Wybywam na ślub i wesele syna, powrócę już jako teściowa, ale zostawiam Wam kilka sympatycznych obrazków - ku uciesze, refleksji, do wyboru.
Trzymajcie kciuki, bym wytrwała do końca wesela, mam nadzieję, że wytańczę się za wszystkie czasy:-)
Życzę wszystkim dobrych dni i do poczytania:-)
czwartek, 15 sierpnia 2019
poniedziałek, 12 sierpnia 2019
W gościnie u Mieszka
Najlepsze bywają spontaniczne wypady.
Mąż mówi - jedziemy do Biskupina odwiedzić stare kąty, spokojnie będzie nad jeziorem, wycieczek mało...
Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że parkingi pełne, ludzi mnóstwo, na szczęście kolejek do kas nie było.
No, może kilka osób.
Za bramą skansenu przywitał nas transparent o treści:
W wiosce Mieszka, festyn wakacyjny 10-11 sierpnia.
Dało się zauważyć, że zwiedzanie całymi rodzinami stało się popularne, słychać także różne języki: angielski, hiszpański, rosyjski.
Dzieci nie nudzą się zwiedzaniem, bo przygotowano dla nich wiele atrakcji:
- strzelanie z łuku
- wybijanie pamiątkowych medali
- przebieranie się w stroje z epoki
- lepienie z gliny
- próbowanie podpłomyków, chleba ze smalcem
- przekrój przez ul w zagrodzie bartnika
- zagrody ze zwierzętami
- wystawy tematyczne w muzeum na terenie skansenu
- rejs statkiem po jeziorze
Nowością dla mnie była plenerowa wystawa kamieni z rozmaitymi płaskorzeźbami, nie znalazłam jednak informacji skąd te kamienie i co przedstawiają rzeźby...
Dzieci zwracały uwagę na łabędzia, który wyszedł na ląd, ale nie pozwalał się do siebie zbliżyć, syczał na dzieciaki, a szczególnie na psy...
W muzeum dwie wystawy czasowe:
pierwsza to Świat komiksów Janusza Christy. "Kajko i Kokosz" jako ambasadorzy popularyzacji naszych dawnych dziejów.
Słychać było zachwyty nie tylko dzieci, ale także ojców - popatrz, mój ulubiony komiks z dzieciństwa...
W gablotach rekonstrukcja naczyń i narzędzi oraz strojów z epoki.
Druga wystawa, niezwykle ciekawa to proces powstawania naczyń glinianych od neolitu do współczesności.
Wielu eksponatów można było dotknąć, wiele ciekawostek znalazłam w specjalnych zakamarkach dla dociekliwych.
Na dużych ekranach wyświetlano filmy dotyczące historii garncarstwa na ziemiach polskich.
W wiosce Mieszka obrazki z codziennego życia wczesnośredniowiecznych mieszkańców tych ziem - organizatorzy wykorzystali do tego celu rekonstrukcje wykonane jeszcze dla planu filmowego produkcji "Stara baśń".
Każdorazowo wizyta w Biskupinie przynosi jakieś ciekawostki historyczne, kiedyś zwiedziliśmy muzeum rybactwa, tuż obok skansenu archeologicznego.
Tym razem zapoznaliśmy się z wystawą o tajemnych kręgach i kultowych źródłach, którym nasi przodkowie oddawali cześć.
Ślady ich życia i wierzeń sięgają 6000 lat wstecz.
Poprawia się także baza turystyczna z noclegami, restauracjami, zniknęły obskurne stragany z pamiątkami, pojawiły się darmowe, schludne toalety.
W drodze powrotnej mijaliśmy kolejkę turystyczną, wąskotorową, którą dojedziemy ze Żnina do Biskupina przez Wenecję, gdzie diabeł straszy.
Kolejny duży festyn w sierpniu pod hasłem Smaki przeszłości i we wrześniu jubileuszowy, więc jeśli będziecie w pobliżu...
Mąż mówi - jedziemy do Biskupina odwiedzić stare kąty, spokojnie będzie nad jeziorem, wycieczek mało...
Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że parkingi pełne, ludzi mnóstwo, na szczęście kolejek do kas nie było.
No, może kilka osób.
Za bramą skansenu przywitał nas transparent o treści:
W wiosce Mieszka, festyn wakacyjny 10-11 sierpnia.
Dało się zauważyć, że zwiedzanie całymi rodzinami stało się popularne, słychać także różne języki: angielski, hiszpański, rosyjski.
Dzieci nie nudzą się zwiedzaniem, bo przygotowano dla nich wiele atrakcji:
- strzelanie z łuku
- wybijanie pamiątkowych medali
- przebieranie się w stroje z epoki
- lepienie z gliny
- próbowanie podpłomyków, chleba ze smalcem
- przekrój przez ul w zagrodzie bartnika
- zagrody ze zwierzętami
- wystawy tematyczne w muzeum na terenie skansenu
- rejs statkiem po jeziorze
Nowością dla mnie była plenerowa wystawa kamieni z rozmaitymi płaskorzeźbami, nie znalazłam jednak informacji skąd te kamienie i co przedstawiają rzeźby...
Dzieci zwracały uwagę na łabędzia, który wyszedł na ląd, ale nie pozwalał się do siebie zbliżyć, syczał na dzieciaki, a szczególnie na psy...
W muzeum dwie wystawy czasowe:
pierwsza to Świat komiksów Janusza Christy. "Kajko i Kokosz" jako ambasadorzy popularyzacji naszych dawnych dziejów.
Słychać było zachwyty nie tylko dzieci, ale także ojców - popatrz, mój ulubiony komiks z dzieciństwa...
W gablotach rekonstrukcja naczyń i narzędzi oraz strojów z epoki.
Druga wystawa, niezwykle ciekawa to proces powstawania naczyń glinianych od neolitu do współczesności.
Wielu eksponatów można było dotknąć, wiele ciekawostek znalazłam w specjalnych zakamarkach dla dociekliwych.
Na dużych ekranach wyświetlano filmy dotyczące historii garncarstwa na ziemiach polskich.
W wiosce Mieszka obrazki z codziennego życia wczesnośredniowiecznych mieszkańców tych ziem - organizatorzy wykorzystali do tego celu rekonstrukcje wykonane jeszcze dla planu filmowego produkcji "Stara baśń".
Każdorazowo wizyta w Biskupinie przynosi jakieś ciekawostki historyczne, kiedyś zwiedziliśmy muzeum rybactwa, tuż obok skansenu archeologicznego.
Tym razem zapoznaliśmy się z wystawą o tajemnych kręgach i kultowych źródłach, którym nasi przodkowie oddawali cześć.
Ślady ich życia i wierzeń sięgają 6000 lat wstecz.
Poprawia się także baza turystyczna z noclegami, restauracjami, zniknęły obskurne stragany z pamiątkami, pojawiły się darmowe, schludne toalety.
W drodze powrotnej mijaliśmy kolejkę turystyczną, wąskotorową, którą dojedziemy ze Żnina do Biskupina przez Wenecję, gdzie diabeł straszy.
Kolejny duży festyn w sierpniu pod hasłem Smaki przeszłości i we wrześniu jubileuszowy, więc jeśli będziecie w pobliżu...
sobota, 10 sierpnia 2019
Krok za krokiem...
Lubimy chodzić przy każdej pogodzie, mówi się , że nie ma złej pogody, jedynie niewłaściwe ubranie...
Nawet upał nie jest przeszkodą, wręcz przeciwnie, gdy człowiek się rusza krew lepiej krąży, mniej puchną nogi.
Oczywiście trzeba się dobrze przygotować.
Organizm przyzwyczaja się nawet do upałów. Najbardziej dokuczliwa jest duchota przed burzą, nie sama temperatura...
Sąsiad pyta nas ostatnio - gdzie was niesie na taki upał, ja ledwo zipię...ale sąsiad porusza się głównie autem, za kółkiem pracuje, wychodzi tylko wieczorem z psem.
Mamy z mężem swoje trasy i przebiegi, mawiamy, że musimy przejść swój dzienny dystans, bo bez tego źle się czujemy, po prostu.
Zainstalowałam sobie aplikację w telefonie, która mierzy ilość kroków, kilometrów i kalorii spalonych w ruchu.
Po co mi to?
Z ciekawości. Najpierw słyszałam od koleżanki, że ma i chwaliła się, jak to z psem przeszła 3000 kroków.
Pomyślałam, że to bardzo dużo!
Okazało się, że mąż ma taką w swoim telefonie, więc zainstalowałam także, bo nie zawsze spacerujemy razem.
Najpierw sprawdziłam trasę do pracy i z powrotem - jakieś 14.000 kroków!
Krok następny to dłuższy spacer, jakieś 2 godziny na powietrzu:
16530 kroków
505 spalonych kalorii
10,74 km
Naprawdę, spacerując w ogóle tego nie czułam, ale wyświetlone na ekranie robi wrażenie. Szkoda, że nie zainstalowałam wcześniej...
Tak to mniej więcej wygląda w telefonie, ale są różne opcje.
Podobno dla zdrowia powinniśmy przejść codziennie co najmniej 10 tysięcy kroków i coś w tym jest, bo człowiek niby zmęczony fizycznie, ale nastrój o wiele lepszy.
Taka jeszcze refleksja nasunęła mi się w tym wszystkim, że organizm ludzki jest doskonałą maszyną.
Tyle chodzenia, biegania, zginania stawów, ścierania skóry, maltretowania włosów, trawienia różnych lepszych i gorszych pokarmów, obżeranie się i posty, eksperymenty z używkami, zmiany klimatu, elektronika wszędzie - niejedna maszyna zepsułaby się już dawno ...
A my ciągle dajemy radę i im mniej się rozpieszczamy luksusem, tym lepsza kondycja i zdrowie - zadziwiające!
P.S. wczoraj aplikacja pokazała 17656 kroków i 652 kcal, więc zjadłam bez wyrzutów pyszny sernik o nazwie Manhattan:-)
Nawet upał nie jest przeszkodą, wręcz przeciwnie, gdy człowiek się rusza krew lepiej krąży, mniej puchną nogi.
Oczywiście trzeba się dobrze przygotować.
Organizm przyzwyczaja się nawet do upałów. Najbardziej dokuczliwa jest duchota przed burzą, nie sama temperatura...
Sąsiad pyta nas ostatnio - gdzie was niesie na taki upał, ja ledwo zipię...ale sąsiad porusza się głównie autem, za kółkiem pracuje, wychodzi tylko wieczorem z psem.
Mamy z mężem swoje trasy i przebiegi, mawiamy, że musimy przejść swój dzienny dystans, bo bez tego źle się czujemy, po prostu.
Zainstalowałam sobie aplikację w telefonie, która mierzy ilość kroków, kilometrów i kalorii spalonych w ruchu.
Po co mi to?
Z ciekawości. Najpierw słyszałam od koleżanki, że ma i chwaliła się, jak to z psem przeszła 3000 kroków.
Pomyślałam, że to bardzo dużo!
Okazało się, że mąż ma taką w swoim telefonie, więc zainstalowałam także, bo nie zawsze spacerujemy razem.
Najpierw sprawdziłam trasę do pracy i z powrotem - jakieś 14.000 kroków!
Krok następny to dłuższy spacer, jakieś 2 godziny na powietrzu:
16530 kroków
505 spalonych kalorii
10,74 km
Naprawdę, spacerując w ogóle tego nie czułam, ale wyświetlone na ekranie robi wrażenie. Szkoda, że nie zainstalowałam wcześniej...
Tak to mniej więcej wygląda w telefonie, ale są różne opcje.
Podobno dla zdrowia powinniśmy przejść codziennie co najmniej 10 tysięcy kroków i coś w tym jest, bo człowiek niby zmęczony fizycznie, ale nastrój o wiele lepszy.
Taka jeszcze refleksja nasunęła mi się w tym wszystkim, że organizm ludzki jest doskonałą maszyną.
Tyle chodzenia, biegania, zginania stawów, ścierania skóry, maltretowania włosów, trawienia różnych lepszych i gorszych pokarmów, obżeranie się i posty, eksperymenty z używkami, zmiany klimatu, elektronika wszędzie - niejedna maszyna zepsułaby się już dawno ...
A my ciągle dajemy radę i im mniej się rozpieszczamy luksusem, tym lepsza kondycja i zdrowie - zadziwiające!
P.S. wczoraj aplikacja pokazała 17656 kroków i 652 kcal, więc zjadłam bez wyrzutów pyszny sernik o nazwie Manhattan:-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)














