poniedziałek, 10 czerwca 2019

Z Krzysiem o chórze...

Krzyś przynosi kartki papieru do kserowania, każdą kartkę mam powielić 5 razy.
Na kartkach teksty piosenek.
Pytam dla kogo te kserówki, odpowiada, że dla pani od muzyki.

- Jeden komplet będzie dla mnie - chwali się...
- to w podręczniku macie za mało piosenek?
- nie, to na próby chóru!
- ale powiedziałeś, że jeden komplet dla ciebie, a ty nie należysz do chóru
- teraz już tak, pani zrobiła przesłuchania i nadaję się
- coś wspominałeś, ale myślałam, że to żart...
- ja myślałem tak samo, ale mogę pośpiewać, jutro zaczynamy ćwiczyć
- a wiesz, że to ciężka praca?
- śpiewanie? a co w tym ciężkiego?
- wiele lat w szkole należałam do chóru i coś o tym wiem, a gdy przychodzi czas występów, to prawdziwa orka, ale i przyjemność wielka
- pani powiedziała, że jak dobrze nam pójdzie, to wystąpimy na jubileuszu szkoły w teatrze!
- a w którym głosie śpiewasz?
- chyba w drugim...
- jest taki sławny chór chłopięcy Poznańskie słowiki
- słowiki? a myślałem, że to kanarki ładnie śpiewają?
- nie tylko, słowiki, kosy, skowronki... proszę, to twoje kartki
- dziękuję, opowiem pani, jak mi poszło!

I poleciał... czy dzieci w tym wieku w ogóle nie chodzą, tylko biegają?




piątek, 7 czerwca 2019

Zza biurka na matę

Panią Annę poznałam nie w klubie fitness, a w bibliotece.
Zaproszono mnie z dziećmi na spotkanie w ramach akcji głośnego czytania.
Gość biblioteki przy parku powitał nas promiennym uśmiechem, z zazdrością patrzyłam na nienaganną sylwetkę i wyprostowane plecy.
W trakcie spotkania pani Ania opowiedziała o swojej drodze do bycia trenerką personalną.

Przez 17 lat pracowała za biurkiem, czuła się coraz częściej wypalona, zniechęcona, nie mogła po pracy wykrzesać z siebie sił ani ochoty, by pójść choćby na rower ( skąd ja to znam ? )
Pewnego dnia postanowiła zmienić ten stan rzeczy, tym bardziej, że wychowanie syna wymagało od niej też sporo energii, chciała mu towarzyszyć w wielu aktywnościach, a tu organizm odmawiał posłuszeństwa.
Zainteresowała sie fitnessem, uporządkowała swoje sprawy, zrobiła odpowiednie kursy, wymówiła pracę za biurkiem i znalazła swoje miejsce w studiu fitnessu, gdzie prowadzi zajęcia indywidualne i grupowe dla ludzi w różnym wieku.
Zmieniła całkowicie tryb życia, jest pogodna, pełna energii, zaraża ochotą na ruch i zdrowy styl życia.
Z zainteresowaniem słuchały jej nie tylko dzieci.

Dostałam darmową wejściówkę na wybrane zajęcia, by zapoznać się z ofertą, ale chyba dopiero w wakacje dam radę skorzystać ( piątek 8 rano).
Jak mówi trenerka, powinno się spróbować różnych form, by wybrać najlepszą dla siebie.
Jeśli dotrę i nie padnę na polu walki ( fitnessu), dam znać jak mi poszło...



wtorek, 4 czerwca 2019

Nie tylko gotyk...


Notkę dedukuję Ani O. i Gabrysi Kotas.
Pierwsza chce namówić męża do odwiedzenia Torunia, druga uwielbia toruńskie pierniki.

Nie jest łatwo napisać o Toruniu, wiele informacji można znaleźć w sieci, wraz z naczelnym hasłem GOTYK NA DOTYK.
Faktycznie, tego gotyku jest wszędzie na dotyk, gdzie nie zwrócimy oczu, to kamienice, mury, ruiny, muzea...

Wybraliśmy się w sobotę do miasta Kopernika, bo wreszcie ciepły weekend, zachciało nam się pospacerować nad Wisłą. Nie przypuszczaliśmy, że pół godziny zajmie nam poszukiwanie miejsca parkingowego, tyle samo zajęła nam jazda do Torunia.
Widocznie wszyscy wyszli z podobnego założenia, poza tym Dzień Dziecka, imprezy itd.

Zaczęliśmy nietypowo, bo od porcji pysznych lodów z cukierni Lenkiewicza, w końcu było gorąco, a być w Toruniu i nie jeść tych lodów, to jak być w Watykanie i ...
Na spacerze odkryliśmy sklepik z piernikami przy rodzinnej manufakturze piernika. Bardzo sympatyczna pani w środku częstowała próbkami ciastek o różnych smakach, kupiliśmy kilka, w tym zwykłe katarzynki bez nadzienia i bez polewy.
Przesłodzeni piernikami pomaszerowaliśmy dalej, zachwycając się kolejnymi zaułkami, drobiazgami, które robią klimat Starówki i świadczą o dbałości gospodarzy o każdy szczegół tego, czym chcą się pochwalić turystom.
Na ścianach i murach ciekawostki co krok, głowa lata jak kołowrotek, by niczego nie uronić...
Najbardziej znana fontanna ze skrzypkiem i żabami. Grajek, dzięki swej grze uwolnił miasto od plagi żab, które urzeczone grą skrzypiec poszły za nim poza granice miasta. Tak głosi legenda.
Ta piękna wąska kamienica okazała się kaplicą ewangelicko-augsburską luterańską. Byłam w Toruniu tyle razy, a zobaczyłam ją pierwszy raz.
Na naszej drodze stanął piwowar w stroju z epoki, który reklamował tutejsze piwo piernikowe.
Piękny dziedziniec dawnego ratusza, dziś siedziba muzeum historycznego. Można także wejść na wieżę ratuszową, by podziwiać panoramę Torunia.
Przerwa na obiad. Po słodkich piernikach nabraliśmy ochoty na pierogi, pyszne pierogi z ciasta drożdżowego, z pieca chlebowego. Najlepsze, jakie w życiu jadłam, w kilku smakach. Można zamówić jeden farsz, a można każdy pieróg w innym smaku.
Wreszcie spacer uliczkami i zaułkami, gdzie faktycznie historia kłania się co krok, gdzie dotknąć można cegieł pamiętających mistrza Mikołaja i Krzyżaków.
Wycieczkę do Torunia zakończyliśmy spacerem po bulwarach nad Wisłą, a tam stateczki, kawiarnie na barkach, hostel na wodzie oraz kamienice i mury obronne widoczne od strony rzeki.

To tylko ułamek tego, co można zobaczyć i poczuć w stolicy polskiego piernika.
Jeśli nie byliście w Toruniu, czas najwyższy to zmienić.