piątek, 15 stycznia 2021

Tak się zastanawiam...

 

Najpierw zastanawiałam się, czy w ogóle się zaszczepić, teraz gdy decyzja się wyklarowała, to zastanawiam się z kolei czy nie odstąpić swojej kolejki do szczepienia bardziej potrzebującym.

Dlaczego?

Dowiedziałam się bowiem z rozmowy z wybitnym konsultantem rządu do spraw epidemii profesorem Horbanem nieznanych mi rewelacji.

Rozmowa odbyła się w TV Polsat i na gorąco podzieliłam się uwagami z koleżankami po fachu.

Pan profesor zapytany czy bezpiecznie jest zaczynać prace szkół przed zaszczepieniem nauczycieli odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem, że NAUCZYCIELE SĄ MŁODZI, ZDROWI I INTELIGENTNI.

Zadałam więc sobie pytanie, do której kategorii się zaliczyć?

U nas jest 6 pań od nauczania klas młodszych, z czego jedna jest młoda i chyba zdrowa, testu na inteligencję nie sprawdzano.

Ale kluczowe jest dla mnie, co ma wspólnego inteligencja z odpornością na koronawirusa? To może w ogóle przedstawiciele inteligencji nie musza się szczepić?

Usłyszałam także, że przecież nauczyciele mogą sobie zrobić testy (za darmo!). Ale co to daje, jeśli bez względu na wyniki testów otwiera się szkoły, a to dyrektorzy będą się martwić, gdy w testach wyjdzie, że część pedagogów i innych pracowników szkół zostanie skierowanych na kwarantannę, a część już na niej przebywa z powodu chorych członków rodzin.

Nie pcham się przed szereg, ani broń boże nie zamierzam zabierać nikomu szczepionki, ale czytam dziś w mediach, że na mocy nowego rozporządzenia dopisano do pierwszej grupy szczepień prokuratorów, może po to, by mogli bezpiecznie ścigać przedsiębiorców łamiących przepisy antycovidowe?

Nie dziwię się restauratorom, właścicielom pensjonatów i wszelkim usługodawcom, którzy nie załapali się na żadne tarcze ani ulgi, bo rodziny hasłami się nie utrzyma, a rząd zawsze się wyżywi i wyleczy.

Koło mnie galeria handlowa zamknięta, kawa tylko na wynos, ale obok dwa markety budowlane i sklepy wielkopowierzchniowe spożywcze, a tam takie tłumy, że miejsc na parkingach brak

Gdy dodać do tego takie kwiatki, jak rodzina pani Emilewicz na nartach,  zmarnowane szczepionki, podsłuchane rozmowy członków PiSu, to nie dziwi, że ludziom puszczają nerwy.

Nasz sąsiad stracił pracę , bo upadł jego zakład pracy. Mężczyzna jest już po 60-ce, do emerytury jeszcze 3 lata, zostawił podania o pracę tu i tam i czeka na telefon, a w zasadzie już przestał czekać, stara się o emeryturę pomostową.

Kolega syna też stracił prace przez covid, bo zwolnienia itd. a do spłacania jest kredyt na mieszkanie i  dziecko w drodze, a pomocy znikąd, bo i rodzicom młodych się nie przelewa. 

Dobrze, że mam blisko do swojej emerytury, bo podobno wrócił pomysł pracy do 67 roku życia, także dla kobiet.

Bądźcie zdrowi Wy i Wasi bliscy, bo podobno czeka nas trzecia fala...


środa, 13 stycznia 2021

Muzyka dla oka...

 Wiem, dziwnie brzmi ten tytuł, ale takie było moje pierwsze skojarzenie.

W jednym z seriali o tematyce medycznej pojawiło się określenie, że po pewnych lekach dźwięki się widzi, a kolory słyszy:-)

Ale nie o leki czy zaburzenia zdrowotne tu chodzi. Robiłam porządki w zbiorze płyt z nagraniami muzycznymi i ponownie zachwyciłam się szatą graficzną niektórych edycji.

Nasz zbiór obejmuje płyty kupowane latami z różnych źródeł, niektóre mąż wygrał w jakichś konkursach lub wymieniał się ze znajomymi, część to prezenty na rozmaite okazje.

Oczywiście powie ktoś, że teraz wszystko na kanale youtube, ale tak samo traktujemy książki papierowe i e-booki, są zwolennicy wydań cyfrowych i są inni.



Piękne zimowe wydanie płyt z muzyką Seweryna Krajewskiego i Andrzeja Piasecznego, do każdej edycji książeczka z tekstami i to nie byle jaki śpiewnik, ale estetyczna, bogato ilustrowana edycja.



Tu przykłady prawdziwych perełek, bogato zdobione okładki, a wygląd krążków płytowych spójny z grafika okładek, no miód na serce i uczta dla oka.




Podobna spójność i dbałość o szczegóły zachwyca w przypadku cyklicznych wydań muzyki poważnej, popularnej twórczości instrumentalnej czy koncertów nagrywanych na żywo.
Nawet znalezienie poszczególnych egzemplarzy na półce w wielości zbioru nie sprawia trudności, bo płyty rzucają się w oczy.



Zdarzają się także edycje dla miłośników minimalizmu lub oryginalności, jak np. płyta CD w puszce czy kartonik stylizowany na solidny metalowy sejf...



Ostatni nabytek to prezent gwiazdkowy dla męża - koncert Bruce'a Springsteena w londyńskim Hyde Parku, edycja okładki w nieco większym formacie, jak zwykle bogato ilustrowana, z informacjami o szczegółach organizacji koncertu.

Pomyśleć, że kiedyś nagrywało się na zwykłe płyty jakieś składanki, albo kupowało z niewiadomych źródeł wymarzone koncerty,  a okładkę do plastikowego pudełka na krążek trzeba było sobie wydrukować samodzielnie i to często w wersji czarno-białej.

Teraz to uczta nie tylko dla ucha, także dla oka, a nawet dotyku, bo szperanie w takich cackach to prawdziwa przyjemność dla wielu zmysłów!


niedziela, 10 stycznia 2021

Awantura o nazwę...

Dowiedziałam się niedawno, że mają zmienić nazwę mojej ulicy. 


Wiadomość o tyle dziwna, że już raz odbyło się referendum wśród mieszkańców i okazało się, że w większości nie chcemy zmiany nazwy, bo obecny patron nikomu nie wadzi.
Mojej ulicy bowiem patronuje zwykły rosyjski żołnierz (według niektórych radziecki), który zginął w płonącym czołgu w czasie wyzwalania miasta pod koniec II wojny. Żaden tam pułkownik czy oficer polityczny.
Myślałam, że wszystkie wątpliwe nazwy już dawno zostały zmienione, choć w ubiegłym roku zmieniono u nas ulicę Roosevelta na Ratuszową.

Rozumiem, że przeszkadzał komuś Dzierżyński,  PPR, Hanka Sawicka, Nowotko itp. ale prosty żołnierz?
Odbyło się posiedzenie rady miejskiej, poproszono o opinie historyków i nawet IPN , a najciekawsze sa chyba zakulisowe działania, bowiem nasz prezydent popiera KO, a wojewoda jest z przeciwnej opcji i to właśnie pan wojewoda chce narzucić mieszkańcom nowego patrona.

Nowo zaproponowany patron oczywiście jest jak najbardziej na miejscu, niedawno zmarły społecznik i prezes uzdrowiska, ale nie w tym rzecz.

Nikt zainteresowanych nie pytał o zdanie, akcja niejako narzucona mocą urzędu, w dodatku rodzina zmarłego ( w czasie żałoby) została wmanewrowana w lokalną awanturę.

Dobrze jeszcze, że nie narzucono nam jako patrona ulicy kolejnego księdza lub świętego , bo już naliczyłam ośmiu takich księżych patronów, a oprócz tego nazwy takie jak: Św.Ducha, Plebanka, Kościelna, Św.Mikołaja czy plac Św.Wojciecha.

A oto fragment wypowiedzi jednego z radnych, historyka  i badacza dziejów naszego miasta:

"W każdej armii i epoce byli źli i dobrzy. Armia Czerwona popełniła wiele potwornych zbrodni, ale nie zgadzam się ze sposobem myślenia mówiącym o odpowiedzialności zbiorowej. Nie można oceniać historii w ten sposób, że jeśli Armia Czerwona była zbrodnicza, to każdy żołnierz radziecki był zbrodniarzem.

Nawet IPN nie znalazł żadnych przeciwwskazań do degradowania patrona."


Trwamy w zawieszeniu, czekając na rozstrzygnięcie, gdyż włodarze odwołali się od decyzji wojewody. Nie chciałabym zmieniać w dokumentach i urzędach adresu, wyjaśniać, prostować, zawiadamiać itd. 

Nie lepiej to spokojnie żyć bez awantur?