Przysłowia i porzekadła znamy wszyscy. Kiedyś usłyszałam wersję jednego z nich na wesoło i pokusiłam się o dopisanie swojej wersji innych.
Z radością przeczytam w komentarzach Wasze propozycje, co kilka głów, to nie jedna - o, znowu przysłowie...
- Kto rano wstaje, ten idzie po bułki.
- Gdzie kucharek sześć, tam ciasno w kuchni.
- Kto pod kim dołki kopie, ten musi mieć dobrą łopatę.
- Ziarnko do ziarnka, a wróble mają uciechę…
- Pracuj, pracuj, a garb ci sam wyrośnie…
- Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz, a kto klucz zdobędzie, ten dozorcą będzie.
- Wstąpił do piekieł, a tam impreza…
- Wszystkie drogi prowadzą do … lodówki.
- Co ma wisieć, musi mieć mocny sznur…
- Daj kurze grzędę, a ministrą zostanie.
- Gdzie drwa rąbią, tam pęcherze pęcznieją.
- Wszędzie dobrze, a w domu najtaniej.
- Gość w dom, cukier do kredensu.
wtorek, 9 kwietnia 2019
sobota, 6 kwietnia 2019
U Anny i Fryderyka
W wietrzną nieco sobotę wybraliśmy się na wycieczkę do Golubia-Dobrzynia. Górujący nad miastem zamek zbudowany pierwotnie przez Krzyżaków, został przebudowany w stylu renesansowym przez Annę z rodu Wazów, której duch ponoć straszy na zamku.
Przedzamcze to spory teren z punktami widokowymi i odbywają się tu międzynarodowe turnieje rycerskie.
Dla amatorów spektakularnych zabaw gospodarze organizują niepowtarzalne bale sylwestrowe.
Na miejscu jest także hotel i restauracja.
Turystów witają wielkie armaty na przedzamczu i rząd mniejszych bliżej murów zamkowych. Pojawiły się także drewniane rzeźby, nie pamiętam ich z poprzedniego pobytu kilkanaście lat temu, a i wystawy zamkowe bogatsze nieco.
Na dolnych zdjęciach - po lewej słynne końskie schody, po których podobno rycerze wjeżdżali wierzchem, a idąc na górę nie wolno się obejrzeć, bo może człeka co złego spotkać.
Po prawej zaś stronie wejście do lochu dla więźniów przetrzymywanych dla okupu. Cela przestronna, z własną ubikacją. Teraz zwiedzający wrzucają tam monety, zauważyłam większość nie groszy, a złotówek i dwuzłotówek.
Tutaj wnętrze kościoła/kaplicy zamkowej ze sklepieniem żebrowym bardzo kosztownym , jak na owe czasy. Po bokach kaplicy znajdowały się specjalne cele dla pokutujących zakonników, którzy w ciasnych pomieszczeniach modlili się żarliwie, mając widok tylko na ołtarz prze maleńkie okienko.
Obecnie w miejscu ołtarza wystawiono kopię obrazu Matejki "Bitwa pod Grunwaldem".
O dziwo, malowanie kopii w tym formacie trwało dłużej, niż wielkiego oryginału, ale Matejko miał wielu pomocników.
Na zdjęciu obok kopia zbroi rycerskiej, a tych w zamku sporo, w niektórych rekonstruktorzy odbywają prawdziwe walki.
Wreszcie sala tortur - fascynujące, ile narzędzi wymyślili ludzie dla dręczenia innych, ile okrucieństwa, wymyślnych tortur i okaleczania. Nie dziwmy się późniejszym epokom i oprawcom, korzystali ze sporego arsenału przodków.
Na pierwszym górnym zdjęciu tzw. koń z ostrym grzbietem , na który spuszczano nieszczęśnika z dużej wysokości, obok trumna do zastraszania więźniów, poniżej znane dyby oraz pal do "siedzenia", a obok madejowe krzesło. Były także specjalne narzędzia dla czarownic.
W sumie zwiedziliśmy z mężem sporo zamków i o samych salach tortur można niezły post wysmażyć.
O rzut beretem od Golubia leży Szafarnia, mała miejscowość, w której młody Fryderyk Chopin spędzał wakacje i skąd pisał do rodziny listy , słynny Kurier szafarski. byliśmy jedynymi zwiedzającymi. W holu obejrzeć można krótką animację na powitanie, bardzo sympatyczną.
Później zwiedza się dworek, a w sali koncertowej wyświetlany jest dokument fabularyzowany o kolejnych pobytach Frycka w majątku Szafarnia, jego fascynacjach muzyką ludową i zwiedzaniu okolicznych miejscowości, m.in. Golubia.
Całość przeplatana piękną muzyką - Chopina oczywiście.
Równie miłym przeżyciem jest spacer po małym parku okalającym dwór i odkrycie w nim kilku romantycznych zakątków.
W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Toruń, wszak turysta jeść musi, a w tym wypadku bardziej chodziło o dobrą kawę w towarzystwie pysznego sernika z wiśniami. W dworku w Szafarni jest wprawdzie kawiarenka, ale jeszcze nie sezon, by mogła być czynna.
Przedzamcze to spory teren z punktami widokowymi i odbywają się tu międzynarodowe turnieje rycerskie.
Dla amatorów spektakularnych zabaw gospodarze organizują niepowtarzalne bale sylwestrowe.
Na miejscu jest także hotel i restauracja.
Turystów witają wielkie armaty na przedzamczu i rząd mniejszych bliżej murów zamkowych. Pojawiły się także drewniane rzeźby, nie pamiętam ich z poprzedniego pobytu kilkanaście lat temu, a i wystawy zamkowe bogatsze nieco.
Na dolnych zdjęciach - po lewej słynne końskie schody, po których podobno rycerze wjeżdżali wierzchem, a idąc na górę nie wolno się obejrzeć, bo może człeka co złego spotkać.
Po prawej zaś stronie wejście do lochu dla więźniów przetrzymywanych dla okupu. Cela przestronna, z własną ubikacją. Teraz zwiedzający wrzucają tam monety, zauważyłam większość nie groszy, a złotówek i dwuzłotówek.
Tutaj wnętrze kościoła/kaplicy zamkowej ze sklepieniem żebrowym bardzo kosztownym , jak na owe czasy. Po bokach kaplicy znajdowały się specjalne cele dla pokutujących zakonników, którzy w ciasnych pomieszczeniach modlili się żarliwie, mając widok tylko na ołtarz prze maleńkie okienko.
Obecnie w miejscu ołtarza wystawiono kopię obrazu Matejki "Bitwa pod Grunwaldem".
O dziwo, malowanie kopii w tym formacie trwało dłużej, niż wielkiego oryginału, ale Matejko miał wielu pomocników.
Na zdjęciu obok kopia zbroi rycerskiej, a tych w zamku sporo, w niektórych rekonstruktorzy odbywają prawdziwe walki.
Wreszcie sala tortur - fascynujące, ile narzędzi wymyślili ludzie dla dręczenia innych, ile okrucieństwa, wymyślnych tortur i okaleczania. Nie dziwmy się późniejszym epokom i oprawcom, korzystali ze sporego arsenału przodków.
Na pierwszym górnym zdjęciu tzw. koń z ostrym grzbietem , na który spuszczano nieszczęśnika z dużej wysokości, obok trumna do zastraszania więźniów, poniżej znane dyby oraz pal do "siedzenia", a obok madejowe krzesło. Były także specjalne narzędzia dla czarownic.
W sumie zwiedziliśmy z mężem sporo zamków i o samych salach tortur można niezły post wysmażyć.
O rzut beretem od Golubia leży Szafarnia, mała miejscowość, w której młody Fryderyk Chopin spędzał wakacje i skąd pisał do rodziny listy , słynny Kurier szafarski. byliśmy jedynymi zwiedzającymi. W holu obejrzeć można krótką animację na powitanie, bardzo sympatyczną.
Później zwiedza się dworek, a w sali koncertowej wyświetlany jest dokument fabularyzowany o kolejnych pobytach Frycka w majątku Szafarnia, jego fascynacjach muzyką ludową i zwiedzaniu okolicznych miejscowości, m.in. Golubia.
Całość przeplatana piękną muzyką - Chopina oczywiście.
Równie miłym przeżyciem jest spacer po małym parku okalającym dwór i odkrycie w nim kilku romantycznych zakątków.
W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Toruń, wszak turysta jeść musi, a w tym wypadku bardziej chodziło o dobrą kawę w towarzystwie pysznego sernika z wiśniami. W dworku w Szafarni jest wprawdzie kawiarenka, ale jeszcze nie sezon, by mogła być czynna.
środa, 3 kwietnia 2019
Miałam wejść i wyjść...
Nie bez przyczyny zacytowałam w tytule fragment skeczu kabaretu Paranienormalni.
Takie skojarzenie przyszło mi do głowy po wizycie w biurze parafialnym.
Udałam się tam na prośbę syna po zaświadczenie o udzieleniu sakramentu chrztu, co potrzebne jest do zawarcia związku małżeńskiego w kościele.
Biuro jest czynne w takich godzinach, że syn nie ma możliwości stawić się osobiści, mieszka w innym mieście i długo pracuje.
Wchodzę do biura, sympatyczna pani mnie wita , na biurku komputer. Wyjaśniam po co przyszłam, pani pyta czy mam upoważnienie.
- Ale jakie? Od syna?
- No tak, nie mogę pani wydać zaświadczenia, bo syn jest dorosły i jest RODO...
- Ale przecież to nie zaświadczenie o treściach drażliwych i skąd teraz mam wziąć upoważnienie?
- Niech syn napisze i pani przyśle.
- Skąd pani będzie wiedziała , że on jest autorem upoważnienia, przecież ja mogę to napisać zaraz na korytarzu...chyba nie zażądacie upoważnienia z potwierdzeniem u notariusza?
- Niech pani nas zrozumie, to przepisy unijne.
- Ale ja nie jestem kimś z ulicy, tylko matką pana młodego.
Tu wchodzi ksiądz w koloratce , który był w pokoju obok.
- Według RODO, dla pana młodego jest pani NIKIM, z całym szacunkiem i potrzebne jest upoważnienie na piśmie.
- A czy w takim razie syn może je przesłać mailem?
- Oczywiście!
- To skąd wiedza , że właściciel konta mailowego jest moim synem i mogę dostać zaświadczenie?
- No według pani żyjemy w kraju oszustów! Przecież jeżeli pani sfałszuje upoważnienie, to nawet po latach to wyjdzie na jaw i odpowie pani za fałszerstwo...
- Nie będę dyskutować więcej na ten temat, tylko proszę mi powiedzieć, czy takich formalności nie można załatwić e-mailowo między parafiami?
- W zasadzie można, jeśli tamta parafia zwróci się do nas w tej sprawie...
- Dziękuję, do widzenia.To mi wystarczy.
Długo nie mogłam uwierzyć, że ta sytuacja miała miejsce, przecież to jakiś Matrix...
Takie skojarzenie przyszło mi do głowy po wizycie w biurze parafialnym.
Udałam się tam na prośbę syna po zaświadczenie o udzieleniu sakramentu chrztu, co potrzebne jest do zawarcia związku małżeńskiego w kościele.
Biuro jest czynne w takich godzinach, że syn nie ma możliwości stawić się osobiści, mieszka w innym mieście i długo pracuje.
Wchodzę do biura, sympatyczna pani mnie wita , na biurku komputer. Wyjaśniam po co przyszłam, pani pyta czy mam upoważnienie.
- Ale jakie? Od syna?
- No tak, nie mogę pani wydać zaświadczenia, bo syn jest dorosły i jest RODO...
- Ale przecież to nie zaświadczenie o treściach drażliwych i skąd teraz mam wziąć upoważnienie?
- Niech syn napisze i pani przyśle.
- Skąd pani będzie wiedziała , że on jest autorem upoważnienia, przecież ja mogę to napisać zaraz na korytarzu...chyba nie zażądacie upoważnienia z potwierdzeniem u notariusza?
- Niech pani nas zrozumie, to przepisy unijne.
- Ale ja nie jestem kimś z ulicy, tylko matką pana młodego.
Tu wchodzi ksiądz w koloratce , który był w pokoju obok.
- Według RODO, dla pana młodego jest pani NIKIM, z całym szacunkiem i potrzebne jest upoważnienie na piśmie.
- A czy w takim razie syn może je przesłać mailem?
- Oczywiście!
- To skąd wiedza , że właściciel konta mailowego jest moim synem i mogę dostać zaświadczenie?
- No według pani żyjemy w kraju oszustów! Przecież jeżeli pani sfałszuje upoważnienie, to nawet po latach to wyjdzie na jaw i odpowie pani za fałszerstwo...
- Nie będę dyskutować więcej na ten temat, tylko proszę mi powiedzieć, czy takich formalności nie można załatwić e-mailowo między parafiami?
- W zasadzie można, jeśli tamta parafia zwróci się do nas w tej sprawie...
- Dziękuję, do widzenia.To mi wystarczy.
Długo nie mogłam uwierzyć, że ta sytuacja miała miejsce, przecież to jakiś Matrix...
Subskrybuj:
Posty (Atom)









