Poszłam za radą dla zaprzyjaźnionych blogerek, którym napisałam w mailu RÓBMY SWOJE. Piszemy chyba wszyscy z potrzeby duszy, ale i dla rozmów w komentarzach, dla przyjaźni zawartych poprzez blogowanie. Przede wszystkim jednak z potrzeby czytania tekstów, jakie piszą inni, bo wiele w nich mądrości, humoru, refleksji na rózne tematy, a i często sztuki.
Wiedza i rozrywka - czyż może być coś lepszego? Inspirujemy się nawzajem; pocieszamy, gdy trzeba; wymieniamy przepisami i recenzjami; tworzymy specyficzną społeczność.
Zamieszczam dziś kilka kart art żurnala, które dedykuję wszystkim czytelnikom, trzymajmy się, może nie zmuszą nas do zakładania nowych blogów na innej platformie...
Pozdrawiam i życzę udanego weekendu!










To pisze, póki wchodzi!
OdpowiedzUsuńBardzo podobają mi się Twoje dzisiejsze kartki. Ta o żałobie i o modlitwach w samo sedno.
Dzięki, mimo wszystko bardzo brak było komentarzy, prawda?
UsuńPewnie, że tak! Człowiek się poczuł trochę jak w próżni.
UsuńJakby gadał do ściany :-)
UsuńA już myślałam, że czas się rozstać z tym wiecznie krzaczącym się blogspotem. Mnie się najbardziej spodobała ostatnia karta - lubię czytać wieczorem, przed snem :).
OdpowiedzUsuńNiech może nie zmieniają już więcej, bo tylko problemy z tego wynikają.
UsuńO, działa!
OdpowiedzUsuńNo zdziwiłam się, gdy mi Stokrotka komentarz pod postem o Karpaczu wpisała!
UsuńPrzyznam, że troszkę miałam nerwa, ale już jest ok :) i super! Dobrego weekendu Jotko!!!
OdpowiedzUsuńDzięki, wzajemnie:-)
UsuńAsiu suuuuper kartki wszystkie. A ta żałobie to nawet nie wiem, jak to określić, tak mnie poruszyła. Oczywiście pozytywnie.
OdpowiedzUsuńTa myśl chodziła za mną od dawna!
UsuńTeż spróbuję być mile zaskoczona, że komentarz przeszedł....
OdpowiedzUsuńKarty AJ ,, co kto lubi,, -jest czym cieszyć oczy....chociaż tym razem stawiam na .....żałobę....:-)
Tej miłości nie zastąpi tęsknota...
UsuńCieszę się, że problem z dodawaniem komentarzy zniknął :) Piękne kartki, szczególnie ostatnia :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
To denerwujące, gdy chcesz napisać kilka uwag, a tu zero, brak kontaktu...
UsuńZ żałobą trafiłaś w samo sedno, ale inne karty też są refleksyjne. Bardzo się cieszę, że komentarze działają, bo gdybym musiała zmienić miejsce swojego bloga, to nie wiedziałabym jak. Wystarczy mi, że straciłam pierwszy, gdy zlikwidowano blogomanię. Miłego weekendu i całego przyszłego tygodnia. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNo ja tez jestem przywiązana do tego miejsca w sieci, a gdyby chodziło o kasę, to jestem w stanie płacić abonament.
UsuńJakoś tak się złożyło, że "przespałam" ten cały bloggerowy kryzys i nie wiedziałam w ogóle co się dzieje haha :D
OdpowiedzUsuńAj śliczne! Moi ulubieńcy to ten o przytulności i malarstwie ;) Zdecydowanie wybieram przytulność! Dom ma być miłym miejscem, w którym aż się chce przebywać ;)
Serdecznie pozdrawiam!
A ja chciałam powpisywać komentarze przy kawie, a tu niespodzianka, choć trudno było już od 3 września.
UsuńDziś wybieram: Noś wysoko: swoje obcasy, głowę i wartości!
OdpowiedzUsuńKryzys na bloggerze na szczęście się zakończył!
Pozdrawiam, Jotko. Dobrego weekendu.
Co jakiś czas cos sie psuje, kogo oni tam zatrudniają?
UsuńA niby żyjemy w dobie cyfryzacji!
Dobrych dni bez podobnych niespodzianek:-)
Ciekawa jest ta koncepcja przedstawiania złotych myśli. Co do tej książki w łóżku to mam mieszane uczucia. Niby z nią nie zasypiam samotnie. Staje się ona jednak niebyt lojalną towarzyszką, bo z reguły wali mnie w twarz swoją okładką. Wtedy budzę się błyskawicznie i jestem rozkojarzony. Skąd taka nielojalność w wydawałoby się przyjaciółce? Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńBo porzucasz ją w pół zdania, a ja odkładam grzecznie przed zgaszeniem lampki...
Usuńnooo i wiesz że ja się tym najbardziej wkurzyłam i zmarłam w przerażeniu...
OdpowiedzUsuńNo ja też, bo istniała możliwość, że nas zamkną!
UsuńZapraszam na WP-sa. Jak na razie dobrze mi tutaj.
OdpowiedzUsuńMiałam kiedyś jeden blog na WP, ale ten mam już tyle lat, że trudno by było się przenosić...
Usuńblogowanie naprawdę tworzy wyjątkową przestrzeń, w której spotykają się ludzie, myśli, emocje i małe codzienne inspiracje. „Róbmy swoje” to chyba najlepsze hasło na takie chwile: piszmy, czytajmy się nawzajem i pielęgnujmy tę cudowną społeczność. A karty art journala są jak zawsze pełne klimatu i serca. Niech ta nasza blogowa przystań trwa jak najdłużej! ❤️
OdpowiedzUsuńChyba nie tylko ja mam wrażenie, że korzystasz ze sztucznej inteligencji, kiedyś twoje komentarze były zupełnie inne.
UsuńOd 5 tygodni robię swoje, i nawet mi to służy... 😎 a serio, jest czasami smutno, a zwykle ok. Śmieje się czasami, że żebym ja jeszcze do pracy nie musiała chodzić, tak od czasu do czasu, byłoby optymalnie. To za kilka lat. Póki co, żyje tym moim nowym życiem, nie zasypiam sama, a czasami za szybko, kilka stron i oczy mi się zamykają. Intensywne dni, wczoraj ja w drodze, dzisiaj drogi prowadzą do mnie. Będzie kawa, ciacho tradycyjne i cebulowe. Jutro do pracy, mam nadzieję na spokój tam, taki niedzielny. Dlatego lubię pracować w niedziele o święta.
OdpowiedzUsuńJa zaczynam 5 rok na emeryturze, mąż drugi i dopiero teraz odkrywamy świat na nowo:-)
Usuń"Róbmy swoje”, jak śpiewał Młynarski i nie dajmy się żadnym przeciwnościom, ani awariom. Wczoraj znalazłam wolną chwilę, żeby nadrobić blogowe zaległości, a tu... zonk z komentarzami. Całe szczęście, że już wszystko gra:-) Karty art żurnala cudowne! Moje ulubienice to 3, 8 i ostatnia:-) Pozdrawiam z upalnej Kordoby!
OdpowiedzUsuńOch, Kordoba!
UsuńZwiedzaj, relaksuj się, opisz nam potem swoje wrażenia:-)
Och, Kordoba! Dokładnie tak, Jotko! Czułam, że zrobi na mnie wrażenie, ale nie przeczuwałam, że aż takie:-) Tak, będzie o czym pisać po powrocie...
UsuńKlik dobry:)
OdpowiedzUsuńBlogowa społeczność zawsze bardziej mi odpowiadała, niż każda inna w Internetach. Ze starego towarzystwa wiele osób już odeszło, ale i nowe znajomości cenię. Tu się inaczej rozmawia, niż na szybkich komunikatorach.
Pozdrawiam serdecznie.
To prawda, rozmowy bywają bardzo ciekawe i choć zdarzają się hejterzy, to dajemy radę:-)
UsuńDobrze, że się naprawiło w miarę szybko. Chyba bym sobie odpuściła, gdyby trzeba było zaczynać gdzieś od nowa... Odpukać, na razie działa :)
OdpowiedzUsuńPiękne karty, wszystkie, ale ta o żałobie najbardziej porusza.
Brakowałoby czegoś jednak, prawda?
UsuńDziękuję:-)
Bardzo zacne karty artżurnalowe - szczególnie spodobały mi się "LOS", "Malarstwo to milcząca poezja", "Jedno spojrzenie" i "Z książką w łóżku".
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :-)
Dzięki za uznanie:-)
UsuńJa w łóżku też mam tłok:) Od książkowych bohaterów płci obojga:)
OdpowiedzUsuńNie tylko w łóżku, w szafce koło łózka też przeludnienie:-)
UsuńNie martwiłabym się tak, bo Blogger jest usługą Google i ot tak bez żadnej zapowiedzi jej nie wyłączą ani nie usuną. ;) Pewnie awaria techniczna, zdarza się. Cieszę się, że już wszystko działa.
OdpowiedzUsuńJa też się cieszę, bo denerwują bardzo takie awarie!
UsuńWitaj, Jotko.
OdpowiedzUsuńWidzę, że udało mi się wrócić tuż po burzy:)
I fajnie bo tęskniłam:)
Pozdrawiam)
My tez tęskniliśmy, chciałam już Cię ponaglać, ale pomyślałam, że nie zniknęłabyś bez uprzedzenia...
UsuńAle kreatywnie, wspaniałe kartki, a ostatnia to zdecydownie moja ulubiona :)
OdpowiedzUsuńDobrze, że dalej jest blogger i niech będzie zawsze, ostatnio były jakieś problemy, nawet emaila dostałam,że coś zmieniaja ale mam nadzieję, że nigdy nie zniknie bo ja zawsze mam sentyment do tego miejsca zwi3le wspaniałych osób poznałam, uwielbiam czytać ich blogi i choć teraz jestem mniej regularna niż kiedyś to i tak byłoby mi smutno jakby to wszystko się skończyło.
Mam tak samo, zaczynam dzień od kawy i czytania ulubionych blogów, to moja poranna przyjemność:-)
UsuńA może blogger chciał nas ukarać? Tylko... za co?
OdpowiedzUsuńNo właśnie, za co?
UsuńLos. :). Masz ci los! I do tego wlasny i w dobrych rekach..:)))
OdpowiedzUsuńI na dobrym tle ;-)
UsuńNo, masz ci los! :))))
Usuń"Żałoba to miłość, która nie ma gdzie się podziać..."
OdpowiedzUsuńZwilgotniały mi oczy, gdy to przeczytałam. Od razu przed oczami stanął mi mój Tato.
Jotko - wszystkie Twoje "wyklejanki" i komentarze są świetne i ogromnie lubię je oglądać i czytać. Co do blogowania- ostatnio sama mało bloguję, bo prowadzę tak nudny tryb życia, że niemal nie mam o czym pisać.Telewizora nie włączam, dopóki żył mąż to owe ustrojstwo było niemal cały dzień włączone, zwłaszcza gdy były jakieś sportowe rozgrywki, ale męża już nie ma, a ja nie odnowiłam abonamentu na polską TV. Wystarczy mi wrażeń gdy zajrzę na FB i zaglądnę do Blogowni. Życie w Berlinie jest w sumie niemal takie samo jak w Polsce, poza tym mieszkam w dzielnicy w której nie osiedlają się bardziej egzotyczni przybysze. Bo to dzielnica, w której jest jednak wysoki czynsz. A wysokość czynszu jest regulowana przez państwo a nie jest efektem dogadania się najemcy z właścicielem mieszkania. Wiadomo- musi być porządek!
OdpowiedzUsuń