Na początek miła niespodzianka, która dotarła z Gdańska. Przesyłka od JoAnny z jej świateczno-noworocznego pobytu. Gdańsk mnie wzywa kartkami, magnesem i zachwytami Joasi nad jej ulubionymi zakątkami. W dodatku zawsze przejeżdża prze moje miasto, może kiedyś wysiądzie w drodze i wypijemy kawę?
Burze zimą rzadko bywają. Miałam okazję zaobserwować jedną rok temu, drugą tego roku, niemal o tej samej porze. Sprawdziłam daty! Na zdjęciach poniżej - widok z kuchennego okna, najpierw ciemność i groźne chmury, idące od północy. Później zawierucha i śnieg stopniowo pokrywał wszystko...
W zimowe dni mój domowy składacz Lego zabrał się za nowy projekt. Prezent gwiazdkowy czekał na dogodny czas, bo gdy człowiek przeziębiony, to nie o klockach myśli.
Kilka paczek klocków, instrukcja grubości książki telefonicznej, stół w kuchni i zaczynamy!
Z każdą godziną przybywało kształtów i ruchomych części...
Wreszcie jest! samochód niczym pojazd z przyszłości!
Składanie zajęło z przerwami 7 godzin, ale jaka satysfakcja!
W życiu bywają sytuacje wesołe i smutne. Pożegnałam ciocię, która zmarła 1 stycznia. Dokładnie rok wcześniej zmarł nasz przyjaciel. Żeby było dziwniej, na pogrzebie dowiedzieliśmy się, że dwa dni po cioci zmarł jej brat. Jeden pogrzeb, podwójny smutek. Stypa w pięknym miejscu. Wrażenie niesamowite, gdy żałobnicy, zmarznięci i zasępieni wchodzą nagle do sali niczym ze świątecznego filmu, pełnej pięknych dekoracji, z cichą muzyką w tle...
Ciarki przeszły po plecach, gdy z głośnika popłynęła piosenka Edyty Geppert - Ech życie, kocham cię nad życie!
Pokrzepieni i rozgrzani, wspominaliśmy zmarłych i odświeżaliśmy rodzinne relacje.
Między innymi po to są stypy.
Kolejne książki czekają na przeczytanie, inny stosik przygotowałam dla koleżanki. Wymiana w gronie przyjaciół, to jak prywatna biblioteka.
Koleżanka przysłała mi zdjęcie domowych pączków, jej siostra robi nie tylko piękne domki z piernika na każde święta, dla siebie i przyjaciół, ale i pyszne pączki w karnawale!
Z sentymentem wspominam pączki mojej babci!
Taki widok na spacerze, usiadły na latarni ulicznej gołębie, niczym tresowane !
Zwyczajowo, kolejne karty art żurnala.
Trzymajcie się ciepło:-)













Ten Twój składacz klocków Lego to taki bystry jak te gołębie :-))
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi o książki to teraz jest najlepszy czas na ich czytanie !!!
To prawda, nawet czytam dwie naraz, a do tego czasopisma:-)
UsuńGdańsk kusi, zimowa burza robi filmowy klimat, Lego składa nerwy do kupy, pożegnania przypominają, co ważne, a pączki i gołębie na latarni domykają kadr jakby życie samo miało scenariusz – i to całkiem niezły :)
OdpowiedzUsuńUśmiechnął mnie twój komentarz, świetną klamrą objęłaś całość:-)
UsuńŻycie i tyle! A Ty, Jotko zawsze ciekawie je opisujesz...
OdpowiedzUsuńDo Gdańska od lat wybieram się chocby przejazdem, ale wciąż się nie składa. No, ale jest na liście...
Miłej niedzieli! Pola
No ja też lata całe nie byłam, wiele miejsc kusi, życia za mało na to wszystko!
Usuńoch trudno trzymac się ciepło jotka u nas dowaliło znów sniegu i wieje niemiłosiernie...
OdpowiedzUsuńpączusie też, tak samo robiła moja babka Zofia, uwielbiłam, co a teraz bym nie tknęła.
poza tym smutne to ale z moja rodzina spotykamy sie ostatnio głównie na stypach...
U nas wieje, ale nie sypie, a ostrzegali...
UsuńNo tak, na stypach zawsze , wesela rzadko bywają, przynajmniej u mnie.
Ten ostatni obrazek, geniealny!
OdpowiedzUsuńZimy u mnie brak.
No widzisz, a niektórzy mają zaspy, że hej! a jakie sople!
UsuńWspomniałaś coś o przeziębieniu, jeżeli jednak samochód złożony, to znaczy, że mężowi lepiej. Zatem zdrowia życzę Wam obojgu. Moja matka sama wypiekała wszystkie ciasta, pączki też. Moja siostra świetnie gotuje(w odróżnieniu ode mnie), ale kluch na parze, czy pączków nigdy nie robiła. U nas ciasta z okazji świąt wszelakich się kupuje. Już kiedyś wspominałam, że nie mam na tyle podzielnej uwagi, by robić dwie czynności jednocześnie(dotyczy to też książek). Pozdrawiam w ten mroźny czas.
OdpowiedzUsuńMy tez raczej kupujemy, bo we dwójkę trudno zjeść całą blachę ciasta, a gdy jest apetyt, to w cukierni kupujemy kawałek.
UsuńDziękujemy, zdrowie najważniejsze, oby i Tobie dopisywało:-)
Dziś kupiły mnie gołębie!😊
OdpowiedzUsuńPozowały wzorowo!
UsuńAleż u Ciebie życie pełne kolorów i emocji! 😊 Od miłych niespodzianek z Gdańska, przez fascynujące burze zimowe, aż po imponujące konstrukcje z Lego – aż czuć tę radość i satysfakcję. Jednocześnie przeżycia smutne i żałoba pokazują, że w Twoim życiu jest miejsce na wszystko – wzruszenia, wspomnienia i więzi rodzinne.
OdpowiedzUsuńPięknie też, że dzielisz się książkami i kulinarnymi inspiracjami – małe radości codzienności wprowadzają tyle ciepła! ❤️
Trzymam kciuki, żeby kolejne dni były pełne takich właśnie chwil – zarówno tych twórczych, jak i spokojnych, refleksyjnych.
Dziękuję, masz rację, że najbardziej potrzebna jest równowaga, spokojnie, ale bez nudy, z dobrym zdrowiem i nastrojem:-)
UsuńMasz całkowitą rację. Równowaga jest naprawdę najważniejsza – spokój, dobre zdrowie i pozytywny nastrój tworzą fundament, na którym łatwiej cieszyć się zarówno codziennymi drobiazgami, jak i większymi wyzwaniami. Oby każdy dzień przynosił takie właśnie chwile.
UsuńCzego i Tobie życzę z całego serca!
Usuńfakt, mało doświadczyłem, czy może raczej zaobserwowałem burz w zimie... trzy?... w sumie to pamiętam tylko tą pierwszą... robiła wrażenie, a głównie zdziwienie...
OdpowiedzUsuńczy ktoś, kto czyta między wierszami, to tak naprawdę w ogóle czyta?...
p.jzns :)
Myślę, że czyta podwójnie, bo odnajduje ukryty zamysł autora...
UsuńLego! Pamiętam jak doprowadzałam kuzyna do szewskiej pasji tym, że udało mi się złożyć modele, nad którymi on męczył się tygodniami. A Gdańsk jak najbardziej Cię zaprasza do siebie na różne sposoby. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPrawda? koniecznie muszę zaplanować jakąś wycieczkę!
UsuńGołębie wyglądają, jakby przygotowywały jakiś występ :)
OdpowiedzUsuńSkładanie lego to bardzo satysfakcjonujące zajęcie. Siedem godzin to długo, ale jak się człowiek wciągnie, to pewnie trudno się oderwać.
Tak było, nawet męża plecy nie bolały:-)
UsuńBardzo podobają mi się Twoje strony w art journalu !!! Pomysł z własną przyjacielską biblioteką jest genialny ! Kiedyś , gdy byłam dzieckiem stworzyłam swoją bibliotekę. Zrobiłam do każdej książki kartę katalogową i założyłam zeszyt wypożyczeń. Pożyczałam książki koleżankom i wydawało mi się, że robię coś wielkiego :) Pozdrawiam ciepło :)))
OdpowiedzUsuńTeż bawiłam się w bibliotekarkę i zostało mi na długo...
UsuńBardzo mi przykro Jotko, ale takie jest życie...
OdpowiedzUsuńZdjęcia z burzą interesujące, ale z gołębiami jest niesamowite :)
Oczywiście karty Art Journala jak zawsze świetne!
Pozdrawiam serdecznie :)
Jak to mówią, gołębie skradły show!
UsuńPogrzeby uświadamiają nam, jak kruche jest życie, zwłaszcza gdy umierają ludzie w naszym wieku...
Ależ sobie furę złożyliście, Jotko:-) Teraz tylko się spakować i w drogę!
OdpowiedzUsuńWitaj, Jotko.
OdpowiedzUsuńJak banalnie by to nie brzmiało, życie wiedzie przez smutki i radości. Oby tych drugich było więcej:)
Pozdrawiam:)
No Gdańsk jest wzywający, ja już za nim tęsknię zwłaszcza, jak w różnych grupach podziwiam zimowe zdjęcia. Fajne to Lego, a co do odejść - oby ich było jak najmniej! U nas gołębie siadają w ten sposób nad stawem miejskim, czekając na pana z pokarmem.
OdpowiedzUsuńArt - prawda - uwielbiam czytać między wersami i między wierszami też!