Media mają wielką moc, wiec tym bardziej ludzie mediów powinni dbać nie tylko treść, ale i o poprawność językową.
Rozumiem jeszcze, że ktoś popełnia jakieś błędy, każdemu się zdarza - z nerwów, przez roztargnienie, zbyt szybkie mówienie, ale komplikowanie prostych wypowiedzi dziwnymi konstrukcjami stylistycznymi czy niepotrzebnymi wtrąceniami obcymi, to już zbyt wiele.
Są oczywiście różne style wypowiedzi, ale uczono mnie , że najlepsze są proste wypowiedzenia bez zbędnych udziwnień oraz niezbyt długie zdania. Styl oratorski nie zawsze się sprawdza. Nie w każdej sytuacji wypada stosować język gwary młodzieżowej i dziwne skróty myślowe.
Jeśli mam do czynienia z informacjami typu doniesienia medialne o bieżącej sytuacji w kraju i nie tylko, spodziewam się rzetelnego sprawozdania bez udziwnień językowych i bez opinii sprawozdawcy.
Informacje nie staną się też bardziej zrozumiałe, gdy użyjemy fachowego języka, mało dostępnego dla laików w danej dziedzinie. To zostawmy na konferencje i sympozja branżowe.
Od takich niespodzianek językowych nie są wolne zarówno kanały informacyjne, jak i programy poradnikowe, że o dyskusjach na żywo nie wspomnę.
W krótkim czasie udało mi się wynotować kilka takich kwiatków, które pojawiają się najczęściej. Może ktoś z czytających dorzuci swój przykład?
Oto niektóre z moich przykładów:
- fokusować się na target - pani prowadząca program o urodzie
- wow tygodnia i lol tygodnia - artykuł w Internecie
- prowadzić czynności ze świadkiem, zmierzające do wyjaśnienia okoliczności zdarzenia na obiekcie sportowym - program informacyjny
- dwuosobowa grupa strażników miejskich - hit tygodnia jak dla mnie!
- sprawca śmiertelnie ranił ofiarę ostrym narzędziem - chyba zabił?
- potrącenie pieszego ze skutkiem śmiertelnym - zabicie pieszego na pasach!
- strażacy po przybyciu na miejsce zgłoszenia zastali mocno rozwiniętą sytuację pożarową - prawda, że cudne?
- kierujący pojazdem jednośladowym typu hulajnoga spowodował kolizję w ruchu pieszych- świat się zmienia, nie ma co!
(grafika na licencji CCO Public Domain)
- pan minister spotka się z dziennikarzami na krótkim briefingu - czyli co będą robić?
- do wody wpadła osoba na rowerze - a czy na rowerze jeżdżą zwierzęta?
- inna czynność płciowa - kuriozalne, inna od czego?
- pozyskano 40 sztuk dzików - enigmatyczna nazwa na zabicie zwierząt!
- ewakuowano 5 klatek schodowych - ciekawe, jak to zrobiono, a ludzie?
- do zdarzenia zadysponowano karetkę - częste ostatnio, a myślałam, że karetki się wysyła/kieruje na miejsce zdarzenia...
To tylko media, a co dopiero myśleć o języku korporacyjnym czy slangach innych grup społecznych...
Będę wdzięczna jeśli podzielicie się swoimi przykładami:-)
środa, 7 sierpnia 2019
niedziela, 4 sierpnia 2019
Wszystkiego najlepszego...
Ktoś na blogu wspominał o sposobach na zapamiętanie rocznic, urodzin i innych okazji, o których pamiętać wypada, a nasza pamięć niezbyt współpracuje albo owe okazje przypominają nam się zbyt późno.
Znalazłam na Pintereście taką oto tablicę, którą możemy zrobić sami z użyciem prostych i tanich materiałów.
Ma jeszcze tę zaletę, że nie musimy wiecznie przeglądać kalendarza, notesu lub wpisywać w nowy roku tych samych treści.
Lubię czasami zapisywać podobne pomysły na swojej tablicy Pinterest.
Czy ktoś z Was ma coś takiego? Bardzo się przydaje...
Ale to ułatwienie jest tylko pretekstem do rozważań na tematy imprezowe.
Każdy z nas obchodzi inne okazje, są też tacy, którzy nie celebrują świąt, urodzin, rocznic.
Czasem składamy komuś życzenia, a słyszymy odpowiedź - ale ja nie obchodzę...
Bywa, że składam komuś znajomemu lub bliskiemu życzenia telefonicznie, a słyszę - ale ja nie wyprawiam - przecież nie dzwonię po to, by wprosić się na kawę, wystarczy podziękować, prawda?
Inna sprawa to liczba gości przy stole. Na szczęście odchodzi się od hucznych imprez do późnych godzin nocnych, bo w blokach zwłaszcza, jest to dla innych bardzo uciążliwe.
Sama pamiętam rodzinne imieniny, gdy przy stole zasiadało do 20 osób, ciasnota, duchota, dym z papierosów (takie były czasy), a po kilku drinkach śpiewy biesiadne.
W ogóle częściej sie ludzie spotykali towarzysko w domach, czasem bez uprzedniego zapraszania, bo nawet telefon był nie w każdym domu.
Dziś tę funkcję przejęły lokale gastronomiczne, jeśli kogoś stać lub zapraszamy gości w bardziej kameralnym składzie.
Mniej osób to mniej przygotowań i lepsza okazja do rozmów. Bywa, że gramy w gry planszowe, a śmiechu jest wtedy co niemiara.
Sama tak robię, bo nie mam już sił, żeby sprostać przyjmowaniu dużej liczby gości, bo to i zakupy, gotowanie, dekoracje i zadbanie o dobry nastrój każdego. Z doświadczenia wiem, że porozmawiać każdy z każdym nie da rady, jedynie wszyscy przekrzykują się przez stół.
W tym wypadku lepsze są imprezy ogrodowe przy grillu i składkowe... każdy może przynieść to , co najbardziej lubi i posmakować specjałów innych gości.
Spotykamy się także powakacyjnie, by obejrzeć zdjęcia z wypraw w różne strony, a ostatnio, aby pobyć rodzinnie, ale nie napracować się w kuchni wybieramy imprezy plenerowe, na przykład wspólny wypad z bliskimi na festyn w skansenie.
Tam można urządzić własny piknik na trawie lub popróbować lokalnych przysmaków przygotowanych przez panie z kół gospodyń wiejskich.
Jak to mówią, każda okazja jest dobra by pobyć z bliskimi lub przyjaciółmi, wystarczy znaleźć sposób, by nie urobić się po łokcie, a wszyscy, łącznie z gospodarzami mogli miło spędzić czas.
Znalazłam na Pintereście taką oto tablicę, którą możemy zrobić sami z użyciem prostych i tanich materiałów.
Ma jeszcze tę zaletę, że nie musimy wiecznie przeglądać kalendarza, notesu lub wpisywać w nowy roku tych samych treści.
Lubię czasami zapisywać podobne pomysły na swojej tablicy Pinterest.
Czy ktoś z Was ma coś takiego? Bardzo się przydaje...
Ale to ułatwienie jest tylko pretekstem do rozważań na tematy imprezowe.
Każdy z nas obchodzi inne okazje, są też tacy, którzy nie celebrują świąt, urodzin, rocznic.
Czasem składamy komuś życzenia, a słyszymy odpowiedź - ale ja nie obchodzę...
Bywa, że składam komuś znajomemu lub bliskiemu życzenia telefonicznie, a słyszę - ale ja nie wyprawiam - przecież nie dzwonię po to, by wprosić się na kawę, wystarczy podziękować, prawda?
Inna sprawa to liczba gości przy stole. Na szczęście odchodzi się od hucznych imprez do późnych godzin nocnych, bo w blokach zwłaszcza, jest to dla innych bardzo uciążliwe.
Sama pamiętam rodzinne imieniny, gdy przy stole zasiadało do 20 osób, ciasnota, duchota, dym z papierosów (takie były czasy), a po kilku drinkach śpiewy biesiadne.
W ogóle częściej sie ludzie spotykali towarzysko w domach, czasem bez uprzedniego zapraszania, bo nawet telefon był nie w każdym domu.
Dziś tę funkcję przejęły lokale gastronomiczne, jeśli kogoś stać lub zapraszamy gości w bardziej kameralnym składzie.
Mniej osób to mniej przygotowań i lepsza okazja do rozmów. Bywa, że gramy w gry planszowe, a śmiechu jest wtedy co niemiara.
Sama tak robię, bo nie mam już sił, żeby sprostać przyjmowaniu dużej liczby gości, bo to i zakupy, gotowanie, dekoracje i zadbanie o dobry nastrój każdego. Z doświadczenia wiem, że porozmawiać każdy z każdym nie da rady, jedynie wszyscy przekrzykują się przez stół.
W tym wypadku lepsze są imprezy ogrodowe przy grillu i składkowe... każdy może przynieść to , co najbardziej lubi i posmakować specjałów innych gości.
Spotykamy się także powakacyjnie, by obejrzeć zdjęcia z wypraw w różne strony, a ostatnio, aby pobyć rodzinnie, ale nie napracować się w kuchni wybieramy imprezy plenerowe, na przykład wspólny wypad z bliskimi na festyn w skansenie.
Tam można urządzić własny piknik na trawie lub popróbować lokalnych przysmaków przygotowanych przez panie z kół gospodyń wiejskich.
Jak to mówią, każda okazja jest dobra by pobyć z bliskimi lub przyjaciółmi, wystarczy znaleźć sposób, by nie urobić się po łokcie, a wszyscy, łącznie z gospodarzami mogli miło spędzić czas.
czwartek, 1 sierpnia 2019
Z pamiętnika łączniczki
O pani Basi, łączniczce z Powstania Warszawskiego pisałam dwa razy, wystarczy odszukać w etykietach hasło Powstanie Warszawskie.
Odeszła kilka miesięcy temu, ku wielkiej rozpaczy bliskich i znajomych.
Na szczęście pozostawiła po sobie pamiątki i relacje, które wzbogaciły zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego, a wiele czeka jeszcze na przejrzenie przez syna, który zdołał namówić mamę na krótko przed śmiercią na nagranie ustnej relacji z tego niezwykłego okresu jej życia.
A nie było to łatwe, gdyż niechętnie wracała do wspomnień z powstania.
Zrozumiała jednak, że jest to winna tym kolegom, którzy zginęli na oczach młodziutkiej łączniczki oraz swoim wnukom i prawnukom, by poznały prawdę o tym zrywie powstańczym.
Mnie wzruszyła nie tylko nagrana relacja, ostatnie wspomnienie bohaterki, którą poznałam osobiście, ale także pamiętnik spisywany pięknym charakterem pisma, w którym utrwalała także ulubione wiersze i teksty piosenek.
Prywatny śpiewnik pieśni powstańczych, tych samych, które śpiewam co roku z mieszkańcami Warszawy, tyle że przed ekranem telewizora...
Matka Boska Armii Krajowej
Nie na świętym świeciłaś obrazie
nie z legendy Cię wzięto wiekowej
stałaś z nami na barykadzie
Matko Boża Armii krajowej
W naszym mieście naszego chleba
Daj nam dzisiaj po walce pożywać
Zanim wiecznym ogarniesz niebem
Święta Panno Warszawska i tkliwa
Gną się salwy a wieczór pokrótce
Świeci jasno pod stalowym kaskiem
ze szmajcerem staje na placówce
Matka Boska ulicy Warszawskiej.
Ona jedna nie zginie bez sławy
i nie padnie pod bombą nalotu
Matka Boska, co kocha Warszawę
Tak jak strzelec krajowej piechoty...
(jeden z wierszy w pamiętniku)
Zainteresowanych sylwetką pani Barbary odsyłam do archiwum biogramów powstańczych, gdzie widnieje również biografia pani Basi oraz jej osobista relacja udziału w Powstaniu Warszawskim. Wystarczy kliknąć TUTAJ
Wszystkie informacje, w tym portret z młodości naszej bohaterki publikuję dzięki uprzejmości syna pani Barbary Sosińskiej.
Odeszła kilka miesięcy temu, ku wielkiej rozpaczy bliskich i znajomych.
Na szczęście pozostawiła po sobie pamiątki i relacje, które wzbogaciły zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego, a wiele czeka jeszcze na przejrzenie przez syna, który zdołał namówić mamę na krótko przed śmiercią na nagranie ustnej relacji z tego niezwykłego okresu jej życia.
A nie było to łatwe, gdyż niechętnie wracała do wspomnień z powstania.
Zrozumiała jednak, że jest to winna tym kolegom, którzy zginęli na oczach młodziutkiej łączniczki oraz swoim wnukom i prawnukom, by poznały prawdę o tym zrywie powstańczym.
Mnie wzruszyła nie tylko nagrana relacja, ostatnie wspomnienie bohaterki, którą poznałam osobiście, ale także pamiętnik spisywany pięknym charakterem pisma, w którym utrwalała także ulubione wiersze i teksty piosenek.
Prywatny śpiewnik pieśni powstańczych, tych samych, które śpiewam co roku z mieszkańcami Warszawy, tyle że przed ekranem telewizora...
Matka Boska Armii Krajowej
Nie na świętym świeciłaś obrazie
nie z legendy Cię wzięto wiekowej
stałaś z nami na barykadzie
Matko Boża Armii krajowej
W naszym mieście naszego chleba
Daj nam dzisiaj po walce pożywać
Zanim wiecznym ogarniesz niebem
Święta Panno Warszawska i tkliwa
Gną się salwy a wieczór pokrótce
Świeci jasno pod stalowym kaskiem
ze szmajcerem staje na placówce
Matka Boska ulicy Warszawskiej.
Ona jedna nie zginie bez sławy
i nie padnie pod bombą nalotu
Matka Boska, co kocha Warszawę
Tak jak strzelec krajowej piechoty...
(jeden z wierszy w pamiętniku)
Zainteresowanych sylwetką pani Barbary odsyłam do archiwum biogramów powstańczych, gdzie widnieje również biografia pani Basi oraz jej osobista relacja udziału w Powstaniu Warszawskim. Wystarczy kliknąć TUTAJ
Wszystkie informacje, w tym portret z młodości naszej bohaterki publikuję dzięki uprzejmości syna pani Barbary Sosińskiej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




