Od niedawna podczytuję czwarty męski blog, którego autor nieśmiało przebija się przez blogosferę, ale czasami zaskakuje fajnymi spostrzeżeniami na tematy wydawałoby się banalne. Nie mogę dać mu polubienia na FB, bo nie mam konta, ale łazi za mną dedykacja, więc chociaż w ten sposób dam znak, że doceniam iskierkę, która powoduje, że znowu do niego zaglądam : my room blog
A Wy oceńcie sami czy warto, bo każdy lubi co innego...
W jego pokoju
Poznajcie proszę Łukasza
co w swoim pokoju nas gości,
szczęśliwym się zdaje człowiekiem
nie kryje życiowej radości.
Żonka cenzorskim swym okiem
zajrzy i tu i tam i gdzieś jeszcze,
pochwali lub skrytykuje,
przegoni lub szczerze dopieści.
Humoru mu nie brakuje,
siarczystym, barwnym językiem
opisze swoją codzienność,
ciekawy komentarz napisze.
Sprawami pozornie błahymi
uwagę zająć potrafi.
Dobrze się czasem rozejrzeć
w tej męskiej scenografii.
czwartek, 15 października 2015
wtorek, 13 października 2015
Kto rozpija nasze dzieci?
Okazuje się, że pierwszy kontakt z alkoholem dzieci mają w domu rodzinnym. W większości domów nie ma imprezy bez toastów, drinków, piwa przy każdej okazji. Czy to Sylwester i toast noworoczny, chrzciny, przyjęcia komunijne, imieniny wujka - alkohol wydaje się wszechobecny. A spróbujcie powiedzieć komuś, że byliście na weselu bezalkoholowym, to zrobi odpowiednią minę...bo przecież jak można bawić się bez alkoholu. Nie chcę tu powiedzieć, że alkohol, zwłaszcza niskoprocentowy jest złem sam w sobie, to przecież od nas zależy, jak oraz ile się go pije. A wiemy, że niektórzy nie powinni pić wcale, bo albo dostają małpiego rozumu, albo rozstawiają rodzinę po ścianach, stają się innymi osobami.
Nie dziwmy się więc, że nasze dzieci uważają za normę to, że zawsze i wszędzie musi być alkohol, że w piciu nie ma nic złego, skoro rodzice piją, a tata w lodówce zawsze ma zapas piwa. W sklepach kuszą liczne promocje, kiedyś sprzedawano góra po 4 sztuki w zgrzewce, dziś takie zgrzewki liczą już 8-10 sztuk, a zauważcie w weekendy (grilluj z rodziną) ile osób wychodzi ze sklepu z takimi zgrzewkami.
Udało mi się wielokrotnie "podsłuchać" jak młodzież przechwala się, kto więcej alkoholu wypił na imprezie, kto miał kompletny odlot, kto puścił pawia itd. Nie wspomnę już o łączeniu alkoholu z dopalaczami czy tzw. energetykami.
Prowadziłam przez kilkanaście lat zajęcia z profilaktyki uzależnień w szkole podstawowej i gimnazjum, gdzie większość treści obejmowała własnie doświadczenia młodzieży z alkoholem. Uczestnicy wypełniali anonimową ankietę na temat swojej wiedzy o substancjach uzależniających i za każdym razem dziwiłam się tym samym odpowiedziom, mimo obecności różnych akcji profilaktycznych w mediach.
Fałszywą "wiedzę" młodych ludzi na temat alkoholu i innych substancji uzależniających można wypunktować następująco:
1. Alkohol w piwie i winie jest inny , niż w mocnej wódce.
2. Drinków nie zalicza się do alkoholi.
3. Człowiek jest uważany za pijanego dopiero, gdy nie może iść o własnych siłach.
4. Alkohol poprawia nastrój i zapewnia dobrą zabawę.
5. Alkoholikiem jest człowiek, który często pije.
6. O zażywaniu leków można decydować bez wiedzy rodziców lub lekarza.
7. Od jednorazowego spróbowania narkotyku nie można się uzależnić.
8. Energetyki poprawiają pamięć ale nie są groźne dla zdrowia (przecież są w każdym sklepie i rodzice często kupują je dzieciom zamiast pepsi)
W społeczeństwie, gdzie duże jest przyzwolenie na nietrzeźwość co 10 osoba populacji popada w uzależnienie, wiele dzieci cierpi z powodu pijaństwa rodziców, pijani kierowcy zabijają pieszych i rowerzystów.
Piszę o tym też dlatego, że obserwowałam jak dwóch moich starszych kuzynów popada w uzależnienie, w końcu zapili się na śmierć, a zaczęło się niewinnie: ściąganie wina z ojcem z domowej butli, piwko z kolegami po pracy, butelka wódki na wkupne na nowej posadzie, oblewanie mieszkania, oblewanie nowego motocykla itd. itp.
Niejeden z ojców katujących rodzinę po pijaku być może pierwszy kieliszek alkoholu wypił własnie w domu rodzinnym pod okiem rodziców lub dziadków, bo to przecież nasza polska tradycja...
Sama obserwowałam, jak u sąsiadów na równi z dorosłymi piły ich dzieci, bo przecież była rocznica ślubu, ale skoro młody człowiek dopiero co skończył 18 lat to ma zaraz prawo upić się na imprezie we własnym domu?
Jeśli ktoś uważa, że może przesadzam, to powiem, że z moich rozmów z dziećmi wynika, że na przykład dziadek pozwala wnukowi spijać piankę z piwa, ciocia pozwala wylizać kieliszek po adwokacie lub cherry, dzieci znają doskonale skład niektórych drinków np. krwawej Mary czy wściekłego psa, a nieupilnowane podpijają resztki po imprezach dorosłych. Jeśli chowamy leki przed naszymi pociechami, chowajmy też alkohol, bo inicjacja alkoholowa zdarza się już u 7-latków!
Wiele jest w naszym kraju absurdów związanych z piciem alkoholu: niby oburzamy się na pijanych kierowców lub pijane kobiety w ciąży, ale z drugiej strony niemal wszystkim okazjom towarzyszy alkohol, co często pokazywane jest w mediach, a wódkę, piwo, wino można kupić w każdym sklepie, na stacjach benzynowych itd.
Osoby protestujące przeciw zakazowi legalnej sprzedaży marihuany przedstawiają argument powszechnej dostępności alkoholu, który często czyni gorsze spustoszenie w społeczeństwie, ale państwo ma z tego korzyści...a ile nas kosztują skutki leczenia chorób odalkoholowych?
Słyszałam, że w niektórych europejskich krajach sprzedaż wysokoprocentowego alkoholu jest ograniczona do jakiejś tam ilości na osobę w pewnym przedziale czasowym - wyczerpałeś limit, nie kupisz więcej!
Już słyszę głosy oburzonych, że to zamach na wolność obywatelską...
Nie dziwmy się więc, że nasze dzieci uważają za normę to, że zawsze i wszędzie musi być alkohol, że w piciu nie ma nic złego, skoro rodzice piją, a tata w lodówce zawsze ma zapas piwa. W sklepach kuszą liczne promocje, kiedyś sprzedawano góra po 4 sztuki w zgrzewce, dziś takie zgrzewki liczą już 8-10 sztuk, a zauważcie w weekendy (grilluj z rodziną) ile osób wychodzi ze sklepu z takimi zgrzewkami.
Udało mi się wielokrotnie "podsłuchać" jak młodzież przechwala się, kto więcej alkoholu wypił na imprezie, kto miał kompletny odlot, kto puścił pawia itd. Nie wspomnę już o łączeniu alkoholu z dopalaczami czy tzw. energetykami.
Prowadziłam przez kilkanaście lat zajęcia z profilaktyki uzależnień w szkole podstawowej i gimnazjum, gdzie większość treści obejmowała własnie doświadczenia młodzieży z alkoholem. Uczestnicy wypełniali anonimową ankietę na temat swojej wiedzy o substancjach uzależniających i za każdym razem dziwiłam się tym samym odpowiedziom, mimo obecności różnych akcji profilaktycznych w mediach.
Fałszywą "wiedzę" młodych ludzi na temat alkoholu i innych substancji uzależniających można wypunktować następująco:
1. Alkohol w piwie i winie jest inny , niż w mocnej wódce.
2. Drinków nie zalicza się do alkoholi.
3. Człowiek jest uważany za pijanego dopiero, gdy nie może iść o własnych siłach.
4. Alkohol poprawia nastrój i zapewnia dobrą zabawę.
5. Alkoholikiem jest człowiek, który często pije.
6. O zażywaniu leków można decydować bez wiedzy rodziców lub lekarza.
7. Od jednorazowego spróbowania narkotyku nie można się uzależnić.
8. Energetyki poprawiają pamięć ale nie są groźne dla zdrowia (przecież są w każdym sklepie i rodzice często kupują je dzieciom zamiast pepsi)
W społeczeństwie, gdzie duże jest przyzwolenie na nietrzeźwość co 10 osoba populacji popada w uzależnienie, wiele dzieci cierpi z powodu pijaństwa rodziców, pijani kierowcy zabijają pieszych i rowerzystów.
Piszę o tym też dlatego, że obserwowałam jak dwóch moich starszych kuzynów popada w uzależnienie, w końcu zapili się na śmierć, a zaczęło się niewinnie: ściąganie wina z ojcem z domowej butli, piwko z kolegami po pracy, butelka wódki na wkupne na nowej posadzie, oblewanie mieszkania, oblewanie nowego motocykla itd. itp.
Niejeden z ojców katujących rodzinę po pijaku być może pierwszy kieliszek alkoholu wypił własnie w domu rodzinnym pod okiem rodziców lub dziadków, bo to przecież nasza polska tradycja...
Sama obserwowałam, jak u sąsiadów na równi z dorosłymi piły ich dzieci, bo przecież była rocznica ślubu, ale skoro młody człowiek dopiero co skończył 18 lat to ma zaraz prawo upić się na imprezie we własnym domu?
Jeśli ktoś uważa, że może przesadzam, to powiem, że z moich rozmów z dziećmi wynika, że na przykład dziadek pozwala wnukowi spijać piankę z piwa, ciocia pozwala wylizać kieliszek po adwokacie lub cherry, dzieci znają doskonale skład niektórych drinków np. krwawej Mary czy wściekłego psa, a nieupilnowane podpijają resztki po imprezach dorosłych. Jeśli chowamy leki przed naszymi pociechami, chowajmy też alkohol, bo inicjacja alkoholowa zdarza się już u 7-latków!
Wiele jest w naszym kraju absurdów związanych z piciem alkoholu: niby oburzamy się na pijanych kierowców lub pijane kobiety w ciąży, ale z drugiej strony niemal wszystkim okazjom towarzyszy alkohol, co często pokazywane jest w mediach, a wódkę, piwo, wino można kupić w każdym sklepie, na stacjach benzynowych itd.
Osoby protestujące przeciw zakazowi legalnej sprzedaży marihuany przedstawiają argument powszechnej dostępności alkoholu, który często czyni gorsze spustoszenie w społeczeństwie, ale państwo ma z tego korzyści...a ile nas kosztują skutki leczenia chorób odalkoholowych?
Słyszałam, że w niektórych europejskich krajach sprzedaż wysokoprocentowego alkoholu jest ograniczona do jakiejś tam ilości na osobę w pewnym przedziale czasowym - wyczerpałeś limit, nie kupisz więcej!
Już słyszę głosy oburzonych, że to zamach na wolność obywatelską...
poniedziałek, 12 października 2015
Kawa w drodze...
Podróżując to tu, to tam zatrzymujemy się na kawę, bo tak jak herbatę chętnie zabieramy w termosie, to kawa najlepiej smakuje świeżo parzona i oczywiście z expresu.
Ciekawostką tych kaw pitych w drodze jest to, ze ceny kawy w niektórych miejscach, zwłaszcza często odwiedzanych przez turystów są wzięte z kosmosu, a smakują jak wszystkie inne kawy, a trochę już ich wypiłam. Wystarczy jednak pójść w boczną uliczkę i zajrzeć do małej, przytulnej kafejki, gdzie kawa pyszna i za pół ceny lub w kompakcie z ciastkiem za 10 zł. Można? Można!
Potrafię też rozpoznać czy właściciel kawiarni oszczędnie dozuje kawę w expresie i zamiast pysznego, aromatycznego napoju z pianką otrzymujemy cos kawopodobnego... Ale właściwie miałam napisać o cukrze, bo do każdej kawy dodają cukier w saszetkach, czasami czekoladkę, czasami ciasteczko.
Robiąc porządki w szafkach znalazłam nasze zbiory cukrów różnych, zabieranych na pamiątkę z kafejek, restauracji, stacji benzynowych.
Gdzie my tych kaw nie piliśmy! Okazuje się, że warto zabierać cukier lub firmową serwetkę jako pamiątkę wypraw wszelakich by później powspominać miejsca, smaki lub przesympatyczną obsługę.
Powyższy zbiór to tylko część, bo czasem zabieram cukier do pracy dla gości biblioteki lub częstują się domowi goście, ale część zostawiłam na pamiątkę, zwłaszcza ciekawsze saszetki, niektóre bardzo kolorowe.
Kawę i herbatę piję bez cukru, a nawet jeśli zgłaszam kelnerowi czy pani w barze, że proszę bez cukru, to i tak cukier przynoszą i tyle się tego nazbierało. Kiedyś takimi saszetkami uratowałam ciasto, bo zabrałam się za wypieki, a w pojemniku z cukrem pusto, a ile musiałam się tych saszetek naotwierać, ale cukier był gratis...
Ciekawostką tych kaw pitych w drodze jest to, ze ceny kawy w niektórych miejscach, zwłaszcza często odwiedzanych przez turystów są wzięte z kosmosu, a smakują jak wszystkie inne kawy, a trochę już ich wypiłam. Wystarczy jednak pójść w boczną uliczkę i zajrzeć do małej, przytulnej kafejki, gdzie kawa pyszna i za pół ceny lub w kompakcie z ciastkiem za 10 zł. Można? Można!
Potrafię też rozpoznać czy właściciel kawiarni oszczędnie dozuje kawę w expresie i zamiast pysznego, aromatycznego napoju z pianką otrzymujemy cos kawopodobnego... Ale właściwie miałam napisać o cukrze, bo do każdej kawy dodają cukier w saszetkach, czasami czekoladkę, czasami ciasteczko.
Robiąc porządki w szafkach znalazłam nasze zbiory cukrów różnych, zabieranych na pamiątkę z kafejek, restauracji, stacji benzynowych.
Gdzie my tych kaw nie piliśmy! Okazuje się, że warto zabierać cukier lub firmową serwetkę jako pamiątkę wypraw wszelakich by później powspominać miejsca, smaki lub przesympatyczną obsługę.
Powyższy zbiór to tylko część, bo czasem zabieram cukier do pracy dla gości biblioteki lub częstują się domowi goście, ale część zostawiłam na pamiątkę, zwłaszcza ciekawsze saszetki, niektóre bardzo kolorowe.
Kawę i herbatę piję bez cukru, a nawet jeśli zgłaszam kelnerowi czy pani w barze, że proszę bez cukru, to i tak cukier przynoszą i tyle się tego nazbierało. Kiedyś takimi saszetkami uratowałam ciasto, bo zabrałam się za wypieki, a w pojemniku z cukrem pusto, a ile musiałam się tych saszetek naotwierać, ale cukier był gratis...
Subskrybuj:
Posty (Atom)







