieś dziesięć, czy piętnaście lat temu na moje rejony zajeżdżał lodziarz, obwieszczając swój przyjazd charakterystyczną melodyjką... oprócz lodów oferował jeszcze świetne mrożone ryby... ale to trwało jakiś rok, czy dwa i się skończyło...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok temu słyszałam tę charakterystyczną melodyjkę i zastanawialiśmy sie z mężem czy to lody przyjechały czy to zbieg okoliczności?
      Czyli sekserki są? U nas była kiedyś wylęgarnia jaj, ale nie wiedziałam, że na fermach kurzych jeszcze ta profesja istnieje...

      Usuń
  16. No właśnie o ile jeszcze czasami zszyję dziurę w skarpetce czy leginsach dziewczynek to już rajstop się raczej nie ceruje ;) Czasy się zmieniają i to lotem błyskawicy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo w muzeach i skansenach będziemy siebie oglądać:-)

      Usuń
  17. Pucybuta znam tylko z filmów, kominiarz przychodzi do nas raz w roku i sprawdza komin.
    Jakiś czas temu słyszałam jak w edukacji wypowiadali się, że są zmuszeni zamknąć szkoły zawodowe o profilu tokarz, ślusarz, kaletnik, bo nie ma chętnych na przyuczenie się w tych zawodach. Tak jak było tu już w komentarzu wspomniane, że wiele usług zastępują maszyny. Technologia się rozwija i teraz już się mało naprawia, a często wyrzuca zastępując nowym.
    Rajstop z dziurami się nie naprawia, bo teraz przecież moda jest na potargane, a im większe dziury tym fajniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, teraz dziury w modzie, więc można nie przejmować się za bardzo. kiedyś oczko w rajstopach lub dziura w skarpetce to był wstyd...

      Usuń
  18. pani od pisania na maszynie - to było coś.
    mój ojciec śmiał się ładnych parę lat, że komputery zrobiły z wszystkich pisarzy, a wcześniej maszynistka, to był fach dożywotni. teraz każdy tłucze wlasne literki. stenotypistki... też elita.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moją pracę magisterską przepisywała mi mama na maszynie, więc nie musiałam płacić.
      Dziś młodzi piszą na klawiaturze bez patrzenia na klawisze, ja tak nie umiem...

      Usuń
  19. Jestem kaowcem z pierwszego wykształcenia. :)Skończyłam w 1990 roku Państwowe Pomaturalne Studium Kulturalno - Oświatowe ze specjalizacją teatralną, które rok później było już przemianowane na Studium Animatorów Kultury. Studia kontynuowałam na animacji.:)

    Rajstop nie lubiłam i nie lubię, noszę, jak muszę do kiecki, którą zakładam raz na rok. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co czytałam jesteś bardzo pracowitym kaowcem:-)
      rajstop nienawidzę, noszę tylko grube zimą...

      Usuń
  20. U mnie w mieście otworzył się niedawno punkt ostrzenia noży i sitek. A maszyny do czyszczenia butów można spotkać często np. w hotelach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, widziałam ogłoszenie w punkcie dorabiania kluczy, że nożyczki ostrzą.

      Usuń
    2. Nie wiem czy mogę tak myśleć, ale czasem mi się wydaje, że otwieranie się takich punktów świadczy jednak o zubożeniu społeczeństwa i konieczności naprawiania starych rzeczy, nie zawsze z przekonania, a raczej z oszczędności.

      Usuń
    3. W każdym razie u nas szewców znów przybywa...

      Usuń
  21. Pamiętam jak moja zanosiła rajstopy do cerowania. Teraz na pewno nie ale warto zbierać i używać do wypełniania poduszek...Pucybuta nie widziałam ale w szanujących się hotelach jest urządzenia automatyczne i buciki można sobie wyczyścić bez pobrudzenia rączek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, moja mama wkładała stare rajstopy do poduszek na kanapę...

      Usuń
  22. K O wiec - to dopiero był gość :) Pamiętam kiedyś na wczasach zakładowych, mieliśmy takiego pana od KO a że ja zostałam starościną turnusu, to ustalaliśmy szczegóły wieczorków tanecznych. Pan KO zaproponował, żeby zbiórka była nieco wyższa, bo " kura grzebie, żeby coś wygrzebać" . Od tego momentu został panem "kuragrzebie" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz każda taka osoba będzie mi sie kojarzyła z tą kurą, co grzebie:-)

      Usuń
  23. Nawet nie wiedziałam, że kiedyś był punkt repasacji rajstop, ciekawie.

    Zawód telefonistki znam tylko z dawnych seriali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe życie człowiek się uczy:-)

      Usuń
  24. To prawda, te zawody zanikły. U mnie w hotelu jest, ale elektryczny. Widzę też jak budują hotel obok mojego domu i to bez recepcji. Będzie automat, który wyda Ci kartę , która otworzy drzwi do hotelu i pokoju:) Nie wiem kto będzie tam sprzątał:)albo automaty, albo samodzielnie:) W metrze też polikwidowali stanowiska sprzedających bilety, markety automaty. Nie lubię automatów, bo nieraz kartę połykają i nie chcą oddać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Córka koleżanki była na nartach w Austrii i tam trafili taki hotel, wszystko automatyczne, dostała kod i włożyła pieniądze do automatu, dopiero po zapłaceniu drzwi sie otworzyły...dziwne wrażenie.

      Usuń
  25. Oczywiście, że pamiętam repasacje i panią z repasacji! Mam ją w oczach.
    Moja Teściowa miała koronkowe firanki robione przez siebie i teść zrobił jej taki stelaż do ich naciągania i suszenia.
    Pamiętam również kaowców.
    Był jeszcze taki cudny zawód jak stenotypistka. A teraz? Dyktafony...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy byłam na komendzie jako świadek, to jeszcze na maszynie pisali, słowo!

      Usuń
  26. Pamiętam, że jak rok temu jeden z profesorów na mojej uczelni zapytał się nas kim był zecer, to tylko ja potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie. Co ciekawe, profesor stwierdził, że jestem pierwszą osobą od lat, która znała odpowiedź na to pytanie. O pucybucie oraz telefonistce słyszałam, wodzirej prowadził dyskoteki i zabawy taneczne(przynajmniej tak mi się kojarzy), sekser - sprawdzał płeć kurcząt?. KO to znowu coś na wzór współczesnych animatorów czasu wolnego. Jeszcze coś tam chyba pamiętam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, po co zecer, skoro skład odbywa się komputerowo, nawet ilustracje są komputerowe...a błędów więcej czasem, niż robił zecer.

      Usuń
  27. W Polsce i w Europie wiele zawodów po prostu przestaje być opłacalnych, jeśli mamy tanie produkty z Chin, po co się wysilać i zanosić coś do naprawy. Co do zawodów takich jak pucybut to można ich spotkać np. w Ameryce Południowej, swojego czasu pan Wojciech Cejrowski skorzystał z usług takiego pana przed kamerą. Sądzę, że do tej pory też można jeszcze znaleźć przedstawicieli tego zawodu gdzieś tam w świecie. Bo są takie miejsca, gdzie opłacalne jest nadal naprawianie rzeczy. :)

    No to i tak słusznie, jak są takie zawody jak te, należy możliwie jak najpełniej korzystać z możliwości uczestnictwa z zawodnikami w nich.

    Co racja, to racja, wiatr może krzyżować różne plany.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rękodzieło kiedyś zaczęło odchodzić do lamusa, ale ostatnio wraca, tylko ceny są z kosmosu...

      Usuń
  28. Bardzo mi czasem brakuje repasacji, bo przecież niektóre grubsze rajstopy kosztują 20 zł i więcej. jak w takich puści malutkie nawet oczko, to koniec (albo pod spodnie).Jednak żal. Ciekaw, czy można gdzies kupić takie szybkie "szydełko" do repasacji? Do użytku domowego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, może gdzieś w pasmanterii, niektórych grubych rajstop też mi żal, a nowe potrafią kosztować majątek!

      Usuń
  29. Witaj, Jotko.

    Pucybuta można jeszcze spotkać w dużych centrach handlowych na zachodzie, a maszyny - w dobrej klasy hotelach:)
    Drutujących garnki i repasację znam ze wspomnień innych, wodzireja i kaowca z filmów, a sekserkę z krzyżówek:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne przykłady drutowania garnków i naczyń widziałam w skansenie na Słowacji, majstersztyk po prostu...

      Usuń
  30. Starymi rajstopami wycieram kurze.Dobrze łapią.
    W Zakopanem ,nie wiem czy dzisiaj jeszcze ,ale nie tak dawno ,na skrzyżowaniu Krupówek z Piłsudskiego było ogłoszenie "Do Pana Szewca" Myślę,ze autor miał poczucie humoru,bo szewców coraz mniej więc ci ,co zostali to już panowie ,a nie zwyczajni pracownicy fizyczni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u nas szewców sporo, znalazłam nawet nowe zakłady w blokach, na targowisku, może ludzie zaczęli cenić buty?

      Usuń
  31. A u mnie po osiedlu wołali: zieemniaki! Swieże, pyszne, a przy okazji rolnik dostarczał warzyw(niemytych i niemoczonych w ACE) oraz jajka o żółtym, a nie pomarańczowym.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jajka u nas roznoszą, ale w godzinach dla bezrobotnych, a czasami przywiozą jabłka prosto z sadu :-)

      Usuń
  32. Przyznam szczerze, że sama nie kojarzę większości z wymienionych zawodów. Tylko telefonistka i pucybut obiły mi się o uszy. A żeby naprawiać rajstopy... to nawet na myśl mi nie przyszło. Ech, takie czasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, takie czasy...
      Nie wpisałam u Ciebie komentarza, bo nie mam ochoty na pyskówki z panią Kloszard, ale czytam:-)

      Usuń
  33. Czasy sie zmieniły...
    Pamiętam, że kilka lat temu w którymś z warszawskich centrów handlowych pojawił się pucybut, ale nie wiem czy przetrwał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre stare usługi wracają, więc może?

      Usuń
  34. Kilka dni temu w śniadaniowej tv pokazywali wodzireja kobietę(najlepsza w 2017 r).Pucybutów w naszym kraju nie pamiętam wcale. W latach 90-tych ubiegłego wieku próbowałam będąc już na rencie dorabiać przepisywaniem tekstów. ale nie było chętnych. Z jednej strony dobrze, że technika nas w niektórych dziedzinach wyręcza, ale są zawody, które zanikają, a wytworów przez fachowców wykonanych maszyna nie zrobi(znajomy wytwarza elementy niezbędne w żeglarstwie i nie ma ucznia, który przejąłby warsztat).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z drugiej strony wraca się dziś do pewnych rzeczy sprzed lat, więc moze i rzemiosło będzie miało swój renesans?

      Usuń
  35. Najbardziej wkurzaja mnie Jotko automaty w telefonie. Szał mnie ogarnia, kiedy słyszę wciśnij 1, wcisnij 2, poczekaj, wybierz, wszyscy doradcy są zajęci. No szlag mnie trafia. A kiedy już masz szczęście i zaszczyt rozmawiac z takim doradcą, jesteś taka zmęczona,że najchetniej zakończyłabyś rozmowę.
    A punkty reparacji pończoch pamiętam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mnie to też wkurza, a jeszcze te durne melodyjki na czas oczekiwania! koszmar, a licznik bije...

      Usuń
  36. Jotka, nie wiem jak w dużych miastach, ale pamiętam jak w naszym miasteczku jeździł " szmaciarz". Zabierał stare szmaty a w zamian dawał garnki i inne przedmioty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje to też miasteczko, ale szmaciarza nie pamiętam...za to pamiętam, gdy za makulaturę dawali papier toaletowy:-)

      Usuń
  37. Przepraszam, że tutaj piszę o moim problemie z blogiem. Nie wiem w jaki inny sposób mogę uzyskać poradę w kwestii weryfikacji obrazkowej. Jotko, co zrobiłaś że u Ciebie jej nie ma? U mnie pomimo tego, iż nacisnęłam że nie chcę tej funkcji, ona nadal działa. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie nic, za to miałam problemy z komentowaniem u innych, teraz, odpukać ustały, ale coś chyba grzebali na platformie, bo inaczej wygląda pole komentarza.
      Czasem natomiast nie mogę odczytać tekstów z Wordpressa, bo są tylko jakieś robaczki i gdzieś tam też mi się włącza weryfikacja obrazkowa.

      Usuń
    2. Hym... no to kicha. Ale może i ja się doczekam :)

      Usuń
  38. Koronkowe mam ale nie firany...serwety obrusy, a z "dookiennych" zazdrostki, więc jakoś sama sobie je usztywnię, do łóżka szpilkami przyczepię i czekam :)
    Ja to pamiętam jak z mamą i furą pościeli, obrusów itp wykorzystując wózek brata, którego prowadziłam za rączkę do magla wycieczki czyniłyśmy...
    Szkoda zawodów, fachów...ale kto wie, czy świat i do tego wrócić nie będzie musiał :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest slow food, slow life, to może i slow professions będą:-)

      Usuń
    2. Tak w sumie niektóre professions "powstają", albo się właśnie slow robią...odżywają i kosztują...takie np mebelki nie z ikei, a od stolarza, albo sukienka, nie jak ma koleżanka, ale od krawcowej :) Szedełkowanie tez w modzie ostatnio...tylko na to, się obawiam moda przejdzie szybko :) :/

      Usuń
    3. Niestety, rękodzieło nie zawsze było w cenie, a musi kosztować, bo wiele pracy wymaga.

      Usuń
  39. To akurat chyba największy minus wszystkiego, co wykonane ręcznie, cena od razu szybuje niesamowicie.

    Ja tam bym nie umiał takiego okna wstawić, zwłaszcza jak musiałbym na początku dziurę wybić.

    Też ostatnio doświadczyłem jak na żywo w czasie takich konwersacji mózg musi pracować. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu są różnice interesów, sprzedawca chce zarobić i wie ile to pracy, a kupić chcemy tanio.

      Usuń
  40. A wiesz że istniały kiedyś punkty nabijania tuszem długopisów?
    Zbierało się wszystkie długopisy w całym domu i szło do takiej pani, która je nabijala odpowiednim aparacikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś słyszałam, ale u nas tego nie było, był natomiast punkt nabijania syfonów.

      Usuń
    2. Nabijanie "naboi" do syfonów też miało wzięcie.

      Usuń
    3. Oj, biegałam z tymi butlami, ale zanim były naboje,które kupowało sie w sklepie, chodziłam do punktu bezpośredniego nalewania wody gazowanej do syfonu...

      Usuń
  41. Ostatnio czytałam artykuł o dawnym zawodzie naprawiania rajstop i pończoch.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś chyba nigdzie tego nie ma, chyba że ktoś sam, prywatnie...

      Usuń
  42. Kochana, pamiętam ostrzyciela noży, który wędrował po podwórkach i na rowerze miał zamontowaną ostrzałkę. Mama wtedy szybko wyjmowała z szuflady nożyczki i noże, dawała mi, bym zaniosła do ostrzyciela. Ale bardzo miło wspominam też magle, których teraz już nie ma. Wyprawa do magla to było coś !!! Najpierw trzeba było w domu bieliznę pościelową i obrusy odpowiednio przygotować: rozciągnąć za rogi po przekątnej i spryskać wodą... a w maglu to już było wspaniale ! Było cieplutko i były ploteczki z całego osiedla :)) Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam zapach maglowanej bielizny i przytulną atmosferę także:-)

      Usuń
  43. Nosiłam Mamie pończochy do reparacji, pamiętam też ostrzycieli noży, chodzili od kamienicy do kamienicy dzwoniąc głośno czymś metalowym. Zbiegało się wtedy szybko po schodach, albo wołało z okna. Dziadek wyjmował do naostrzenia wszystkie możliwe noże z przepastnych szuflad. Do szewca nosiło się buty do naprawy, ten zawód też już w zaniku. Teraz noże ostrzy mój mąż, dziurawe rajstopy się wyrzuca, a buty.. a to zależy jakie i co się z nimi stało. Pucybuta natomiast kojarzę jedynie z amerykańskich filmów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z usług szewca jeszcze korzystam i jak ktoś powiedział, chyba ludzie zaczęli oszczędzać, bo szewców u nas przybyło...

      Usuń
  44. Dobry temat, jeszcze lepsza wędrówka "ku młodości górnej i chmurnej". Dzięki za przypomnienie tamtych czasów.

    OdpowiedzUsuń
  45. Pucybuta nie widziałam na oczy przez całe swoje życie. Przedstawicieli innych zawodów i owszem.
    Z zawodów, które wyginęły, mogłabym jeszcze wymienić roznosiciela mleka i pracowników obsługi saturatora :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapomniałam o saturatorach, zawsze kupowałam z sokiem:-)

      Usuń
  46. Ostatecznie można się nauczyć robić samemu jakieś ładne rzeczy. :)

    Ciekawie czasem jest, choć tak na co dzień to różnie bywa. Może się kiedyś uda pojawić w jakimś dziele filmowym.

    Dziś z kolei w kwalifikacjach nieco inaczej sytuacja wyglądała, jednak Kamil Stoch jak zwykle wszystkich zostawił w tyle.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli załapiesz się do filmu, to i zarobisz coś tam...

      Usuń
  47. w brytyjskich hotelach wciąż - zwłaszcza tych staromodnych - wciąż są maszyny do czyszczenia obuwia. będąc w niedużym mieście w południowo-zachodniej części Niemiec miałam okazję spotkać pana, który ostrzył noże, nożyczki, itp. a sama pamiętam,jak dzieckiem będąc wychodziłam z mamą przed dom, żeby popatrzeć, jak pan noże i nożyczki ostrzy. dzisiaj to i szewca niełatwo znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może niektóre z tych profesji wrócą do łask...

      Usuń
  48. Teraz się nie naprawia, tylko wyrzuca i kupuje nowe. Takie czasy niestety. Swoją drogą, moi znajomi szukali na Podlasiu zduna, bo chcieli wyremontować kuchnię w starej chacie. Znaleźli, ale okazało się, że najbliższy, wolny termin miał po ... trzech latach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ładnie, podobnie jest ze specami od dachów krytych trzciną podobno:-(

      Usuń
  49. :) a znajdź kominiarza jak w domu opalanym kominkiem czujesz dym... (dwa tygodnie czekałam na gamonia)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie ma, bo chodzą z życzeniami lub z kalendarzami:-)

      Usuń