Zachęciliśmy syna do prowadzenia kroniki wycieczek i to od najwcześniejszych lat (miał wtedy 4,5 roku), nawet gdy jeszcze nie umiał pisać, to rysował, a my pomagaliśmy podpisywać rysunki.
poniedziałek, 5 grudnia 2022
Wspólnie...
Mysza w sieci zainspirowała mnie do napisania o aktywnościach, które możemy realizować razem z dzieckiem. Mój syn wprawdzie dawno już dorosły, ale zachowaliśmy nasze pamiątki ze wspólnych podróży, pierwszych szczytów zdobytych w Tatrach, prób pisania pamiętnika i pierwszych prac graficznych wykonanych ołówkiem.
Podróżowanie samo w sobie już dla dziecka bywa atrakcyjne, zwłaszcza gdy podróżuje się różnymi środkami lokomocji : kuszetką, autokarem, tramwajem lub dorożką, kolejką wąskotorową lub wyciągiem krzesełkowym....
W czasie zdobywania szlaków górskich czy zwiedzania zabytków zbieraliśmy pieczątki , bilety, pamiątki, dyplomy.
Kiedyś w prezencie syn dostał pięknie oprawiony zeszyt , w którym zaczął prowadzić zapiski z codzienności. Nie były to jakieś spektakularne zdarzenia, ale prowadzenie "pamiętnika" pozwoliło na bezbolesne ćwiczenie kaligrafii i ortografii, z którymi przez pewien czas miał problem, a kto lubi nudne ćwiczenia?
Równolegle niejako odkrył w sobie pasje rysowania komiksów, opartych na filmach i grach komputerowych i tu także potrzebna była pomoc w zapełnianiu dymków dla mówiących postaci.
Nieco starszy już zaczął ćwiczyć rysowanie twarzy, martwej natury itp.
Do dziś przechowujemy także książeczki i liściki syna, które wykonał w dzieciństwie, może przyjdzie czas, by je kiedyś pokazać wnukowi?
Jest wiele pasji, które możemy dzielić wspólnie z dziećmi, wnukami, siostrzeńcami, sąsiadami, uczniami. Sama nauczyłam się szycia od babci, dziergania na drutach od cioci, z tatą braliśmy udział w zawodach latawcowych. Poznałam uczniów, z których jeden biegał codziennie przed szkołą razem z tatą, inny jeździł z dziadkiem na ryby. W różnych programach podziwiam dzieci, które realizują swoje pasje kulinarne, ogrodnicze, taneczne, plastyczne przy aktywnym wsparciu lub udziale rodziców.
piątek, 2 grudnia 2022
Z uśmiechem...
Siedzimy sobie z mężem w niedzielny poranek, ja z nosem w laptopie, mąż ogląda jakiś film wojenny.
Każdemu to, co lubi.
Pijemy kawkę, przegryzając piernikiem. Obowiązkowo w piżamach.
Bez pośpiechu, jedyne zmartwienie to pogoda za oknem, ale w każdą staramy się spacerować, zwłaszcza w weekendy. Słońca dawno nie widziałam, ale na to wpływu nie mam...
Jedna kawa wypita, smaczniejsza, niż zwykle, bo express dopiero co odkamieniony i wydobył cały aromat z małych ziaren świeżo zmielonych. Siedzi mi się wygodnie w moim ulubionym fotelu, mówię więc do męża:
- kochanie, teraz twoja kolej, zrób proszę kawę, bo ta jedna mała filiżanka nie rozbudziła mnie należycie...
- okej, zaraz zrobię, ale dopiero po bitwie, bo teraz decydujący moment!
Dobrze, że bitwa nie trwała długo!
A bez czego Wy nie wyobrażacie sobie niedzielnych poranków?
wtorek, 29 listopada 2022
Zmarnowana szansa
Nie lubię gdybania w temacie przeszłość, bo w końcu każdy z nas jest w takim momencie, do którego dążył lub próbuje coś zmienić.
Ale jak to w życiu, na dnie zakurzonej szafy wspomnień spoczywają jakieś zmarnowane kiedyś szanse, porzucone pomysły, zapomniane znajomości.
Może to kwestia wieku, nastroju, obrazów które co jakiś czas nas nawiedzają, ale nie da się uciec od refleksji - może trzeba było wtedy...
W czasie rozmowy ze znajomą wspominałyśmy naszą drogę do własnego mieszkania, książeczki spółdzielcze z wkładem na jakieś M, spłacanie odsetek, urządzanie się w czasach, gdy na półkach był tylko ocet. Znajoma często żałuje, że nie zdecydowali się z mężem na budowę domu, bo kredyt spłacaliby podobnie jak za mieszkanie w bloku, a dom z ogródkiem, to dom z ogródkiem!
Inna koleżanka zawsze żałowała, że nie zmieniła pracy zarobkowej na pracę marzeń, a chciała być pilotem wycieczek, bo gdy przeszła na wcześniejszą emeryturę i zapisała się na kurs, choroba uniemożliwiła jej spełnienie marzenia sprzed lat .
Pamiętam opowieść babci Stefanii o tym, jak w czasie wyzwalania naszego miasta spod okupacji hitlerowskiej dziadek znalazł piękne mieszkanie po Niemcach, a miał rozeznanie, bo malarzem pokojowym był w czasie wojny. Namawiał babcię, by zamienili klitkę w starym domu na przedmieściu, na mieszkanie z łazienką blisko rynku. Babcia jednak bała się, że Niemcy wrócą i wymordują całą rodzinę. Dziadek często wspominał o tej zmarnowanej okazji...
Moja mama żałowała, że nie dała się namówić koleżance, u której pracowała jako księgowa i nie weszła w spółkę do zakupu restauracji w Ciechocinku. Czasy były trudne dla prywatnego biznesu, a etat to etat i księgowe zawsze poszukiwane. Koleżanka mamy miała jednak głowę do interesów i wkrótce dorobiła się sporego domu i drogiego auta, choć restauracji w Ciechocinku nie kupiła.
Ja żałuję, że nie nagrałam, nie spisałam opowieści moich dziadków i rodziców o dawnych czasach, o przodkach, o przemianach ustrojowych, o wojnach... sama teraz niewiele pamiętam, czasem przypadek lub jakiś detal wyzwoli falę wspomnień, ale czy to, co pamiętam oddałabym wiernie? czy to już będzie tylko moja wersja wcześniejszych opowieści?
Ilu z nas żałuje, że nie zmieniło kiedyś pracy, nie postawiło się rodzicom, nie zaryzykowało lub nie spróbowało czegoś nowego...
Może też tak macie, a może wręcz przeciwnie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)













