wtorek, 21 lipca 2026

Sklepy z pamiątkami...

 Jak opisać tydzień spędzony z wnukiem? Chyba najlepiej jako czas intensywny pod każdym względem, pełen radości, nowego spojrzenia na wiele spraw, czułości i miłości.

Zupełnie inaczej wygląda czas wakacji i odpowiedzialność za małego człowieka, który zdany jest TYLKO na opiekę dziadków. Pełen ufności maluch, ciekawy świata i bardzo aktywny od 6 rano!

Ale zmęczenie szybko mija, a zostają wspomnienia słodkich momentów:-)


Były zabawy na dywanie, budowanie z klocków z dziadkiem, zagadki, prace plastyczne, spacery i wizyty na placach zabaw. Ulubione książki dziecka znam na pamięć, uwielbia chwile z książką, a bez czytania i opowieści przed snem nie ma wieczoru. 

Zabraliśmy także wnuka na wycieczki, do Torunia i do Kruszwicy.
W Toruniu jest małe ZOO, w sam raz na nóżki małych turystów. Największą furorę zrobiło karmienie kóz przysmakami zakupionymi w kasie biletowej i wizyta w  ptaszarni, pod sufitem której spacerował po konarach wielki leniwiec. Był też spacer bulwarem nad Wisłą i lody czekoladowe!

W Kruszwicy szukaliśmy myszek z legendy o Popielu i podziwialiśmy nową fontannę na jeziorze, weszliśmy też na Mysią Wieżę, ale tylko do połowy, bo schody strome i zabrakło odwagi...
Do domu wróciła z nami pluszowa kapibara, bo tylko taka pamiątka nadawała się dla 4,5 latka.


Czyż nie słodki widok na wycieraczce w przedpokoju? To nie moja zasługa, sam układa porządnie buciki, a po przyjściu ze spaceru zaraz biegnie umyć rączki.
Przebojem okazała się nowa toaleta u dziadków, wirowanie wody w muszli rozkręcało wyobraźnię, wodę spłukiwał przed i po skorzystaniu z toalety:-)


W związku z wycieczkami wakacyjnymi mała refleksja na temat sklepów, straganów z pamiątkami.

Gdy jeździłam z wycieczkami szkolnymi, pilnowałam by uczniom wydawano resztę, by nie zostawiali portfeli gdzie popadnie itp.

Tym razem przyjrzałam sie rodzajom i jakości zabawek oferowanych w takich punktach.
Nieciekawie to wygląda.
 Większość to plastikowe badziewie lub koszmarki ze sklejki, a maskotki? zupełnie nie są związane z miejscem - no bo kapibara w Kruszwicy, krokodyle i żyrafy w Toruniu?
Na rynku w Toruniu to chociaż magnez z piernikiem można kupić.
No i oczywiście drewniane miecze i tarcze dla rycerzy, które potem w domu zalegają w szufladach.
O cenach nie wspominam, bo zawsze mamy wybór i można nie kupić lub wyszukać coś tańszego.

Ciekawe, czy jakakolwiek inspekcja zbadała przydatność owych pamiątek pod względem bezpieczeństwa dla dzieci.
Te ze sklejki czy drewna są bowiem malowane, bejcowane, lakierowane itd.
Te plastikowe, to jedna wielka niewiadoma...

W mediach mówi sie o kontrolowaniu lokali gastronomicznych oraz lodziarni.
Jedna z turystek zadała ciekawe pytanie: skoro stwierdza się uchybienia sanitarne, to dlaczego takie lokale nie są oznakowane jako wątpliwe, klient ma prawo o tym wiedzieć!

I na koniec ciekawostka o lodach. Tego lata jadłam nowe smaki: bazyliowe z nutą mięty, smoczy owoc z mango, lawendowe z czarną porzeczką.

A jakie Wy odkryliście lodowe smaki?

11 komentarzy:

  1. och takie czterolatki som najsłodsze :-) i ja osobiście wymiękam, głownie ze śmiechu. kochana moja jeździłam na kolonie i wycieczki szkolne, to wiem najlepiej jaki badziew jest na straganach...dzieci wiozły takie rzeczy do domu 🙈oraz upłakałam się niejednokrotnie.
    ja też jako dziecko wlekłam ze sobą kamienie z Giewontu ale to była pamiątka, która miła znaczenie, sama tam wlazłam. oraz kierpce za które dziś bym podziękowała, gdybym je znalazła :-)
    w kwestii lodów jestem wierna pewnym smakom.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pobyt dziecka w domu to zawsze wyzwanie, ale trochę wymusza kreatywność. Moi rodzice będą mieli już niedługo, dotąd dzieci zostawały tylko na jedną noc. Dla mnie najgorsze byłoby to, że wstają za wcześnie :)
    Na stoiskach z pamiątkami dla dzieci jest zwykle jeden wielki misz-masz i wszędzie to samo. Dla dorosłych zresztą też, ale przynajmniej jakiś miejscowy motyw się pojawia. Kapibary teraz modne, widziałam też w Hiszpanii, a sama kupiłam małe szydełkowe breloczki w Wietnamie (i takich to akurat nigdzie nie widziałam, i przynajmniej miały wietnamskie kapelusze, a niektóre wietnamskie flagi).
    Toksyczność jest sprawdzana zapewne dopiero, gdyby ktoś zgłosił wątpliwości.
    Kiedyś widziałam informację, że w Chinach restauracje mają w widocznym miejscu karteczkę z wynikiem kontroli i podpisem albo i wizerunkiem kontrolera. Ale zdaje się większość ma oceny negatywne, więc i tak trudno się tym przejmować, pytanie też, jakie są kryteria i jak z uczciwością tych ocen. Niestety przeczytałam to za późno i wtedy, gdy miałam okazję być te parę godzin, nie przyjrzałam się, czy to prawda.
    Z lodowych smaków ostatnio jadłam makaronik cytrynowy i był całkiem dobry, ale nie tak, żeby zachwycić. Z największym sentymentem wspominam lody o smaku leche merengada (mleko bezowe? chodzi o napój z mleka i białek z dodatkiem cytryny i cynamonu, samego napoju niestety nie próbowałam) z Barcelony sprzed kilku lat :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ciekawie spędzony czas... Szczerze, to ja najczęściej jako pamiątki przywoziłam takie pocztówki w harmonijce - nie zajmują wiele miejsca, a pozwalają wiele sobie przypomnieć. Mam ich całe spore pudełko i służą mi do dzisiaj. A jeszcze w piwnicy mam swoje pierwsze klocki - mama mi je kupiła na Kalwarii Zebrzydowskiej jak miałam... 10 miesięcy. Co prawda miejscami poprzedzierały się obrazki, ale jak je chowałam, to jeszcze spokojnie dało się z nich wszystko ułożyć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo wzruszający widok tych bucików!
    Ale że wnuk taki porządny, podziw!
    Z moimi ciągle walka

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaki młody dżentelmen! :) Widać, że rodzice dobrze go wychowują, a nie hodują bezmyślnie.
    Tego mycia rąk to wielu dorosłych mogłoby się od niego nauczyć.
    Dobrze, że malec ma dziadków, bo chwile spędzone z nimi są bezcenne. Mojej ukochanej babci nie ma już na świecie :(

    Nie jem lodów zbyt często. Odkryciem tego lata jest dla mnie smak Caramel, biscuit & cream Haagen-Dazs (z kubełka, mniam!), a ulubionymi lodami z maszyny kultowe tutaj lody 99.

    OdpowiedzUsuń
  6. A u mnie wnuki już niemal dorosłe, więc młodszy (16) pojechał sam do rodziny w drugi koniec Niemiec, a starszy, jest w Berlinie , ale ma sesję egzaminacyjną na studiach i on dostał "prikaz" opieki nade mną, bo córka z mężem pojechali na urlop SAMI. CZYLI- WRESZCIE MAJĄ PRAWDZIWY URLOP.

    OdpowiedzUsuń
  7. No to mieliscie TYDZIEN ROKU. Wszyscy troje a moze nawet wszyscy piecioro? Taki juz podrosniety Maluch to najfajniejszy wiek! Co do keatywnosci w zagospodarowaniu czasu nie mam najmniejszych watpliwosci! Potraficie! Wnuczek ma dziadkow jak z basni!
    Dziecku podobaja sie inne rzeczy niz doroslym. Stad pewno te propozycje. Ja jestem zwykle wstrzasnieta tym co widze na dziale zabawek w sklepach!!!! Ksiazeczki dla dzieci jednak mi sie podobaja ze wzgledu na tresc jak i grafike czy cala forme.
    Co do lodow. Niestety trzymam sie tych smakow, ktore sa dostepne ze wzgledu na wzgledy :))). Zwykle sa to waniliowe (stara wanilia). Jednak nie narzekam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czas wakacji, czas letni. Wszystko takie samo a właściwie inne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Najbardziej trafilo do mnie zdjecie tych rowniutko ulozonych bucikow. Z pewnoscia bedzie Ci tego brakowalo, ile razy spojrzysz na wycieraczke bedziesz je widziec.
    Z moimi wnukami juz niewiele wspolnego da sie robic bo sa studentami, jeden prawie 21 lat, drugi niemal 19, maja swe dorosle zycie i zajecia.
    Nie ma juz trzymania na kolanach czy trzymania za raczke w czasie wedrowek, nie ma wspolnych zabaw - dobrze wiec ze wykorzystujesz kazda okazje na spedzenie czasu z wnukiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne jest takie opiekowanie się wnukami. Zmieniamy wtedy perspektywę, by dostarczyć dziecku jak najwięcej radości i zrobić to mądrze i kreatywnie.
    Masz rację, dużo badziewia na tych straganach. Były już gęsi, teraz są kapibary. Skąd się biorą takie pomysły? A co ciekawe wszystkie dzieciaki to kupują. Kiedyś Kalina przywiozła taką gęś leżącą z długą szyją. Wielka to była maskotka i był potem problem, żeby znaleźć dla niej miejsce w jej małym pokoju.
    Masz rację, powinno być głośno o wątpliwych lokalach.
    Może ludzie powinni ostrzegać się nawzajem?
    Miałam ostatnio taką sytuację. Szliśmy ok. 2 km ścieżką dydaktyczną. Na końcu zadrutowana brama i żadnej alternatywnej drogi. Trzeba było po prostu zawrócić i dojść do punktu wyjścia. Na wejściu nie było żadnej informacji, a i ludzie wracali ze spuszczonymi głowami, z kwitkiem i nikt nie powiedział- Nie idźcie tam, bo i tak niczego nie zobaczycie.
    A co do lodów , skuszę się wprawdzie na inny smak, ale wracam zawsze do moich ulubionych - mascarpone z porzeczką.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie przepadam za lodami, ale... będąc w Genui, wdepnęłam do "gelaterii" i tam pożarłam z niesłychaną lubością lody o smaku różanym. Natomiast w Wypiekarni koło mnie bywają lody cytrynowe z zieloną pietruszką. Genialne, cudowne, pyszne!
    Jak widzę, bytowanie z wnuczkiem natchnęło Cię artystycznie. Zaczynam już myśleć o art journalu, lada moment zabiorę się za niego. Chyba jestem już gotowa.

    OdpowiedzUsuń