środa, 8 maja 2019

Oczko do oczka...

Dobrze jest umieć to i owo z robótek ręcznych, bo jest czym zająć ręce w długie zimowe wieczory (lub inne deszczowe).
Nabrawszy wprawy, można jednocześnie film obejrzeć lub muzyki posłuchać, dorobić do domowego budżetu lub naprodukować podarków na wszelkie okazje.

Swego czasu babcia nauczyła mnie szyć, matka chrzestna wprowadziła w tajniki robót na drutach, mama szydełkowania, a haftu uczyłam się sama.
Różnie z tymi robótkami bywało, czasem tak intensywnie uprawiałam rękodzieło, że porzuciłam je na długo, na rzecz innych życiowych atrakcji.

Najbardziej wszelkie samodzielne rękoczyny sprawdziły się w tzw. siermiężnych czasach PRL-u, gdy ani tkanin, ani włóczki, ani towaru gotowego w sklepach nie było. Ale od czego robótki i pomysłowość Polek.

Farbowanie tetry (tkanina na pieluchy), owczej wełny, szycie spódnic z tkanin do tego nieprzeznaczonych. Kto miał możliwość, kupował surowiec za walutę wymienialną w PKO. Na pisma o modzie i katalogi z wykrojami polowało się w antykwariatach.

Trochę żałuję, że niektórych dzieł nie uwieczniłam na zdjęciach, to znaczy kilka tak, ale zdjęcia są słabej jakości i nawet nie wiem już gdzie je trzymam...

Ostatnio wróciłam do robótek na drutach, co możecie zobaczyć na fotkach.
Takie rękodzieło uczy cierpliwości, zaprząta głowę sprawami odmiennymi od szarej codzienności i polityki, pomaga nie zardzewieć stawom, bywa pretekstem do rozmów z osobami o podobnych zainteresowaniach, a najważniejsze - cieszy mnie to zajęcie i w dodatku nikt nie ma podobnego swetra czy innej części garderoby.

Ostatnia robótka to moherowy sweter z cieniowanej włóczki. Takie włóczki zawsze łączę ze zwykłymi nićmi do szycia, by robota nie rozciągała się w praniu.
Gdy odwiedziłam sklep z tkaninami i działem pasmanteryjnym, to zdziwiłam się z bogactwem tkanin i dodatków do szycia, a mnogość rodzajów włóczki przyprawia o zawrót głowy!
Z pewnością więc na jednym swetrze się nie skończy.
Wiem, że wiele moich czytelniczek ma także sprawne ręce, a pracowitością im nie dorównam.
Robótki na drutach to nie tylko domena pań, wielu panów także uprawia ten proceder, kobiety z kolei nie zawsze lubią i umieją gotować.

niedziela, 5 maja 2019

W sali szpitalnej...

Pobyt w szpitalu nie należy do przyjemnych, ale jak to mówią, wszystko jest dla ludzi i jakoś to doświadczenie, jeśli jest naszym udziałem musimy przetrwać.
Oto kilka scenek, które wydarzyły się naprawdę.

Może Was rozbawią, może zasmucą, a być może obudzą wspomnienia ze szpitalnej sali z waszych pobytów w jakiejś lecznicy?

Dawno temu, gdy gościłam na laryngologii, dowiedziałam się, że kamienie można mieć nie tylko w nerkach czy woreczku żółciowym.
Moja sąsiadka ze szpitalnej sali miała kamienie w...śliniankach.
Dacie wiarę? 28 kamieni w tak małym organie jak ślinianki! z bólu chodziła po ścianach, funkcjonowała od zastrzyku do zastrzyku, a te robiła jej córka pielęgniarka.
Obie miałyśmy zabieg tego samego dnia, ja na małej salce, ona na sali operacyjnej, obie dostałyśmy "głupiego Jasia" - moja sąsiadka od razu niemal zapadła w sen, ja byłam dziwnie rześka - pani doktor stwierdziła, że potrzebuję końskiej dawki.

Niedawno znajoma leżała w szpitalu na jednej sali z sympatyczną staruszką. Kiedy do sali zajrzał ksiądz, starsza pani postanowiła sie wyspowiadać. Duchowny wydawał się zakłopotany i poprosił znajomą, by opuściła salę na czas spowiedzi.
Grzeszna pacjenta, widząc, że sąsiadka się waha, w końcu lekarz kazał leżeć, zwróciła się do niej słowami:
- kochaniutka, wyjdź na moment, ja mam mało grzechów, to długo nie potrwa...

Mój ojciec w czasie jednego z pobytów w szpitalu uratował być może życie znajomemu z pracy.
Zauważył na korytarzu wózek , na którym wieziono owego kolegę, a ojciec szedł na zastrzyk i pomyślał, że odwiedzi go później.
Jakie było taty zdziwienie, gdy nie mógł nigdzie go znaleźć, a był już wieczór.
Okazało się, że w końcu, na usilne prośby mojego taty siostry wszczęły poszukiwania i w samą porę, bo poprzednia zmiana zostawiła pacjenta w kiepskim stanie na sali przy otwartym oknie( zimą) i gdyby nie kolega, pacjent mógłby do rana zejść z ziemskiego padołu...salkę, nie wiadomo czemu ktoś zamknął na klucz.

Przyjaciółka mojej mamy zachorowała na raka piersi. Walkę przegrała, ale do końca zachowała swoiste poczucie humoru.
Gdy była już po zabiegu usunięcia piersi, lekarz z przychodni szpitalnej zapytał, ile waży, by dobrać kolejny lek. Ona na to:
- ale wagę podać z piersią czy bez, bo miałam spory biust... a pan dobiera według wagi.


Gdy mój mąż był pensjonariuszem jednego ze szpitalnych oddziałów, jego sąsiad z sali był już po operacji. Na obchodzie lekarz nalegał, by operowany zaczął wreszcie chodzić, bo to dobre dla krążenia, na co pacjent bardzo obruszony:
- Nie będę chodził, nachodzę się w pracy, ciągle jestem na nogach, ciągle biegiem. W końcu to szpital, tu chorzy leżą. Ja jestem chory i zamierzam poleżeć.

czwartek, 2 maja 2019

Burza mózgów...

Wiem, że wiosna i maj rozleniwia, ale zapraszam do zabawy.
Pogoda w kratkę, więc moze skusicie sie na trochę wysiłku, tak zamiast gry planszowej na przykład.

Za podszeptem
autorki bloga Dotyk Człowieka wymyśliłam kilka zdań bez zakończenia.
Kto ma ochotę poćwiczyć szare komórki, niechaj zmierzy się z tym zadaniem i dokończy zdania w dowolny sposób.
Nie sugeruję żadnego rozwiązania.
Może być śmiesznie, może być straszno...byle było odkrywczo:-)

Zapraszam i z góry dziękuję za udział :-)

Niedokończone zdania:

1. Może za 100 lat ludzie …
2. Nie zawsze warto …
3. Z bólem serca…
4. Mój dom jest jak…
5. Na moim talerzu…
6. Czasem wystarczy zamknąć oczy , by …
7. Nikt nie uwierzyłby, że…
8. Nie każda droga…
9. Im większa torba, tym…
10. W mętnej wodzie...