niedziela, 12 kwietnia 2020

Wspomnienie...

Pojedyncze zdjęcie może wywołać lawinę wspomnień.
Na tym obok, jestem z babcią Stefanią, dla której byłam pierwszą ukochaną wnuczką.
Wiele jej zawdzięczam w różnych wymiarach, ale najważniejsze, że przekazała mi swoją mądrość życiową i wartości, które cenię i staram się stosować cały czas.

A sama życie miała niełatwe. Była zdolną uczennicą, marzyła by zostać nauczycielką, w czym wspierała ją wychowawczyni.
Niestety, czasy były ciężkie, rodzina liczna, więc matka wybiła młodziutkiej Stefie z głowy marzenia o dalszej nauce. Posłano ją do fabryki cukierków, skąd przynosiła do domu jeszcze deputat w postaci wyrobów gotowych.

Gdy poznała mojego dziadka i wyszła za mąż, urodziła troje dzieci, w tym mojego tatę. Cała trójka przychodziła na świat długo, każde dziecko ważyło po 6 kilogramów, a babcia ledwo przeżyła porody.

W czasie wojny dziadkowie mieszkali blisko obozu koncentracyjnego i niejedną noc ukrywali się w piwnicy przed pijanymi oprawcami, a po wojnie przed wyzwolicielami, którzy kradli i gwałcili.

Siostry ojca nigdy nie poznałam, bo zmarła w czasie wojny na zapalenie płuc, a mój tato, jako dziecko, po kilku dniach zimą w piwnicy omal nie stracił wzroku, gdy wybiegł w pełnym słońcu na śnieg. Nic nie widział kilka dni.
Zmartwienie goniło zmartwienie i jeszcze wojna i głód...

W ciężkich powojennych czasach dziadek pracował na kolei, babcia prowadziła dom, ale ponieważ dziadek chorował, dorabiała szyciem ubrań dla okolicznych elegantek. Wiele nocy poświęciła na ten dodatkowy zarobek, ale nigdy nie narzekała, choć sama zachorowała na cukrzycę i łuszczycę. Szyła do rana, zasypiała przy maszynie, a rankiem przygotowywała dla dzieci śniadanie.

Była dla mnie przykładem wspaniałego, dzielnego człowieka, który mimo trudów życia pomaga jeszcze innym. Jeśli ktoś był w potrzebie, to wiedział, że do pani Stefci można jak w dym.
Nieraz ochroniła swoją siostrę i jej dzieci przed mężem alkoholikiem, dzieliła się obiadem, pożyczyła pieniądze na mleko.

Była religijna, ale nie zapatrzona ślepo w kościół i duchownych, miała jednakowy szacunek dla wierzących katolików, jak i Świadków Jehowy. Jako negatywny przykład zawsze podawała sąsiadkę, która codziennie biegała do kościoła i przyjmowała komunię, ale potrafiła skłócić wszystkich ze wszystkimi, a sąsiedzi omijali ją wielkim łukiem.

Uważałam za wielką niesprawiedliwość losu to, że jeszcze pod koniec życia musiała borykać się z chorobą nowotworową.
Ciągle jednak mi jej brak, choć minęło 27 lat od jej śmierci i zawsze gdy spotyka mnie jakaś niedogodność losu, mówię sobie, że wstyd narzekać, bo babcia zniosła o wiele więcej i się nie skarżyła…

Na pewno każdy z nas ma taki przykład dzielności i dobroci w rodzinie...

czwartek, 9 kwietnia 2020

Z dnia na dzień...

Wreszcie pierwszy dzień bez zdalnej pracy, bo legalna przerwa świąteczna.
Podobno ma być przedłużona przerwa w szkołach, a wszystko przeniesione na wrzesień.
Podobno, a już chodzą słuchy z dobrze poinformowanych źródeł, że będą ogromne cięcia finansowe w oświacie...
Przymiarki już są.
Ja w każdym razie zamierzam wrócić do mojej biblioteki, siedzę tam sama, zrobię inwentaryzację, szkoła odkażona, osób jak na lekarstwo, nie muszę się z nikim kontaktować, chyba że na odległość.
Od zdalnej pracy już mnie plecy bolą, w końcu wyląduję u lekarza...

Póki co, dziergam zawzięcie, czytam jak wszyscy.
Mąż ściągnął jakieś filmy, kilka nam polecono, ale na razie oglądamy jakieś powtórki - taki paradoks, czas jest, skupić się nie można.

Spacerujemy na pola, widujemy sarny, słuchamy skowronków...
Wczoraj zawędrowaliśmy bocznymi dogami do bardzo znanego domu - do chaty, w której urodził się Jan Kasprowicz.
Kiedyś stała we wsi Szymborze, nadal tam stoi, tyle że Szymborze to już dzielnica miasta.
Miejsc związanych z imieniem poety u nas sporo - ulica, biblioteka, dwa pomniki, szkoła średnia, tablica upamiętniająca matkę piewcy Kujaw.

Kto nie czytał o starej szymborskieJ tradycji wielkanocnej odsyłam TUTAJ - PO RAZ PIERWSZY CHYBA W HISTORII NIE ODBĘDĄ SIĘ PRZYWOŁÓWKI!

Co poza tym?
Bawię się słowami, przeglądam stare zdjęcia, kombinuję w kuchni, piekę placki na zmianę z mężem.
Zdjęcie z babcią posłużyło do napisania posta wspomnieniowego, który czeka na publikację.
Dziś sesja kamerkowa z rodzinką w Poznaniu, mąż zdmuchnie świeczkę na torcie, zaśpiewamy mu sto lat:-)

Miejcie się dobrze, nie martwcie na zapas, szukajcie radości w każdym dniu i w każdej sytuacji:-)



środa, 8 kwietnia 2020

Chyba nawet mi nie przykro...

Ośmieliłam się nie odpowiedzieć na zaczepkę pewnego blogera i oto skutek, na który nakierowała mnie sama uczestniczka blogosfery, bo nie zamierzałam tam zaglądać.
Chciałam jedynie czarno na białym wyłuszczyć swoje obawy, każdy jakieś ma, ale zostało to odebrane jako atak na miłościwie nam panujących.

"I rozmowa się urwała. Tacy ludzie jak Jotka, żyją w jakieś bańce – słuchają wyłącznie tvn-u, czytają Wyborczą, krążą wokół tych, którzy myślą dokładnie to samo, a na głosy innych są kompletnie głusi. Przypuszczam, że po pierwszym punkcie Jotka przestała nawet dalej czytać, byle tylko nie zasiało się w niej jakiekolwiek ziarnko wątpliwości w tym, co sama głosi.
Tak to właśnie wygląda rzekoma otwartość tych ludzi – poza deklaracjami, zupełne nic. Zamknięta bańka, do której nie wpuszcza się ani jednej odmiennej myśli.

1. Leszku> Jotka [Joanna Kraszkiewicz] już dawno [pierwsza] usunęła mnie z listy swoich znajomych bez powiadomienia, gdy to zauważyłam postąpiłam tak samo. Nie zamieszcza komentarzy u mnie, zatem i ja na jej blogu się nie wpisuję, ale czasami czytuję notki bibliotekarki.
Przyczyna; Jotka jest ateistką oraz zwolenniczką totalnej opozycji,
różnimy się więc nie tylko światopoglądowo.
Może w „Zamkniętej bańce” a może „towarzystwo wzajemnej adoracji” dla świętego spokoju ?

Odpowiedz
1. Leszek
7 KWIETNIA 2020 O 20:30
Problemem tych ludzi jest to, że oni tworzą sobie jakiś wyimaginowany świat, właśnie ową bańkę i poza tą bańką już niczego nie widzą. Mało! – nie chcą niczego widzieć. Zakrywają oczy, ślepną, bo tylko w takim wyimaginowanym świecie czują się dobrze.
Odpowiedz
1. Aisab
7 KWIETNIA 2020 O 20:48
Leszku> po ilości komentarzy łatwo przekonać się, że bardzo wielu jest ludzi, którzy myślą podobnie jak Jotka. Postrzegają rzeczywistość w krzywym zwierciadle. Trzeba uwzględnić, że ich punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia- a tym miejscem jest
nastawienie na „totalne NIE” wobec rządu i PiS-u.
Cokolwiek rząd by nie uczynił byłoby źle.
Wiesz- czasami żałuję że PiS wygrało wybory.
Przecież rządzący PO-PSL zamierzali zlikwidować 80 szpitali; gdyby zachowali stołki, to dziś mielibyśmy wiele takich sprywatyzowanych szpitali, m.in. jak ten w Blachowni [w nim mój szwagier zmarł na kolano], który teraz jest umieralnią. Kuzynka, gdy usłyszała, że pogotowie zawiezie ją do szpitala do Blachowni to zrezygnowała. Lepiej umrzeć w domu niż w umieralni.
Te fake newsy totalnej opozycji nawet w czasie pandemii są karygodne. Spowodują chaos i wywołają „rewolucję” w dobie pandemii.
Odpowiedz
1. Leszek
7 KWIETNIA 2020 O 21:07
A na dodatek napewno wsparliby przedsiębiorców, jak zawsze wspierali:
https://twitter.com/i/status/1247070308714110976
Ale zobacz – tych ludzi jest tak mało, a jak doskonale potrafią się skrzyknąć, że tak przychodzą w te same miejsca.
Odpowiedz
1. Aisab
8 KWIETNIA 2020 O 09:59
Link mnie się nie otwiera;
czy tych ludzi jest mało?
Trudno powiedzieć;
chyba nie da się policzyć;
za to potrafili się skrzyknąć.
To jest godne naśladowania.
2. Leszek
8 KWIETNIA 2020 O 10:10
Mnie się otwiera zarówno, gdy stojąc na nim wybiorę drugi klawisz myszy i wskażę „Otwórz link na nowej karcie”, jak i klikając na samym linku.
3. Leszek
8 KWIETNIA 2020 O 10:15
A widziałaś, że Jotka dziś Ci odpowiedziała – oczywiście nie przyjdzie (czego byłem pewny, bo przecież nie chce poznawać jakichkolwiek kontrargumentów)
2. Aisab
8 KWIETNIA 2020 O 10:56
Teraz link się otworzył; a ani wczoraj ani wcześniej nie mogłam wysłuchać; pojawiał się błąd.
Osobiście nie analizowałam tych punktów przez Jotkę zapisanych.
NIC TO – jak mawiał Michał do swej Basi. Każdy ma prawo do swego zdania, a różne są upodobania i sympatie :)."

Zastanawiałam się długo czy odpowiedzieć.
Ponieważ jednak komentarze dotyczą także moich czytelników, a mój tekst został w całości bez mojej wiedzy skopiowany, a ja sama odsądzona od czci i wiary zatem odpowiadam:

1. Nie podejmowałam dyskusji, bo poznałam Leszka wcześniej i nie widzę pola do rozmowy, poza tym nazwał mnie tubą propagandową bez zdolności samodzielnego myślenia.
2. Aisab usunęłam z zakładek, bo jeden z moich komentarzy uczyniła pretekstem do wiadomej dyskusji( w swojej bańce) o tym, jak to zła i niedouczona jestem i tu naprawdę było mi, Aisab przykro.
3. Jak widać Leszek i Aisab wiedzą, nie wiem skąd, że jestem ateistką z totalnej opozycji, brakuje tylko określenia - anarchistka.
4. Przeszkadza im nawet to, że mam sporo komentarzy...
5. Twój komentarz, Leszku przeczytałam dokładnie i to dwa razy.
6. Nie dyskutuję z ludźmi, którym nie zależy na wymianie poglądów, ale chcą mi tylko coś udowodnić lub przekonać do swoich racji, o czym nieraz boleśnie się przekonałam.
7. Każdy ma swoją bańkę, Wam - Leszku i Aisab życzę dobrostanu w Waszej...


Obiecuję, że to ostatni pesymistyczny wpis w tej nieszczęsnej pandemii!

Wybaczcie...