...w siną dal lub inaczej odcięłam się od szarej rzeczywistości.
Dlaczego dopiero teraz? Bo wbrew pozorom wakacje (czytaj urlop) dla mnie nie zaczęły się 19 czerwca, jak głosiły media...
Ponieważ wybyłam z domu, zostawiam Wam wesołe obrazki na temat wakacji i prośbę o wyrozumiałość.
Nie robię sobie wakacji od sieci i blogów, ale mogę nie nadążyć za komentowaniem Waszych wpisów, bo z czasem i netem na wakacjach różnie bywa...
Stałam się jednak zwierzęciem blogowym i dłuższe odstawienie od laptopa może skutkować różnymi efektami ubocznymi.
Podobno upały afrykańskie odchodzą w niebyt, więc jakoś przetrwam, czego i Wam życzę.
Pomacham do Was z wojaży, może czymś zaciekawię?
Trzymajcie kciuki, bym wróciła w całości i z lepszą głową ;-)
Dobrych dni i optymalnych temperatur wszystkim życzę:-)
wtorek, 2 lipca 2019
sobota, 29 czerwca 2019
Sielanka?
Okres wakacji, urlopu, przerwy w pracy powinien kojarzyć się z relaksem.
Jedni relaksują się w ruchu, inni w czasie spotkań towarzyskich, część z nas szuka przede wszystkim spokoju i ciszy.
I ci ostatni napotykają na trudności, bo o spokój i ciszę coraz trudniej i to nie tylko z powodu sporej liczby turystów.
Nawet tam, gdzie spodziewamy się oddechu od cywilizacji i tłumów zdarzają się zdumiewające sytuacje zakłócenia ciszy.
Chociaż, to może ja jestem dziwna i spodziewam się nie wiadomo czego...
Nie na darmo zamieściłam zdjęcie trawy i nożyczek. Od wczesnej wiosny do późnej jesieni prześladują mnie kosiarki, duże, małe i traktorowe.
Na osiedlu, w pracy, w mieście, na letnisku - wszędzie masowe koszenie traw, o każdej porze dnia, jedynie w niedziele jest trochę spokoju.
Koleżanka udostępniła nam domek nad jeziorem na weekend.
Teoretycznie mieliśmy się relaksować. Las, woda, cisza, spokój. Nic bardziej mylnego.
Od rana koszenie trawników, naprawy dachów, ogrodzeń, po południu śmierdzące grille, wieczorem imprezy z alkoholem i śpiewy: od Góralu czy ci nie żal, po hymn narodowy.
Na innym letnisku, gdy spaliśmy w przyczepie kempingowej, ktoś wpadł na pomysł gry w kosza o drugiej nad ranem.
W zasadzie, nie pozostało nic innego, jak przyłączyć się lub w akcie zemsty o 6 rano rozkręcić dyskotekę na powietrzu...
Byliśmy kiedyś w Szklarskiej Porębie, pensjonat niezbyt duży, prowadzony przez starsze małżeństwo, myślę sobie - tu będzie spokój, wyśpię się...
Pokoje miały balkony i na tych balkonach niektórzy goście urządzali sobie nocne pogawędki, niczym Romeo i Julia, ale nie w sensie romantycznych dialogów, a raczej krzyków z parteru na drugie piętro.
Na moje prośby, by raczej przenieśli się do pokoi, bo niektórzy chcą się wyspać przed wyruszeniem na szlak, spojrzeli na mnie dziwnie, choć nie miałam na głowie papilotów...
Pechowa jestem lub zbyt duże mam wymagania, bo nawet na działce rekreacyjnej u mojego taty o spokój trudno. Bywa tam bowiem akordeonista amator, który całe życie uczy się grać lub wydaje mu się, że już umie i raczy działkowiczów wokół swoja grą czy chcesz, czy nie.
Większość właścicieli działek chyba ma słuch przytępiony, bo nikt nie protestuje, ja przestałam bywać na działce, mam wybór.
Nie dalej, jak w zeszłym roku nocowalismy w Koniakowie. W tygodniu było O.K.
W piątek zjechały 3 rodziny z dziećmi ze Śląska, zaczęli grillem w ogrodzie, myślę, będzie dobrze, bo dzieci itd.
Owszem, położono dzieci spać w głębi pensjonatu, a w pokoju obok naszego dorośli rozkręcili imprezę.
O drugiej w nocy wyszłam na korytarz i poprosiłam o ciszę do rana, bo następnego dnia wracaliśmy do domu, a kierowca przed drogą powinien się wyspać.
Właścicielka pensjonatu spała w innym budynku, więc nie było u kogo interweniować...zresztą mieliśmy nadzieję, że kiedyś impreza się skończy.
Niektóre kwatery bazują chyba na weekendowych wizytach gości, bo w tygodniu pustawo tam.
Czy tylko my miewamy takiego pecha czy naprawdę cisza i spokój to wartości dziś już nieosiągalne?
Jedni relaksują się w ruchu, inni w czasie spotkań towarzyskich, część z nas szuka przede wszystkim spokoju i ciszy.
I ci ostatni napotykają na trudności, bo o spokój i ciszę coraz trudniej i to nie tylko z powodu sporej liczby turystów.
Nawet tam, gdzie spodziewamy się oddechu od cywilizacji i tłumów zdarzają się zdumiewające sytuacje zakłócenia ciszy.
Chociaż, to może ja jestem dziwna i spodziewam się nie wiadomo czego...
Nie na darmo zamieściłam zdjęcie trawy i nożyczek. Od wczesnej wiosny do późnej jesieni prześladują mnie kosiarki, duże, małe i traktorowe.
Na osiedlu, w pracy, w mieście, na letnisku - wszędzie masowe koszenie traw, o każdej porze dnia, jedynie w niedziele jest trochę spokoju.
Koleżanka udostępniła nam domek nad jeziorem na weekend.
Teoretycznie mieliśmy się relaksować. Las, woda, cisza, spokój. Nic bardziej mylnego.
Od rana koszenie trawników, naprawy dachów, ogrodzeń, po południu śmierdzące grille, wieczorem imprezy z alkoholem i śpiewy: od Góralu czy ci nie żal, po hymn narodowy.
Na innym letnisku, gdy spaliśmy w przyczepie kempingowej, ktoś wpadł na pomysł gry w kosza o drugiej nad ranem.
W zasadzie, nie pozostało nic innego, jak przyłączyć się lub w akcie zemsty o 6 rano rozkręcić dyskotekę na powietrzu...
Byliśmy kiedyś w Szklarskiej Porębie, pensjonat niezbyt duży, prowadzony przez starsze małżeństwo, myślę sobie - tu będzie spokój, wyśpię się...
Pokoje miały balkony i na tych balkonach niektórzy goście urządzali sobie nocne pogawędki, niczym Romeo i Julia, ale nie w sensie romantycznych dialogów, a raczej krzyków z parteru na drugie piętro.
Na moje prośby, by raczej przenieśli się do pokoi, bo niektórzy chcą się wyspać przed wyruszeniem na szlak, spojrzeli na mnie dziwnie, choć nie miałam na głowie papilotów...
Pechowa jestem lub zbyt duże mam wymagania, bo nawet na działce rekreacyjnej u mojego taty o spokój trudno. Bywa tam bowiem akordeonista amator, który całe życie uczy się grać lub wydaje mu się, że już umie i raczy działkowiczów wokół swoja grą czy chcesz, czy nie.
Większość właścicieli działek chyba ma słuch przytępiony, bo nikt nie protestuje, ja przestałam bywać na działce, mam wybór.
Nie dalej, jak w zeszłym roku nocowalismy w Koniakowie. W tygodniu było O.K.
W piątek zjechały 3 rodziny z dziećmi ze Śląska, zaczęli grillem w ogrodzie, myślę, będzie dobrze, bo dzieci itd.
Owszem, położono dzieci spać w głębi pensjonatu, a w pokoju obok naszego dorośli rozkręcili imprezę.
O drugiej w nocy wyszłam na korytarz i poprosiłam o ciszę do rana, bo następnego dnia wracaliśmy do domu, a kierowca przed drogą powinien się wyspać.
Właścicielka pensjonatu spała w innym budynku, więc nie było u kogo interweniować...zresztą mieliśmy nadzieję, że kiedyś impreza się skończy.
Niektóre kwatery bazują chyba na weekendowych wizytach gości, bo w tygodniu pustawo tam.
Czy tylko my miewamy takiego pecha czy naprawdę cisza i spokój to wartości dziś już nieosiągalne?
wtorek, 25 czerwca 2019
Być jak Robinson...
Niejaka Ogryzka , pisząca Inaczej o książkach
podrzuciła pomysł przeniesienia się w czasie do innej epoki i wykorzystania wówczas swych umiejętności, by przetrwać.
Przypomniały mi się przy tej okazji filmy i książki z motywem walki o przetrwanie w rozmaitych warunkach.
Najbardziej znaną książką są chyba Przypadki Robinsona Crusoe.
Z filmów najbardziej podobał mi się Cast Away z ulubionym aktorem Tomem Hanksem.
Współczesny człowiek ledwo daje radę bez prądu czy bieżącej wody, a zimą bez ogrzewania, a co dopiero znaleźć się na bezludnej wyspie z dala od cywilizacji.
Nawet niektóre z posiadanych przez nas umiejętności niewiele mogą nam pomóc, wszak panuje wąska specjalizacja.
Wiele osób nie zawraca sobie głowy gotowaniem, w mieszkaniu mając tylko mikrofalówkę i czajnik elektryczny.
Znam osoby (kobiety także), które nie zaprzyjaźniły się z igłą i nitką... do wielu przyziemnych czynności zatrudnia się pomoce domowe, ale dzięki temu ludzie mają pracę.
Nie chciałabym jednak odbierać Ogryzce tematu, zapytam raczej - czego najbardziej brakowałoby Wam do szczęścia na bezludnej wyspie, gdyby tak zadecydował los?
Oczywiście na wyspie bez udogodnień typu - prąd, woda, zakupy na telefon ;-)
W tym roku nie zamierzam latać samolotem, ale w przyszłym, kto wie, a wówczas prawdopodobieństwo wylądowania na takiej wyspie wzrasta, może lepiej zapisać się na kurs w szkole przetrwania?
Jakieś tam filmy obejrzałam, książki czytałam, ale to chyba nie wystarczy...
podrzuciła pomysł przeniesienia się w czasie do innej epoki i wykorzystania wówczas swych umiejętności, by przetrwać.
Przypomniały mi się przy tej okazji filmy i książki z motywem walki o przetrwanie w rozmaitych warunkach.
Najbardziej znaną książką są chyba Przypadki Robinsona Crusoe.
Z filmów najbardziej podobał mi się Cast Away z ulubionym aktorem Tomem Hanksem.
Współczesny człowiek ledwo daje radę bez prądu czy bieżącej wody, a zimą bez ogrzewania, a co dopiero znaleźć się na bezludnej wyspie z dala od cywilizacji.
Nawet niektóre z posiadanych przez nas umiejętności niewiele mogą nam pomóc, wszak panuje wąska specjalizacja.
Wiele osób nie zawraca sobie głowy gotowaniem, w mieszkaniu mając tylko mikrofalówkę i czajnik elektryczny.
Znam osoby (kobiety także), które nie zaprzyjaźniły się z igłą i nitką... do wielu przyziemnych czynności zatrudnia się pomoce domowe, ale dzięki temu ludzie mają pracę.
Nie chciałabym jednak odbierać Ogryzce tematu, zapytam raczej - czego najbardziej brakowałoby Wam do szczęścia na bezludnej wyspie, gdyby tak zadecydował los?
Oczywiście na wyspie bez udogodnień typu - prąd, woda, zakupy na telefon ;-)
W tym roku nie zamierzam latać samolotem, ale w przyszłym, kto wie, a wówczas prawdopodobieństwo wylądowania na takiej wyspie wzrasta, może lepiej zapisać się na kurs w szkole przetrwania?
Jakieś tam filmy obejrzałam, książki czytałam, ale to chyba nie wystarczy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)














