środa, 5 sierpnia 2015

Która dzielniejsza?

Widywałam je obie: matkę i córkę. Z wyglądu jak siostry, córka nieco wyższa. Bywały okresy, gdy matka samotnie spacerowała po ulicach, bo w tym czasie córka prawdopodobnie przebywała na kuracji. Piszę "prawdopodobnie", bo nie znam ich osobiście, wiem kim są, kłaniamy się sobie, ale jest to znajomość na zasadzie: byłyśmy kiedyś na jakiejś imprezie. Córka zachorowała na anoreksję, nie znam szczegółów, obserwowałam z daleka postępy choroby i stopień wyniszczenia ciała. Pewnego dnia, gdy robiłam coś w kuchni przy otwartym oknie usłyszałam gruchnięcie czegoś o chodnik, jakby spadł z góry worek z węglem. Wyjrzałam przez okno: matka z córką spacerowały pod moim blokiem i prawdopodobnie dziewczyna potknęła się na nierównościach. Jej chudość była przerażająca, na zdjęciach z obozu koncentracyjnego nie widziałam takich rzeczy. Usłyszałam więc dźwięk kości uderzających o płyty chodnikowe. Wierzcie mi, coś okropnego... Serce mi pękało, gdy patrzyłam na matkę, która dźwiga dziewczynę z tego chodnika i zmusza do dalszej drogi. Nim się ocknęłam z szoku i zbiegłam na dół już ich nie było, był natomiast sąsiad z niezwykle "mądrą"uwagą:
- widziała pani, jaka chuda, iść nie ma siły, ja to bym taka siłą nakarmił, jak się gęsi tuczy
- wie pan, to nie takie proste, to choroba, która się leczy i to z mizernym skutkiem...
Sąsiad nie wydawał się być przekonanym, ale cóż... dziewczyna zniknęła potem na jakiś czas, proceder się powtarzał. Zawsze gdy widywałam matkę samą, domyślałam się, ze córka jest w ośrodku.
Od pewnego czasu znów je częściej widuję, dziewczynę nawet w towarzystwie rówieśników i wszystko zapowiada się optymistycznie, w końcu doszła do siebie, wygląda coraz lepiej, jest starsza.
I tu wracam do tytułowego pytania: która z nich dzielniejsza, matka czy córka? Dziewczyna zdołała z profesjonalną pomocą pokonać chorobę, przynajmniej na razie. Matka uśmiecha się, spaceruje, ale próżno by szukać w niej tej promiennej, żywej osoby, którą była. Nawet włosy przestała farbować, a uśmiechają się tylko jej usta. Czy ktokolwiek domyśla się, co znieść musiało jej matczyne serce?

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Dedykacja


Zainspirowana wpisem Gabrysi Kotas, która rozsyła "kluczyki", a my wtajemniczeni z wdzięcznością te kluczyki przyjmujemy, wdrożyłam rozmyślania nad związkami i rozwiązkami w blogosferze, gdzie znajdujemy się czasami przez przypadek i zostajemy lub odchodzimy, kaŻdy do swojej "bajki".
Oto wyszło z tych rozmyślań, takich kilka zwrotek, które dedykuję przede wszystkim bywalcom tegoż bloga:



JESTEŚCIE GDZIEŚ TAM
DALECY BLISCY
KAŻDE Z WAS
W SWOIM NAJLEPSZYM
ZE ŚWIATÓW

PRZYTULAMY
SŁOWO DO SŁOWA
SERCE DO SERCA
PODNOSZĄC SIĘ WZAJEMNIE
NA DUCHU

PRZEKUWAJĄC
SŁOWA I MYŚLI
W SKUTECZNE LEKARSTWO
PRZECIW CHANDRZE
LEK NA DUSZĘ

NIE ZAWSZE
CHĘTNIE KOMENTUJĄC
NIE ZAWSZE TYM SAMYM GŁOSEM
ALE ZAWSZE
NIEŚMIAŁO WYCZEKUJĄC:

BLISKOŚCI
NAWET Z ODDALI
POBŁAŻANIA DLA SĄDÓW
DYSTANSU
DO SAMYCH SIEBIE

DOBRZE
ŻE JESTEŚCIE
PO DRUGIEJ STRONIE
ZWĄTPIEŃ I NADZIEI
RADOŚCI I WIARY

sobota, 1 sierpnia 2015

Do łóżka... z książką

Portale poświęcone literaturze i czytaniu donoszą o wynikach najnowszych badań czytelniczych, z których wynika, że coś w czytelnictwie drgnęło czyli czytamy coraz więcej, czytanie wśród młodzieży staje się modne (przeglądałam kiedyś blogi uczniowskie, na których znalazłam mnóstwo wypowiedzi o przeczytanych i polecanych książkach), książki znowu stają się popularnym prezentem dla dzieci i młodzieży. Z moich obserwacji wynika, że furorę zrobiły wśród młodych czytelników pozycje "Zniszcz ten dziennik" oraz "To nie jest książka". Wielu dorosłych zżyma się i twierdzi, że to nie jest literatura, być może, ale ile wyzwala kreatywności, emocji, a najważniejsze - sprawia, że dzieciaki rozmawiają ze sobą, wymieniają się pomysłami, noszą wszędzie te niby-książki jak relikwię i wyrabiają w sobie pewien nawyk (mam przy sobie książkę, nie czuję się samotny) i wierzcie mi, na długo odsuwają ten moment, który ma być całkowitą destrukcją ich egzemplarza. Kto zna, wie o czym mówię.
Z badań wynika też, że Polacy najchętniej czytają w łóżku i coś w tym jest, ja sama też czytam najwięcej przed snem, bo w ciągu dnia tyle się czasem dzieje, a po powrocie z pracy nie zawsze mam ochotę chwycić od razu za książkę. Więcej też czytam na urlopie i jak wynika z moich obserwacji robi tak wielu czytelników.
W górach widziałam taki obrazek: mostek nad strumieniem, młody człowiek z piwkiem w jednej, z książką w drugiej ręce i w towarzystwie ptaków oraz szumu strumyka czytał sobie w najlepsze. Są też tacy, którzy wędrują specjalnie do parku, aby poczytać wśród zieleni i popatrzeć na przemykające wiewiórki.
A jak podają media, w Tokio we wrześniu tego roku ma powstać specjalny książko-hostel, dla tych, którzy nie tylko czytają w łózkach, ale nawet chcieliby spać w bibliotece...
A takie oto wyobrażenie miłości czytania znalazłam w Sieci:
Wszystkim miłośnikom czytania i książek polecam stronę: booklips.pl