czwartek, 19 lutego 2026

Z poczekalni...

 

Poczekalnia to czekanie, czasem bardzo długie, niekiedy całkiem  krótkie, a i miejsc oczekiwania na coś może być wiele ( przychodnia, dworzec, kolejka w sklepie, lotnisko, restauracja).

Czy wiecie, że nawet CZEKANIE doczekało się badan naukowych?

Okazuje się, że w różnych poczekalniach spędzamy od roku do dwóch lat!
90% czasu oczekiwania znosimy bez problemu, najgorsza jest końcówka. Gdy to przeczytałam, to faktycznie przyznaję, że najgorszy był rok do emerytury, ciągnął się strasznie...

Dzisiaj czas oczekiwania, nawet bardzo długi, upływa nam znośniej dzięki postępowi technicznemu, mamy do dyspozycji telefon z Internetem, audiobooki, tablety, wreszcie książki lub czasopisma. Rozmowy też należą do czasoumilaczy (chyba że trafisz na trudnego rozmówcę ), w dodatku w wielu miejscach oczekiwania, wyświetlają nam informacje  typu: czas oczekiwania, zmiany w opóźnieniu, numer klienta itd.

Pandemia covidowa spowodowała, że w wielu miejscach już obowiązują zapisy godzinowe, a nawet minutowe i jak najmniej ludzi w poczekalni, zdarzają się jednak poślizgi, a wówczas w poczekalni przydają się czasopisma. Często z tego korzystam, bo jednak do książki potrzebny jest inny rodzaj skupienia.

Nawet te rewelacje o czekaniu wynotowałam z czasopisma, bodajże Świat Wiedzy.

Zwróciło moją uwagę podsumowanie na temat turystyki. Podano miasta, które najwięcej zarabiają na turystach z całego świata:
Dubaj - 29 mld dolarów
Londyn - 16,1 mld
Amsterdam - 13,6 mld

Barcelona - 12,7 mld
Nowy Jork - 12,5 mld
Paryż - 9,8 mld

Liczby te mogą przyprawić o ból głowy!
A czym jest ból głowy? jest doznaniem wywołanym przez podrażnienie receptorów bólowych w obrębie opon mózgowych, w naczyniach krwionośnych w głowie oraz w tkankach otaczających np. mięśniach karku.
W dziewięciu na 10 przypadków jest to ból napięciowy, spowodowany najczęściej stresem. Bardziej dotkliwa bywa migrena, gdyż towarzyszą jej dodatkowe elementy, jak mdłości, dreszcze, wrażliwość na światło, dźwięki i zapachy... jak mawiała moja babcia - najgorszemu wrogowi nie życzę.
Równie ciekawym jest, co powodować może ból głowy?
Zimno, kaszel, ciasna gumka do włosów, zmiany w obrębie odcinka szyjnego kręgosłupa, wady wzroku, nocny bezdech, alkohol, hormony, brak snu, strach, podekscytowanie...
A leki? najczęściej środki przeciwbólowe, ale i akupunktura, sok z selera, ruch na świeżym powietrzu....


Jeśli macie jeszcze trochę cierpliwości, to warto poczytać o dzięciurach!
Dzięciury, to kuzyni naszych dzięciołów, występujące w obu Amerykach. Nasze swojskie dzięcioły są przy tych amerykańskich leniwe, bo robią jeden lub kilka otworów w drzewie, zjadają robala, soku popiją, a te za oceanem potrafią w jednym dębie zrobić 50 tysięcy otworów i naupychać w nich zapasy na bardzo długo.
W dodatku, ich spiżarnie liczą nieraz ponad 100 lat, bo są dziedziczone! w okresie lęgowym dzięciury żywią się owadami, owocami i sokiem drzew.

Na koniec, już dla najbardziej wytrwałych, kilka ciekawostek o wskrzeszaniu. Na szczęście nie o ludzi tu chodzi, a o próby przywracania wymarłych gatunków zwierząt, takich jak ptak dodo, ptak moa, wilk workowaty.
Powstał bowiem zespół pod nazwą COLOSSAL, który zajmuje się ratowaniem gatunków zagrożonych wyginięciem. Szacuje się , że do 2050 roku zniknie z naszej planety 1/3 dzisiejszych gatunków zwierząt.
Zespół naukowców (m.in.biolog ewolucyjny, genetyk) twierdzi, iż możliwym byłoby reaktywowanie niektórych zwierząt uznanych za wymarłe. Jest oczywiście wielu przeciwników tego zamierzenia, bo problemem byłoby znalezienia miejsca we współczesnym ekosystemie dla przywróconych przedstawicieli fauny.
Na razie, uczeni skupiają się na modyfikacjach genetycznych pod kątem zwiększenia odporności zwierząt na choroby. Około 80% populacji diabła tasmańskiego wyginęło z powodu nowotworów pyska. Naczelnym celem badań stało się maksymalne przyspieszenie  prac naukowych tak, by ocalić jak najwięcej  znikających gatunków...

Niebawem znów będę w poczekalni, może coś ciekawego znajdę:-)


14 komentarzy:

  1. Czekanie czasem jest najgorszą możliwą rzeczą. Nie cierpię czekać aż zasnę, leżąc wiele godzin w bez ruchu.

    Na różne rzeczy się czeka. Taką mamy nature. Z drugiej strony takie czekanie to okazja do refleksji - niekoniecznie zabawy telefonem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekanie na sen w środku nocy, to tortura!
      Drugie zdanie w punkt!

      Usuń
  2. w najbliższym czasie żadne z tych miast na mnie nie zarobi :-DD
    a nie byłam w dubaju, nowym jorku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie byłam, pewnie nie zawitam, za to w Polsce zarezerwowałam 3 pobyty!

      Usuń
  3. Asiu potrafisz z jednej poczekalni zrobić podróż przez pół świata 😄
    Z tym czekaniem w punkt – faktycznie końcówka dłuży się najbardziej. A dzięciury? 50 tysięcy otworów to już level mistrz 😅
    Lubię Twoje „poczekalniane” odkrycia – zawsze coś ciekawego można się dowiedzieć 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W poczekalni u dentysty jest wiele ciekawych czasopism:-)

      Usuń
  4. 9 godzin na lotnisku w Barcelonie mi przypomniałaś...

    I cierpliwie poczekałam na koniec posta:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ho, ho....nie żebym życzyła Ci przesiadywania w poczekalniach , ale ...przegląd prasy z innego rewiru- dobrze mi zrobił. :-) Na codzień przeważnie mało czasu poświęca się na ciekawostki z ,,innego wymiaru rzeczywistości,, Dzięki ...A co to za ptaszysko ?

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie lubię poczekalni a jak jeszcze poślizg to masakra, dziękuję za nowości przyrodnicze, nie słyszałam, zawsze coś można się dowiedzieć, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Staram się unikać wszelkiego rodzaju poczekalni, ale nie zawsze się to udaje. Jednocześnie jest to pewna lekcja cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  8. Siedzac w poczekalniach lubię obserwować ludzi a jeśli znajdą sie jacys chętni, to porozmawiać z nimi. Wielu ciekawych historii można sie od nich dowidzieć, nie tylko na temat zdrowia. W związku z tym nawet lubie poczekalnie!:-))

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie bywam u lekarzy od lat, więc poczekalnie omijam. Dziś czekam na montera nowych liczników mierzących zużycie wody. Ból głowy nie pozwala mi znaleźć temat na nową notkę. Podziwiam, że o tak wczesnej porze, miałaś siłę napisać tak obszerny post. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. również uważam, że reaktywacja wymarłych gatunków nie ma sensu ze względu na brak miejsca na ich introdukcję... natomiast jestem za reaktywacją ekosystemów... wcale nie żartuję... wciąż, mimo przeludnienia, jest na ziemi mnóstwo miejsc opuszczonych, zdewastowanych przez przemysł, mniej lub bardziej jałowych, mających jednak nadal pewien potencjał... to jest rzecz jasna kosztowne, pracochłonne, energochłonne, wymagające mnóstwo ludzkiej inwencji... ale wojny też są kosztowne, pracochłonne, energochłonne, wymagające, więc nikt mi nie wmówi, że ludzkość nie ma kasy, czasu, czy energii na takie reaktywacje... ba, nie tylko wojny, jest mnóstwo innych głupich rzeczy, które można by przestać robić... pewien mój znajomy kiedyś przestał chlać... po jakimś czasie nagle okazało się, że stać go na mnóstwo fajnych spraw i tematów...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń