piątek, 30 października 2015

Czas leczy rany


Stary czas Dobrodziej
litościwy wielce,
ukoi cierpienie,
ukołysze serce.

Wspomnień dawnych albumy
w sepii dla nas zachowa
by świadczyły o życiu
bardziej, niźli słowa.


Stary czas patyną
pokryje obrazy
aby grymas bólu
zetrzeć z twojej twarzy.

Co było złe -
hen oddali,
kolory uczuć pozmienia
żal obróci w tęsknotę,
bukiety zasuszy
zostawi
niedopowiedzenia...

Lecz czas
nie bywa okrutny,
w pamięci twej zachowa
bezcenne obrazy,
najwłaściwsze słowa.

Stary czas Dobrodziej
w kufrze swym
odnajdzie
dar pocieszenie,
którego tak pragniesz.

J.K. 2015

środa, 28 października 2015

70 latek i dwie kochanki...

Pan J. został wdowcem. Bardzo użalał się nad swoim losem, a miał powody, bo przyzwyczajony do pełnej obsługi nagle stracił w jednej osobie kucharkę, praczkę, sprzątaczkę i zaopatrzeniowca, bo pan J. zbyt elegancki był by torby z zakupami nosić. Gdyby kochał i szanował żonę tak, jak deklarował na stypie, to żyłaby biedaczka może 10 lat dłużej. Ale to już inna historia...
Biadolił więc pan J. nad swoim wdowim losem, a że miał piękne mieszkanie i wysoką emeryturę, zakręciły się sąsiadki i dalejże swatać emeryta. Jemu wszakże do nowego związku nie było śpieszno, ale z pomocy w pracach domowych chętnie by skorzystał. Poznał pan J. panią D. także wdowę, która emerytowaną kucharką była i wprawdzie intelektem odstawała, ale gotowała świetnie i chętnie. Pan J.chodził więc na obiady, czasem pranie podrzucił, swoją dobrodziejkę nawet do siebie zaprosił, ale raczej z prośbą o zrobienie większych porządków, bo obsługę odkurzacza zdążył jako tako opanować, chleb kupował raz na tydzień, herbatę zrobić umiał.


Spotykając się z panią D. nasz wdowiec zapoznał , niemal przy grobie małżonki, panią K.- kobietę elegancką, wygadaną, z wianuszkiem rodziny i znajomych. Pan J. chętnie chadzał na proszone kolacje, imieniny oraz inne uroczystości, ale że węża miał w kieszeni, więc nie przyszło mu do głowy by jakąś flaszkę lub prezent dla solenizanta kupić. Robiła to zawsze pani K. Ale miała nadzieję chyba na sfinalizowanie związku i zrekompensowanie sobie wydatków. Taka inwestycja w przyszłość. Bowiem pani K. mieszkała kątem u córki i zięcia, więc wdowiec z mieszkaniem był dobrą partią, tym bardziej, że stosunki z zięciem dość napięte były. Obie kobiety nie wiedziały o sobie, bo do jednej pan J. chodził na obiady a drugą zapraszał na spacery i do jej znajomych w gości chodził.


Życzliwi donieśli jednak pani D., że wdowiec po parku z inną flamą się przechadza i widywano ich szwendających się po lokalach. A pani D. nigdy na spacer ani do lokalu nie zaprosił. Wymówiła więc pani D. wikt i opierunek podopiecznemu, robiąc przy tym awanturę i zabierając ciepłą pierzynę wypożyczoną na czas zimowy.
Została mu więc pani K., która bardzo przychylna była, ale do pomocy nie kwapiła się, chyba że po ślubie.
Zamieszkali więc razem bez ślubu, ale po jakimś czasie i po suto zakrapianej kolacji pan J. przepisał mieszkanie na konkubinę, więc ta nie nalegała już na stawanie przed ołtarzem. Jak się okazało pani K. dom prowadziła świetnie, rodzina pani K. zapewniła panu J. odpowiedni piedestał, więc pan J. był ze wszech miar ukontentowany, a do skrzywdzenia pani D. nie poczuwał się. Wszak do niej tylko na obiady chodził...
Wiem, wiem...określenie DWIE KOCHANKI to trochę na wyrost, ale pod łóżkiem nie leżałam, a niektórzy mężczyźni dopiero po 60-ce ojcami zostają.
Jednakowoż ślub cywilny tak czy siak się odbył, bo pan J. miał dorosłe dzieci i pani K. poczuła się zagrożona w prawie do mieszkania i miała rację, bo pan J. odszedł pierwszy na łono Abrahama, a znajomi podpowiedzieli, że pismo pana J. bez podpisu notariusza funta kłaków nie warte. Dodam jeszcze, że pani K. swoje mieszkanie z poprzedniego związku straciła za długi własne i dzieci swoich, a do mieszkania pana J. wprowadziła się z jedną walizką.

poniedziałek, 26 października 2015

Gdy mąż się nudzi...

Fajnie gdy mąż ma dzień wolny w pracy, zrobi zaopatrzenie, obiad ugotuje...gorzej, jeśli zacznie rozglądać się po domu i szukać co by tu naprawić, zmienić i jeśli lubi majsterkowanie, to na pewno coś do roboty znajdzie. W dodatku gdy można połączyć zakupy i majsterkowanie to już taki mąż jest w niebie.
Zaczęło się od wymiany żarówki, która się przepaliła. Poszedł mąż do sklepu, a tam wyprzedaże, więc wymyślił, że przy okazji wymiany żarówki wymieni także lampę w przedpokoju. Kupił nową, założył i byłoby dobrze, gdyby nie pomyślał, że szkoda starej lampy i można zmienić także lampę w ubikacji (łazienka i toaleta osobno). Jak pomyślał, tak uczynił. Wróciłam akurat do domu z myślą, że włączę pralkę, zajrzę do laptopa i poczytam przy herbatce. Miała nastąpić prezentacja, mąż nacisnął włącznik i... stała się ciemność, brak prądu objął także pozostałe urządzenia elektryczne w domu. W dodatku nie pomogła interwencja w centralce z korkami, okazało się, że korki wysiadły na klatce w pionie, a klucz od szafki ma pogotowie techniczne. Trzeba było więc dzwonić po fachowców. Pralka czekała samotnie, książkę czytałam przy świecach w kuchni i patrzyłam czy z lodówki nie kapie woda...
Na szczęście fachowcy przybyli na tyle szybko, że lodówka nie zaczęła się rozmrażać. Okazało się, że żarówka przepaliła się dlatego, że stara lampa była już felerna i należało założyć na powrót w ubikacji tę, która wisiała uprzednio.
Ale następnego dnia mąż zaczął mieć wątpliwości czy zakup był dobry, bo lampa tak średnio mu się podoba. Ja w pierwszej chwili nie byłam zakupem zachwycona, ale z kolei teraz podoba mi się coraz bardziej.
Czy wasi mężowie(partnerzy) też miewają podobne zrywy?