
Uwielbiam blogowe inspiracje. Tyle pomysłów niesie czytanie o tym, co robicie na co dzień i od święta. Czasami to poważne sprawy służące rozwojowi w różnych dziedzinach, a czasami zabawy, które także nie są tylko rozrywką, ale czymś więcej.
O zabawach już było, ale dzisiejsza propozycja, to pomysł od Ireny, który bardzo mi się spodobał i zmotywował do spróbowania własnych sił.
Autorka uczęszcza na warsztaty twórczego pisania i tym razem podzieliła się zadaniem stworzenia opowiadań, w których każde zdanie zaczyna się kolejną literą alfabetu. Napisałam tak kiedyś życzenia świąteczne, ale opowiadania jeszcze nie próbowałam.
Usiadłam więc z długopisem w dłoni i na kartce pojawiały się kolejne zdania. Zawsze piszę najpierw ręcznie, później przepisuję na klawiaturze, z wyjątkiem krótkich tekstów na blog lub podpisów pod zdjęciami. Nie potrzeba do tego aż takiego skupienia.
Moje opowiadanie poniżej:
Zjazd rodzinny
A gdyby tak zaprosić ich wszystkich na niedzielę?
Będzie się działo, rozrywka gwarantowana lub całkowita porażka.
Cała rodzinka razem pod jednym dachem, to mieszanka wybuchowa.
Dziadek, to silny charakter, babcia wręcz przeciwnie, szara myszka.
Elżbieta na pewno przywiezie swoje psy, bez nich się nie rusza.
Franciszek tez nie zostawi swoich persów w domu, nawet sąsiadce nie ufa.
Grono wyjątkowych indywidualności wymaga odpowiednich przygotowań.
Herbatę z melisy podam wszystkim na początek, tak profilaktycznie.
I ciasteczka według przepisu prababci, wszyscy je lubią!
Jeśli pogoda dopisze, zjemy obiad na werandzie lub w ogrodzie.
Krzeseł na pewno mi zabraknie, ale pod jabłonią można postawić skrzynie lub ławy.
Lepiej od razu sprawdzić prognozy, by uniknąć zaskoczenia.
Łatwiej będzie zorganizować grilla, panowie lubią doglądać mięsa, a panie zrobią sałatki.
Może o zmierzchu pójdziemy wszyscy na spacer?
Nad jeziorem najlepiej podziwiać zachód słońca.
Ostatnio przybyło tam ławek i miejsce na ognisko.
Podobno to prywatna inicjatywa, byle terenu nie ogrodzili.
Ruszymy ścieżką wzdłuż sadu i pastwiska, kawałek drogą, to niedaleko.
Stryj Stefan nie lubi spacerów, z pewnością wymyśli jakąś wymówkę.
Trzeba przygotować odpowiednią zachętę dla wszystkich seniorów.
Ulubionym trunkiem skuszę panów, a panie może wolą tańce wokół ogniska?
Wiara czyni cuda! Chcieć, to móc!
Zjazd rodzinny to moja misja, ale czy dam radę?
Żal tylko, że co roku jest nas coraz mniej...
Jeśli znajdziecie chęci i czas, spróbujcie sami, chętnie poczytam na Waszych blogach lub w komentarzach poniżej.
A może ktoś uczestniczył w takim rodzinnym zjeździe?
Do poczytania!
Taka rozrywka umysłowa ...świetna zabawa, bo pogłówkować trzeba, a krótka forma zachęca do wysiłku.
OdpowiedzUsuńMając kiedyś dwie lewe ręce do pisania- śmiem twierdzić, że podana recepta ułatwia życie niewtajemniczonym w tajniki pisania. :-) Bardzo fajnie, że się podzieliłaś..
Chyba potrzebujemy od czasu do czasu takiej stymulacji:-)
UsuńJa się świetnie bawiłam!
spróbuję :)
OdpowiedzUsuńSuper!
UsuńZdolna z Ciebie dziewczyna!👏👏👏
OdpowiedzUsuńPiękne opowiadanie stworzylas, owszem zjazdy rodzinne bywały ale trudno je ogarnąć skoro babcia miała 25 wnuków także te zjazdy są trochę okrojone bo nie wszyscy są w Polsce, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńPodobne literackie zabawy stosowałam na lekcjach polskiego ja angielskiego. Pisało się rzeczownik czyli podmiot, zaginęło się karteczkę, potem czasownik, przysłówek itd wychodziły śmieszne zdania i dzieci się śmiały.
OdpowiedzUsuńMoja siostra cioteczna, która prowadziła biznes cateringowy organizowała takie zjazdy rodzinne, gdy żyli jeszcze niektórzy nasi rodzice z domu Nowak. Mamy nawet taką grupę na messengerze Nowaki z D.. imprezy rodzinne, wesela pogrzeby komunie chrzciny to takie zjazdy rodzinne 👍👏♥️
Świetny pomysł a jeszcze śietniejsze Twoje opowiadanie. Podoba mi się i to bardzo!:-)
OdpowiedzUsuńnajwiększe rodzinne zjazdy to przeważnie stypy, niestety...
OdpowiedzUsuńa zabawa fajna... przypomniało mi się, jak kiedyś do pewnej dziewczyny napisałem list właśnie według takiego alfabetycznego klucza... list się spodobał, niestety wpadł w ręce jej koleżanki, z którą wcześniej miałem okoliczność... i się zrobiła afera: "do mnie takich listów nie pisałeś"...
guzik prawda, bo pisałem, choć zupełnie inne, ale tys pikne w swoim artyzmie literackim... tego jednak zacietrzewiona panienka nie raczyła zapamiętać...
p.jzns :)
Ło matko, ledwo uporałam się z opowiadankiem, wyzwaniem u MaB (troszkę się rozrosło, jest już na stronie) a tu nowe :) Nie obiecuję, ale kto wie, może coś wymyślę sensownego.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Świetny pomysł i jeszcze lepsze wykonanie - alfabet prowadzi jak po nitce, a przy tym jest tu i humor, i ciepło. Melisa i ciasteczka jako dyplomacja, ognisko jako rozejm… a końcówka zostaje w środku na dłużej :)
OdpowiedzUsuńPodjęłam wyzwania, w swoim mailu szukaj odpowiedzi na nie. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńFajne, podoba mi sie . Popatrz - calosc sklada sie z pojedynczych, krotkich zdan a jednak jest opowiadaniem.
OdpowiedzUsuńU mnie istnieje autorka kryminalow ktora zatytuowala swe ksiazki wedlug alfabetu, tez jej fajnie wyszlo.
Lubię takie zabawy i chętnie podejmę wyzwanie:-) Jak tylko coś wymyślę, wkleję w komentarzu:-) Trochę to potrwa bo muszę napisać 'na brudno' w szkicowniku, potem przepisać w Wordzie i w końcu skopiować i wkleić tu. Może jest jakiś szybszy i prostszy sposób ale jeszcze go nie ogarnęłam;-)
OdpowiedzUsuń'Od A do Ż z Puszkiem'
UsuńAkurat tego ranka od początku czułam, że coś wisi w powietrzu.
Bo jak wytłumaczyć fakt, że moje śniadanie zostalo ocenione przez Puszka pogardliwym spojrzeniem?
Cały dom zdawał się zgadzać z jego osądem i nawet ekspres do kawy prychnął z dezaprobatą.
Dopiero gdy założyłam skarpetki na lewą stronę poczułam, że ten dzień będzie inny.
Ewidentnie będzie to dzień z charakterem.
Fotel, na którym usiadłam, skrzypnął jak starzec, wspominający młodość.
Gdy zapytałam Puszka, co o tym myśli, odpowiedział znudzonym spojrzeniem.
Humor sytuacji polegał na tym, że rozmowę wygrał kot, mimo że nie powiedział ani słowa.
I zrozumiałam, że tego dnia rozsądniej będzie słuchać, niż mówić.
Jednak kawa w końcu się zaparzyła i załagodziła sytuację.
Kot zjadł parę chrupek i uznał poranek za znośny.
Los się uśmiechnął, ale nie zdradził planów na resztę dnia.
Łagodność wróciła do kuchni wraz z ciepłem filiżanki w dłoniach.
Między jednym a drugim łykiem kawy zauważyłam, że zegar chodzi wolniej niż zwykle.
Nagle czas przestał mnie poganiać.
Oczywiście Puszek uznał to za idealny moment na drzemkę na środku stołu.
Po chwili doszłam do wniosku, że sprzeciwianie się temu nie ma sensu.
Rozsądek wyszedł, zostawiając kartkę z napisem 'wracam jutro'.
Smutek przeszedł przez kuchnię, zostawiając zapach kawy.
Śmieszyło mnie, że świat bez rozsądku działał całkiem sprawnie.
Talerze się nie rozbiły, a kawa nie wystygła...
Uspokojona usiadłam i pozwoliłam sobie na odpoczynek.
Wtedy pomyślałam, że chaos to inna forma porządku.
Zamykając ten dzień postanowiłam, że jutro też założę skarpety na odwrót.
Źrenice Puszka rozszerzyły się ze zdziwienia i dumy ze mnie.
Życie- podobnie jak alfabet- układa się najlepiej, gdy nie poprawiamy go na siłę.
Podoba mi się to co napisałaś, ale jestem ostatnio zupełnie nie w formie, zima mi zupełnie nie służy.
OdpowiedzUsuńTaaaak herbatka z melisy na niejednym spotkaniu rodzinnym na pewno by się przydała :)
OdpowiedzUsuńFajnie ci wyszło to alfabetyczne opowiadanie!
Duże rodzinne spotkania to najczęściej na weselach, ale już dawno wesel w naszej rodzinie nie było, na szczęście styp także.
Mam 4 braci, więc spotkania z tą rodziną najbliższą, to już niezłe zgromadzenie ;) na Wigilii było nas 15 osób i to bez bliskich jednego z braci, razem z nimi byłoby nas 22 osoby.
Takie rozległe spotkania rodzinne organizowali krewni męża mojej bratanicy, co roku zjeżdżało się w hotelu kilkadziesiąt osób. Ino że ona się z tym mężem rozwiodła i wyszła z tej rodziny, oczywiście nie z powodu tych spotkań.
Literacka zabawa - uwielbiam i jestem zachwycona. Jeśli mi zdrowie pozwoli, wrócę do takiego spędzania czasu.:-)
OdpowiedzUsuń