Jak opisać tydzień spędzony z wnukiem? Chyba najlepiej jako czas intensywny pod każdym względem, pełen radości, nowego spojrzenia na wiele spraw, czułości i miłości.
Zupełnie inaczej wygląda czas wakacji i odpowiedzialność za małego człowieka, który zdany jest TYLKO na opiekę dziadków. Pełen ufności maluch, ciekawy świata i bardzo aktywny od 6 rano!
Ale zmęczenie szybko mija, a zostają wspomnienia słodkich momentów:-)
Były zabawy na dywanie, budowanie z klocków z dziadkiem, zagadki, prace plastyczne, spacery i wizyty na placach zabaw. Ulubione książki dziecka znam na pamięć, uwielbia chwile z książką, a bez czytania i opowieści przed snem nie ma wieczoru.
Zabraliśmy także wnuka na wycieczki, do Torunia i do Kruszwicy.
W Toruniu jest małe ZOO, w sam raz na nóżki małych turystów. Największą furorę zrobiło karmienie kóz przysmakami zakupionymi w kasie biletowej i wizyta w ptaszarni, pod sufitem której spacerował po konarach wielki leniwiec. Był też spacer bulwarem nad Wisłą i lody czekoladowe!
W Kruszwicy szukaliśmy myszek z legendy o Popielu i podziwialiśmy nową fontannę na jeziorze, weszliśmy też na Mysią Wieżę, ale tylko do połowy, bo schody strome i zabrakło odwagi...
Do domu wróciła z nami pluszowa kapibara, bo tylko taka pamiątka nadawała się dla 4,5 latka.
Czyż nie słodki widok na wycieraczce w przedpokoju? To nie moja zasługa, sam układa porządnie buciki, a po przyjściu ze spaceru zaraz biegnie umyć rączki.
Przebojem okazała się nowa toaleta u dziadków, wirowanie wody w muszli rozkręcało wyobraźnię, wodę spłukiwał przed i po skorzystaniu z toalety:-)
W związku z wycieczkami wakacyjnymi mała refleksja na temat sklepów, straganów z pamiątkami.
Gdy jeździłam z wycieczkami szkolnymi, pilnowałam by uczniom wydawano resztę, by nie zostawiali portfeli gdzie popadnie itp.
Tym razem przyjrzałam sie rodzajom i jakości zabawek oferowanych w takich punktach.
Nieciekawie to wygląda.
Większość to plastikowe badziewie lub koszmarki ze sklejki, a maskotki? zupełnie nie są związane z miejscem - no bo kapibara w Kruszwicy, krokodyle i żyrafy w Toruniu?
Na rynku w Toruniu to chociaż magnez z piernikiem można kupić.
No i oczywiście drewniane miecze i tarcze dla rycerzy, które potem w domu zalegają w szufladach.
O cenach nie wspominam, bo zawsze mamy wybór i można nie kupić lub wyszukać coś tańszego.
Ciekawe, czy jakakolwiek inspekcja zbadała przydatność owych pamiątek pod względem bezpieczeństwa dla dzieci.
Te ze sklejki czy drewna są bowiem malowane, bejcowane, lakierowane itd.
Te plastikowe, to jedna wielka niewiadoma...
W mediach mówi sie o kontrolowaniu lokali gastronomicznych oraz lodziarni.
Jedna z turystek zadała ciekawe pytanie: skoro stwierdza się uchybienia sanitarne, to dlaczego takie lokale nie są oznakowane jako wątpliwe, klient ma prawo o tym wiedzieć!
I na koniec ciekawostka o lodach. Tego lata jadłam nowe smaki: bazyliowe z nutą mięty, smoczy owoc z mango, lawendowe z czarną porzeczką.
A jakie Wy odkryliście lodowe smaki?



och takie czterolatki som najsłodsze :-) i ja osobiście wymiękam, głownie ze śmiechu. kochana moja jeździłam na kolonie i wycieczki szkolne, to wiem najlepiej jaki badziew jest na straganach...dzieci wiozły takie rzeczy do domu 🙈oraz upłakałam się niejednokrotnie.
OdpowiedzUsuńja też jako dziecko wlekłam ze sobą kamienie z Giewontu ale to była pamiątka, która miła znaczenie, sama tam wlazłam. oraz kierpce za które dziś bym podziękowała, gdybym je znalazła :-)
w kwestii lodów jestem wierna pewnym smakom.
Na jednej z wycieczek chłopiec kupił drogie pióro do pisania, a potem cały powrót w autokarze usiłował je wymienić na słodycze, w sumie oddał za bezcen!
UsuńPobyt dziecka w domu to zawsze wyzwanie, ale trochę wymusza kreatywność. Moi rodzice będą mieli już niedługo, dotąd dzieci zostawały tylko na jedną noc. Dla mnie najgorsze byłoby to, że wstają za wcześnie :)
OdpowiedzUsuńNa stoiskach z pamiątkami dla dzieci jest zwykle jeden wielki misz-masz i wszędzie to samo. Dla dorosłych zresztą też, ale przynajmniej jakiś miejscowy motyw się pojawia. Kapibary teraz modne, widziałam też w Hiszpanii, a sama kupiłam małe szydełkowe breloczki w Wietnamie (i takich to akurat nigdzie nie widziałam, i przynajmniej miały wietnamskie kapelusze, a niektóre wietnamskie flagi).
Toksyczność jest sprawdzana zapewne dopiero, gdyby ktoś zgłosił wątpliwości.
Kiedyś widziałam informację, że w Chinach restauracje mają w widocznym miejscu karteczkę z wynikiem kontroli i podpisem albo i wizerunkiem kontrolera. Ale zdaje się większość ma oceny negatywne, więc i tak trudno się tym przejmować, pytanie też, jakie są kryteria i jak z uczciwością tych ocen. Niestety przeczytałam to za późno i wtedy, gdy miałam okazję być te parę godzin, nie przyjrzałam się, czy to prawda.
Z lodowych smaków ostatnio jadłam makaronik cytrynowy i był całkiem dobry, ale nie tak, żeby zachwycić. Z największym sentymentem wspominam lody o smaku leche merengada (mleko bezowe? chodzi o napój z mleka i białek z dodatkiem cytryny i cynamonu, samego napoju niestety nie próbowałam) z Barcelony sprzed kilku lat :)
No tak, kiedyś wszyscy chodzili z kaczkami czy jaki to był ptak, teraz kapibary...
UsuńO takich lodach nie słyszałam. Z filmu podróżniczego wiem, że w Stanach są lody nawet o smaku boczku, no i lodowe przysmaki dla psów!
Jak ciekawie spędzony czas... Szczerze, to ja najczęściej jako pamiątki przywoziłam takie pocztówki w harmonijce - nie zajmują wiele miejsca, a pozwalają wiele sobie przypomnieć. Mam ich całe spore pudełko i służą mi do dzisiaj. A jeszcze w piwnicy mam swoje pierwsze klocki - mama mi je kupiła na Kalwarii Zebrzydowskiej jak miałam... 10 miesięcy. Co prawda miejscami poprzedzierały się obrazki, ale jak je chowałam, to jeszcze spokojnie dało się z nich wszystko ułożyć. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńKsiążeczki harmonijki jeszcze czasami bywają, ale że zachowałaś swoje? może pokaż na blogu, wiele osób pewnie pamięta.
UsuńDrewniane klocki z obrazkami, ówczesne puzzle tez pamiętam!
Bardzo wzruszający widok tych bucików!
OdpowiedzUsuńAle że wnuk taki porządny, podziw!
Z moimi ciągle walka
Nie ze wszystkim jest idealnie, ale to jeszcze małe dziecko...
UsuńJaki młody dżentelmen! :) Widać, że rodzice dobrze go wychowują, a nie hodują bezmyślnie.
OdpowiedzUsuńTego mycia rąk to wielu dorosłych mogłoby się od niego nauczyć.
Dobrze, że malec ma dziadków, bo chwile spędzone z nimi są bezcenne. Mojej ukochanej babci nie ma już na świecie :(
Nie jem lodów zbyt często. Odkryciem tego lata jest dla mnie smak Caramel, biscuit & cream Haagen-Dazs (z kubełka, mniam!), a ulubionymi lodami z maszyny kultowe tutaj lody 99.
O lodach tej firmy mówiła mi koleżanka, ze najlepsze, jakie jadła.
UsuńWnuk ma jeszcze pradziadka, bo prababcia zmarła rok temu.
Słodki jest, ruchliwy i ciekawy świata:-) wnuk, nie pradziadek:-)
A u mnie wnuki już niemal dorosłe, więc młodszy (16) pojechał sam do rodziny w drugi koniec Niemiec, a starszy, jest w Berlinie , ale ma sesję egzaminacyjną na studiach i on dostał "prikaz" opieki nade mną, bo córka z mężem pojechali na urlop SAMI. CZYLI- WRESZCIE MAJĄ PRAWDZIWY URLOP.
OdpowiedzUsuńOj, to ma starszy odpowiedzialne zadanie, a córka z zięciem wreszcie na wakacyjnej randce!
UsuńNo to mieliscie TYDZIEN ROKU. Wszyscy troje a moze nawet wszyscy piecioro? Taki juz podrosniety Maluch to najfajniejszy wiek! Co do keatywnosci w zagospodarowaniu czasu nie mam najmniejszych watpliwosci! Potraficie! Wnuczek ma dziadkow jak z basni!
OdpowiedzUsuńDziecku podobaja sie inne rzeczy niz doroslym. Stad pewno te propozycje. Ja jestem zwykle wstrzasnieta tym co widze na dziale zabawek w sklepach!!!! Ksiazeczki dla dzieci jednak mi sie podobaja ze wzgledu na tresc jak i grafike czy cala forme.
Co do lodow. Niestety trzymam sie tych smakow, ktore sa dostepne ze wzgledu na wzgledy :))). Zwykle sa to waniliowe (stara wanilia). Jednak nie narzekam.
Plany mieliśmy jeszcze ambitniejsze, ale jednak malec kondycyjnie by nie wytrzymał, bo po infekcji, a i dziadkowie czyli my staraliśmy sie nie przesadzać...
UsuńJadłam niedawno takie prawdziwie waniliowe, bardzo smaczne i niesłodkie.
Czas wakacji, czas letni. Wszystko takie samo a właściwie inne.
OdpowiedzUsuńPogoda koryguje plany, ale nam to nie przeszkadza.
UsuńNajbardziej trafilo do mnie zdjecie tych rowniutko ulozonych bucikow. Z pewnoscia bedzie Ci tego brakowalo, ile razy spojrzysz na wycieraczke bedziesz je widziec.
OdpowiedzUsuńZ moimi wnukami juz niewiele wspolnego da sie robic bo sa studentami, jeden prawie 21 lat, drugi niemal 19, maja swe dorosle zycie i zajecia.
Nie ma juz trzymania na kolanach czy trzymania za raczke w czasie wedrowek, nie ma wspolnych zabaw - dobrze wiec ze wykorzystujesz kazda okazje na spedzenie czasu z wnukiem.
Zgadłaś, te buciki mnie rozczulały:-)
UsuńDzieci szybko rosną, starajmy sie więc korzystać póki można!
Świetne jest takie opiekowanie się wnukami. Zmieniamy wtedy perspektywę, by dostarczyć dziecku jak najwięcej radości i zrobić to mądrze i kreatywnie.
OdpowiedzUsuńMasz rację, dużo badziewia na tych straganach. Były już gęsi, teraz są kapibary. Skąd się biorą takie pomysły? A co ciekawe wszystkie dzieciaki to kupują. Kiedyś Kalina przywiozła taką gęś leżącą z długą szyją. Wielka to była maskotka i był potem problem, żeby znaleźć dla niej miejsce w jej małym pokoju.
Masz rację, powinno być głośno o wątpliwych lokalach.
Może ludzie powinni ostrzegać się nawzajem?
Miałam ostatnio taką sytuację. Szliśmy ok. 2 km ścieżką dydaktyczną. Na końcu zadrutowana brama i żadnej alternatywnej drogi. Trzeba było po prostu zawrócić i dojść do punktu wyjścia. Na wejściu nie było żadnej informacji, a i ludzie wracali ze spuszczonymi głowami, z kwitkiem i nikt nie powiedział- Nie idźcie tam, bo i tak niczego nie zobaczycie.
A co do lodów , skuszę się wprawdzie na inny smak, ale wracam zawsze do moich ulubionych - mascarpone z porzeczką.
Pozdrawiam
Wiele takich niespodzianek spotyka sie na wakacjach i nie tylko, brak szacunku, turysta wszystko zniesie.
UsuńCzasami trzeba czytać opinie o lokalach, niedawno miałam nieciekawą sytuację, gdy zaprosiłam gości na obiad. Obsługa lekceważyła klientów kompletnie, wstyd mi było przed gośćmi.
Nie przepadam za lodami, ale... będąc w Genui, wdepnęłam do "gelaterii" i tam pożarłam z niesłychaną lubością lody o smaku różanym. Natomiast w Wypiekarni koło mnie bywają lody cytrynowe z zieloną pietruszką. Genialne, cudowne, pyszne!
OdpowiedzUsuńJak widzę, bytowanie z wnuczkiem natchnęło Cię artystycznie. Zaczynam już myśleć o art journalu, lada moment zabiorę się za niego. Chyba jestem już gotowa.
Różane lody chyba jadłam, a te cytrynowe mogą być pyszne!
UsuńNie ociągaj sie, bo chciałabym coś wreszcie obejrzeć!
„Tym razem przyjrzałam się rodzajom i jakości zabawek oferowanych w takich punktach. Nieciekawie to wygląda”.
OdpowiedzUsuńGdy zabieramy maluchy Catherine do domku letniskowego, zawsze musimy zatrzymać się w sklepie „Treasure City”, wypełnionego setkami drogich i w większości bezużytecznych przedmiotów—typowych badziewi. Mimo różnych prób uniknięcia tego sklepu, szkraby potrafią wyczuć ten sklep z kilku kilometrów i na nic nie zdałoby się nasze manewry—nawet gdy śpią, jakimś cudem budzą się parę minut przed dojechaniem do niego! Co najciekawsze, dla nich najbardziej liczy się samo bycie w tym sklepie, przyjemność selekcjonowania, pakowania i kupowania tych niepotrzebnych rzeczy, bo na drugi dzień znajduję je porozrzucane na podłodze—i gdy je im pokazałem, w ogóle nie wyraziły nimi zainteresowania.
„W mediach mówi się o kontrolowaniu lokali gastronomicznych oraz lodziarni.
Jedna z turystek zadała ciekawe pytanie: skoro stwierdza się uchybienia sanitarne, to dlaczego takie lokale nie są oznakowane jako wątpliwe, klient ma prawo o tym wiedzieć!”
W miastach Toronto lub Mississauga w Kanadzie regularnie wszystkie sklepy, restauracje, sklepy i inne biznesy są regularnie sprawdzane pod względem higieny. Inspektorzy sanitarni stosują system znaków kodowanych kolorami (zielony, żółty, czerwony), aby informować o przestrzeganiu zasad bezpieczeństwa i higieny w restauracjach i są one wywieszone na wejściowych drzwiach do takich biznesów.
Zielony (zatwierdzony): Restauracja przestrzega przepisów Ontario dotyczących lokali gastronomicznych i standardów operacyjnych.
Żółty (zatwierdzony warunkowo): Stwierdzono poważne naruszenia. Restauracja musi usunąć problemy stwarzające bezpośrednie ryzyko zachorowania, zazwyczaj w ciągu 48 godzin.
Czerwony (zamknięty): Stwierdzono poważne naruszenia. Lokal zostaje natychmiast zamknięty i nie może zostać ponownie otwarty do czasu usunięcia zagrożeń dla zdrowia i ponownej kontroli.
A lodów niestety nie jadam...
Oj, tak, nasz wnuk z kolei wyczuwa lodziarnie i stragany.
UsuńTakie oznaczenia kolorami to super pomysł.
Szkoda, lody bywają ambrozją, także dla duszy!
Twój wnusio to już spory chłopczyk, moja jeszcze maleńka / rok i 3 m-ce/, ale już z uwgą słucha wierszyków.
OdpowiedzUsuńKupiłaś mnie wyklejanką „Gdy śmieje się dziecko…” To prawda! Nie ma nic piękniejszego niż usmiech dziecka.
Słowa Korczaka, ja tylko ubrałam je w obrazki:-)
Usuń"A jakie Wy odkryliście lodowe smaki?"
OdpowiedzUsuńTu ja raczej nie odkrywam
Gustuję w śmietankowo -czekoladowych
Te wnuki, każdy inny .Z tymi pamiątkami to norma ale to przejdzie, faktycznie chińskie badziewia.U mnie póki co wakacje makaronowe , rosół, pomidorowa ,spaghetti wedle życzenia a mi już tęskno za ziemniakami.Ja tam lubię wszystkie lody oby nie były wodniste,ostatnio słony karmel był pyszny, jutro kolejna dostawa wnuka i pomidorowa z makaronem, pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńLodow nie jadam, choć za nimi przepadam..... wtedy gdy jadałam nie było tylu smaków i rodzajów.
OdpowiedzUsuńA co do wnucząt to mam co wspominać i to z sentymentem. A nawet porównywać pokoleniowo. Mam dwie wnuczki i ich córeczki czyli prawnuczki.
Dwa pokolenia do porównania.
Wnuczki od maleńkości .z dziadkami. . rodzice dużo pracowali, często nieobecni wieczorami więc mieszkając obok siebie opieka nad nimi spadała na dziadków. . Nie bylo jeszcze w domach komputerów dziadkowie wieczorami wymyślali więc różne zabawy - czytanie, opwiadanie i wymyślanie bajek... starsza wnuczka lubła bajki o przygodach Jacka i Wacka , młodsza o zwierżątkch...... w dużym domu bywały nawet zabawy w chowanego, wspólne śpiewy "Panie Janie" "Gdzieżeś ty bywał czarny baranie" . Mlodsza bardzo lubiła myć mi kuchnię gazową oczekując oczywiscie pochwał. Dziadkowie zabierali je do "wesołych miasteczek" zimą na sanki, uczyli na nartach. A dużo, dużo później gdy bylo potrzeba pomagali w nauce.
Teraz córeczki wnuczek, czyli nasze prawnuczki przedkładają nad wszystko komputer... a te opowiadane kiedyś bajki ich mamom, czytane z kasety nudzą je..... ale na szczęście smartfony dopiero po skończeniu 6-go roku życia.
Myślę, że tak musi być.... nie miałabym już teraz tyle energii i sił co lata temu, poza tym nie mieszkamy już blisko siebie... za daleko by je podrzucac babci, a dziadka juz nie ma.
Masz wspaniałego wnuczka Jotko..... bardzo mi się podoba zmienianie przez niego obuwia..
Letnie przygody i samki, z dziećmi, wnukami, przyjaciółmi i różnie... Same odkrycia, warto zapamiętywać te ulotne chwile, zapamiętywać, opisywać...
OdpowiedzUsuńPlastikowy badziew powinien być karany!