piątek, 9 grudnia 2016

Niedziela dla rodziny...

Zdaję sobie sprawę, że na ten temat wiele już powiedziano w mediach i na blogach, ale brałam ostatnio "udział"w dwóch sytuacjach, które na nowo zmusiły mnie do myślenia i wymiany poglądów ze znajomymi w realu.
Dziś chcę się podzielić swoimi refleksjami z Wami, bo mnie to męczy... chodzi o zapowiedź likwidacji handlu w niedziele, co rząd i związki zawodowe argumentują tym, że niedziela ma być dla Boga i rodziny. Nie chcę sie wdawać w dyskusję szeroko, bo i tak każdy z nas ma pewnie inne zdanie na ten problem. Każdy lub prawie każdy lubi mieć wolne w weekendy, ale też nie każdy akurat w weekendy może mieć wolne. Więc jeśli np. mąż pracuje głównie w weekendy, dajmy na to w muzeum lub w kinie, a żona w weekendy ma wolne, to i tak nie jest to niedziela rodzinna.
Poza tym, nie wszyscy są katolikami praktykującymi (tak się mówi) i niekoniecznie chodzą co niedziela do kościoła. Swoją drogą, ciekawe kto księdzu obiad gotuje... ale nie o tym chciałam napisać. Poza tym, dlaczego akurat pracownicy handlu wielkopowierzchniowego mają mieć prawo do wolnych weekendów?


Będąc w toruńskiej galerii handlowej zostałam zaczepiona przez ankieterkę, która poprosiła o wypowiedź na temat handlu w niedziele.
Odpowiedziałam tak: jako klient jestem za, bo często tylko wtedy mam czas i siły na większe zakupy, a przy okazji jemy obiad poza domem (nie muszę gotować). Co robię z resztą niedzieli to już moja sprawa. Rozumiem, że pracownicy sklepów, punktów usługowych mogą mieć coś przeciw, mają prawo. Trzeba by najlepiej ich samych o to zapytać...
Nie muszą jednak galerie być otwarte do 22.00, po co? Na liście ankieterki się nie podpisałam, bo zbyt dużo danych chciała ode mnie, a tego nie lubię...
Po kilku minutach weszliśmy z mężem do sklepu z męskimi koszulami i zapytałam ekspedientkę (zresztą bardzo uprzejmą, zwłaszcza dla męża) czy widzi sens handlu w niedziele? Odpowiedziała, że w weekendy najwięcej sie sprzedaje, ograniczyłaby tylko godziny pracy, bo po 19.00 ledwo kto już zachodzi do galerii, a co dopiero, aby kupić koszulę.

Po kilku dniach stałam w kolejce do kasy w sklepie typu supermarket i podsłuchałam taką rozmowę kasjerki ze znajomą:
- To fajnie tam , gdzie pracujesz?
- O wiele lepiej, mam wreszcie wolne weekendy!
- A twój mąż?
- On niestety pracuje na okrągło, więc i tak rzadko się widujemy, ale przynajmniej nie ma czasu na kłótnie...
- To twoi rodzice też odpoczną od opieki nad wnukami?
- Oni nie narzekali, zresztą chcemy kupić większe mieszkanie, więc chyba znajdę gdzieś robotę w weekendy..
- A ja się dowiedziałam, że jestem w ciąży i idę na zwolnienie.
- No pewnie, nie bądź głupia, jeszcze się w życiu napracujesz...


Oprócz barów w Licheniu czynne są główne sklepiki z dewocjonaliami, pamiątkami, księgarnie itd.
Cały rok, 7 dni w tygodniu...

wtorek, 6 grudnia 2016

Mikołaju, nie przynoś mi prezentów...

Kiedyś czytałam swojemu synowi, później swoim czytelnikom piękną i mądrą książkę DROGI MIKOŁAJU, PROSIMY NIE PRZYJEŻDŻAJ DO NAS W TYM ROKU....
O czym jest książka?
W dużym skrócie - o listach pisanych przez dzieci do Mikołaja. Zatroskany Mikołaj i jego pomocnicy nie mogą sie nadziwić wzrastającej zachłanności dzieciaków na coraz droższe zabawki, bo nie proszą o misie, słodycze i inne zwyczajne rzeczy, ale o komputery, pieniądze, telefony itd.
Wśród tego ogromu korespondencji znalazł się list grupy dzieci zatroskanych o los swoich rówieśników w krajach trzeciego świata i zrezygnowały z prezentów dla siebie na rzecz pomocy dla głodujących, chorych, bezdomnych na całym świecie.
Stąd właśnie tytuł książki. Mikołaj wraz ze swoimi pomocnikami jedzie do Afryki by kopać studnie, uczyć uprawy roślin, organizuje nauczanie itp.
Zapytałam uczniów, kto byłby w stanie zrezygnować ze swoich prezentów na rzecz osób potrzebujących pomocy? Część dzieci odpowiedziała szczerze, że nie zrezygnowałaby z prezentów, ale chętnie podzieli się pieniędzmi ze skarbonki lub kieszonkowym. Były także dzieci, które bez zastanowienia zaoferowały pomoc, rezygnując z prezentów. Nie wiem, jak mogło być naprawdę, nie wiemy czy sami zrezygnowalibyśmy z prezentów pod choinką.

Piszę o tej książce nie tylko przy okazji Mikołajek, ale głównie dlatego by mieć dobry wstęp dla polecenia akcji charytatywnej FUNDACJI SŁONECZKO.
Najlepiej posłużę się słowami z innego bloga, który propaguje anonimową zbiórkę funduszy:



O jakie tu pieniądze chodzi? O każde! O ten jeden procent z podatku, o drobne na piwo, którego z jakiegoś powodu nie kupimy, o wyraz wdzięczności, którego przyjaciel nie chce przyjąć i nie bardzo wiadomo co z tym zrobić… Ja wiem – powiedz mu, że wpłacisz na Niedźwiadka Koala do fundacji „Słoneczko”.
Czujesz, że masz zobowiązanie wobec przyjaciela i on nie chce tego przyjąć – powiedz mu, że wpłacisz to na fundację „Słoneczko” – i on będzie zadowolony, i Ty, i jeszcze ktoś!
Jeżeli są jeszcze jakieś pomysły na finansowanie Naszego Niedźwiadka, to bardzo proszę!!!


A teraz jeszcze fundacja i konto:
Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „SŁONECZKO”
77-400 Złotów, Stawnica 33A
konto: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010

w tytule wpłaty podać subkonto osoby, której chcemy przekazać naszą wpłatę: 442/P
Można też rozliczyć PIT na stronie fundacji:
Fundacja Słoneczko
KRS: 0000186434


Kto nie chciałby wcielić się w rolę Mikołaja lub jego pomocnika? Ja chyba skorzystam z odpisu podatkowego w rozliczeniu PIT, bo co roku 1% przekazujemy na jakąś organizację, więc teraz nie muszę szukać :-) A jeśli na pomoc czeka jeden z blogerów, to tym bardziej akcja bliska sercu, bo kto jak nie MY?

sobota, 3 grudnia 2016

Dziwny ten smak...

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, dlaczego te same potrawy lub napoje jednym smakują, a innym wręcz przeciwnie?
Albo dlaczego niektóre osoby przyprawiają wszystko na ostro, a inne preferują smaki łagodne ?
Nietrudno też zauważyć, że odczuwanie smaków związane jest z zapachem, gdy mamy katar i upośledzony węch, to i smaki odczuwamy inaczej.
Zdarza się także, że po urazach neurologicznych lub po przebyciu niektórych chorób nie rozpoznajemy smaków i zapachów wcale, a jedzenie przestaje być przyjemnością.
Z mądrych źródeł możemy dowiedzieć się, że człowiek dorosły ma około 10 tysięcy kubków smakowych, które rozlokowane są nie tylko na języku, ale już taka swojska krowa ma ich aż 45 tysięcy...i po co?
Samo słowo SMAK ma zresztą kilka znaczeń - zmysł odczuwania smaków, właściwość pokarmu, dobry gust i wreszcie ochota na coś.
Mówimy: to nie jest mój ulubiony smak; ta potrawa nie ma smaku; jaka wysmakowana stylizacja; mam smak na truskawki...
Podobno niektóre upodobania smakowe są dziedziczne, inne przypisane może do płci, bo jak wytłumaczyć, że piwo w większości lubią panowie, a jeśli panie to z sokiem? A jak wytłumaczyć, że są osoby, które nie lubią słodyczy, a inne dałyby się pokroić za tort lub czekoladę? Poznałam kiedyś panią, która nie lubiła i nie jadała owoców, warzywa tak, ale mało.
Podobnie jest z przyprawami lub bakaliami - kardamon, cynamon, goździki należą do przypraw, które nie wszyscy akceptują w potrawach czy napojach.

Znam osoby, które lubią bakalie, ale nie w ciastach. Ja np. uwielbiam owoce leśne, ale nie w jogurtach, w ogóle owoce jagodowe smakują mi najlepiej prosto z krzaczków, wiem, że niehigienicznie, ale trudno, całe życie tak jem...
Oglądałam kiedyś ciekawy program o rozpoznawalności smaków i okazało się, że:
- trudniej rozpoznać niektóre smaki z zasłoniętymi oczami lub z zatkanym nosem,
- niektóre osoby mają wrażliwsze kubki smakowe i potrafią rozpoznać więcej smaków,
- niektórzy mają większą tolerancję na smak ostry, inni od bardzo ostrych przypraw mogą stracić oddech,
- dla lepszego odróżnienia kolejnych smaków, dobrze przepłukać usta wodą,
- aby zneutralizować ostrość potraw, palenie w przełyku - najlepiej zjeść trochę słodkich lodów


Fenomenem jest też dla mnie istnienie zależności między dodawaniem do potraw lub napojów pewnych dodatków, które podnoszą smak tychże. Dobrze jest np. do kawy dodać odrobinę czekolady lub soli, gorzka czekolada świetnie smakuje z dodatkiem chilli, a lody czekoladowe dobrze komponują się z gorącym sosem z wiśniami (jak dla mnie).
Smakosze lodów czy ciast tortowych też mają preferencje smakowe, niektórzy jedzą tylko lody waniliowe, inni tylko śmietankowe w czekoladzie, a smakosze tortów dzielą sie na tych, co wolą torty czekoladowo - orzechowo - kawowe i tych, którzy tylko owocowe lub bezowe.
Mówi się także, że poprosić w restauracji o przyprawy to brak szacunku dla szefa kuchni, ale przecież najlepszy nawet kucharz nie ma naszych kubków smakowych, prawda?

Może więc należałoby powiedzieć nie dziwny ten smak, ale raczej dziwne te kubki smakowe...