piątek, 14 sierpnia 2026

Bez niespodzianki...

 Dziekuję wszystkim za pomysły i refleksje pod ostatnim postem. Jest takie porzekadło: umiesz liczyć, licz na siebie. To się sprawdza w wielu sytuacjach i w wielu rodzinach. Powtórzę to, co napisałam w jednym z komentarzy - dobrze wiedzieć, że w razie potrzeby, możemy liczyć na pomoc życzliwych osób, a nie ma tak pilnych i ważnych spraw, których nie można przełożyć, by pomóc komuś w trudnej sytuacji.

Zakończenie opowieści odgadła Ania z Norwegii, kilka osób było blisko, dwie poszły w rozważaniach o krok za daleko, a nie o to chodziło.

Nasza bohaterka napisała smsy do członków rodziny z informacją, że znalazła w papierach po mężu jakieś aktywa , a że nie potrzebuje dla siebie aż tyle, postanowiła podzielić się z rodziną. Zaproponowała termin i miejsce i poprosiła o odpowiedź. 

Nie musiała długo czekać. Nikt jakoś nie był zajęty ważnymi sprawami, ani zapracowany zawodowo, wszystkim pasował i termin, i miejsce.

Dzień przed finałem, seniorka wysłała informacje do zainteresowanych, że sprawa jest nieaktualna, bo to był test /sprawdzian, którego wyniki uwzględni oczywiście w swoim testamencie.

W waszych komentarzach pojawiły sie sugestie , że nie wiemy, czy pani była życzliwa innym, czy sama pomagała, by móc liczyć na rewanż, czy nie zamęczała innych swoimi roszczeniami. Tego nie wiemy. Każda taka opowieść jest jednak dobrą okazją do dyskusji na temat relacji w rodzinach.

Trochę zbaczając z tematu, dodaję moje wyklejanki, by nie zaginęły w szufladzie.






A jeszcze w temacie życzliwości: w trakcie jednej z wycieczek, zaczepił mojego męża gość "pod wpływem", prosząc o parę groszy na bułki. Na to mój małżonek, że chętnie kupi te bułki, o choćby w pobliskiej Żabce. Poszliśmy więc, mąż wybrał bułki, pan rozglądał się po sklepie, sięgał po pierogi i kiełbasę, my na to, że bułki i coś do pieczywa - taka była umowa, dołożyliśmy więc ser w plastrach, ale w drodze do kasy pan chciał jeszcze rybkę... a może piwko? tak, chętnie...
Brak słów!

środa, 12 sierpnia 2026

Opowieść przy kawie


Czego to człowiek się nasłucha, idąc do kawiarni na lody.

Nawet podsłuchiwać nie trzeba, bo towarzystwo rozbawione, głośne, trzy eleganckie panie, przed każdą kawa i ciacho, stoliki na powietrzu pod parasolami.

Jedna z pań opowiadała koleżankom o swoich doświadczeniach z rodziną. W pewnym wieku robi się porządki, takie generalne, bywa że i mieszkanie zmieniamy na mniejsze, więc i mebli, i wszelkiego dobra za wiele. 

Sił i możliwości do owego porządkowania też coraz mniej, więc nasza bohaterka poprosiła o pomoc najbliższych. Nie sprecyzowała o jakich członków rodziny chodzi, może koleżanki były w temacie.

Okazało się, że każda z poproszonych osób jest bardzo zajęta, a to w pracy, a to na działce, a to wakacje dzieciom trzeba zorganizować itp. Przyszło poradzić sobie samej, z pomocą sąsiadów i firmy przeprowadzkowej.

Tanie to nie było, ale kto bogatej emerytce zabroni? Firmy też muszą jakoś zarabiać, a że panowie sprawni i uczynni byli, pani odpaliła każdemu co nieco poza rachunkiem.

Czasu minęło trochę, nowe mieszkanie urządzone, a pani emerytka postanowiła spłatać figla mało uczynnej rodzinie. Napisała smsy do zainteresowanych....

Tutaj kończę opowieść, mając nadzieję, że czytający ten wpis dopiszą swoje zakończenie, za co z góry dziękuję.

niedziela, 9 sierpnia 2026

Dwór Artusa z przewodnikiem

 

Toruń porusza na wiele sposobów, a porównanie miasta do małego Krakowa nie jest przesadą.

Dwór Artusa to przepiękny budynek, byliśmy tam kiedyś na koncercie piosenki francuskiej i w restauracji.
 
Tym razem traf chciał, że mogliśmy skorzystać z oprowadzania po zabytku z przewodnikiem. Rzadka okazja, tym bardziej, że po naszej wizycie wyłączono część sal ze zwiedzania z powodu remontu.
Poczekaliśmy cierpliwie aż zbierze sie komplet zwiedzających, a było warto, sami zobaczycie na zdjęciach.

Nie zamierzam zanudzać Was szczegółami historycznymi, to każdy może znaleźć w Internecie, postaram się o opis wrażeń i emocji oraz zapamiętane ze zwiedzania ciekawostki. Początki Dworu Artusa sięgają XIV wieku, a w swojej drugiej wersji z początku XIX w. pełnił funkcje teatru miejskiego, tak tez był nazwany.


Już fasada budynku wyróżnia się kolorem i wielkością, a obecna siedziba Bractwa św.Jerzego pochodzi z 1891 roku i jest trzecią wersją pierwotnej. Poprzednie nie przetrwały trudności z fundamentami, podmywaniem gruntu przez Wisłę itd. 
Dwór Artusa zawsze pełnił różne funkcje, kulturalne, handlowe, restauracyjne, gościł znamienite osobistości. 
 Dziś, oprócz sal koncertowych i konferencyjnych, dwa pomieszczenia na parterze zajmują  sklep drogeryjny oraz sklep z piernikami.


Klimatyczna restauracja na zadaszonym dziedzińcu, można zajrzeć do niej z góry przez okna Dworu.


W piwnicach małe kameralne kino o dwu ekranach, bo struktura budynku nie pozwoliła na przebudowę pomieszczeń i dostosowanie do wymogów sali kinowej z jednym dużym ekranem.
W tym podziemnym kinie wysłuchaliśmy ciekawostek pani przewodnik i obejrzeliśmy prezentację na ekranach.


Klatka schodowa szeroka, jasna, z lustrami i witrażowymi oknami.


Okna w każdej z sal są przepiękne, bogato zdobione, nie sposób nie zachwycać się grą świateł, gdy zagląda do nich słońce.



Ogrom witraży widać dobrze z góry, z balkonów sali koncertowej.


Wszystko tu jest dobrze zachowane : od posadzek, poprzez okna i  drzwi, aż po sufity, okupanci oszczędzili Dwór Artusa.


Bogato zdobione balkony i loże dla ważnych gości, z osobnym wejściem i żaluzjami - ciekawe, co widzowie na balkonach chcieli ukryć przed innymi, oglądającymi przedstawienie na fotelach w parterze?


Mieliśmy okazję zajrzeć w najdalsze zakamarki, magazyny, kręte schodki.


Posadzki , zarówno kamienne, jak i parkiety zachowane doskonale, te drewniane trzeba co jakiś czas czyścić i lakierować. A roboty z tym niemało, bo parkiety z różnych gatunków drewna przecież.


Sufity drewniane, kryształowe żyrandole. Te freski sufitowe po lewej nawiązują do historii Torunia, a możne je oglądać tuz po przekroczeniu progu budynku.
Śmiesznie wygląda wycieczka, której uczestnicy chodzą ciągle z zadartymi głowami :-)


Sala lustrzana - nie tylko sporo w niej luster, ale przede wszystkim drewnianych boazerii inkrustowanych różnymi gatunkami drewna.

Jako absolwentka UMK, zapamiętałam szczególnie ciekawostkę dotyczącą dziejów mojej uczelni.
Gdy po wojnie powstawał Uniwersytet Mikołaja Kopernika, niektóre wydziały funkcjonowały w Dworze Artusa właśnie, który pełnił funkcję Collegium Maximum.
Tutaj też , do 1983 roku mieścił się klub Od Nowa ( tam działał Grzegorz Ciechowski z zespołem).
Stopniowo wydziały UMK przeniesiono do miasteczka uniwersyteckiego na ul. Gagarina.
Najdłużej w Dworze Artusa przetrwał wydział sztuk pięknych i tu podobno, na zajęcia z rysunku uczęszczał Zbigniew Herbert.

Dziś Dwór Artusa jest prężnym ośrodkiem kultury i sztuki, a na chodniku przed wejściem powstała Piernikowa Aleja Gwiazd, które odwiedzają Toruń.